Dziękuję Wam za przemiłe słowa pod Elsowym tortem dla starszej P. Tak jak pisałam od kilku miesięcy mam nowe hobby a nawet dwa, co wiąże się z tym, że mój portfel zrobił się nagle dużo, dużo lżejszy. Czy istnieje coś takiego jak tanie hobby? Czy są jakieś pasje, które nie wymagają znacznych nakładów finansowych na narzędzia, materiały czy przemieszczanie się?
Uważam, że można dość tanio zacząć robić na drutach (z naciskiem na ‘zacząć’). Nikt przecież nie zaczyna od razu od wielkiego koronkowego szala z czystego jedwabiu na specjalnych addikach do koronki prawda? Jeśli chcemy robić na drutach to kupujemy druty, szydełko i włóczkę (na początek nawet akryl) i robimy szalik francuzem, ewentualnie dżersejem. Kolejny projekt, to może kolejne druty, trochę lepsza włóczka i na przykład markery. I tak to się kręci. Ja na przykład od razu zaczęłam dziergać na drutach KnitPro i dokupywałam kolejne rozmiary wtedy kiedy były mi potrzebne więc nigdy nie kupiłam całego (i drogiego) zestawu. Także koszt ‘parku maszynowego’ w przypadku dziergania zazwyczaj rozkłada się w czasie i jest trwały a dziewiarskie przydasie zazwyczaj mieszczą się w małym pudełku. No ale jest jeszcze kwestia materiału ;). Myślę, że wiecie o co chodzi więc nawet nie ma sensu rozwijać tematu. Na pewno niejedna z Was ‘popłynęła’ w pasmanterii a motki włóczki mają jakąś magiczną moc przyciągania śpiewając niczym Syreny – kuuuuuup mnieeeee! No i jak się okazuje, nie każda z nas jest Odyseuszem 😉
W przypadku robienia tortów sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Praktycznie każdy tort wymaga jakiś nakładów finansowych (nie licząc oczywiście mąki i jajek). Już przy naszym pierwszym torcie będziemy potrzebować masy cukrowej w kilku kolorach oraz barwniki aby pofarbować resztę, pędzelki, farby, kilka narzędzi do modelowania, ‘wygładzacze’ do lukru, może jakieś formy do wyciskania masy cukrowej. Poza tym, jeśli chcemy spróbować różnych technik to ponownie musimy się przygotować na koszty np. jadalne kwiaty ( to cała gama akcesoriów plus specjalna masa przeznaczona do kwiatów), malowanie aerografem (urządzenie plus specjalne barwniki) czy ozdabianie masą maślaną (zestaw tylek) itd. Każdy tort ma swój styl, więc inne formy będą nam potrzebne do płatków śniegu a inne do ‘podwodnego’ tortu z Arielką. Pomimo iż, wydałam sporo kasy przy torcie z Elsą to nie żałuję bo wiem, że przy następnym projekcie będzie już tego dużo mniej. EDIT: w Lutym czekają mnie dwa torty, dla teścia na 70tkę i dla młodszej P. na roczek (na ten sam weekend). Właśnie zamówiłam potrzebne materiały na ‘astronomiczną’ kwotę 40 funtów (na oba torty) więc moje przypuszczenia się sprawdziły :).
