DAD, jak wiecie, kupiliśmy od starszego małżeństwa i choć dom był nieco retro, to był bardzo zadbany. Także ogród, który był czule pielęgnowany przez starszą panią. Ja nie lubię pielęgnować ogrodu, więc poza koszeniem trawy praktycznie nic w nim nie robiliśmy. Raz pożyczyłam myjkę ciśnieniową od teścia i umyłam płyty chodnikowe. Myjka okazała się być podstawowym modelem, okropnie się przy tym namęczyłam (nasze płyty chodnikowe są takiej sobie jakości więc szybko się brudzą i są oporne w myciu) i obiecałam sobie, że nigdy więcej taką myjką. W tym roku musiałam stanąć twarzą w twarz z faktem, że dalej się tak nie da i nasz ogród wymaga uwagi. Zresztą nie tylko ogród.
Zaczęło się od przeciekającego dachu w ogrodzie zimowym. Moim ulubionym pokoju w całym domu. W zasadzie cała konstrukcja jest do wymiany, bo ma prawie 20 lat, ale na razie nie mamy tego w budżecie, więc staram się, aby to co jest jak najdłużej nam posłużyło. Widzę, że poprzedni właściciele dokonali różnych napraw za pomocą silikonu, co jest w przypadku ogrodów zimowych kardynalnym błędem.
Mieliśmy problem z wysuwającymi się panelami. Zrobiłam risercz, znalazłam filmik na YouTube (klik) ze sklepu TrulyPVC i kupiłam zaślepki prezentowane na filmiku. Zadziałało jak złoto. Trochę się namęczyłam, bo to się najlepiej instaluje jak nie ma jeszcze rynien, a tych nie chciałam ściągać. W każdym razie zaliczyłam sukces, dach nie przecieka i mam nadzieję, że ta naprawa wytrzyma do czasu, aż będziemy gotowi na większy remont tylnej części domu.
Drugi duży problem to belki na elewacji. Otóż nasz dom był wybudowany na początku lat 90-tych, a wtedy ostatnim krzykiem mody były styl tzw. udawany Tudor (w moich rodzinnych stronach to się nazywa Pruski mur). Belki na elewacji są z drewna i gdy kupowaliśmy dom, rzeczoznawca wydał werdykt, że potrzebują wymiany. Szczególnie największa poprzeczna belka pod oknem od głównej sypialni.

Fakt ten udało nam się ignorować przez kolejne lata, aż do tego roku. Stwierdziliśmy, że belka nie wytrzyma kolejnej zimy. Udało nam się znaleźć bardzo dobrego fachowca i w ciągu jednego dnia wraz z bratem wymienił nam belki na model z poliuretanu, które wyglądają jak drewno ale są dużo praktyczniejsze.




Fachowcowi zabrakło kawałka belki na daszek. Zadzwoniłam do sklepu (a musicie wiedzieć, że to ten sam sklep, w którym kupiłam zaślepki do naprawy dachu na ogrodzie zimowym) z nadzieją, że mają gdzieś kawałek na warsztacie. Niestety, musiałam dokupić całą belkę, ale one mają cztery metry i dostawa kosztuje 50 funtów (sama belka kosztuje około 80). Na szczęście pomocny sprzedawca Tony powiedział, że skoro ja potrzebuję 80 cm, to oni mi tą belkę potną na mniejsze kawałki i wyślą zwykłą pocztą (koszt dostawy 8 funtów). Odłożyłam telefon, chwilę podumałam ‘znam ten głos’ i ponownie wybrałam numer sklepu.
‘Cześć Tony. Przepraszam, że znowu zawracam Ci głowę, ale czy Ty przypadkiem nie nakręciłeś filmiku na YouTube o tym, jak poradzić sobie z wysuwającymi się panelami w ogrodzie zimowym?’
‘Tak, to ja byłem’
‘Super filmik Tony, bardzo mi pomógł’
Tony, wyraźnie ożywiony – ‘Excellent!’.
Polecam ten sklep.
Ogród zimowy nie przecieka, belki wreszcie wymienione (mamy teraz najładniejsze belki na całej ulicy), a reszta to była orka na ugorze, znaczy się na ogrodzie. Kupiłam dobrą myjkę ciśnieniową (zaawansowany model) i wyczyściłam wszystkie płyty chodnikowe oraz część płotu, przygotowując go pod malowanie. Z części płotu pozbyliśmy się drabinek, które poprzednia właścicielka musiała bardzo lubić. Wymieniłam wąż ogrodowy, bo stary odziedziczyliśmy po poprzednich właścicielach i już się do niczego nie nadawał.


