Jeśli miałabym wybrać jedno rękodzielnicze hobby na resztę życia, to byłoby to szycie. Szkoda tylko, że szycie wymaga tyle zachodu i miejsca (nawet jak ma się pokój do szycia). Trzeba wybrać wykrój, przygotować, skroić i dopiero szyć; do szycia nie można usiąść ‘na momencik’ jak to jest z robótką na drutach. Dlatego dobrze, że mam też inne talenty.
Szyję! Powstaje coś, co ma poważne zadatki na największy koszmarek jaki kiedykolwiek uszyłam. To szycie eksperymentalne, więcej napiszę Wam o tym za dwa tygodnie.

Pamiętacie sukienkę z poprzedniego wpisu? (klik). Zadzwoniłam do sklepu i zrezygnowałam z tego zamówienia. Przyjrzałam się mocniej tej sukience i jednak te falbany przy pachach to nie to, takie ‘talerze’ zwisające pod ramieniem.


Znalazłam podobny model, który mi się bardziej spodobał:

A szczególnie podoba mi się to wykonanie:

Sukienka nazywa się Sapphire, a wykrój można kupić tutaj (klik).
Len z rayonem z poprzedniego wpisu wyprałam w pralce, a następnie wrzuciłam do suszarki. Mocno się zdziwiłam, kiedy z obu kuponów wyszedł cały filtr kłaków. Coś czuję, że suszarka ‘wydmuchała’ mi ten rayon ze lnu. Materiał po obróbce zrobił się bardziej ‘lniany’ niż był. No trudno. Sukienkę mam zamiar uszyć z pomarańczu, na pewną specjalną okazję w czerwcu.
W planach mam też bardzo proste szycie czegoś mocno użytkowego do ogrodu. Obecnie czekam na materiał. Mam nadzieję, że do długiego weekendu dojdzie. I nie, nie jest to nowy pokrowiec na suszarkę. Stary ma się bardzo dobrze, chociaż troszkę mu się wyblakło.
Od jakiegoś czasu dziergam sweterek z dekoltem w serek z tego ‘udawanego’ Drops Air w kolorze Acorn. Serio, mam wrażenie, że te motki to jakaś wybrakowana partia.

Pamiętacie szydełkowe breloczki? Okazało się, że tych książek jest więcej i kupiłam sobie wydanie w ptaszorami. Mam w planach kurczaka, sowę oraz maskonura, który po angielsku nazywa się puffin i jest to dużo ładniejsza nazwa. Maskonury mają swoje pięć minut jak do niedawna lama, flaming czy gęś Pipa.


Jak widzicie dzieje się i będzie się działo. Jeśli pogoda dopisze to za tydzień zapraszam Was na wpis wielkanocny z rysem historycznym. A jak nie dopisze, to będzie… cyrk!
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

