Powiem szczerze, przeczołgał mnie ten tydzień porządnie. W sumie to nawet nie wiem co było gorsze, praca, dom, szkoła czy pogoda. Ze szkoły dostałam w tym tygodniu aż 13 majli, co może nie jest nawet tak dużo, ale to jest bardzo dużo kiedy szkoła była otwarta tylko trzy dni! Dodajmy do tego jeszcze trzy majle z nowej szkoły starszej P. Uffff.
W poniedziałek rano pojechałam do Bristolu. Niemal cały dzień spędziłam na kampusie jednego z lokalnych uniwersytetów. Fajne spotkanie, ale zawsze po takim dniu jestem mocno wypluta. Cały dzień spędziłam w klimatyzowanym pomieszczeniu, ale do hotelu w centrum pojechałam autobusem bez klimy i do recepcji weszłam totalnie mokra i wymiętolona. Na wejściu zobaczyłam to, i pomyślałam sobie, że może mój tydzień jest jednak lepszy niż tego faceta:

We wtorek miałam służbowe spotkanie na szczycie ale już od rana pociągi zaczęły się opóźniać, ze względu na upały. W UK jest tak, że jak jest upał to pociągi się spóźniają, jak jest śnieg to pociągi się spóźniają, jak są liście jesienią to się spóźniają, jak pada to też się spóźniają i jak jest wtorek, to też…. wyszłam więc ze spotkania wcześniej i trzy godziny zajął mi dojazd do domu. To był dobry ruch, bo późnym popołudniem pociągi w ogóle przestały jeździć, a przewoźnicy zaczęli mocno odradzać podróż pociągiem przez następne kilka dni.

W środę do południa same spotkania na szczycie, a potem wyjazd, tym razem samochodem, do Oxfordu. O tym za chwilę. W międzyczasie przyszedł email ze szkoły, że z powodu upałów w czwartek, czyli jutro, szkoła będzie zamknięta.
W czwartek mieliśmy pod opieką nie tylko małe Pimposhki ale także koleżankę starszej P. Postanowiliśmy pomóc jej rodzicom, bo mama jest pielęgniarką neonatologiczną w Oxfordzie i miała dyżur. O siódmej rano już pracowałam, bo musiałam przejrzeć kilka ważnych dokumentów, zanim zwoje się przegrzeją. Po południu poszłam nawet pracować do kawiarni, bo miałam kolejne ważne spotkanie i mój mózg wymagał co najmniej 15 stopni mniej, aby funkcjonować. A na koniec dnia zabrałam małe Pimposhki do dentysty na przegląd.
W piątek szkoła miała planowany dzień wolny. Wybraliśmy się… nad jezioro. O rany, ale było fajnie! Straciłam kontakt z rzeczywistością, czytałam książkę pod płaczącą wierzbą, nie sprawdziłam w ogóle maila, a małe Pimposhki przez cały dzień nie wyszły z wody. Nie pamiętam kiedy ostatni raz kąpałam się w jeziorze. Ten piątek był mi bardzo potrzebny.





Upały ogromnie dawały nam się we znaki. W piątek wieczorem zabraliśmy małe Pimposhki do siebie do sypialni, aby cała rodzina mogła skorzystać z klimatyzacji.

Przypomniała mi się historyjka, którą opowiedziała mi kiedyś moja ciocia. W latach 80tych jeździła do Ameryki zarabiać dolary. Mówiła mi, że rodzina, dla której pracowała zatrudniała panią z Polski do sprzątania, ale jak były upały to cała rodzina spała w jednym pokoju aby zaoszczędzić na klimatyzacji.
A w sobotę po śniadaniu wyruszyłam do małej wioski pod Oxfordem, aby odebrać stolik kawowy z litego dębu, który kupiłam z drugiej ręki na Gumtree. Mam wobec niego bardzo ambitne plany. Jakie, nie zdradzę Wam jeszcze, ale mają coś wspólnego z nadchodzącym remontem łazienki.
W tym tygodniu mój kalendarz to kolejny żart, ale przynajmniej nie muszę nigdzie jechać.
No dobrze. Pożaliłam się Wam, bo było na co, ale tak naprawdę dzisiaj chcę Wam wreszcie pokazać moją pomarańczową, letnią sukienkę. Wykrój to Sapphire (klik), a materiał to mieszanka lnu i rayonu, którą kupiłam w sklepie stacjonarnym w Cheltenham (u dziadka Alibaby).


