Raport z wakacji – tydzień pierwszy

Witajcie! Jesteśmy już w domu. Wróciliśmy wczoraj do nowej łazienki, wielkiego pyłu dosłownie wszędzie oraz chałtury ‘na wczoraj’. Ufff! Obiecałam sobie, iż pomimo nawału obowiązków blog jest ważny i dlatego nie zwlekam z raportem. Zostawiłam Was bez postów na dwa tygodnie, mam nadzieję, że profil Instagram trochę Wam to czekanie osłodził. Kto śledził, mniej więcej wie jak nam minął urlop.

Ale od początku. W środę wyszłam z pracy, napisałam na Fejsbuku ‘Wakacje!!!!’ po czym 10 minut później dostałam smsa od British Airways, że nasz czwartkowy lot jest odwołany! Okazało się, że z ‘przyczyn operacyjnych’ zostaliśmy automatycznie przebukowani na późniejszy lot tego samego dnia. Domyślam się, że mieli na ‘nasz’ lot za mało pasażerów.

Na lotnisku chcieliśmy przewinąć małą. Wpadam do pokoju z przewijakiem a tam jakaś para. Więc czekam sobie grzecznie na swoją kolej. Ale mija sporo czasu a tam zero ruchu więc pukam i się grzecznie pytam czy jeszcze długo. Oni na to, że przepraszają, że nie wiedzieli, że ja czekam (fakt, wsadziłam tylko głowę, nie widać było, że mam dziecko pod pachą). Zaprosili nas do środka. Otóż okazało się, że ta para leciała z malutkim chłopczykiem z Australii do Szkocji i mieli w Londynie przesiadkę. Zadekowali się w tym pokoiku do przewijania ale dziecko trochę odpoczęło. Pogadaliśmy, przewinęliśmy małą i pognaliśmy dalej.

Chociaż był to już piąty lot małej P. to jednak trochę się obawiałam. Jest starsza, bałam się, że będzie awantura a tymczasem mała spisała się na medal i był to chyba jej najlepszy lot.

Zdecydowanie łatwiej podróżuje się z dzieckiem, które już siedzi (i nie, nie miała jeszcze swojego oddzielnego fotela ;). W Berlinie czekał na nas ojciec, ale pora była już późna i do domu dojechaliśmy grubo po północy. Za to od rana same atrakcje. 
Na początek zaprezentuję Wam kolejne, trzecie już wcielenie naszej Pszczoły. Tym razem w wersji super letniej i przewiewnej:
Bardzo fajna letnia wersja budki na wózek. Super nam się sprawdziła i nie trzeba było się gimnastykować z parasolką. 
Odwiedziliśmy nowo otwartą galerię handlową Corso i poszliśmy na lody do ‘Grycanek’. Jak to często bywa w Świnoujściu, nie można było poszaleć z własną inwencją. Wymienianie kulek lodów na inne smaki w deserach z karty – surowo zabronione. 
Weekend spędziliśmy odwiedzając różnych znajomych a wieczory należały do Rummikub:
Przy okazji załapał się obrus wyhaftowany przez moją mamę. 

Przygotowujemy się do wypadu na łódkę. Niestety pogoda pokrzyżowała nasze plany i wybraliśmy się na nią dopiero w drugim tygodniu. 

Bardzo lubię to zdjęcie. Wygląda jakby to było na jakiejś Greckiej wyspie a to w kawiarni Hemingway na ulicy Bohaterów Września. Z tą kawiarnią wiąże się pewna anegdota. Otóż jakiś czas temu kawiarnia Kredens na promenadzie słynęła z doskonałych ciast. Pani, która była odpowiedzialna za te cuda piecze teraz dla syna w jego kawiarni (Hemingway właśnie). W Kredensie można się już tylko obejść smakiem. 
Poszliśmy pooglądać świeżutko wyremontowaną ulicę Żeromskiego. A tu takie kwiatek:
Z przejścia dla pieszych prościutko na drzewo 😉 
Nie odmówiliśmy sobie lanczu w naszej ulubionej knajpie czyli ‘Centrali’. Pojawiło się Świnoujskie piwo:

Mała P. od samego początku starała się zaskarbić sobie sympatię maminego kota. Niestety kota wolała się trzymać w bezpiecznej odległości:
W poniedziałek wybraliśmy się do urzędu miasta aby odebrać dokumenty małej P. Malutka już oficjalnie ma podwójne obywatelstwo :). A ponieważ była kolejka to poczytałam sobie co tam wisiało na ścianach. O, na przykład to:
Otóż proszę państwa, jeśli nie chcemy składać wniosku o założenie działalności ELEKTRONICZNIE to należy wypełnić wniosek ONLINE 🙂 Jednym słowem uśmiech na cały dzień ;)))))
W poniedziałek późnym popołudniem po wielogodzinnej kolejce na prom zjechali wreszcie do nas Lete z rodzinką :). Zaprosiłam ich na kilka dni wypoczynku. Dzieciaki bardzo nie mogły doczekać się spotkania z małą P. 
Myślę, że to zdjęcie bardzo dobrze oddaje z czym mała P. zmagała się przez kolejne dwa dni ;). 
Wieczorem wybraliśmy się z mężem do kina. Tak, niby nic ale w Świnoujściu kina nie było od jakichś dziesięciu lat!!!!! 
Kino mieści się w nowej galerii handlowej Corso i jest bardzo przyzwoite. Dodatkowo, w nowej galerii mieszczą się aż trzy przewijaki dla dzieci :). To wzrost o 100% od czasu mojej ostatniej wizyty w marcu. 
Wtorek spędziliśmy z Lorkami, bo okazało się, że w środę chcą już jechać. Poszliśmy na plażę, ale padało i siedzieliśmy w koszach plażowych. Słowo daję, dla nikogo innego nie siedziałabym na plaży w Świnoujściu jak pada ;). 

