Miałam dziś publikować tekst o pozytywnych wzorcach kobiecego ciała ale czuję, że wywołałoby to kolejną dyskusję na którą obecnie nie mam za bardzo siły.
Bardzo dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim postem. Cenię je sobie wszystkie i na wszystkie starałam się odpowiedzieć ale ta dyskusja trochę mnie jednak zmęczyła. Tak jak ktoś napisał, problem nie jest zero-jedynkowy ale komentarze były dość podzielone. W dalszym ciągu okazuje się, że temat jest dość kontrowersyjny. Może poczucie, że mamy wybór to jest coś co albo naturalnie czujemy w trzewiach albo ani trochę? Syty głodnego nie zrozumie. Sa osoby, które otworzą usta i potrafią pięknie śpiewać bez żadnego przygotowania. Są osoby, które biorą do ręki pędzel i pięknie malują bez kończenia stosownych szkół. Może to poczucie sprawczości to też jest jakaś forma talentu, którą nie wszyscy posiadają? Z drugiej strony jak się talent pielęgnuje to ten kwitnie więc może i to poczucie sprawczości można w sobie pielęgnować? Ale czy można się go nauczyć z poradników? Nie wiem.
Patrząc na komentarze widzę, że nie do końca udało mi się przekazać temat tak jak chciałam. Dla niektórych zabrzmiał jak kołczowa nowomowa, dla innych było to wezwanie do wielkich i natychmiastowych zmian w życiu. Nie to było moim celem. I tak się zastanawiam czy doczekam kiedyś takiego dnia, że będę traktowana poważnie? Nie zmienię tego gdzie się urodziłam i w jakiej rodzinie się wychowałam. Pracuję w instytucji, która zajmuje się głównie kształceniem bogatych snobów, którzy potem rządzą światem (i nie jest to żadna przenośnia ani hiperbola). Być może gdybym pracowała na oddziale onkologicznym dla dzieci albo gdybym była wolontariuszką w hospicjum to miałabym większe moralne prawo to wypowiadania takich opinii? Może gdyby życie dało mi solidniej w tyłek, gdybym poważnie zachorowała albo gdyby zachorowało moje dziecko? A może dopiero wtedy kiedy będę już siwa i pomarszczona? Tylko kobiety w mojej rodzinie nie siwieją i nie za bardzo się też marszczą więc chyba będę czekać bardzo długo. Ale trochę mnie to jednak frustruje gdy zdarza mi się przeczytać, że ‘życia nie znam’.
Dzisiaj więc nie będzie nowego tekstu a za tydzień może jednak coś lżejszego? 🙂
Życzę Wam miłego tygodnia!
Małgosiu to Twój kącik i śmiało pisz o tym co chciałabyś powiedzieć innym, bez celu że musisz kogoś przekonać, każdy ma przecież prawo do swojego zdania, a z doświadczenia wiem, że każdy jest przekonany o tym, że to on ma właśnie swoje 100% racji 🙂 więc ja nawet nie próbuje już dyskutować z innymi tylko przedstawiam swój punkt widzenia, szkoda mi czasu na jałowe dyskusje, bo wiem, ze i tak nie uda mi się przekonać. Ale chętnie czytam Twoje wpisy, więc się nie zrażaj i pisz dalej 🙂 pozdrawiam Cię serdecznie
Odnośnie poprzedniego postu to chciałam tylko tym ,którzy potrafią tylko jęczeć,że im źle i zazdrościć tym co maja lepiej podpowiedzieć żeby sobie odszukali Twój post ,w którym piszesz jak szukałaś swojej drogi w życiu i zrozumiałaś wreszcie co Cię interesuje i czego tak naprawdę chcesz.Post był bardzo mądry i szczery i pokazujący jak mądrzy rodzice pozwolili Ci iść swoją drogą i mądrze Cię wspierać.Teraz to wszystko owocuje .To ,że jesteś tam gdzie jesteś zawdzięczasz tylko sobie a,że rodzice Ci pomagają?a co tym malkontentom nie pomagają?Pomagają ale takie osoby tego nie widzą bo zatrzymały się na pewnym etapie i nic z tym nie zrobisz.Trzeba takie opinie "wziąć na klatę"ale nie do serca.NIE WARTO BO jesteś człowiekiem wartościowym .otwartym,uczciwym