po pierwsze do kawki – super dzięki ! Te amigurumi ksiązki są takie pocieszne! Nie mogę z tego mikro kurczaka 😀
No właśnie mi szycie w ogóle nie weszło przez to, że mnie wkurza, jak muszę cały kram rozkładać, a teraz mam nawet miejsce i osobny stół, a nadal mnie wkurza :D.
Nieznoszę Drops Air, kupiłam na czapkę dla siostry, bo jej się podobało, ale te wdmuchane kłaki w siatke mi wyglądają bardzo średnio.
Może właśnie kupiłaś trefny motek? Bo ja do tej pory raczej sobie chwalę, ale te motki co mam teraz to naprawdę jakby wybrakowana partia.
Koszmar szyciowy, która z nas go nie przeżyła! Mam taki jeden, ciągle jako “projekt do zakończenia “. Piękny fason tej sukienki, podobają mi się takie rękawy, dzięki za link.
O materiałach, ani rayon, ani len nie lubią suszarki, tylko suszenie naturalne. Nitki rayonu “łamią” się od ciepła i “szarpania” suszarki. Jeśli len który kupiłaś to nie tzw. washed, to te kłaki to właśnie spieranie.
Z szyciem to masz rację, nie da się na 5 minut i nawet gdy planuje szycie etapami, nie da się skroic w 5 minut. Ja przeważnie ginę na cały dzień w mojej domowej szwalni. To taka moja oaza.
Miłego poniedziałku.
Dobrze wiedzieć, następnym razem będę suszyć tylko naturalnie. Ta uszytkowa zajawka to nie koszmarek jako taki, po prostu fason od czapy ale chyba wyszło dobrze. Za tydzień może uda mi się pokazać. Ja niestety rzadko mam cały dzień wolny na zamknięcie w szwalni, a poza tym to pokój wielofunkcyjny i muszę sobie posprzątać jak mam się brać do pracy.
Zastanowiło mnie, po co ta żółta nitka wciągnięta w sweterek? Niby wiem o ” nitce ratunkowej” czy jakoś tam… ale to chyba raczej przy bardziej skomplikowanych projektach Zdradzisz, po co ten ” myk”?
Wzór który mam jest na mniejsze druty i cieńszą włóczkę robię więc mniejszy rozmiar. Nitkę wciągnęłam na wypadek, gdyby rozłączenie rękawów i tułowia nie poszło pomyślnie i trzeba by dodać kilka rzędów (albo spruć). Ale się udało więc teraz nitka nie jest już potrzebna.
Ptaszki amigurumi są super, chyba najfajnieszy jest taki z wielkimi, żółtymi brwiami 🙂
Jak oglądam te Twoje breloczki to nachodzi mnie ochota na spróbowanie, czy też uda mi się zrobić takie super zwierzątka.
Co do szycia to dla mnie jest to działanie, które wymaga dużo miejsca, czasu i, co najważniejsze, umiejętności połączonych z czymś, co nazywam “wyobraźnią krawiecką”. Jak patrzę na skrojone kawałki materiału to nijak mi się one nie składają w produkt 3D, a ogólnie, jako architekt, posiadam wyobraźnię przestrzenną – widać nie mam tej odmiany wyobraźni 😀
Więc szyję czasem jakieś proste rzeczy, ot posługuję się maszyną do szycia jak muszę , i tyle.
Skrojona kratka z różową wypustką kieszeni (bo chyba to widać na fotce) wygląda intrygująco, pewnie będzie coś fajnego, a żołędziowy sweterek będzie pasował. W robótce nie widać tej różnicy kolorów, kolor na zdjęciu przechodzi łagodnym ombre, pewnie w naturze jeszcze mniej widać różnicę.
Nowa sukienka mnie również bardziej się podoba, wydaje się wygodniejsza i ładniej się układa.
Udanych (no i z ładną pogodą) Świąt Wielkanocnych 🙂
Serdeczności
Ja w ogóle nie mam wyobraźni przestrzennej. Na studiach dwa razy oblałam bryły obrotowe, a za trzecim razem już dali mi taki prosty cylinder do wykreślenia z litości chyba. Ale jak jest wykrój to po prostu robię z wykroju. Ten użytek ze zdjęcia jest właśnie mocno architektoniczny. Niedługo się nim pochwalę. Także na szwaczkę się nadaję, na projektantkę mody nie bardzo. 🙂
Pimposhko już od jakiego czasu Cie znam, więc jestem bardziej niż pewna, że jak bys musiała albo zachciało coś zaprojektować to i na Pimposhkowy patent by się znalazł.
Hi hi
Właśnie się zastanawiałam wcześniej czemu takie falbany ci się podobają, na kobietach kolo 50 czesto wygladaja słabo, jak ma się takie ramionka specyficzne już. No ale może ty masz chude, myślałam sobie, nie musisz mieć typowej figury przecież, myślałam sobie I się nie odzywałam. Teraz chce tylko napisać, że świetna zamiana wykroju!
Nie mam chudych :). Ale mam sukienkę z taką mniejszą falbanką i bardzo fajnie na mnie wygląda. Ale te falbany za duże, na bank.