Dzisiaj doniesienia z placu budowy, która trwa już 13 dni.
Kiedy nasz majster Alistair robił nam nową łazienkę w MAD, to byliśmy na urlopie. Starsza mała Pimposhka miała trochę ponad rok, a z drugą byłam w ciąży. W MAD nie było drugiej łazienki, ani nawet drugiej toalety, więc inaczej nie mogło być. Z remontem uwinął się w dwa tygodnie, a ja wróciłam ‘na gotowe’. Łazienka była prosta, bez żadnych ‘wodotrysków’, a ja cały czas powtarzałam ‘To moja pierwsza łazienka, a nie ostatnia’. Jedyną ekstrawagancją było zainstalowanie gniazdka do ładowania elektrycznej szczoteczki do zębów. Coś, co nie występuje w domach z lat 50tych, gdzie wszystkie ściany są murowane i trzeba było kuć. Dla przypomnienia, odkopałam zdjęcia, wykonane przez agenta nieruchomości:


Pamiętam, że jak sprzedawaliśmy dom to agent nam powiedział, że podoba mu się jak zrobiliśmy łazienkę (oprócz wanny udało nam się tam zmieścić całkiem spory prysznic). Prawda jest jednak taka, że nie było to nic niezwykłego. Alistair to dobry majster i bardzo go lubimy (zrobił nam też kuchnię w MAD, za którą tęsknię okrutnie), ale najbardziej lubi robić łazienki dla lokalnego urzędu do spraw mieszkaniowych, czyli w lokalach socjalnych. Tanie płytki i jak najprostsze rozwiązania. W dodatku dzisiaj Alistair jest już przed emeryturą, więc chce mu się jakby jeszcze mniej niż 10 lat temu.
Zaprosiliśmy go do współpracy przy naszej małej łazience w DAD. Tym razem nie miałam podejścia ‘To moja pierwsza łazienka’, teraz miałam podejście ‘Tutaj bym chciała to, a tutaj tamto’. Po prostu nie było mu z takim projektem po drodze i ja to szanuję. Dlatego cieszę się, że znaleźliśmy Pana Tomka, któremu wszystko się chce, który jest estetą i lubi robić tak, jakby robił u siebie. A ponieważ po raz pierwszy jestem na miejscu i widzę jak się robi łazienkę, to wszystko mnie fascynuje i robię codzienną dokumentację fotograficzną. Zapraszam.
Dla przypomnienia, zaczynaliśmy od tego. Więcej możecie zobaczyć w pierwszym wpisie z tej serii (klik)

Dzień 1
czyli demolka



Dzień 2
Poszerzamy wnękę na prysznic, kosztem szafki. I mamy nowe okno! (otwiera się na zewnątrz).


Dzień 3
Nowa ścianka działowa, między prysznicem a szafką i hydraulika pod nowy prysznic.

Dzień 4
Starej podłogi coraz mniej, za to pod podłogą powstaje nowa hydraulika, która do tej pory była nad nią.

Dzień 5
Hydrauliki ciąg dalszy i podłączenia nowego grzejnika.

Dzień 6
Szafka, pomniejszona o 6 cm jest już znowu do naszej dyspozycji, mamy nową podłogę i prysznic nabiera kształtów.


Dzień 7
Wjechał brodzik i stelarz do toalety


Dzień 8
Dziura w ścianie pod szafkę z lustrem i okazuje się, że chyba da radę pozbyć się tego słupka w rogu. Deliberujemy i po konsultacji z sąsiadem (który też bardzo ładnie robi łazienki), dajemy radę. Do tej pory największa niespodzianka tego remontu i extra bonus!

Dzień 9
Słupek zlikwidowany, stelarz obudowany.



Dzień 10
Mamy światła i pstryczek elektryczek, durny sznurek przestał istnieć, stary wentylator, na którym z pewnością ostał się naskórek wszystkich poprzednich właścicieli również odszedł w niebyt.


Dzień 11
Tynk i pierwsze kafle!


Dzień 12
Szafka in-situ i więcej kafli.



Dzień 13
Nie widać, ale podłoga prawie skończona plus pierwsza gładź na ścianach.


