Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie temat bogactwa. Otóż odkąd kupiliśmy DAD poczułam się bogata. I nie. Nie chodzi mi o to, że w DAD mieszka mój osobisty, fajny mąż, że jest dwójka zdrowiutkich i niegłupich dzieci, że ja jestem zdrowa, mam fajną pracę a moi rodzice są na chodzie. Nie. Chodzi mi o kasę, stan posiadania, twardą gotówę, aktywa, pasywa, nieruchomości, ruchomości itd. No bo co to znaczy być bogatym?
Niektórzy mówią, że jeśli masz (jakikolwiek) dach nad głową, ubranie na grzbiecie i nie chodzisz głodny to już jesteś bogatszy niż ileś tam milionów ludzi na ziemi. Ale co to znaczy dach nad głową? Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, apartament 36 metrów z widokiem na morze, domek pod miastem, willa z basenem a może penthouse w Honk-Kongu? Czy jesteś już bogaty jak masz nowego Opla czy może dopiero jak jeździsz Land Roverem? A może Rolls-Roycem w komplecie z szoferem? Czy jesteś bogaty jak masz złote klamki i krany? A może jak masz marmurowe parapety? A może jednak kuchnia z Ikei to jest już bogactwo? Szczególnie jeśli montujesz je w mieszkaniu, które masz na własność. Ale czy ciasne ale własne to oznaka bogactwa? A może prawdziwe bogactwo jest dopiero wtedy, kiedy masz tyle kasy aby zorganizować sobie własny program kosmiczny. Własna rakieta kosmiczna! To jest dopiero coś!
Wychowałam się w czasach kiedy w Polsce rodził się kapitalizm, w ‘szczękach’, na łóżkach polowych, na saksach. W takim drapieżnym kapitalizmie ważne były atrybuty bogactwa – złoto, dolary, futro. Jak chodziłam do szkoły to zwracało się uwagę na to czy jeansy albo adidasy były firmowe. Potem to wszystko już nieco znormalniało, nikt już nie podniecał się hamburgerem z maka ani kawą ze Starbaksa. Jak opuszczałam Polskę niemal 20 lat temu to był to już całkiem zamożny kraj ze wszystkimi atrybutami państwa kapitalistycznego. Ale przyjeżdżając do Wielkiej Brytanii i tak przeżyłam szok kulturowy jeśli chodzi o bogactwo.
Miałam szefa (w zasadzie to był to szef wszystkich szefów w mojej pierwszej organizacji), który w pracy wyglądał jak rasowy biznesmen. Super sylwetka, garnitur, przystojniak, włosy na żel, sekretarka, a w gabinecie maszyna do robienia malutkiego espresso. Nie mogłam sobie poukładać w głowie tego, że on do pracy dojeżdżał rowerem. Rowerem! W Świnoujściu do pracy rowerem dojeżdżała kucharka, stróż albo cumownik bo na samochód nie było ich stać. A tu taki ważny dyrektor jeździ rowerem z wyboru? Mało tego. Ten sam szef na wakacje nie jeździł na safari do Afryki ale na kempingi (!). I nie jakimś nowoczesnym, wygodnym kamperem z toaletą i satelitą ale starym, kultowym Volkswagenem. Nie mieściło mi się to wtedy w głowie. Teraz oczywiście się z tego śmieję bo i w Polsce mamy teraz cyklistów z wyboru (bo to dobre dla zdrowia i często przyjemniejsze), minimalistów, eko-świadomych itd. Ale wtedy, 20 lat temu jak miałeś samochód to woziłeś się nim wszędzie. Zresztą i mnie przykleił się tyłek do auta jak tylko je sobie kupiłam.