Ciekawe, że kilka gumek potrafi zmienić szatę dla chórzystki w całkiem wyrafinowaną sukienkę:







Góra miała mieć trzy guziki, ale moja maszyna nie dała rady zrobić dziurki tak blisko gumki pod biustem. W projekcie i tak jest haftka i daje radę. Przez chwilę miałam w planach naszyć guzik-atrapę ale wydaje mi się, że tak też jest ok.
Szyło się łatwo i przyjemnie. Z finalnego efektu jestem super zadowolona. Miałam ją ubrać na konferencję w Londynie 11 czerwca, ale pogoda nagle zrobiła się iście jesienna i zamiast w lnach, pojechałam w płaszczyku Cambria.


Uwaga, wiecie jak przeróżni (tfu!) influencerzy i (tfu!) twórcy internetowi i (tfu!) kreatorzy treści, robią różne głupie i niebezpieczne rzeczy aby mieć kontent? Na przykład ubierają choinkę w październiku albo wspinają się na jakąś niebezpieczną skałę? No to ja tak zrobiłam w środę.
Rozczarowana Londynem, drugi raz nie chciałam zmarnować szansy na dobre zdjęcia i kontent ;), więc w środę, w wielkim upale zapakowałam małe Pimposhki do samochodu i pojechałyśmy do Oxfordu na garden party u pani rektor. Co roku rektor uczelni organizuje przyjęcie w ogrodzie któregoś z koledży (tym razem to był Merton) z okazji ceremonii Encaenia, czyli nadania tytułów doktora Honoris causa kilku znanym naukowcom i słynnym osobom. W tym roku do grona tych słynnych zaliczyła się Jacinda Ardern (premier Nowej Zelandii, która zasłynęła ciążą podczas pełnienia urzędu oraz byciem dobrym premierem) oraz aktorka Adjoa Andoh, którą możecie kojarzyć z, doskonałej zresztą, roli Lady Danbury w serialu Bridgerton.
Ja dostałam zaproszenie od Irenki, jako jej osoba towarzysząca i postanowiłam nie zmarnować tej okazji. Nie tylko spotkałam się z dawnymi kolegami z pracy, ale też miałam okazję cyknąć kilka fotek w bardzo ładnych okolicznościach. Było jednak potwornie gorąco (34 stopnie w cieniu) i była to bardzo męcząca misja. Przekupiłam małe Pimposhki, że po przyjęciu pójdziemy na sushi i naprawdę się spisały, ale drugi raz bym się chyba na taką eskapadę nie zdecydowała. Szczególnie, że ten tydzień był obfity w wyjazdy.



Mimo wszystko, myślę, że było warto.
Czerwiec się kończy. To już ostatnia szansa aby zachęcić mnie do dalszego pisania w postaci kawy. Kaw w tym roku jest o połowę mniej, niż rok temu. Odchodzą mi czytelniczki…. troszkę mi smutno. Słaba ze mnie influencerka.


