Wrzesień to taki miesiąc, kiedy zaczynamy się rozglądać za jesienną garderobą. Pomyślałam sobie, że podzielę się z Wami listą moich ulubionych sklepów. Co prawda stacjonarnie dostępne są tylko w UK ale wszystkie te sklepy wysyłają również za granicę.
Po pierwsze, to nie lubię kupować w sieciówkach i od dawna nawet do nich nie wchodzę. H&M, Zara czy Mango mogłyby dla mnie nie istnieć. To dlatego, że w sieciówkach ubrania są przeważnie słabej jakości a samo doświadczenie kupowania nie jest najlepsze. Nie lubię spędzać godzin na buszowaniu wśród 350 rzędów wieszaków i gdzie panuje bałagan. Poza tym w sieciówkach nigdy nie wiadomo na co się trafi. Dzisiaj paski i groszki, jutro musztarda i szary. Dzisiaj biodrówki i lampasy, jutro wysoki stan i kwiatki. To nie dla mnie. Ja wolę chodzić do sklepów gdzie wiem, że zawsze znajdę doskonały szary sweter z merynosa albo sukienkę, która będzie idealnie na mnie leżeć.
Po drugie, muszę przyznać, że odkąd zaczęłam robić na drutach bardzo zwracam uwagę na jakość. Nie, nie na metki ale na jakość właśnie. Dlatego już od dawna kupuję rzadko ale porządnie. Zamiast 5 bluzeczek po 10 funtów, kupię jedną na 50. Kupowanie ubrań to nie jest dla mnie sposób spędzania wolnego czasu, weekendowa rozrywka Nie bawię się modą, noszę klasyki dobrej jakości. Dla mnie ubrania to inwestycja, dbam o nie i staram się aby ‘trzymały’ się jak najdłużej bo to oznacza, że nie muszę chodzić na zakupy zbyt często.
Moja mama bardzo lubi robić ubraniowe zakupy kiedy jest u mnie (również dlatego, że nie mierzy ubrań w sklepie tylko w domu i zwraca to co jej nie pasuje). Docenia tutejsze marki i podobno stosunek ceny do jakości wypada na plus w porównaniu z tym co można kupić w Polsce*. Kiedyś robiła zakupy w Next czy Debenhams. I chociaż w dalszym ciągu jest wierna ‘Markowi’ (M&S) to od paru sezonów i ona kupuje w sklepach, które należą do moich ulubionych.
No to zaczynam. Nazwy marek są również linkami do sklepu internetowego.
The White Company to sklep nie tylko z ubraniami dla kobiet ale także dla dzieci. Oprócz tego sprzedają kosmetyki, pościel, elementy wyposażenia domu a nawet meble. Wszystko wyłącznie w klasycznych kolorach o prostych formach. Bardzo dobre jakościowo tkaniny (jednym z ich flagowych produktów są kaszmirowe dresy ‘po domu’). Kolory, które znajdziemy w The White Company to biel, szary, czerń, granat i beż. Zakupy w ich sklepach to wręcz balsam dla duszy, stonowane barwy i wystrój sklepu wyciszają. Przebieralnie są duże, zamykane na drzwi a nie kotarę. W tym sklepie kupuję głównie jak zaczyna się wyprzedaż. Kilka razy do roku przysyłają mi też do domu kupon na 15% zniżki na nowe kolekcje.






Zupełnie odmienny styl ma inna brytyjska firma Boden. Oni stawiają na kolory i wzory ale również tutaj panuje spójność i co sezon można liczyć na pewniaki. Coraz częściej u nich kupuję i mam już sporą kolekcję ubrań tej marki. Szczególnie cenię sobie ich sukienki ‘ottomanki’, z grubego elastycznego materiału (ma w sobie 60% bawełny). Kilka razy do roku mają obniżkę 20%. Boden robi też cudowne ubrania dla dzieci ale ceną nie ustępują ubraniom dla dorosłych więc dziewczynkom bardzo rzadko coś tam kupię. Boden ma tylko trzy sklepy stacjonarne plus wystawki w domach towarowych John Lewis więc od nich kupuję wyłącznie online.




Jak sama nazwa wskazuje Seasalt to marka z Kornwalii. Ich flagowym produktem jest płaszcz przeciwdeszczowy i jestem ich ogromną fanką (mam ich trzy, moja mama ma jeden, moja ciocia też ma jeden po tym jak zobaczyła w tych płaszczach mnie i mamę, teściowej też taki kupiłam). Raz nawet jedna pani stojąc w korku otworzyła okno w samochodzie i zapytała mnie (idącą chodnikiem) skąd mam taki fajny płaszcz! Odkąd noszę płaszcze Seasalt nie noszę ze sobą parasola. Są po prostu fenomenalne! Faktycznie super nieprzemakalne, ciepłe (płaszcze zimowe) i bardzo wytrzymałe. Pierwszy płaszcz kupiłam 5 lat temu, kiedy odkryłam, że spacery z wózkiem nie sprzyjają trzymaniu parasola. Od tego czasu marka się rozwinęła. Mają teraz szeroki asortyment ubrań, wszystko z naturalnych tkanin (bawełna, len, wełna) w pięknych kolorach i ciekawych wzorach projektowanych przez lokalnych artystów. A to wszystko w naprawdę przystępnych cenach.