Bogactwo w UK jest na zupełnie innym, wyższym poziomie niż w Polsce. Moi teściowie mają parterowy dom, nowocześnie urządzony, trzy sypialnie, salon, duża kuchnia z jadalnią, dwie łazienki, jakieś 110 m plus garaż, duży ogród, cicha ulica, widok na pagórki, autostradą 40 minut do Londynu. Dom jest wart nieco ponad pół miliona funtów, jest ich własnością. Na podjeździe stoi czarna Honda CRV z wypasem, kilkuletnia, mają ją od nowości. Oboje mają ponad 70 lat. Sęk w tym, że teściowa całe życie była kucharką w szkole a teść był monterem i serwisantem różnych sprzętów gospodarstwa domowego i chłodziarek dla gastronomii. Oboje mają podstawowe wykształcenia. Nie wygrali nigdy w totka, ich obecny stan posiadania to wyłącznie ich ciężka praca i dorobek życia. Czy w Polsce, dzisiaj, takie osoby mogłyby mieć chociaż połowę tego majątku? Przecież to abstrakcja. Moi teście są zupełnymi przeciętniakami, w Polsce byliby uważani za osoby zamożne.
A potem zaczęłam pracę w Oxfordzie i zobaczyłam co to znaczy angielska klasa średnia. Studenci, którzy przyjeżdżają na studia z walizkami, które mają wyszyte inicjały. Panie Profesorki (od Historii na przykład) w białych bluzkach od Ralpha Laurena i trenczach od Burberry. Domy, warte grubo ponad milion funtów, pełne antyków i wartościowych obrazów. Pierścionki z ogromnymi diamentami. Polowania, wyścigi konne, podróżowanie biznes klasą, podgrzewane jacuzzi w ogrodzie, dom przy prywatnej drodze, nad Tamizą, z cumowiskiem dla łódki. Rodzice mojej koleżanki mają duży dom niedaleko Londynu. Kiedy pojawiły się u niej dzieci to kupili drugi dom, pod Oxfordem aby być bliżej wnuków w weekendy. Nic specjalnego, dom jakieś 100m, trzy sypialnie… To jest zupełnie inny świat. Bieda też wygląda w UK inaczej. Zdziwiłam się, że można nie mieć zębów ale można mieć najnowszego ajfona i hybrydę na paznokciach. Można być bezrobotnym na zasiłku ale jeździć BMW Z3. Nie ma kasy aby wysłać dzieci na wycieczkę szkolną ale w domu jest Xbox albo PS4 i super extra telewizor. Zresztą im większy telewizor i antena satelitarna tym większa bieda. Zarówno w UK jak i w Polsce.
Ktoś ma fajną furę ale okazuje się, że nie ma na zmianę opon, ale porządny serwis. Albo samochód luksusowy a okazuje się, że bity, cerowany, bez połowy poduszek i pełen używanych części z jakiegoś szemranego warsztatu w Łomiankach. Ile ja się naoglądałam rodzin na wczasach w Świnoujściu. No mają te luksusowe wakacje nad polskim morzem, może nawet mieszkają w Radissonie w pokoju z widokiem na morze. Wiadomo, że Bałtyk droższy niż Adriatyk. Widzę ich, siedzą w restauracji. Mąż, żona, dwójka dzieci. Mąż wisi na telefonie przez cały posiłek, reszta rodziny je w milczeniu. Facet ma pewnie własny biznes, pieniądze na wakacje i paragony grozy są, ale przecież biznesu trzeba pilnować także na urlopie. To jest bardzo smutny widok.
No to w końcu co to znaczy być bogatym?
Otóż człowiek jest bogaty, kiedy jest bogaty optymalnie czyli ma dokładnie w sam raz i tylko tyle ile potrzebuje. Bezdzietnemu małżeństwu w średnim wieku, które lubi podróże wystarczy mieszkanie w centrum miasta, o które nie trzeba się martwić gdy wyjadą. Nie każdy musi mieć dom z ogrodem aby być bogaty. Pięcioosobowa rodzina z drobiazgiem potrzebuje duży, rodzinny samochód, a emerytowany nauczyciel ze sportową pasją może jeździć zabytkowym Mercedesem. Jeśli masz trójkę dzieci i Opla Corsę to nie jest to samochód optymalny. Porshe 911 też nie. Samochód powinien być przede wszystkim w doskonałym stanie technicznym i dostosowany do Twojego stylu życia.