Podobie było w przypadku mojego drugiego nowego hobby czyli prowadzenia albumu Project Life. Ale tutaj jestem trochę na siebie zła bo od samego początku nieco ‘popłynęłam’ i najnormalniej w świecie kupiłam od razu za dużo. O Project Life dowiedziałam się z Polskich blogów, głównie tych blogerek, które piszą o ‘organizacji życia’. Project Life powstał w Ameryce i jest to generalnie scrapbooking (czy jest Polski odpowiednik tego słowa?) ale taki uproszczony. System ten wymyśliła Becky Higgins (
kilk). Albumy Project Life to segregatory, do których kupuje się specjalne koszulki. Koszulki te mają przeróżne układy i konfiguracje i generalnie mieszczą zdjęcia o formacie 10x15cm (lub ich połówki czyli 5×7.5cm) i kwadratowe zdjęcia 10×10 cm. Oprócz koszulek i segregatorów Becky Higgins oferuje całą kolekcję kart i innych akcesoriów, które sprawiają, że nasz album wygląda bardziej atrakcyjnie. Karty są w małych i dużych zestawach. Duży zestaw kart kosztuje ok 30 funtów i jest ich tam ponad 600 (z czego pewnie około setka odrębnych wzorów). W swojej kolekcji mam takie dwa duże zestawy plus kilka mniejszych i jest to zdecydowanie za dużo. Mam wrażenie, że zbyt duży wybór utrudnia mi pracę nad albumem. Do tego kupiłam bardzo dużo koszulek, również w wielu konfiguracjach co jeszcze potęguje uczucie ‘no i gdzie tu zacząć’. Jednym słowem jak nie urodzaj to sraczka 😉
Oprócz produktów Becky Higgins kupiłam też różne przydasie. Stempelki i kolorowe tusze, ‘wycinacz’ zaokrąglonych rogów (karty mają zaokrąglone rogi więc fajnie to wygląda jak zdjęcia mają podobnie), matę do docinania zdjęć, kolorowe flamastry, naklejane literki itd. Mam tego całe pudło:
Na drugim zdjęciu to tylko część mojej kolekcji, uff 😉
Zaczęłam prowadzić taki album dlatego aby mieć fizyczny kontakt ze zdjęciami. Tak wiem, że jest wiele aplikacji i firm gdzie można szybko i łatwo stworzyć książki fotograficzne, wprost z telefonu wraz z odpowiednimi tłami, opisami itd. Tylko, że my mamy kilka takich foto książek w domu i to jednak nie jest to. Poza tym tworzenie takiego albumu ‘ręcznie’ ma jednak swój urok i jest świetną kreatywną zabawą.
Zdjęcia do albumu zamawiam w serwisie Snapfish (
klik), w 99% są to zdjęcia z mojego telefonu ale zamawiam też zdjęcia z sesji zdjęciowych, które mieliśmy (albo dziewczynki miały) w tym roku. Takie zdjęcia są bardzo tanie (5 pensów za zdjęcie) więc zamawiam po dwa egzemplarze (10×15 i ‘połówki’) i dopiero potem decyduję o układzie w albumie. Jedyny haczyk to taki, że przesyłka jest dość droga i wolna więc często zamawiam sporą ilość i wiem, że będę musiała czekać na zdjęcia tydzień (kto czeka na przesyłkę cały tydzień w dobie Amazon Prime???!!! ;). Często więc obrabiam i zamawiam zdjęcia w weekend i wiem, że w przyszły weekend będę mogła uzupełniać album.
Staram się spisywać wspomnienia, piszę w dwóch językach a album dzielę albo na konkretne wydarzenia albo po prostu na miesiące. Na przykład oto jedna strona z albumu o naszych zeszłorocznych Świętach w Polsce
Oraz z sesji ‘brzuszkowej’ którą wtedy mieliśmy
Zdjęcia z oczekiwania na młodszą P., dnia porodu oraz momentu, w którym siostry zobaczyły się po raz pierwszy:
Nasz wrześniowy, rodzinny wypad do Centre Parcs
Czy z wizyty mojego ulubionego chrześniaka Jasia, kiedy to z okazji osiemnastki zafundowałam mu przejażdżkę ‘super samochodami’.
I karty ‘miesięczne’ czyli obfitujący w wydarzenia Październik
I Listopad
A także trzecie urodziny starszej P.
A w kolejce czeka Grudzień czyli pierwsze Święta młodszej P. oraz nasza eskapada do Londynu na Disney on Ice. A potem…. dalej nasze życie – po prostu…. 🙂
A jak mi się udaje uzupełnić album to od razu mam zainteresowaną publiczność (słowo daję, zdjęcie nie było pozowane)
Mam jeszcze cały stos już fizycznych zdjęć z naszego pobytu w Polsce tego lata oraz kilka lat zdjęć w telefonie.
