W zeszłym tygodniu byłam na szkolnej wycieczce. To była chyba najlepsza szkolna wycieczka, na jakiej byłam. Nawet lepsza niż wycieczka do Wrocławia w ósmej klasie i oglądanie Panoramy Racławickiej. Otóż zgłosiłam się na ochotniczkę, aby pojechać z klasą starszej P. Pojechaliśmy pociągiem do Oxfordu, to było szkolenie pod tytułem ‘Młody obywatel’, w remizie strażackiej. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego szkolenia i postanowiłam Wam je opisać.
Najwyższe piętro remizy było specjalnie zaadaptowane na to szkolenie. W dużej sali dzieciaki mogły zostawić swoje rzeczy i zostały podzielone na grupy 6-7 osób. Nauczyciele mieli dla nich przygotowane naklejki z imieniem (więc instruktorzy mogli zwracać się do dzieci po imieniu), a organizatorzy dodatkowo nakleili ‘uśmieszki’, każde dziecko w grupie miało inny kolor. Ja dołączyłam do grupy ze straszą P. i przeszłam z nimi cały kurs. Na dzieciaki czekało osiem małych pokoi, wizyta w każdym pokoju trwała około 5-6 minut. Po tym czasie z jednego z biur wychodziła pani z taką trąbką-klaksonem ogłaszając koniec czasu i roszadę.
Pokój numer jeden:
Wyglądał jak pokój w domu, była kanapa, łóżko, biurko oraz atrapa schodów na górę. Dzieciaki uczyły się o zwykłych niebezpieczeństwach czekających na nas w domu, głównie związanych z potykaniem się. Czyli rzeczy pozostawione na schodach, buty zostawione na środku pokoju, wtyczka od odkurzacza, na którą można boleśnie nadepnąć, kable do ładowania telefonu itp.
Pokój numer dwa:
To była kuchnia z jadalnią. Ale nauka zaczęła się jeszcze na korytarzu. To miało być wejście do mieszkania, widoczny był adres. Scenariusz był taki, że widzimy dym. Co robimy? Instruktorka pokazała jak wygląda alarm przeciwpożarowy w bloku, jak go uruchomić i kiedy. Dodatkowo, uczeń z zieloną naklejką wykonał treningowy telefon na numer alarmowy, podając adres budynku i mieszkania. Potem weszliśmy do kuchni, gdzie poznaliśmy trzy najczęstsze przyczyny pożarów w domach: od gotowania, od przedłużaczy/przelotek w gniazdkach i od palenia papierosów.
Pokój numer trzy:
Jesteśmy nad rzeką ale i na plaży. Na ścianie był wielki plakat plaży, na drugiej ścianie plakat małego wodospadu, który zamienia się w rzekę na podłodze. Podłoga w tym miejscu była pokryta plexi. Obok podest czyli brzeg. Starsza P. robiła za topielca. Uczyliśmy się co zrobić z takiej sytuacji, między innymi jak prawidłowo rzucić komuś linę. Uczeń z niebieską naklejką wykonał telefon na numer alarmowy. Na koniec było jeszcze kilka słów na temat flag nad morzem i jak bezpiecznie pływać w morzu.
Pokój numer cztery:
W tym pokoju obejrzeliśmy krótki film o tym, jak ułożyć nieprzytomną osobę w bezpiecznej pozycji. Na filmiku były dzieci, potem dzieciaki ćwiczyły w parach. Uczeń z filetową naklejką wykonał telefon na numer alarmowy.
Pokój numer pięć:
Wypadek komunikacyjny. Sala była wytapetowana jak skrzyżowanie, na jezdni był manekin-rowerzysta, powykręcany, rower połamany. Uczyliśmy się jak bezpiecznie zatrzymać ruch, jak podać dyspozytorowi adres zdarzenia. Uczyliśmy się, aby takiej osoby nie ruszać. Potem jeszcze omawialiśmy stan techniczny roweru oraz odpowiednie ubranie na rower (manekin miał luźne spodnie). Uczeń z żółtą naklejką wykonał telefon na numer alarmowy.