I to tyle. Może do końca tego tygodnia łazienka będzie już skończona? Zastanawiam się co będzie pièce de résistance tej łazienki. Czy powiększony prysznic z niszą na kosmetyki zamiast druciaka? Czy może szafka wpuszczona w ścianę z lustrem na idealnej wysokości? A może parapet z litego dębu?
Właśnie. Parapet. Ponieważ toaleta jest teraz na stelarzu i parapet zrobił się szerszy, to zamarzył mi się dębowy parapet. Okazało się, że nie jest to taka łatwa sprawa. Dostępne dębowe parapety okazały się być zbyt wąskie (i bardzo drogie). Przez chwilę rozważałam użycie dębowego blatu kuchennego, ale dostać taki kawałek nie jest łatwo (bo 120 cm to trochę za dużo na resztówkę), a znowuż kupować 3 metry blatu też nie było ekonomiczne. No coż. Chcesz mieć dębowy, szeroki parapet? Zrób sobie sama!
Za całe 40 funtów kupiłam na Gumtree używany stolik do kawy z litego dębu. Co ważne, blat był bardzo prosty w konstrukcji, nie miał takiej ‘ramki’ jak wiele tego typu stolików. Pojechałam po niego w okolice Didcot, przywiozłam do domu (w Yaris oczywiście), rozprułam, przeszlifowałam i zaolejowałam. I mam! Naszemu fachowcowi aż oczy się zaświeciły jak to cudo zobaczył ‘A skąd to Pani wzięła!?’. Już się nie mogę doczekać, jak będzie zamontowany.






Następnym razem jak pokażę Wam łazienkę, to będzie już skończona.
Wrzesień – tydzień 4
Ten tydzień upłynął mi głównie pod znakiem zmęczenia. Każdy dzień w służbowej delegacji oznacza, że jestem w plecy w pracy i jestem w plecy w domu. A tych dni było ostatnio sporo. Kolejny tydzień remontu też już powoli daje mi się we znaki. Nie mogę narzekać, bo śpimy we własnym łóżku, mamy do dyspozycji drugą łazienkę, fachowiec po każdym dniu pracy wszystko sprząta, ale jednak psychicznie mam poczucie stanu ‘tymczasowości’ i już chciałabym przejść do następnego etapu. No i chwilowo nie mam nic na robótkowym warsztacie i to też mnie uwiera.
Oprócz wymiany plecaka ‘służbowego’, kupiłam sobie też mniejszy plecak na okazje, kiedy muszę gdzieś jechać, ale nie muszę zabierać ze sobą laptopa. Tak było na przykład w poniedziałek, gdy jechałam do Birmingham na doroczną firmową konferencję.



Ubrałam się cała w mój ulubiony kolor i myślę, że moja przyszłość będzie wyglądać tak jak poniżej, tylko w wersji pink:

W drodze powrotnej, a jakże, były problemy z pociągami ale mój na szczęście odjechał o czasie i nawet miałam miejsce siedzące.

A we wtorek z samego rana miałam spotkanie na szczycie, co oznacza spotkanie z każdym ministerstwem edukacji (szkockim, angielskim itd.) i takie moderowanie spotkania, aby wszyscy jednogłośnie na coś tam się zgodzili. Poszło super i aż żałuję, że moja szefowa nie mogła w nim uczestniczyć, bo byłam bardzo dumna z mojego zespołu. Po fakcie byłam tak wypluta, że resztę dnia przebimbałam, a o 17:00 potrzebowałam podwójnego espresso aby jakoś dotrwać do wieczora.

W środę dotarło do mnie moje nowo Hobo z Japonii plus kilka papierniczych gadżetów.

Dotrwaliśmy do piątku, więc zasłużenie daliśmy upust angielskiej tradycji.

A w sobotę zabrałam starszą P. i jej koleżankę do Oxfordu na zaległe łyżwy, lancz i małe zakupy.




