Nie wiem jak Wy, ale ja jestem dostępna tylko w jednej wersji. Jak mawia mój ojciec, jestem genialnym prototypem rocznik 81, który nigdy nie wszedł do seryjnej produkcji (jestem jedynaczką). I tej wersji będę się trzymać 🙂
Nie za bardzo daję wiarę wszelkim tym planom ‘Nowy Rok, nowa ja’. Nie wiem czy zauważyliście ale na rynku dosłownie roi się od przeróżnych planerów, które mają nam pomóc w byciu najlepszą wersją siebie właśnie. Nie chodzi mi o generalne planery, kalendarze, organizery do zarządzania czasem itd. (o tym napiszę Wam już niedługo) ale o specjalne kalendarze, które mają wspomagać nasz samorozwój: ‘daily greatness’, ‘best self’, ‘trigg life mapper’, ‘zaplanuj swój sukces’ to tylko kilka przykładów. Oprócz zwykłych kartek z datami, takie planery oferują afrimacje, budujące cytaty, miejsce aby opisać nasze uczucia, plany, marzenia, osobisty manifest itd. ufff. Notesy te mamią nas obietnicą, że jak znajdziemy czas na auto refleksję i wypełnimy kilka tabelek to staniemy się super i w ogóle. Za moich czasów to się nazywało ‘Kalendarz Szalonego Małolata’ i już z tego wyrosłam ;).
Czy tak naprawdę można się zmienić? Czy poprzez pracę nad własnym charakterem można poprawić to i owo? Nie wiem. Z pewnością wraz z nabieraniem doświadczenia życiowego, zmieniam się i idzie to w dobrym kierunku. Lubię bardzo te tory, którymi toczy się moje życie. Ile w tym jest szczęścia, przychylności losu a ile mojej pracy tego nie jestem w stanie powiedzieć.
Profesjonalizm, konsekwencja i pracowitość to na pewno cechy, który dobrze mnie opisują. Z drugiej jednak strony posiadam cechy charaktetu, których u siebie nie lubię (jak każdy pewnie). Oczywiście nie będę ich tutaj wymieniać, zresztą czytacie tego bloga, pewnie się domyślacie ;). Zaczęłam się zastanawiać, co sprawia, że niektóre osoby lubimy, a niektóre nie. Co sprawia, że z pewnym typem ludzi lubimy pracować czy spędzać wolny czas. Co sprawia, że przy niektórych czujemy się bezpiecznie i komfortowo? Nie chodzi mi o jakieś konkretne osoby, ale po prostu wzory zachowań i zasady jakimi w życiu kierują się osoby, z którymi lubię przebywać. Wyszła mi taka mała lista życzeń na Nowy Rok, którą chciałabym potraktować jako drogowskaz do lepszego mentalnego samopoczucia. Bo są dni kiedy siebie nie lubię, a chciałabym lubić się codziennie.
- Traktuj innych tak, jak sama chcesz być traktowana. Wiem, brzmi trochę jak cytat na Instagramie, ale odkąd stosuję tą zasadę na co dzień naprawdę żyje mi się lepiej i staram się jak najczęściej o niej pamiętać.
- Nie mierz wszystkich swoją miarką. Bądź tolerancyjna. Ufff! Z tym mam chyba największy problem. Wychodzę z założenia, że jeśli ja mogę to znaczy, że każdy może. A jeśli nie może, to znaczy, że jest leń i w ogóle do kitu. Pracuję nad tym i jest to naprawdę ciężka praca.
- Więcej wewnętrznego spokoju. Chodzi mi o taki spokój, który wynika z tego, że jesteśmy zadowoleni ze swojego życia, pogodzeni z naszym losem i sytuacją. Spokój, który wypływa z dużej pewności siebie. Jestem tym kim jestem, nikomu nic nie muszę udowadniać, nie muszę zabiegać o czyjeś względy.
- Więcej inteligencji emocjonalnej. Imponują mi ludzie, którzy w sytuacji konfliktowej potrafią zachować zimną krew, a potem zgasić dyskutanta jednym, spokojnie wypowiedzianym zdaniem. Czy są jakieś szkoły, które tego uczą? Rozwijam.
- Bądź zawsze uprzejma i otwarta. Taka zwykła ludzka uprzejmość, pomoc, otwartość i pozytywne nastawienie do ludzi i świata ogólnie. Mam, dużo, staram się pielęgnować bo w dzisiejszych czasach można to łatwo stracić.
- Nie przejmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu. I żeby się nie nakręcać, spalać, niepotrzebnie tracić energię. Ha! Łatwo powiedzieć.
- Ktoś zachował się nieciekawie? Chcę być ponad to. Czasem nawet mi się udaje (ale jeszcze za rzadko).
- Stosuj zasadę 24 godzin. Jeśli stało się coś, co niezmiernie Cię zdenerwowało to odczekaj 24 godziny zanim zaczniesz działać. Piękna i niezmiernie ważna zasada, która z pewnością ułatwia życie. Niestety, piekielnie trudna do wdrożenia. Jednym słowem, najpierw pomyśl a potem rób, a najlepiej najpierw upewnij się, że jesteś w stanie racjonalnie ocenić fakty ;).
- Udzielaj rad tylko w takiej sytuacji, kiedy a) jesteś o to wyraźnie poproszona i b) jest to rada, którą sama jesteś w stanie zastosować do siebie. Coraz lepiej mi to wychodzi, ale czasem to mnie aż skręca aby radzić, do skrętu kiszek. To prawdziwa sztuka mądrze radzić.