To jest przednia zabawa a album naprawdę fajnie wygląda. W tym przypadku wydałam na początku mnóstwo pieniędzy (mogłam zdecydowanie mniej) ale teraz nie będę nic kupować chyba przez lata bo tyle tego mam.
Ale tak to już jest z hobby, bez mrugnięcia okiem wydajemy na nie nasze ostatnie zaskórniaki. I wiecie co jest jeszcze fajne? Że są sklepy branżowe (ja na przykład znalazłam fajny sklep z produktami Project Life w Hiszpanii (ze wspaniałym serwisem na całą Europę) (
klik). Produkty cukiernicze natomiast zamawiam albo w Vanilla Valley (
klik) albo Squires Kitchen (
klik). Ten drugi sklep to jak się okazało cała instytucja szeroko znana w cukierniczym świecie. No i w tych sklepach zazwyczaj pracują tacy sami wariaci jak my co jest niezmiernie miłe. Z pewnością wiecie o czym mówię, kiedy zamawiacie wełnę w e-dziewiarce czy u Chmurki bo tam dziewczyny rozumieją, że daną wełnę chcecie mieć już, natychmiast!!! 🙂
Myślę sobie, że ludzie którzy mają hobby (jakie by nie było) to nie mogą być źli ludzie prawda? Mam kolegę, który pisze opowiadania o delfinach (bo lubi) i ma doktorat z astronomii. W wolnych chwilach gra w brydża oraz wozi ludzi w MZK bo jest licencjonowanym kierowcą autobusu a na życie zarabia jako… kontroler lotów. Kiedyś siedzieliśmy w szkole w tej samej ławce. Uwielbiam kreatywnych ludzi!!!
No i udało mi się jeszcze opublikować posta rzutem na taśmę w starym roku 🙂
Cieszę się, że mój post Ci się przydał. Moja babcia nie ma żadnego hobby 🙁 ta co żyje, bo ta co umarła to była wielką hobbystką, jej specjalnością były haftowane obrusy więc to chyba po niej mam.
Zbieranie grzybów – dobry pomysł, faktycznie wymaga małych nakładów. Owszem, masz rację, że nawet z grzybobrania można zrobić paradę firmowych kaloszy itd. ale to nie o to chodzi. Zbierać grzyby można równie dobrze w zwykłych kaloszach jak i Hunterach ale nie jest to to samo co dzierganie z akrylu a z kaszmiru prawda? Czyli grzybobranie zdecydowanie zaliczam do tanich hobby!
Zdecydowaniem to hobby z saldem dodatnim 😛
Myślę, ze masz rację! Zmienią się, a raczej dojdą nowe, potrzeby 🙂
Ooo! No to witaj! Ja też raczej uprawiam stalking niż komenting ;)Myślę, że masz trochę rację z tą modą. Bo tak swoją drogą to na przykład masę cukrową można samemu zrobić a tyle jest przecież gotowej itd. Co do scrapbookingu to zdaję sobie sprawę, że cały ten Project Life to taka trochę profanacja i u mnie to się sprawdza bo mam mało czasu i mało wyobraźni. Takie prawdziwy scrapbooking to są cudeńka ale ja w ogóle nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. Swego czasu zamawiałam takie ładne kartki robione ręcznie u pasjonatek. Natomiast spodobał mi się Twój pomysł na te wakacyjne art journale. Bo w takich sytuacjach faktycznie mamy dużo różnego papieru – ulotki, bilety, mapy itd. i faktycznie chyba byłoby łatwiej. Tylko muszę się wybrać najpierw w jakieś ciekawe miejsce bo na razie to tylko 'tramwaj' do Świnoujścia i z powrotem.