i to jest najważniejsze.Pozdrawiam Krystyna
Napisałam o innej perspektywie, bo życie w Anglii jest po prostu inne. Ten czas jest już poza nami, dzieci są samodzielne finansowo, ale napiszę o co mi chodzi. Żyliśmy z jednej pensji w Polsce "B". Z różnych powodów nie mogłam podjąć pracy, głównym "powodem" była przedwcześnie urodzona córka, która wymagała większej pomocy niż inne dzieci. Nie chodziliśmy głodni czy nadzy, ale uwierz mi, że drżałam czy przed końcem miesiąca nie skończy się gaz w butli czy papier toaletowy albo olej. Uprzedzę pytanie, nie mogliśmy kupić na zapas, bo nie było nas na to stać. Jedynym zabezpieczeniem na wypadek choroby pod koniec miesiąca był nienaruszony debet na koncie. Obydwoje nie piliśmy, nie paliliśmy i uważam nas za osoby bardzo pracowite. Na FB wrzucam fotki co potrafi zrobić mój mąż własnymi "ręcami". Tak nam się życie ułożyło i wyszliśmy z tej potyczki zwycięsko, ale było naprawdę trudno. Nie było w tym naszej winy, obydwoje pochodzimy z rodzin, które nie mogły nam pomóc, więc walczyliśmy sami. Daliśmy radę, jestem z tego dumna, ale teraz do brzegu.
Czy jesteś w stanie sobie wyobrazić sytuację, że kupno papieru toaletowego na zapas stanowi problem? Pracuję teraz w Niemczech i widzę jaki procent przeciętnego wynagrodzenia trzeba przeznaczyć na jedzenie i środki czystości. My po opłaceniu rachunków i leków na przewlekłe choroby całą resztę przeznaczaliśmy na skromne życie. Było, minęło, ale wiem że mnóstwo ludzi w Polsce nadal tak żyje. Nie chodzi mi przy tym o patologię. Są to normalne rodziny, które drżą czy w miesiącu nie wypadnie wizyta u dentysty. Smutno zabrzmiało, ale chciałam wytłumaczyć "co poeta miał na myśli".
Ależ oczywiście, że dyskusja jest dobra. Towarzystwo wzajemnej adoracji czy wzajemne sobie przyklaskiwanie nie jest tak interesujące. Ja lubię tutejsze dyskusje ale akurat była dwa 'soczyste' posty i trochę to mnie zmęczyło. To na pewno nie jest moje ostatnie słowo 🙂
Ależ oczywiście, że dyskusja jest dobra. Towarzystwo wzajemnej adoracji czy wzajemne sobie przyklaskiwanie nie jest tak interesujące. Ja lubię tutejsze dyskusje ale akurat była dwa 'soczyste' posty i trochę to mnie zmęczyło. To na pewno nie jest moje ostatnie słowo 🙂
Ha ha nie pękam, ostatnio się tutaj po prostu dużo działo i muszę chwilę odpocząć.
Dziękuję!
🙂 dzięki! Dyskusja mnie zmęczyła co nie znaczy, że była zła. Ale napisałam dwa 'soczyste' posty i potrzebuję odskoczni.
Ha, nie sądziłam, że mam jakąś inną perspektywę ale pewnie masz rację. Nie jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi. Mnie dyskusja też się podobała, tylko po prostu się nią zmęczyłam. Poruszyłam dwa 'trudne' tematy jedne po drugim. Potrzebuję teraz odskoczni.
To jest kwestia zdrowia, zdrowie to jedyne co nam może przeszkodzić w kwestii wyborów. Przykro mi, że Twoja emerytura nie wygląda tak jak to sobie zaplanowałaś. Moja przyjaciółka choruje na SM, jest daleko mieszka a Atenach choroba jeszcze za bardzo nie dała o sobie znać.
