In vitro vs. Naprotechnologia

Na tym blogu chyba jeszcze politycznie nie było. A może w ogóle jeszcze politycznie nie było? Ten post na pewno nie jest ostatni gdyż od niedawna moje ulubione media (teraz już opozycyjne) próbują mnie przekonać, że demokracja w Polsce się skończyła, a ja nie wiem jak sobie z tym poradzić. Ale dzisiaj sprawa okołopolityczna. Jeśli już macie dość polityki i haseł typu in vitro to macie moje błogosławieństwo aby dalsze czytanie tego posta sobie odpuścić. Nie obrażę się.
Nowy Minister Zdrowia Dr Konstanty Radziwiłł ogłosił, że rządowy program refundacji in vitro zostanie zamknięty w połowie przyszłego roku chociaż poprzedni rząd wydłużył program do 2019 roku. Powód jaki podaje pan minister to koszt. Polski po prostu nie stać na refundację zabiegów in vitro. W zamian minister, osoba świetnie wykształcona medycznie, oferuje ‘inne formy leczenia bezpłodności’ w tym między innymi naprotechnologię.
Kilka dni po ogłoszeniu, które chyba nikogo specjalnie nie zdziwiło, w magazynie Viva! pojawił się wywiad z jak zawsze piękną Małgorzatą Kożuchowską! W pięknych sukienkach z promienną cerą i uśmiechem ta 44 letnia matka rocznego synka opowiada o cudzie swojego macierzyństwa. Opowiada o tym, że jej syn urodził się dzięki naprotechnologii właśnie. Znana i lubiana aktorka, która przez całą ciążę udawała, że tej ciąży w ogóle nie ma nagle dzieli się ze światem całkiem intymnymi wyznaniami jak doszło do tego, że jest w ciąży. Może trzeba tu węszyć jakiś spisek? Taki ładny zbieg okoliczności.
Oczywiście fajnie jest jak wszelkiej maści osoby publiczne mniej lub bardziej szanowane i lubiane opowiadają o swoich problemach, Kora o raku jajnika, Lubaszenko o tyciu, Sipowicz o depresji itd. Jak Angelina Jolie poddała się prewencyjnym operacjom to kobiety poszły sobie badać ten gen jakiś tam. Kiedy pomniejsza brytyjska celebrytka Jane Goody umierała na oczach telewidzów na raka jajnika to kobiety również masowo uderzyły do lekarzy.
Oczywiście nie ma nic złego w naprotechnologii. Trochę na ten temat poczytałam, to jednak coś więcej niż ‘tylko’ obserwacja ciała kobiety jak uważają jej przeciwnicy. Można chyba nawet powiedzieć, że to wszystko inne poza właśnie in vitro. Myślę, że naprotechnologia może z sukcesem pomóc wielu parom, które mają problemy z naturalnym poczęciem bo czasem mogą to być rzeczy naprawdę niewielkie i trywialne. Naprotechnologia dopuszcza leczenie hormonalne czy też ingerencję chirurgiczną.
Przeciwnicy in vitro sugerują, że ta metoda to jak buldożer w ciele kobiety. Ale czy przypadkiem nie każda ingerencja chirurgiczna jest ja buldożer? A przeszczep to nie buldożer? A wycięcie tego czy owego? Ba, choćby sama cesarka to też buldożer a jest przecież tak popularna w Polsce. A szpikowanie kobiet w ciąży (często tylko ‘na wszelki wypadek’ i bez podstaw medycznych) luteiną itp. to już nie jest ingerencja? Małgorzata Kożuchowska sama w wywiadzie przyznała, że w ciąży brała dużo leków, od których była opuchnięta.
No i jak to jest, że rząd 500 zł na każde dziecko ma, a na in vitro nie ma? No ale dobrze, bądźmy przez chwilę naiwni i przyjmijmy za dobrą monetę słowa ministra, że nie chodzi o sprawy światopoglądowe a faktycznie o pieniądze.
Obejrzałam sobie stronę internetową Ministerstwa Zdrowia o refundowanych zabiegach in vitro. Oj faktycznie, bogato tam bogato.   
Para kwalifikuje się do zabiegu już po 12 miesiącach bezowocnych starań. Kobieta musi mieć mniej niż 40 lat w momencie przystąpienia do programu (ale może być starsza w momencie samej procedury). W sumie NFZ refunduje trzy próby. Wszelkie leki, które musi przyjmować kobieta są również refundowane.
Dla porównania. Jeśli przykładowo chciałabym się poddać takiemu zabiegowi w szpitalu w Oxfordzie to: z mężem musielibyśmy się najpierw starać przez trzy lata. Rok ‘normalnie’, po roku dopiero pierwsze badania (obojga), być może ewentualne leczenie itd. (czyli naprotechnologia). Dopiero trzy lata fiaska kwalifikują nas do refundowanego in vitro. Poza tym na taki zabieg mogę liczyć tylko jeśli w dniu zabiegu nie mam jeszcze ukończonych 35 lat! Tak, dobrze liczycie. Czyli jeśli zakładam, że może być jakiś problem to lepiej zacząć starania o dziecko nie później niż w wieku 31-32 lat aby ewentualnie na refundowany zabieg się ‘załapać’. Refundowana jest tylko jedna próba (słownie, jedna!) a wszelkie wymagane leki są płatne (aczkolwiek wszystkie recepty w UK są płacone ryczałtem więc nie są to kwoty, które zrujnują domowy budżet).
Na wypadek, jeśli czyta mnie ktoś bardzo skrupulatny. W Brytyjskiej służbie zdrowia istnieje coś takiego jak regionalizacja. W różnych województwach dostępny jest różny poziom opieki lekarskiej. Oxfordowo (znaczy się Oxfordshire) plasuje się niejako ‘po środku’ jeśli chodzi o refundowane in vitro. Są województwa gdzie in vitro nie jest refundowane a w innych sytuacja wygląda podobnie jak obecnie w Polsce (refundowane są na przykład trzy próby, ograniczenie wiekowe jest bardziej liberalne).
Dlaczego więc nie można by zastosować takich oszczędności w Polsce. Zamiast totalnie kasować in vitro może program nieco okroić? Nie dziwią mnie wcale zarzuty, że lekarze ‘wciskają’ parom in vitro zamiast spróbować innych, mniej inwazyjnych metod. Dobrze więc się dzieje, jeśli ktoś taki jak Małgorzata Kożuchowska, osoba po czterdziestce jest przykładem na to, że in vitro nie jest jedyną drogą do późnego macierzyństwa.
Ale z drugiej strony są pary, dla których in vitro jest po prostu jedyną szansą i nadzieją na posiadanie potomstwa. Dlaczego więc minister ją tym ludziom odbiera? Oznacza to, że osoby, które nie mają pieniędzy na prywatne leczenie (ale wpłacają niemałe składki do państwowej kasy) są pozostawieni sami sobie.