Dzięki! No ja też dopiero się wszystkiego uczę z tymi tortami i faktycznie wciągnęło mnie. Wczoraj z sąsiadami jedliśmy próbny tort dla Ninki a resztę zaniosłyśmy dziś do przedszkola i Ella z dumą mówiła, że to jest Niny tort. Fajne to było. A jeszcze mi się taka anegdota przypomniała. Otóż jak zamawiałam swój ślubny tort to poszłam do piekarnik w Świnoujściu gdzie mięli super cukiernika-pasjonata. Ja miałam ze sobą zdjęcie na stronie wyjętej z magazynu o zdobieniu tortów. Pokazuje mi ten tort, że chcę coś takiego a on się mnie pyta skąd mam taki magazyn. Mówię, że w Anglii takie są. Oczy mu się tak zaświeciły, że poprosiłam Jona i dowiózł z Anglii resztę magazynu dla tego chłopaka. Ludzię z pasją się rozumieją 😉
Masz rację, do zwykłego sprzątania też można mieć mnóstwo profesjonalnych gadżetów. A z tym jedzeniem to już w ogóle.
Podobno 500+ też nie jest za darmo 😉 Myślę, że wolontariat to dobry przykład chociaż są też koszty dojazdu a jak na przykład chcesz jechać i budować szkoły w Sierra Leone to za taki lot można duuużo włóczki kupić. Wydaje mi się, ale aż tak nie zgłębiałam tematu, że Becky Higgins jest prekursorką takie scrappowania w koszulkach ale na rynku są podobne produkty (i karty) różnych firm więc chyba mi nie zabraknie. A do takiego prawdziwego scrapbookingu to nie mam chyba talentu. Po prostu nie umiem, nie mam takiej wyobraźni.
Ha ha ujęło mnie to, że Ty wiesz, że ja swojej statystyki nie zamienię na nic innego. Ale myślę, że te moje hobby to jakoś zutylizuję na emeryturze. Będę robić na drutach, hodować alpaki, prząść ich runo a w wolnych chwilach piec torty. O! Wtedy dorobię do mikroskopijnej emerytury, które moje pokolenie będzie miało.
Tak, wiem o Twoim hobby i śledzę na blogu :). No właśnie. Tak sobie myślę, że jak ktoś zaczyna z nowym hobby to można powiedzieć, że nie potrzebuje wszystkiego z górnej półki bo przecież dopiero się uczy. A z drugiej strony, skoro nie mamy wprawy to chyba dobrze jest pracować na konkretnych narzędziach a nie improwizować prawda? Widziałam Twoją relację z Oxfordu i nawet sklepik, w którym byłaś. Był (bo już go nie ma) niedaleko mojej pracy. Za to również niedaleko mojej pracy (tylko w drugą stronę) jest właśnie sklepik Annie Sloan 😉
ha, chyba faktycznie znalazłaś tanie hobby. Chociaż tak sobie myślę, że jeśli to co Mateusz się nauczy w ramach hobby a wykorzysta w pracy to chyba tylko na plus? Więc to hobby z saldem dodatnim 🙂 Ja zanim nie miałam dzieci absolutnie nie czułam potrzeby ani pieczenia tortów ani robienia albumów fotograficznych, także wszystko przed Tobą 😉
Dzięki Pstro! Tobie również wszystkiego dobrego w Nowym Roku 🙂
Chyba znam jedno tanie hobby 🙂 Mateusz nie tylko z zawodu jest programistą, kodzenie to jego hobby i powiem Ci, że oprócz komputera (kto go nie ma) nie wydaje na to najważniejsze hobby za wiele. Powiedziałabym że nawet nic nie kupuje – linux jest darmowy, materiały edukacyjne w wersji elektronicznej itp. Za to moje pasje… o ludzie 🙂 I ciągle mi mało wiesz? Ostatnio marzę o kolekcjonowaniu kamieni szlachetnych. Pójdę z torbami 😀
A albumy wyszły Ci super! Mimo że sama nie czuję potrzeby ich prowadzenia, to rozumiem czemu są tak ważne i bardzo dobrze, że podeszłaś do tego tak skrupulatnie.
Pozdrawiam!