Wykarczowaliśmy mnóstwo krzaczorów, w tym bok domu, który był całkowicie zarośnięty.







Korzystając z innego filmiku na YouTube (klik) wymieniłam poszycie na naszym parasolu ogrodowym, kupiłam nowe meble ogrodowe i plastikową skrzynię na poduszki do tych mebli.





Częściowo odmalowaliśmy płot, w tym jeden panel, który wymieniliśmy półtora roku temu i do tej pory nie był pomalowany.



Mam nareszcie fajne tło do zdjęć uszytków. Zbudowałam sobie takie niby-skrzynki. Na razie uprawiam w nich chwasty, ale na jesień jak skończy się susza to coś tam posadzę.



Szczerze, to w tym roku narobiliśmy się jak osły, a powiedziałabym, że jest to jakieś 50% ogrodu. W przyszłym roku będzie trzeba wymienić rozpadającą się szopę, naprawić schodek między ogrodem zimowym, a ogrodem (murarki jeszcze nie próbowałam), wymienić częściowo płot i pomalować, no i pozbyć się kolejnych krzaczorów.

Morał tej historii jest taki, że nawet patrząc na spore efekty naszej pracy, nie polubiłam prac ogrodowych ani trochę. A poranną kawę i tak najchętniej dalej piję w ogrodzie….zimowym.

Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

No przy domu można się narobić 🙂 To fakt! Zrobiliście kupę roboty w ogrodzie. Ja akurat lubię pracować w ogrodzie; uwielbiam zioła i inne rośliny dobre dla zapylaczy; mam własne ule i wiem, że tych roślin dla owadów bardzo brakuje.
O ogrodzie zimowym; również odziedziczyłam chyba wtedy 15-letni, z dachem takim przezroczystym. Czyli zimno w zimę i za gorąco w lecie. Oprócz mnie nikt tam nie przebywał. Zrobiłam sobie więc pokój do szycia. No ale z tym dachem to się nie dało szyć, gdy było słońce. Pomyśleliśmy, poszukaliśmy i znaleźliśmy rozwiązanie bez budowania nowego ogrodu zimowego. Fajne rozwiązanie, relatywnie niskim kosztem. Jaki że mogę załączyć tylko jedno zdjęcie, dodałam drugie, pokazujące postęp poniżej. Ignoruj żółte światło, które zamontowałam jako dodatkowe światło do szycia w zimie. Okazało się, że ma takie zmieniające się kolory, których i tak nie używam :-). Z tym rozwiązaniem mogę szyć w lecie i w zimie. Dodaliśmy również kominek, który znalazłam na eBayu.
Do skrzynek polecam zioła, w tym lawendę. Łatwe do uprawiania, nie potrzebują wiele czasu. Pomiędzy możesz dodać kwiaty jednoroczne. Miłego poniedziałku, ciągle z Llŷn peninsula.
Progress
Masz ule? Rany! A czego Ty nie masz? Wiem, hafciarki jeszcze nie masz. Ale może po moim najnowszym wpisie kupisz ;). Takie oferty dachu na ogród zimowy ciągle dostajemy co chwila w poczcie, ale ja nie jestem zainteresowana bo wtedy nasza jadalnia to będzie ciemna norka.
Hafciarka jest na liście:-) A o dachu to izolacja i cladding od środka, raczej niż zmiana dachu. Oczywiście, jeśli to zaciemniłoby jadalnię, to rozumiem. Ja spędzam więcej czasu w ogrodzie zimowym, więc dla mnie zmiana miała sens. Czekam na wypis poniedziałkowy.
Jejku, ile pracy, naprawdę widać efekt! Trochę mi szkoda tych “krzaczorów”, ale pewnie tak trzeba było zrobić. Naprawdę podziwiam Waszą konsekwencję w podnoszeniu walorów domu i ogrodu.
Niestety, w związku z moim zawodem nie wytrzymam i muszę sprostować: ten fałszywy mur pruski tworzą po prostu deski elewacyjne, a nie belki. Belki są w oryginale.
Co to w ogóle jest belka? To najprostszy element konstrukcyjny, przenoszący obciążenia pionowe. Belka jest zawsze nośna, to ona jest konstrukcją, czyli niesie samą siebie, ewentualnie obciążenia z innych elementów (np. strop czy w wypadku prawdziwego muru pruskiego cegły stanowiące wypełnienie) i obciążenia użytkowe. Belka zawsze jest grubsza niż deska, bo by się wyboczyła (gibnęła). Wasze piękne nowiutkie deski elewacyjne wiszą sobie przykręcone (?) do ściany i tylko ją dekorują, czyli “leżą i pachną”, a nie ciężko pracują jak prawdziwa belka.
P.S. Bardzo fajne te czerwone fotele.
Wspaniale się czyta takie wyjasnienia. Niby wiedziałam, ale… stosowałam zamienię. Więcej tak robić nie bede
Magdaleno ależ oczywiście masz święta rację to jest po prostu boazeria! One faktycznie nie pracują, tylko wiszą i pachną na kleju i przewiercone. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że w języku angielskim takie nośne belki sufitowe, prawdziwe Tudory oraz taka boazeria wszystkie noszą nazwę beams = belki.
Wow. Pracowite z was ludki. Ogród to jest niestety historia bez końca i ciągle cos tam trzeba ogarniać, ja mam malutki i niby lubie prace w ogrodzie, ale n a razie mało czasu i błyskawicznie zarasta jak dżungla, a wydawałoby sie że 56m2 da się szybko ogarnąć… Obsadzilam na obwodkach pnącymi różami i bezobsługowymi
drobokwiatowyni clematisami. Zabierają malo miejsca, za to idą w górę (czasem aż za bardzo, bo cisną przez ogrodzenie do sąsiada… w stronę słońca) ale dzieki temu nie muszę patrzeć na goły płot i siatkę, zimą zostają puszyste kotki. Polecam dla leniwych i zapracowanych…
Oh Gosia, ja kocham clematis i mam parę w ogrodzie. A z zarastaniem to masz rację. Mam kawałek ogrodu z którym jeszcze nie wiem, co zrobić. Zostawiłam na parę miesięcy i taka dżungla że chyba maczetę muszę kupić 🙂
Mam kilka clematisów po poprzedniej właścicielce. Nie wiem, coś będę myśleć jak odwołają suszę w UK.
Masa pracy, ale efekt wart jest wysiłku – teraz macie ogród nad którym łatwiej zapanować.
Dom też pięknie się prezentuje z nowymi elementami ozdobnymi, będziecie mieli z tym spokój na całe lata.
Ogród zimowy to coś, co zawsze chciałam mieć i pewnie mieć nie będę, bo w naszym domu niezbyt jest gdzie go usytuować – pozostaje mi podziwiać Twój, super miejscówka 🙂
Czerwony parasol i fotele są super. Swoją droga, to już mnie nie powinno dziwić, że sama uszyłaś nowy parasol, a jednak za każdym razem zaskakują mnie Twoje umiejętności – jesteś niemożliwie twórcza i pomysłowa.
Serdeczności 🙂
ps. też lubię myć myjką ciśnieniową, co roku wyżywam się na drewnianych meblach ogrodowych (sa z teku i świetnie znoszą takie mycie) i wszystkim innym co wpadnie mi pod dyszę 😉