Ciekawe co piszesz, bo ja mam wrażenie, że dziś młodzi ludzie niby mogą wszystko ale z drugiej strony nie robią wiele. Myślę, że dostępność różnych opcji którą daje nam dzisiejszy świat może być wręcz paraliżująca. Ja się cieszę, że nie mam już nieograniczonych wyborów bo mąż, dzieci, kredyt. Pasuje mi to, kotwiczy mnie w życiu. W dalszym ciągu uważam, że mogę robić to co chcę ale to co chcę w chwili obecnej to być tu gdzie jestem. Wygląda mi na to, że Ty też. To jest bardzo komfortowa sytuacja 🙂
Dziękuję, postaram się jeszcze dzisiaj odpisać 🙂
No w sumie masz rację 🙂 Cieszę się, że jesteś, lubię Twoje komentarze i zawsze są mile widziane na blogu. To się nie zmieni :).
Nie no…dyskusja polega na tym, ze kazdy wypowiada swoje zdanie przefiltrowane przez własną osobę. Dyskusja to rzecz dobra, wg mnie dyskutuje się nie po to, by namówić kogoś do zamiany zdania, ale po to, by poznać cudzy punkt widzenia i poszerzyć dzięki temu własny. Lubię, gdy mnie cos poruszy 🙂 i podkreślę za koleżankami, że kultura dyskusji jest naprawdę przyzwoita 🙂
Nie pekaj, czytamy i piszemy więc oczekiwany efekt blogowania został osiągnięty. Masz rację, nie zmienisz skąd jesteś, kim jesteś etc. I nie musisz. To że miałaś wsparcie od rodziców etc nie znaczy że nie znasz życia. Głowa do góry i pisz!
Bardzo lubie Twoje posty i dyskusje jakie one wywoluja. Rzadko komentuje, nie zebym nie miala nic do powiedzenia, ale dlatego, ze ja tez jestem z tych co podobno 'zycia nie znaja', a to moje zycie jest wlasnie wynikiem moich wyborow. Dlatego tez, Twoj poprzedni wpis baaardzo mi sie spodobal 🙂
Nie komentowalam wcześniejszego wpisu bo podejrzewałam, że będzie kolorowo i tak było. Małgosiu jak zawsze trafnie napisałaś, czasem może nie do końca że wszystkim się zgodzę gdyż moje kompleksy mi nie pozwalają i pewnie dlatego jestem tu gdzie jestem, osiągnęłam co osiągnęłam czyli dokonałam takich A nie innych wyborów. Proste, tak jak napisałaś. Pozdrawiam
Zajrzyj prosze do @
Nupkowa
Mnie dyskusja się podobała.Czasami mam wrażenie, że Twoja perspektywa różni się mocno od "naszej", ale nie zmienia to faktu, że to co masz zdobyłaś sama. Pozdrawiam serdecznie.
Przeczytałam teraz cała dyskusję i zgadzam się z Ingwen, że jak na internet, to jest naprawdę na poziomie 🙂 Bardzo lubię Twoje wpisy, ale akurat pod tamtym nie miałam nic do napisania.
Mam natomiast takie wrażenie, ze gdy kończyłam studia miałam takie silne poczucie, ze mogę wszystko, a na pewno dużo. Nie miałam zobowiązań, ani osobistych, ani finansowych (poza kredytem studenckim, ale tu mogłam liczyć na rodziców). Z czasem to uczucie zniknęło. Nadal wiem, że mogę coś zmienić, nawet diametralnie, ale wybieram stabilizację (a może stagnację?), bo moje decyzje będą rzutowały np. na dzieci.
Mimo tego chętnie to czytam,w dyskusji nie ma agresji,każdy pisze to co czuje i jak się czuje , a Ty się też do odpowiedzi pięknie odnosisz.To ja dopiszę,nie da się np.u mnie.Mąż ma SM 20 parę lat,4 lata temu pekł tetniak w mózgu i tu mam z nim ograniczone wybory.Jestem juz na emeryturze ale nie tak miało to wyglądac.Pozdrawiam.
Chciałam też dodać, że bardzo dziękuję, że piszesz, wartościowych miejsc do dyskusji w internecie jest ekstremalnie mało, a bardzo lubię sobie podyskutować :).
Gdybyś nie była traktowana poważnie, Twój wpis nie wywołałby żadnej dyskusji, no nie? 😉
Miłego tygodnia 🙂