Trzeci raz zaczynam pisać ten wpis. Dwa poprzednie mi nie wyszły. Każdy miał być o czymś zupełnie innym. Ten będzie o niczym. Poprzedni tydzień był totalnie szalony. Ten weekend był totalnie szalony. Iga wygrała Wimbledon. Jestem w Holandii. Pełna relacja za tydzień a dziś zostawiam Was tylko z kilkoma fotkami dla klimatu. Przepraszam. Nie wyrobiłam na zakrętach. (Ale wszystko jest ok).
P.S. Nawet WordPress się zbuntował i znowu przegapił ustawioną godzinę publikacji.










Życzę Wam miłego tygodnia!
Pewnie o tym nie wiecie, ale miesięczny koszt prowadzenia mojego bloga to równowartość dwóch dużych, wypasionych kaw w Starbaksie. To koszty domeny i hostingu. Jest lipiec i jak co roku przelałam na konto firmy Hashmagnet (która mnie wspiera techniczne) odpowiednią kwotę. Może nie ogromną, ale też nie trywialną.
Często czytam, że umilam Wam poniedziałkowe poranki (chociaż dzisiaj się chyba trochę nie popisałam). Niektórzy ponoć nie wyobrażają sobie porannej kawy bez Pimposhki. W związku z tym pomyślałam sobie, że może wyjątkowo w tym miesiącu wesprzecie mnie wirtualną kawą? To pomoże pokryć mi koszty związane z prowadzeniem bloga. Tylko w lipcu zostawiam link do wirtualnej kawy.
Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie kawy, które do mnie trafiły w zeszłym tygodniu. Jesteście wielcy!


Super klimatyczne fotki. I ta zielona spódnica! Kwintesencja lata.
Dzięki! Wiesz co? Ogromnie lubię tą spódnicę ale nie dostała ona jeszcze ani jednego komplementu (w przeciwieństwie do tej ogromnej różowej). Jest mi trochę przykro w imieniu spódnicy.
Pimposhko, ja nie czuję się wielka (mimo, że jestem wysoka:)). Umilasz mi życie. Lubię Cię bardzo. Jesteś dla mnie odskocznią. Kawa – to i tak mało.
Dziękuję.
Bardzo dziękuję za kawę i i za bardzo miłe słowa.