Oczywiście są pytania natury moralnej ale przecież nikt osób głęboko wierzących i sprzeciwiających się zamrażaniu zarodków nie zmusza ani do wykonywania takich procedur ani do poddawania się im. Rozmawiałam na ten temat z Edytą. To jest Polka, głęboko wierząca, praktykująca a przy okazji mama Marty, która urodziła się dzięki in vitro, z pierwszej próby refundowanej w Oxfordowie. Edyta powiedziała, że ona nie jest zwolenniczką eutanazji ani aborcji na życzenie (mam wrażenie, że również żadnej innej aborcji). Ale jak widzi tą radość jaką wniosło dziecko do ich domu to jak Pan Bóg może się temu sprzeciwiać? No właśnie. Jak? A Jezus też był z zapłodnienia pozaustrojowego.
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
10 lat temu

jw. niestety nie ja to wymyśliłam 😉 ale wydało się adekwatne.

10 lat temu

Niestety, ideologia i chyba przyjdzie nam z nią żyć kolejne cztery lata.

10 lat temu

Nie ja jestem autorką, zasłyszane! Ale dzięki 🙂

10 lat temu

Justyna, dzięki! Poczekaj na drugi post, to dopiero będzie armata. Wydaje mi się, że te 500zł to było ewidentne kupowanie głosów bo gdyby rządzącym faktycznie zależało na zwiększeniu dzietności wśród Polaków to tak jak piszesz, byłoby więcej żłobków, przedszkoli itd.

10 lat temu

No to chciałam właśnie przemycić między wierszami.

10 lat temu

Pożyjemy, zobaczymy. A osobom, które w tej chwili są objęte refundowanym in-vitro bardzo współczuję.

10 lat temu

Czas pokaże czy ta wygrana przyniosła coś dobrego Polsce.

Jezus z zapłodnienia pozaustrojowego ♥

10 lat temu

Zdaje mi sie, ze to nie oszczednosc, lecz ideologia.

Magda
10 lat temu

Hehehe ostatnie zdanie wygrało 🙂

10 lat temu

Zaskoczył mnie Twój post. Wcale mnie nie zraził, choć jestem osobą wierzącą. Mam po prostu swoje zdanie co do poczęcia dzieci i samego faktu ich posiadania. To jest czyjaś osobista decyzja i sumienie. Jeśli się ktoś nie znajdzie się w takiej sytuacji to nie zrozumie. ja mam to szczęście, że mogę mieć je własne. i nie potrzebuję do tego rządu i ich programów. Fakt co fakt są osoby którym powinno się to należeć ze względu, że również płacą składki na tę bandę złodziei. Skoro leczy się w tym kraju narkomanów, alkoholików, palaczy, to osobom bezpłodnym tez się należy leczenie. Swoją drogą ostatnio mam bardzo przykre zderzenie ze służbą zdrowia i w ogóle uważam co uważam, ale dużo by mówić. to temat rzeka. A te 500 zł to niech sobie w d*** wsadzą. Bo w naszym kraju jest wiele innych rzeczy, które kuleją w związku z dziećmi. Jak na przykład żłobki, przedszkola, wyżywienie dzieci w placówkach oświatowych itd.

10 lat temu

Jak już dziewczyny wyżej napisały – przecież tu zupełnie nie chodzi o pieniądze. Cała kwota projektu jest niewielka w porównaniu do innych głupich wydatków i jak sama piszesz da się jeszcze oszczędzić. Ale zdrowy rozsądek to ostatnia rzecz, o którą bym obecnych rządzących podejrzewała.

A już myślałam, że tylko mnie to wszystko oburza. Zgodzę się, że tu nie chodzi o pieniądze, a jeśli można zaostrzyć program. Całkowicie nie rozumiem co mają zrobić pary które w czasie skończenia programu będą w trakcie jego realizacji? A te 500 zł … słyszałam, że zamieni się u niektórych na 100 albo inne machlojki … ech

Iza
10 lat temu

Mam wrażenie, że to nie kwestia pieniędzy tylko ewidentnie światopoglądowa. Pieniądze są tylko wymówką. Żal mi tych młodych ludzi, których nie będzie stać na bycie rodzicami, ale najważniejsze, że w szkołach jest religia opłacana przez Państwo i w patologicznych rodzinach będzie się rodziła masa dzieci dla tych obiecanych 500zł…. brak słów

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x