Piękne te albumy, będzie pamiątka na całe życie i jako "spadek" dla dzieci, bo są tam nie tylko zdjęcia ale również krótkie notatki (a pamięć ludzka jest zawodna;)
Dziękuję za namiary na ten hiszpański sklep.
Od kiedy poszłam na emeryturę robię kartki świąteczne, urodzinowe, imieninowe i z innych okazji.
Nie jest to tanie hobby jak na moją emerycką kieszeń, ale bardzo lubię tę kartkową dłubaninę, odpływam wtedy w inny świat, zapominam, że mnie coś boli, że starość, ze problemy…
Od czasu do czasu pozwalam sobie na zakup jakiegoś np. ciekawego wykrojnika, jak porównałam ceny, to się okazuje, ze u nas w kraju strasznie je wyśrubowano i są porównywalne jak w podanym przez Ciebie sklepie.
PS. bo zapomniałam dodać, że miewałam różne hobby, jak np. dzierganie na drutach (nadal mam zapasy drogocennych włóczek i drutów wszelakich), haftowanie (mulina DMC – zbiór ok. 80% palety), teraz malowanie i rysowanie, więc farby najprzeróżniejsze, papiery i płótna w setkach rodzajów, o narzędziach i akcesoriach nie wspomnę, a dopiero się z tym rozkręcam… No i nie zapominajmy o książkach, które lubię nie tylko czytać ale i posiadać fizycznie w formie papierowej…
Ech, wiem o czym piszesz… Jedyne tanie hobby, które mi przychodzi do głowy, to zbieranie grzybów – koszyk jakiś i nożyk wystarczy… Chociaż, jak by tak się zastanowić, to w pewnym momencie uzależnienia może się okazać, że grzybiarzowi potrzebna jest jakaś wypasiona elektryczna suszarka do grzybów, odzież odpowiednia do warunków leśnych (taka z górnej półki), milion akcesoriów do przetwarzania i przechowywania tychże grzybów… Jednym słowem, hobby to nałóg, a nałóg to zguba dla portfela.
Oj, podprowadziłaś mi mojego ulubionego konika i jak zazwyczaj tylko czytam (wiem, karygodne! 😉 ), to tym razem na tym koniu pokłusuję 😉
Tak się składa, że jednym z moich licznych hobby jest scrapbooking i akurat na jego podstawie mam trochę przemyśleń dotyczących zakupoholizmu. I jestem zdania, że te dwie dziedziny trzeba zdecydowanie oddzielić – dane hobby i kolekcjonerstwo przydasiowe/materiałowe/sprzętowe. I teraz: wszyscy mamy tendencje do zbieractwa – bez względu na płeć i pasję. Wystarczy spojrzeć np. na niektórych kolarzy i narciarzy, jakie mają kolekcje, nasze pudła włóczek to mały pikuś.
Pewnie to jakieś atawizmy stare jak nasz gatunek 😉
Samo hobby najczęściej wcale drogie nie jest, ale jeśli tylko zaczyna się moda, natychmiast pojawia się stado "sępów" głodnych naszej gotówki. I nakręcanie pożądliwości, presja na 'must have', kształtowanie przekonania, że tylko z tym nowym/lepszym/innym (z najnowszej kolekcji) jesteś w stanie stworzyć bardziej satysfakcjonującą pracę, że bez tego będzie słabo, cienko, tandetnie.
U żródeł scrapbookingu leży wykorzystanie "śmieci", skrawków, wycinków, tego co można znaleźć wokół siebie – a cały przemysł papierów, dodatków i materiałów powstał duuuużo później, dla zaspokojenia potrzeby posiadania. A potem mamy firmowe design-teamy, które pokazują nam, że żyć (i scrapować) nie możemy bez… (tu miejsce na wpisanie odpowiedniej nazwy). Wiadomo, niektóre materiały (np. media w scrapbookingu czy dekupażu) ułatwiają pracę, ale tak naprawdę, to efekt większości z nich można uzyskać znacznie mniejszym kosztem finansowym.