Uniqlo to japońskie sklepy (jest ich kilka w UK, w tym jeden w Oxfordzie), które również oferują ubrania bardzo dobre gatunkowo i to w bardzo przystępnych cenach. I choć wiele ich modeli ubrań bardzo trafia w mój gust to jakoś niewiele tam kupiłam. Do Uniqlo chodzę przede wszystkim po legginsy (do tunik i kozaków) oraz podkoszulki. Na lato z serii Airism (przewiewne) a na zimę z Heattech (termalne). Bardzo je sobie chwalę i noszę tylko te już od wielu, wielu lat.

I na koniec sklep, o którym już kiedyś na blogu pisałam. Jestem ich klientką od ponad 10 lat. Uwielbiam kozaki i chodzę w nich non stop jak tylko robi się na nie pogoda. Niestety, większość kozaków w ‘normalnych’ sklepach jest na mnie za ciasna chociaż powiedziałabym, że łydkę mam raczej przeciętną. A w Duoboots oferują kozaki w wielu rozmiarach łydki. Jest to zbawienie zarówno dla pań z grubszą łydką jak i tych z bardzo chudymi nogami. Kozaki są skórzane, futrowane skórą i bardzo dobrej jakości. Raz na kilka sezonów kupuję sobie u nich parę. Polecam!
I na koniec, żeby nie być gołosłownym. Przypominam nasze kreacje z wesela w czerwcu:
A tutaj małe Pimposhki w sukienkach Boden:
*Jeśli o mnie chodzi to bardzo rzadko kupuję ubrania w Polsce i zazwyczaj wchodzę tylko do Solara i Kazara, lubię też Riska. Muszę natomiast przyznać, że sklep H&M w Świnoujściu to luksusowy salon z ubraniami w porównaniu do tego jak wygląda sklep H&M w Oxfordzie.
Z Boden prawie wszystko bym chciała! U mnie problemem jest to, że kwalifikuję się do działu "petit", który nie każdy sklep ma. Sieciówki omijam szerokim łukiem, bo fatalna jakość i środowisko i w ogóle bleh. Mam super krawcową w okolicy i często noszę rzeczy do przerobienia (które dostaję w spadku po siotrach), albo szyję na wymiar.
Ja do Boden dojrzewałam chyba z pięć lat (serio) a teraz czekam na kolejną kolekcję z wypiekami na twarzy. Na ten sezon kupiłam sobie czarną sukienkę i czarne cygaretki 7/8, które cudnie leżą. I to pewnie jeszcze nie koniec.
Aeterie już u Ciebie na blogu widziałam i generalnie podobają mi się ich sukienki tylko one są tak pięknie odszyte i dopasowane i trochę bałabym się kupować przez internet. W Polsce zwracanie czegokolwiek to straszna katorga. Ostatnio jak byłam zamówiłam jedną rzecz, to było 60 zł, musiałam zwrócić ale jak zobaczyłam procedurę to machnęłam ręką. Co do Marie Zelie to nie do końca mój styl, patrząc na ich stronę mam wrażenie, że brakuje im jeszcze własnego stylu, spójności ale może to kwestia zdjęć. Do Peek&Cloppenburg chodzę na zakupy z tatą (jak on kupuje) i znam ten sklep, lubię. Jak będę planować kolejną wizytę w Polsce to zajrzę do Aeterie i MLE, tam mają fajne klasyki, zgadzam się.
Tak wysyłają i jeśli kupisz to będziesz zadowolona.
Dzięki, zajrzę!
Heh, chyba poszukam jakiejś sprawdzonej skandynawskiej marki w tym zakresie :D. Sukienki nadal super, definitywnie kupię ;).
The White Company bardzo lubie,do zakupow w Boden zabieralam sie juz pare razy,ale jakos bezskutecznie,Sea Salt-widzialam ich sklep,wydawal sie fajny,ale tez jakos w koncu nie weszlam. Ale teraz kliknelam na Twoje linki i oj,cos czuje,ze sie duze zakupy szykuja:-)Pozdrawiam,Ania
Nie wiem ile masz wzrostu ale w Boden większosć modeli ma również wersję Tall i Petite, jak kupuję petite, takie modele są skrojone na niższe kobiety, więc talia i cycki są tam gdzie powinny i długosć w spodniach 7/8 jest faktycznie 7/8 itd. Kiedys nie zwracałam na to uwagi.