Nie stać mnie na własną rakietę kosmiczną ani nawet na bilet na lot taką rakietą, ale pomimo tego od roku czuję się bardzo bogata. Właśnie dlatego, że jestem bogata optymalnie. Przede wszystkim nareszcie mamy dom, który spełnia nasze potrzeby w stu procentach. Lokalizacja, metraż, wyposażenie. Bez kompromisów. MAD nie był dla nas domem optymalnym. Jedna toaleta na cztery osoby nie jest optymalna nawet jeśli ktoś lubi grać w rosyjską ruletkę z własną fizjologią. Mam samochód, który jest dla mnie idealny. Mały, hybryda, w miarę nowy i z małym przebiegiem, nie wymaga wielkich nakładów, mało pali. Świetnie nadaje się do wożenia dzieci do szkoły a sportowe zawieszenie nieźle trzyma się drogi na autostradzie. Wreszcie mam pracę, w której zarabiam tyle aby utrzymać spokojnie ten dom i ten samochód oraz styl życia, który mi odpowiada i który mnie cieszy. Do tego ta praca pozostawia mi czas i siłę na to aby cieszyć się moim życiem czyli żadnych nerwowych rozmów służbowych jak jestem z rodziną na wakacjach, nie wiem co to nadgodziny ani weekendy w pracy (no chyba, że graduacja).
Z wiekiem cenię minimalizm. Nie wymieniam już ajfona co roku, nie kupuję już góry kosmetyków ‘na zapas’ albo dlatego, że w promocji dodają do zakupu kosmetyczkę. Staram się mądrzej kupować ubrania aby w nich potem nie tonąć. No może tylko jeszcze przy materiałkach dostaję małpiego rozumu, albo notatnikach….. Z nikim się nie ścigam. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że ja już nic więcej nie chcę. Nic mnie nie pcha aby mieć lepszą pracę, gdzie będą więcej płacić, albo nowszy samochód albo większy dom. To jest niesamowicie wyzwalające. Życzę każdemu aby był optymalnie bogaty!
**
Uwaga! Trwają już zaawansowane prace nad nową odsłoną bloga. Za tydzień pojawi się ostatni wpis przed przerwą urlopową a od 8 sierpnia mam nadzieję, będzie Was i mnie czekać nowa blogowa jakość.

Następny kij w mrowisko. Definicja bogactwa – mieć to, co się potrzebuje, lub to, co się chce. Skąd mam wiedzieć, czego potrzebuję? Czy to, co chcę, czy to, co mają inni, a ja nie mam? Ja na razie mam same pytania, i nie, nie czuję się bogata, mimo, że mam wszystko czego potrzebuję.
Aaa tam, od razu kij w mrowisko. Myślę, że bycie bogatym to właśnie posiadanie tego co się potrzebuje. No i tego co się chce ale sęk w tym, żeby nie chcieć za dużo. Właśnie np. ‘chcę tak jak sąsiadka’ jest dość zgubnym myśleniem, które może prowadzić do frustracji (bo ja chcę tak jak ona ale tak naprawdę to nie wiem dlaczego i nie wiem czy tego aby napewno potrzebuję).
Nie wiesz czego potrzebujesz? Uważaj, bo spece od marketingu zaraz Ci powiedzą. 🙂
Dlatego profilaktycznie unikam reklam, i jak mogę, to nie patrzę! Pozdrawiam!
Zdaje mi sie, ze jestem bogata. Mam gdzie mieszkac, mam w co sie ubrac, i pomimo rosnacych cen, jem co chce, i na zakupy jade samochodem. Faktycznie, definicja bogactwa jest wzgledna.
Ale byly czasy, gdy rodzina z Polski nie mogla sie nadziwic, ze mam "bylejaki" telefon komórkowy, i jezdze jedynie Skoda, czy co tam kiedys mialam, male Polo. I ze nie jezdze na wczasy na Bali co najmniej. Ale ja nigdy nie musiam okreslac sie poprzez marki sprzetów, czy kupno atrakcji. Jasne, nie kazdy tak ma.