Od kilku lat robię wakacyjne art journale, zabierając ze sobą tylko własnoręcznie zbindowaną bazę (papiery scrapowe, ale te zamierzchłe, sprzed lat), klej, nożyczki, tusz i niekiedy kilka stempli. Cała reszta to bilety,wycinki z folderów, ulotek, gazet, uzupełnione własnymi (i nie tylko) opisami, rysunkami, notatkami. Z roku na rok baza jest coraz bardziej minimalistyczna "wyjściowo", a zabieranych dodatków coraz mniej.
Takie małe osobiste wyzwanie 🙂
Projekt Life nie przekonuje mnie swoją formą (zapakowałam swoje scrapy w foliowe koszulki i szybko z nich wyjęłam, bo folia 'zamordowała' niuanse i faktury) natomiast idea bardzo mi się podoba.
Natomiast jeśli chodzi o narzędzia, to lubię mieć dobre – ale podobnie jak Ty, kupuję stopniowo, w miarę potrzeby. I cieszę się, że nie skusiłam się na żaden zestaw, ostatnio spróbowałam 'drutów z czerwoną żyłką' (w wersji mini) i znowu będę dokupywać kolejne 🙂
Pieknie wykonalas te albumy, pamiatka na cale zycie dla dziewczynek.
Pieczenie i torty, do tego podchodze jak do jeza, i jestem zdania, ze nie ma to, jak dobry cukiernik badz Ty, umiejaca i lubiejaca takie wyzwania ;))
ja może nie zaczęłam od, bo zaczynałam w dzieciństwie…ale powrót do dziergania po dudziestu ponad latacah zaczęłam od szala https://www.ravelry.com/patterns/library/scheherazade—mystery-stole-2 z oryginalnej włóczki, sprowadzonej ze Stanów;)
chyba każda pasja trochę czyści portfel. choćby i zwykłe gotowanie, jeśli staje się czymś więcej, w pewnym momencie zaczyna wymagać.
ja tam lubię ludzi z pasją!
Nie ma darmowego hobby, tak jak nie ma darmowych obiadów, zawsze ktoś za to płaci 🙂 Jedyne bezkosztowe hobby jakie mi przychodzą do głowy to takie, które nie wiążą się z niczym materialnym, np. wolontariat. No, chyba że oglądanie TV też zaliczymy do hobby 🙂
Nie bałaś się chwytać za coś, w czyn jesteś uzależniona od jednego dostawcy? Jestem ciekawa, jak byś poradziła sobie ze zwykłym, tradycyjnym scrapbookingiem? 🙂 Tanie też nie jest, ale ma nieograniczone możliwości i można korzystać z wielu źródeł.
Podziwiam Twoje perfekcyjne wykonanie tego hobby, tak to nazwę.Takie hobby prowadzi czasami do zmiany sposobu na życie, chociaż w Twoim przypadku to chyba nie wchodzi w grę, i wtedy hobby przynosi profity.
Życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 2018.
Moje nowe hobby jest bardziej kosztowne od tego dziewiarskiego. Dwa lata temu wpadłam po uszy w odnawianie i stylizowanie mebli farbami kredowymi Annie Sloan, które do tanich nie należą. Ale, by móc pomalować mebel, najpierw trzeba odpowiednio go przygotować, a do tego niezbędne są różnego rodzaju elektronarzędzia, które swoje kosztują. A pędzle i inne akcesoria? Oczywiście najlepsze to te, które firmuje Annie. Teraz, gdybym odwiedzała Oxford nie szukałbym sklepu z włóczkami a sklepiku Annie Sloan. Dla swojego hobby człowiek jest w stanie wiele poświęcić, a o ile ciekawsze jest nasze życie, nieprawdaż? Pozdrawiam
Każde hobby wiąże się uszczupleniem większym lub mniejszym naszych portfeli, ale tak to już jest… w kazdym razie efekt twojego hobby jest rewelacyjny. Zarówno wcześniejsze dziane, obecne cukiernicze i ten świetny album z fotografiami cudo! Pozdrawiam w Nowym Roku! Pstro