O nie, zimowe płaszcze Seasalt nadają się na Brytyjską zimę ale nie Polską. Także to nie jest płaszcz na solidną Polską zimę ale będzie to dobry płaszcz przejciowy, wiosenno jesienny, na największe mrozy się nie nada. Jako, że ja nie mieszkam już w kraju gdzie po chodnikach chodzą polarne misie 😉 to dla mnie taki płaszcz jest jak najbardziej płaszczem zimowym i latam w nim trzy sezony ale powinnam we wpisie uscislic. Ja ubrania dzieciakom kupuję w Next (sobie tam nic nie znajdę bo sam poliester dla kobiet) i M&S albo po prostu w supermarketach jesli chodzi o takie 'na wydarcie'.
Mówisz, że Seasalt robi ciepłe kurtki? Bo tak pobieżnie spojrzałam i nie są jakoś specjalnie ocieplone. Akurat szukam czegoś solidnego na zimę :D. A śliczne mają te rzeczy! The White Company trochę zbyt nudne na mój gust.
Jestem na etapie odchodzenia od sieciówek, nie jestem jakoś specjalnie do kupowania nastawiona, swetry mam już same ręczne, ale jedna legginsy tylko z hm ;). Może wpływ ma na to fakt, że najpierw siedziałam z dzieciakami w domu, a teraz pracuję z domu. Ale tez już bluz szukam raczej w tych nowych małych firmach polskich. Sukienki mają sliczne w seasalt! Dzięki za rekomendacje. Blogerki brytyjskie takie fajne rzeczy zawsze wrzucają, tutaj niema takich tradycyjnych solidnych marek jak na wyspach niestety. Ale też te nowe butiki wyglądają obiecująco :).
Dzieciaki ubieram w hm, przy tej ilości dresików, jakie trzeba im kupić do przedszkola ich bawełniana seria jest idealna.
Ha! Na początku wpisu już miałam w głowie, żeby Ci polecić Seasalt 🙂 Nic od nich jeszcze nie mam, ale uwielbiam ich płaszcze, kroje, wzory! I tak właśnie mi się wydawało, że znam skądś wzór na sukience Twojej mamy!
Co do podejścia to zapewne już wiesz, że mam tak samo jak Ty! Z tym, że teraz głównie szyję sobie sama. Ale nie tylko. Wcale nie zamykam się na kupowanie, bo jest wiele fajnych marek w Polsce. Na wakacje na przykład kupiłam (i polecam) sukienkę od MLE Collection, a na ślub kuzynki (idziemy za tydzień) wybrałam sukienkę z Aeterie. Polecam również Marie Zelie. Lubię te trzy marki za klasykę (ale każda w zasadzie oferuje inny styl) i jakość. Może podrzucisz mamie:)
W sieciówkach wchodzimy już tylko do Peek & Cloppenburg oraz do Tatuum. W obu zawsze znajdziemy coś dobrego dla Mateusza. Dla mnie przeważnie w Tatuum, gdzie szukam dzianinowych topów.
Sieciówki omijam szerokim łukiem. Nie znoszę tego samego co Ty – tysiące ubrań, wypchane wieszaki… Nie potrafię tam nic znaleźć. I w zasadzie nie za wiele tam dobrego moim zdaniem.
A co do Twojego podejścia do zakupów ciuchowych, to w pełni je podzielam. Nigdy nie byłam fashion victim, a mama od małego tłumaczyła mi, że lepiej mieć kilka porządnych ciuchów niż jakieś szmatki. No i że klasyka się nie starzeje. Wiadomo, w młodości, zwłaszcza jak miałam pierwsze zarobione pieniądze, błędy mi się zdarzały, bo kiedyś trzeba sobie styl ukształtować. Teraz jednak zmierzam w kierunku ponadczasowej klasyki i chciałbym przy niej pozostać.
Podobnie jak Ty uwazam ze lepiej kupowac ciuchy dobrej jakosci.
Teraz, gdy jestem u schylku zycia, bardzo malo kupuje majac pod dostatkiem ubran bo niemal wszystkie sa w stylu klasycznym, o nieprzemijajacej modzie – moglam nosic 15 lat temu, moge obecnie.
Wszystko co pokazalas na sobie i coreczkach jest bardzo gustowne i ladnie wygladacie. Uwielbiam kapelusze i woalki, szkoda ze nie moge ich nosic a Tobie zazdroszcze tej mozliwosci 🙂
Zaraz sprawdze sklep z przeciwdeszczowcami bo do ladnych i orginalnych mam slabosc – moze wysylaja do USA i cos sobie kupie?
Dobrego tygodnia.
Może w październiku będę w Londynie i może uda mi się zmylić rodzinę i zahaczyć, o któryś ze sklepów, choć Boden wygląda na najbliższy memu sercu 🙂 Dzięki za namiary 🙂
Jeśli lubisz Solar, to zaglądnij też do Tatuum, polski sklep, chyba nawet szyją w Polsce, niezłe jakościowo, głownie z naturalnych tkanin.