Pozdrawiam serdecznie!
Ja też tak myślałam właśnie, jak Twoja rodzina. Czemu ten szef nie jeździ na safari tylko na kempingi. Ale już mi przeszło. Ja myślę, że to też trochę wina nas samych emigrantów.Co niektórzy lubią szpanować kasą jak na parę dni wpadną do Polski, żeby sobie odbić to, że w kraju gdzie mieszkają wcale królami życia nie są.
Polscy emeryci są niestety ofiarami poprzedniego systemu. Większość pracowała uczciwie całe dorosłe życie, a emerytury są bardzo niskie, nieadekwatne do kosztów utrzymania. Oczywiście są wyjątki, ale tutaj chodzi o regułę. Bogactwo to pojęcie względne i tak jak piszesz, dla różnych ludzi ma różne wyznaczniki. Ale chyba najważniejsze, to nie być biednym, tzn nie musieć martwić się o zakup jedzenia, ubrań, ratę kredytu czy inne rachunki. Wtedy życie jest prostsze i spokojniejsze. A czy mamy na lepszy samochód, zegarek czy rakietę kosmiczną to w moim odczuciu już tylko bonusy.
Dokładnie! Nie da się ukryć, że poziom życia w UK w dalszym ciągu jest wyższy niż w Polsce ale też emerytury nie są zawrotne. Zwykła państwowa emerytura to 150 funtów tygodniowo (i chyba taką ma moja teściowa) ale wiele osób ma prywatne emerytury opłacane w dużej części przez pracodawców. Ja np. odprowadzam miesięcznie 9% pensji na fundusz emerytalny a Oxford dodaje ‘od siebie’ kolejne 18%. Emeryci w UK mają np. leki za darmo co dla Polskich emerytów byłoby ogromną ulgą. A z tymi emeryturami to też różnie. Moja babcia ma emeryturę mniej więcej taką samą jak jej wnuczek pensję.
Jak zawsze w punkt. Jak zawsze mądrze. Ale coś mi smutno. Zastanawiam się (po raz pierwszy w życiu) czy ja jestem bogata?
No to pewnie jesteś 🙂
[Wpis Ingwen skopiowany z Bloggera] To jest bardzo ciekawy temat w ogóle. Jeździłam do Niemiec na wakacje u rodziny i bardzo fajne dla mnie było, że można być kasjerką w markecie i żyć na sensownym poziomie. Mam zgryz z definiowaniem się jako bogata, bo z jednej strony jest pozytywny aspekt doceniania tego, co się ma i ograniczania zachłanności. Z drugiej bycie w klasie oczywiście średniej nawet nie skrobie tego, czym jest prawdziwe bogactwo, a ewidentnie jest przedstawiane jako takie zwłaszcza w PL chyba w celach skłócenia ludzi ze sobą. I tak ludzie zamiast wkurzać się przesadnymi zyskami banków, Orlenu, deweloperów, czy innych gigantów lub rażącą niegospodarnością w przedsięwzięciach publicznych – kierują swoje frustracje na ludzi mieszkających z kawałkiem ogródka na przedmieściach. Wszystko zależy od punktu odniesienia i tematu, na jaki rozmawiamy
Oj tak! Pamiętam taką sytuację jak w tv pokazywano jakieś mieszkanie komunalne, które gmina wyremontowała i miało być dla jakiejś emigranckiej rodziny czy jakoś tak. Nic specjalnego, ale czysto, ładnie, zrobione porządnie, i zaraz się pojawiły komentarze, że takie ‘luksusy’. I chyba jeszcze też była afera z Owsiakiem bo jego mieszkanie miało (o rany!) ponad 100m kwadratowych, na pewno z naszych datków ten luksus (jak dla mnie to facet mógłby mieszkać w pałacu). Może to jeszcze pokłosie komunizmu, kiedy ktoś to miał jakieś pieniądze (znaczy się dewizy) to od razu musiał być nieuczciwy itd.