Po plaży nieco mało rozumnie przegoniłam ich znów do Centrali na obiad (rajd przez całe miasto). A potem nie dość, że długo czekaliśmy na jedzenie, to jeszcze zapomnieli przynieść wszystkie dania a na koniec Marcin uparł się, aby za to wszystko zapłacić. Porażka na całej linii. Było mi wstyd za moją ulubioną knajpę, przynajmniej utargowałam z szefem -15% od rachunku bo faktycznie nie był to mój najlepszy posiłek w tym miejscu. 
Po obiedzie obie z Lete dostałyśmy dyspensę od mężów i poszłyśmy na kawę. Oczywiście druty były w akcji a ja zrobiłam błąd. Przerobiłam cały rząd warkoczyków nie w tą stronę co trzeba. A potem jeszcze dwa rzędy. No ale jak się pije kawę z naszą Polską Kim, to zawsze można liczyć na pomoc. Lete pokazała mi super metodę jak taki błąd naprawić. Jeszcze raz ogromne dzięki:
Zupełnie nie mam pojęcia co robiliśmy w środę (poza tym, że pożegnaliśmy się z Lorkami chlip chlip). W domu za to podczas naszej nieobecności:
Za to w czwartek pogoda była taka paskudna, że postanowiliśmy pojechać na wycieczkę do oceanarium w Straslundzie. To około półtorej godziny drogi ze Świnoujścia. 

Mała P. była zachwycona choć muszę przyznać, że po spotkaniu z małymi Lorkami zaczęła łypać na dzieci i była bardziej zainteresowana małymi człowieczkami niż rybkami. 

A na co się patrzymy tutaj? 

Na modele w skali 1:1 morskich ssaków. 
Oceanarium zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Naprawdę piękny obiekt. I wspaniale przystosowany dla rodziców z wózkami. W miejscu gdzie trzeba było przejść dalej schodami zawsze była strzałka, tutaj schody a tutaj winda. Aha ważna wiadomość. Bilety warto kupić przez Internet przed wizytą. Kasy mają małą przepustowość i tworzy się mega kolejka a bilet kupiony w Internecie jest ważny rok (nie trzeba rezerwować na konkretny dzień) i wchodzi się z marszu. 
W piątek pogoda się nieco poprawiła i wybraliśmy się do Szczecina. Zaczęliśmy od wizyty w kilku salonach samochodowych bo rodzice myślą o zmianie auta (w chwili gdy piszę tego posta już wiadomo, że nowe auto dotrze do nich do końca Sierpnia 😉 
‘Zakupy’ samochodowe sprawiły, że zgłodnieliśmy więc pojechaliśmy na ‘Nowe Stare Miasto’. Zaprosiłam rodzinkę do restauracji rekomendowanej przez Magdę z bloga ‘Różowy kłębuszek’. 
Dziękujemy za rekomendację!! Było pysznie a obsługa była przemiła (to miła odmiana po Świnoujściu). 

Mała P. odkąd nauczyła się raczkować nie zawsze chce siedzieć w krzesełku :). Potem jeszcze obowiązkowo zakupy czyli Solar (jedna bluzeczka, prezent od mamy), Kazar (tym razem nic), Duka (talerze dla mamy, łapki do piekarnika dla taty i fajny bidon dla mnie) oraz Bartek (dwie pary bucików dla małej P.). Panowie w tym czasie wypoczywali na kawie i lodach czyli standard. 
I tak właśnie upłynął nam pierwszy tydzień wakacji. A w następnym odcinku o tym jak nam minął tydzień drugi :). 
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
10 lat temu

O proszę! Cieszę się! Korzystaj z uroków Świnoujścia :)))

10 lat temu

Dzisiaj w Hemingwayu była pyszna kawa i szarlotka – dzięki za polecenie 🙂

10 lat temu

Stralsund jest wspaniałe. Byłam tam 2 lata temu i również jestem pod ogromnym wrażeniem tego oceanarium 😉 Udało nam się wtedy ominąć największe kolejki gdyż kupiliśmy bilety 2w1 Muzeum Morskie i Oceanarium. Najsympatyczniejsze były pingwiny w zewnętrznym akwarium z wybiegiem 😉

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x