Dzień dobry,
ja pisze sobie a muzom, w sumie jest ten mój nlog bardziej pamiętnikem niż infuencowaniem. Oczywiście przez TP pisanie narodziły się świetne kontakty, i cieszę się, że są ludzie, którzy mną się interesują, coś skomentują, doradzą. Czasami jest bardziej tłoczno na blogu, czasami spokój. Zależy to chyba od takich zwykłych czynników, jak pora roku, wakacje, świąteczne krzątanie, aktualna sytuacja życiowa, z pewnością też poruszane tematy.
W każdym razie, ja chętnie do ciebie wchodzę.
Kawy nie przeskoczę, z powodu braku polskich pieniędzy i konta w złotówkach ♀️ blik słyszę, że świetna sprawa, ale przez te dwa fakty dla mnie niemożliwe do użycia.
Sukienkowo wszystkie 3 P prezentowały się świetnie w tych kulisach!
A dzień nad wodą czy ogólnie wypoczynkowo- nicrobiący też czasami musi być.
Tak się właśnie zastanawiam, jak to było u nas, ale w piątek szkoła definitywnie była. W Bawarii dzieci i tak późno mają ferie, od poczatku sierpnia do połowy września 6 tygodni.
Ty chyba nie uważasz, że mój blog jest influencowaniem?!!! Też słyszałam, że Blik to fajna sprawa i też nie mam. Kawę chyba można postawić za pomocą zwykłej karty debetowej. W UK zostały nam jeszcze dwa tygodnie szkoły, ale starsza P. to już ma taki lajbik, że to trudno nazwać szkołą hi hi.
hmmm… całkiem niedawno pewien mój znajomy zaczął się spotykać z pewną kobietą (o imieniu zaczynającym się na J), która jest pielęgniarką neonatologiczną w Oxfordzie i ma córkę w wieku na oko starszej Pimposhki. Myślisz, że świat jest aż tak mały? Oczywiście jestem świadoma, że w Oxfordzie pracuje więcej niż jedna pielęgniarka 😉
Hi hi, To raczej nie ta, ale pewnie się znają więc świat jest mały. Imię ‘mojej’ pielęgniarki zaczyna się na N. Ma dwoje dzieci i raczej jest szczęśliwą mężatką.
Rozbiłaś bank określeniem: szata dla chórzystki:)))
Ha ha, no faktycznie! 🙂
Jest upał, nawet człowiek nie ma siły napisać komentarza 😉 ba… Sprzątanie w weekend odłożyłam na po weekendzie 😉 U nas wszyscy psy wieszali na spóźnione pociągi i brak klimatyzacji w niektórych. Pocieszajace ze to nie tylko PKP nie daje rady….. Pobity rekord temperatury sprzed 100 lat wiec to naprawdę wyjątkowa sytuacja. Klimatyzacji zazdroszczę. U nas wentylatorek i wanna nas uratowały w niedzielę. Ciągle mi sie wydaje że na te parę dni w roku nie ma sensu montować klimy :). Sukienka świetna. Przypominałam sobie ze na wakacje miałam coś sobie uszyć powłóczyste go…
My się poważnie zastanawiamy nad montażem klimy, zimą muszę zaprosić jakiegoś magika, który powie nam co i jak da się u nas zamontować. Niby to tylko kilka dni w roku, ale będzie coraz więcej. Trzeba się na to przygotować. Myślę, że żadne pociągi nie dają rady jak jest 35+, no Mozą poza Japonią. 😉
Piękny kolor tej tkaniny, bardzo ci pasuje. Faktycznie, ile zmian w fasonie sukienki tylko poprzez gumkę. Cała trójka Pimposhek prezentuje się przepięknie. Zajebiście jest umieć szyć, prawda?
Masz zamontowaną klimę tylko w sypialni? A może przeoczyłam I to taka stojąca.
Lato w Walii w pełni
Zajebiście jest umieć szyć, mnie się też podoba ten kolor. Mamy przenośną klimę, taką z wylotem do okna. Odziedziczyłam ją po Marzenie, kiedy wyjechała do Australii. Opisałam całą historię jak po nią jechałam do centralnego Londynu autem.
Musiałam przeoczyć!
Dodałam spóźnioną kawę. Zagapiłam się w tym roku, czas jakby szybciej płynie po 50tce 😉