Dokładnie dwa lata temu uszyłam sobie całą domową garderobę z kolorowych materiałków (klik). Wszystkie uszytki noszę z powodzeniem do dzisiaj, ale niestety lekkie bawełniane spodnie w żurawie wyzionęły na początku tego sezonu ducha:

Rozeszły się w kroku tak spektakularnie, że nie było co naprawiać. Ponieważ pogodynka zapowiadała pierwszą falę upałów, potrzebne były nowe letnie spodnie na szybko. W Minervie była akurat promocja na bawełniany batyst. Kupiłam tani pomarańczowy oraz droższy (bawełna egipska) we wzorek.
Chciałam, aby obie pary pasowały do pozostałej domowej ‘kolekcji’. W kolorowych spodniach mankiety zrobiłam z batystu, który został mi po spódnicy balonówie (klik). Okazał się super współgrać z zieloną koszulką:


W pomarańczowych spodniach mankiet zrobiłam z resztek bawełny w żurawie, więc pasuje do granatowych koszulek:


I podomki:

Jestem z obu par ogromnie zadowolona i są w ciągłym użyciu.

Dwa lata i dziesięć kilogramów różnicy. Ale wzięłam się już za siebie i waga powolutku idzie w dół. A wiecie jak wygląda kryzys wieku średniego? O tak:

Życzę Wam miłego tygodnia. Mój tydzień będzie mocno zakręcony, wypełniony podróżami i spotkaniami, może nawet zobaczę studenta w środowisku naturalnym. A wszystko w upale ponad 30 stopni. Ufff! Coś czuję, że mrożona kawa będzie mnie trzymać przy życiu.
A skoro o kawie mowa. Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie kawy, które dostałam od Was w tym miesiącu. Te malutkie i te bardzo duże. Do tego aby pokryć koszty bloga na następny rok jeszcze troszkę mi brakuje, więc jeśli ktoś może mnie wesprzeć to pod spodem jest przycisk. To już przedostatnia okazja, bo w lipcu przycisk zniknie.

