Co Ci daje uniwersytet?

Witajcie w czerwcu! I wszystkiego najfajniejszego z okazji Dnia Dziecka!


Mój dziadek wyszedł z małej wioski niedaleko Częstochowy. Miał wykształcenie wyższe, jako pierwszy w rodzinie studiował za granicą. Nie można być Komandorem Marynarki Wojennej bez szkoły oficerskiej. Jego brat też poszedł na studia, był potem profesorem, doktorem, habilitowanym leśnictwa, całe zawodowe życie spędził na zacnej krakowskiej uczelni. Mój Ojciec ukończył Wyższą Szkołę Morską w Szczecinie, nie można być Kapitanem Żeglugi Wielkiej bez studiów. Moja Mama skończyła Akademię Medyczną w Bydgoszczy, dzięki tytułowi magistra fizjoterapii mogła otworzyć własny gabinet i przestać pracować dla innych. Do Mamy jeszcze wrócimy. Ja mam licencjat z socjologii, magistra z socjologii i ekonomii i doktorat ze statystyki społecznej. Moja cała ścieżka zawodowa to badania ilościowe w wyższej edukacji. Tak się złożyło, że każde z nas potrzebowało studiów aby rozwijać się w swoim zawodzie i każde z nas pracuje w swoim wyuczonym zawodzie. Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy wyjątkiem od reguły.

Mój mąż nie ma studiów, jego edukacja zakończyła się na czymś w rodzaju technikum. Jego brat, rodzice oraz dziadkowie też nigdy nie widzieli wnętrza uniwersytetu. Mój mąż zarabia odrobinkę więcej ode mnie. Podobnie jak ja, ma pracę umysłową i podobny poziom stresu.

Uważam, że wyższa edukacja przechodzi w chwili obecnej ogromny kryzys, szczególnie w Wielkiej Brytanii. Dyplom uczelni wyższej już nie oznacza przepustki do ‘lepszego życia’, a coraz częściej staje się kulą u nogi absolwenta. Otóż studia w Wielkiej Brytanii są płatne i bardzo drogie. Rok studiów kosztuje 9,000 funtów (dla porównania rok studiów na prywatnym Koźmińskim kosztuje równowartość 2,500 funtów, a studia na polskich uczelniach państwowych są darmowe). Studenci mogą zaciągnąć pożyczkę na studia plus pożyczkę na koszty utrzymania. Około 60% studentów dodatkowo pracuje w ciągu semestru aby związać koniec z końcem. Efekt jest taki, że absolwenci zaczynając dorosłe życie już na starcie są obarczeni długiem, który średnio wynosi 50,000 funtów (w Anglii). Pożyczkę spłaca się w formie podatku od zarobków, wynosi on 9% powyżej pewnego pułapu.

Jak to wygląda w praktyce? Jedna koleżanka (29 lat) ma potrącane z pensji 109 funtów miesięcznie, druga (35 lat), która zarabia więcej od pierwszej ma potrącane 200 funtów. Dla porównania moja rata za samochód wynosiła 225 funtów miesięcznie. Więc taką różnicę robią te pieniądze. Najgorsze jest to, że ten studencki dług rośnie, a nie maleje, bo odsetki są większe niż rata. Dlatego mówi się o ‘podatku’, raczej niż o spłacaniu pożyczki. Pożyczka ulega przedawnieniu po 40 latach, więc przynajmniej nikt nie będzie spłacał kredytu studenckiego na emeryturze.

Dużo mówi się teraz o tym, że studenci nie zdawali sobie sprawy, co taki kredyt studencki oznacza. Podobno byli zachęcani opowiadaniami, że spłata kredytu studenckiego to koszt abonamentu za telefon komórkowy (abonament wliczając to opłatę za dobry telefon to koszt około 50 funtów miesięcznie). Koszty życia są w tej chwili tak wysokie, że ten kredyt studencki jest kulą u nogi młodych ludzi, którzy dalej żyją ‘jak studenci’, albo co gorsza wracają do rodziców. Znawcy tematu biją na alarm. Obciążenie pożyczką studencką w czasach stagnacji ekonomicznej, drogich kredytów mieszkaniowych i zawrotnych cen nieruchomości oznacza, że młodzi ludzie coraz później wchodzą w ‘dorosłość’, nie kupują domów, nie zakładają rodzin, nie rodzą się dzieci itd.