Przede mną nieco spokojniejszy tydzień. Przede wszystkim NIE MUSZĘ NIGDZIE JECHAĆ (no dobra, poza zabraniem auta na przegląd do Oxfordu), choć oczywiście to tylko cisza przed kolejną burzą. Ufff!
Na sam koniec mam pytanie. Podobają Wam się takie tygodniowe migawki? Kontynuować w październiku? Czy dać sobie spokój?
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Tygodniowe wpisy są świetne.
Jestem za kontynuacją
Na szczęście macie druga łazienkę, to niesamowicie praktyczne podczas takiego remontu. Ja 3 lata temu doceniłam drugą, małą, ale jednak funkcjonalną kuchnię na poddaszu, gdy remontowaliśmy i urządzaliśmy te właściwą, dużą na dole.
Na wasz efekt łazienkowy już się cieszę i ciekawię. Pozdrawiam serdecznie.
Tak, fakt, że mamy drugą łazienkę mocno to ułatwia, nie stoję fachowcowi nad głową. Nie wiem jak to będzie z remontem kuchni bo zapasowej nie mam.
Migawki są super. Ciekawa jestem ostatecznego kształtu łazienki. Tylko to okno otwierane na zewnątrz. Będzie trzeba myć z zewnątrz, a to kłopotliwe.
W UK okna otwierają się na zewnątrz (taki urok, podobnie jak dwa krany) i dlatego funkcjonuje serwis mycia okien (od zewnątrz tylko). I my też mamy takiego pana od okien.
Ha! To byla jedna z tych rzeczy ktore z radoscia moglismy zmienic, kiedy musielismy wymienic okna. Kupiliśmy sobie drewniane piękne litewskie otwierana DO SRODKA
Takie długie spódnice i spodnie (kombinezony)bardzo wysmuklają Ci sylwetkę❤️, ale z różem nie przesadzaj(lady green, czy lady pink, jednakowo creepy) bo w innych kolorach też wyglądasz świetnie Z doświadczenia wiem, że ostatnie dni remontu ostro szargają psychikę, ale jak piszesz fachowiec jest, to wszystko w dobrych rękach. Tygodniowe migawki fajnie się czyta i ogląda , jestem za kontynuacją.
Dzięki! Masz rację z tą długością i dzięki szyciu naprawdę zaczęła zwracać uwagę w jakich fasonach jest mi do twarzy. I kolorach 🙂
Również jestem za kontynuacją tygodniówek. Świetnie wyglądałaś na tym wyjeździe, osobiście różu nie używam, bo słabo komponuje się z problematyczną naczynkową cerą, ale lubię go na innych, jakoś mi podnosi nastrój 🙂 Łazienka zapowiada się super, a pomysł ze zdobyciem dębu na parapet genialny!
A wiesz, że ja mam też cerę naczynkową i wszyscy mnie komplementują, jak mam na sobie różowy. Choć faktycznie w teorii to się nie powinno udać.
Łazienkowe nowości super. Ciekawa jestem finalnego efektu.
Stylówka różowa piękna, Pimposko.
Miłego tygodnia.
Dzięki! Efekt finalny najwcześniej pod koniec miesiąca, bo musimy sobie trochę w niej pomieszkać i się urządzić.
Czadersko wyglądasz w różu, Pimposhko. Pierwsza łazienka podoba mi się, ta biała niespecjalnie. Pimposhka stolarzem (albo zgodnie z poprawnością polityczną = stolarką :))))!!! Czy jest coś czego nie potrafisz?
śpiewać!!! 😉
Zrób Jutuba i ocenimy
Wpisy tygodniowe streszczenia ze zdjęciami to w p … roboty, ale jak lubisz to jak najbardziej fajnie się ogląda!
A poza tym przepięknie ci w różu i tej różowej spódnicy, no naprawde klasa! Ale ja lubie wyraziste kolory, za to niexnosze buro bezowych. (domyślam się że sama szylas, ach zachciało mi się nauczyć się szyc!
Tak, spódnica moja. Z bardzo taniej bawełny bo pięć metrów poszło 😉
Najlepszy będzie parapet. No i … stelaż…
Fajnie ogląda się zdjęcia z remontu robione dzień po dniu – zupełnie jakby samemu stawało się w progu i “zapuszczało żurawia” na postępy Pana Fachowca. Będzie piękna i funkcjonalna łazienka, a Twój pomysł transformacji stolika na parapet jest w ogóle super! Podziwiam 🙂
Tygodniowe migawki też są bardzo ciekawe – głosuję za kontynuacją 🙂
Pozdrawiam serdecznie 🙂