Pokój numer sześć:
Ciemny pokój, który wyglądał jak podejrzana alejka. Graffiti na ścianach, śmieci na ziemi, niewielkie lampki. Dzieci miały przejść alejką do ‘parku’. Idą, a tam nagle wychodzi do nich ktoś w kapturze, zapraszający do swojego samochodu na cukierki. Słychać było tylko jeden wielki pisk. Dzieciaki wystrzeliły jak z procy, po czym instruktor omówił z nimi jak bezpiecznie zachować się w takiej sytuacji. Między innymi, aby nie być z klucza agresywnym. Potem uczeń z pomarańczową naklejką wykonał telefon na numer alarmowy, zgłaszając podejrzaną osobą kręcącą się po parku.
Starsza P. powiedziała, że to był najfajniejszy pokój.
Pokój numer siedem:
Jesteśmy na stacji kolejowej. Na torach leży manekin. Co robimy? Omawiamy, że standardowy pociąg ma dwumilową drogę hamowania i nie próbujemy go zatrzymać. Starsza P. wykonuje telefon na numer alarmowy, podaje nazwę stacji i numer skrzyżowania kolejowego. Potem omawiamy bezpieczne przechodzenie przez tory oraz odpowiednie zachowanie na peronie, gdzie pociągi mogą przejeżdżać bardzo szybko powodując powietrzny wir. I dlatego zawsze należy pozostać za żółtą linią bezpieczeństwa.
Pokój numer osiem:
Uczymy się o tym, jak zachować bezpieczeństwo online. Na podłodze są worki sako do siedzenia. Oglądamy krótki filmik o tym, jak grupa uczniów publikuje filmik online i dostaje mnóstwo komentarzy od internetowych trolli. Instruktorka mówi o tym, że jeśli coś publikujemy online, to jest to tam na zawsze. Potem widzimy przykładową wiadomość od kogoś, kto wydaje się też być uczniem i rozmawiamy jak rozpoznać czy można takiej wiadomości zaufać. Dzieci dowiadują się, że WhatsApp, Snapchat itd. można mieć legalnie dopiero w wieku 13 lat.
Niestety nie mam dla Was żadnych zdjęć bo wiadomo, RODO, a poza tym nie chciałam robić wiochy. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak to było zorganizowane. Krótkie, różnorodne sesje, dzieciaki nie miały prawa się znudzić. Instruktorzy to miks strażaków, ratowników medycznych i policjantów. Naprawdę potrafili trafić do dzieci, widać, że sami dobrze się przy tym bawili, szczególnie emerytowany policjant robiący za zakapturzonego zbira.
Podobał mi się pomysł z kolorową naklejką. Dzięki temu nie było pytań ‘Kto chce wykonać telefon?’ albo ‘Kto jeszcze nie dzwonił?’. Numer alarmowy i aparaty telefoniczne to była sieć wewnętrzna. Mam podejrzenia, że telefony odbierała pani odpowiedzialna za klakson ;). Niemniej jednak dyspozytorka brzmiała bardzo prawdziwie i super, że niemal każde dziecko mogło wykonać taki telefon.
Myślałam, że takie szkolenie przechodzą wszystkie dzieci w ostatniej klasie podstawówki, ale okazuje się, że to jest bardzo oxfordzka inicjatywa, dostępna tylko w naszym województwie (klik). Nie jest tak, że każda remiza strażacka w UK ma takie centrum treningowe. Jestem jednak pewna, że podobnych inicjatyw jest w kraju więcej.
No dobra, jedno zdjęcie udało mi się cyknąć na wychodnym:

Lubicie mrożoną kawę? Taką z lodami, a może tzw. cold brew (zimną czarną kawę)? Kupiłam ostatnio w Sainsburym koncentrat kawowy ze Starbucksa do zrobienia sobie w domu cold brew właśnie. Całkiem sympatyczny wynalazek, szczególnie na szybko. Osobiście wolę zrobić kawę w automacie Nespresso i dodać duuuużo lodu, ale taka opcja też jest super i smakuje całkiem przyzwoicie.

A skoro o kawie mowa, to jeśli ktoś jeszcze nie postawił mi kawy w tym miesiącu to ma taką szansę. Tylko w czerwcu na blogu jest guzik, za pomocą którego możecie mi postawić wirtualną kawę. Dzięki Waszym kawom będę mogła pokryć koszty prowadzenia bloga na kolejny rok, a dla was 52 kolejne wpisy umilające każdy poniedziałek. Dziękuję!