Może to nie byłoby jeszcze tak źle, ale obecnie panuje zastój na rynku pracy, a szczególny problem dotyczy właśnie absolwentów. Świat się zmienia, firmy rekrutują bardzo ostrożnie, bo a nuż wejściowe stanowiska już za chwilkę da się opędzić sztuczną inteligencją. Dochodzi do sytuacji, że absolwenci pracują w MacDonaldzie. W tym samym MacDonaldzie twoim szefem, może być kumpel ze szkoły, który nie poszedł na studia. Nie dość, że zarabia więcej od Ciebie, udało mu się odłożyć już prawie cały wkład własny na mieszkanie, to jeszcze nie ma studenckiego długu na resztę zawodowego życia. Ok, to może jest sytuacja dość ekstremalna, ale obecnie wcale nie taka rzadka. Pewien ekspert wyliczył w raporcie opublikowanym w zeszłym tygodniu, że obecnie w UK jest ponad milion tzw. NEET czyli młodych ludzi, którzy nie pracują i nie uczą się. Jeden na dziesięciu ma dyplom ukończenia uczelni wyższej.

Tak jak napisałam świat się zmienia. To co ja wyniosłam z domu i znam z autopsji, powoli traci prawo bytu. Nie wiem jak sytuacja będzie wyglądała za osiem lat, ale gdyby to było dzisiaj, to bym specjalnie nie namawiała starszej P. na studia. Ja! Największy edukacyjny nerd jaki może być!

Czy w dzisiejszym świecie studia tracą rację bytu? Czy to tylko droga fanaberia? Jasne, jeśli chcesz być prawnikiem czy neurochirurgiem to bez studiów nie da rady. Ale jaki jest sens studiować dzisiaj języki obce? Albo programowanie? Chyba tylko jako hobby. No ale jest jeszcze moja Mama. W tym roku mija 20 lat od jej obrony pracy magisterskiej.

Moja Mama zaczęła studia mniej więcej w tym samym czasie, kiedy ja robiłam magistra. To jest dość szczególny przypadek. Studia były zaoczne, gdzie niektórzy profesorowie dorabiali sobie do pensji pokazując studentom w weekendy slajdy ‘na odwal się’. Przedmioty zawodowe miała w jednym palcu, przedmioty dodatkowe w sumie nie były jej do niczego potrzebne. Papier dał jej wolność własnego gabinetu. Ale uczyła się. Nawet Anatomię zdała uczciwie. Wstawała rano aby pouczyć się przed pracą, jeździła na zjazdy w wielkich mrozach, spała byle jak z koleżankami z roku. I wiecie co? Coś się w mojej Mamie zmieniło. Nie potrafię tego nazwać. Jakby jakaś większa ciekawość świata, może większa pewność siebie, może silniejsze poczucie sprawczości? I to nie jest tak, że jej tych cech brakowało przed studiami. Ale coś się zmieniło i właśnie to coś dają studia. Taka subtelna, jakościowa zmiana podszyta ciężką pracą.

Nie wiem co to jest, może wysiłek umysłowy, obcowanie z innymi ludźmi, którzy myślą podobnie, może relacja mistrz-uczeń, a może wyjście poza swoją strefę komfortu. W dzisiejszych czasach, kiedy tyle rzeczy można się nauczyć samemu z internetu będąc zamkniętym w czterech ścianach, być może doświadczenie uniwersytetu jest jeszcze ważniejsze niż kiedyś? Może. Nie wiem, ale kiedy myślę sobie, czy warto aby moje córki szły na studia, to myślę sobie o mojej Mamie.


Podobało Wam się? To może postawicie mi kawę? Tak jak w zeszłym roku, tylko w czerwcu na blogu jest guzik, za pomocą którego możecie mi postawić wirtualną kawę. Dzięki Waszym kawom będę mogła pokryć koszty prowadzenia bloga na kolejny rok, a dla was 52 kolejne wpisy umilające każdy poniedziałek. Dziękuję!

Postaw kawę dla Pimposhka na buycoffee.to

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x