- To samo dotyczy się dzielenia swoją wiedzą. O rany, jakie to jest trudne ciągle się nie wymądrzać jak się jest tak mądrym jak ja ;). Doprawdy, milczenie jest złotem. A ja jestem taki miedziany cymbał 🙂
- Szanuj drugą osobę. Możesz jej nie lubić (nawet bardzo, bardzo) albo totalnie nie rozumieć ale pomimo tego szanuj (no i raczej unikaj :).
- Zawsze zostawiaj po sobie dobre wrażenie (i przyjemny zapach).
- Dbaj o swoje zdrowie psychiczne. Unikaj pieniaczy, narzekaczy, wampirów energetycznych i szczupłych blogerek parentingowych. Unikaj ‘gorących’ dyskusji w mediach społecznościowych, szczególnie tych o zabarwieniu moralnym, religijnym czy politycznym. O takich sprawach dyskutuj tylko z ludźmi, do których masz stuprocentowe zaufanie.
I nad tym właśnie będę skupiać w Nowym Roku. Dołożyłybyście coś od siebie do tej listy?
Dziękuję.
No właśnie, nie dajmy się zwariować 🙂 Fakt, że na współczesnych kobietach, a już szczególnie matkach ciąży wielka presja. Czy moja mama się martwiła, że nie wróciła do figury sprzed ciąży w ciągu dwóch miesięcy? Wątpię 😉 Mam wrażenie, że to całe równouprawnienie to nam wychodzi bokiem, bo teraz nie tylko mamy być strażniczkami domowego ogniska ale także mieć super karierę. Mężowie chyba w dalszym ciągu maja za to tak, że jak już maja super karierę to reszta nie ma znaczenia.
Dobrze, że go odtworzyłaś bo jest ciekawy i się z nim zgadzam. Zresztą ja dostaję powiadomienia o komentarzach na maila, więc mogę Ci powiedzieć, że wiernie go odtworzyłaś. Oczywiście masz rację, ja uważam, że głupotą jest zmieniać się dla kogokolowiek. Zauważ, że w moim poście piszę tylko o sobie, że chcę siebie lubić codziennie bo czasem żałuję swojego zachowania. Jeśli Ty jesteś z siebie zadowolona i szczęśliwa z tym tak jak jest to super i Ci gratuluję. Zresztą ten wewnętrzny spokój jest właśnie na mojej liście. Ja mam przed sobą jeszcze trochę pracy. Natomiast uważam, że faceci też tak mają. Z naszej, kobiecej perspektywy pewnie tego nie dostrzegamy ale oni też mają ciśnienie, bo maja być męscy i zarabiać kupę kasy, i wysportowani ale też wrażliwi i muszą być super ojcami, wiesz takimi od zmiany pieluszek. Ja cały czas za czymś tam gonię i jakoś bardzo chciałabym się czasem zatrzymać. Może kiedyś odpocznę, tak jak Ty 🙂
Podoba mi się to odpuszczanie obrony własnego zdania, jeśli masz do czynienia z idotą. Wciągam na moją listę 🙂
Anonimowa 72,przyznaję Ci rację. Każdy w jakiś sposób dąży do Tego,by być lepszym, ale nie dajmy się zwariować.
przyznaję Ci rację.
Pimposhko, skasowałam poprzedni wpis…Ale żal mi go było, więc odtworzyłam :).
Nie wiem dlaczego, ale my, kobiety mamy silną tendencję do poprawiania się dla innych np. dla facetów, dla ogółu, dla pracodawcy, ale mało kiedy dla siebie… bo już sił brakuje po spełnieniu wszystkich wymogów. Większość damskich blogów czy też programów dla kobiet to zalecenia/porady: schudnę, przeczytam, dołączę, posprzątam wyrzucę, będę lepsza, będę inna, poprawię relacje, naprawię relacje, zbawię rodzinę a potem świat. Wieczna gonitwa, gdzieś po drodze gubimy się. Faceci tego nie mają. Ja odpadam z tego wyścigu. Jest mi dobrze tak jak jest. Chyba do tego dojrzałam. Wiem, wiem, zaraz pojawią się głosy, że tak nie wolno, że tak nie można, że trzeba przeć/lecieć do przodu, że gdyby ludzie nie dążyli do zmian to jeszcze na drzewach byśmy siedzieli… Może i tak. Zmęczona już jestem tymi wymaganiami wobec kobiet.
This comment has been removed by the author.
Amen. Dołożę tylko "nie kupuj włóczki, masz spore zapasy" (monotematyczna jestem, wiem). Oraz "nie bój się bronic własnego zdania, oczywiście w sposób kulturalny i merytoryczny i nie za wszelką cenę, bo nie każdy zasługuje na to, aby tracić na niego energię" (co wymaga wciąż praktyki z mojej strony) oraz "szczerze mów, jeśli coś Cię zabolało/zdenerwowało/sprawiło Ci przykrość, bo świat się nie domyśli, o co poszło, a jeśli już- to z domysłów wynika wiele konfliktów, których można by uniknąć przez szczerą rozmowę. Nie chowaj urazy, nie obrażaj się o pierdoły, nie każ się przepraszać w nieskończoność"- to mi najłatwiej przyszło.