Nie mogę uwierzyć, że czerwiec już się skończył. Dzisiaj przerwa od szycia, ale będzie zajawka. Wiem, że lubicie takie relacje, więc dzisiaj zabieram Was ze sobą do Manchesteru. Pogoda na północy miała być tak nieprzewidywalna, że chyba nigdy nie zapakowałam tyle ubrań na dwudniowy wyjazd. Udało mi się pojechać w różowej spódnicy.



Muszę przyznać, że taka wielka spódnica nie jest do końca praktyczna w podróży, szczególnie że miałam przesiadkę. W Birmingham okazało się, że mój pociąg do Manchesteru został odwołany. Miałam czas aby wciągnąć owsiankę z Leona (z bananem, cynamonem i daktylami, na mleku migdałowym).

Udało mi się znaleźć miejsce w wagonie z miejscami nie rezerwowanymi. O tej porze dnia (odjazd 9:03) pociąg okazał się przyjemnie pusty i cichy (pomimo tego, że wcześniejszy pociąg został odwołany). Był nawet katering, więc kupiłam sobie herbatę i zjadłam drugie śniadanie, które miałam ze sobą czyli wędzoną makrelę i jajka ugotowane na pół-twardo. Mój podróżny klasyk.



Ze stacji Manchester Piccadilly miałam do hotelu spacerem jakieś 25 minut, postanowiłam, że pójdę. Google maps w telefonie to super sprawa, chociaż trasa była na początku mało urokliwa:



Konferencja zaczynała się dopiero lanczem, więc rozłożyłam się z laptopem i kawą w hotelowym lobby. Hotel był na uniwersyteckim kampusie.





Tak wyglądał bezglutenowy lancz na konferencji. Eh. Okazało się, że dla tych na specjalnych dietach była osobna stacja serwująca. Katering był tak zorganizowany, że bezglutenowe jedzenie było też wegańskie, więc wybór był naprawdę marny:


Moja prezentacja była o 15:00. Zaczęła się od tego, że jedna z uczestniczek powiedziała, że moja spódnica szalenie jej się podoba.

Sama prezentacja poszła super, bardzo długo się do niej przygotowywałam ale raczej nie trafiłam na ‘swoją’ publiczność. Byłam trochę rozczarowana, głównie ze względu na wysiłek jaki w nią włożyłam.
Po mojej prezentacji był czas aby zameldować się w hotelu. Muszę przyznać, że już dawno nie zatrzymałam się w takim super hotelu i to w cenie ‘Premier Inn’. Faktycznie, na północy ceny są niższe. Hotel to czterogwiazdkowy Hyatt Regency:




Powrót na wieczorne drinki, niby Manchester a powiało troszkę Oxfordem:




Na kolację wybrałam się z moim kumplem z bardzo dawnych lat (liceum, Świnoujście, te klimaty), który obecnie mieszka w Manchesterze i pracuje dla BBC. Nie widzieliśmy się z piętnaście lat. Zjedliśmy bardzo dobry ramen i gyozę, w małej japońskiej jadłodajni, a na rozchodniaczka wróciliśmy do mojego hotelu.


Zasnęłam jak dziecko, a spało mi się absolutnie cudownie. Łóżko było super wygodne, a klimatyzacja była w sam raz. Rano czekało na mnie fantastyczne śniadanie. To taki hotel gdzie można zamówić omlet i nawet kawa z maszyny smakowała lepiej niż zwykle. Kiedy kelner zabrał mnie do stolika, zostawił na nim taki wafel. Z jednej strony było napisane ‘Jestem, ale buszuję w bufecie’. Po skończonym śniadaniu należy wafel odwrócić – ‘Już sobie poszłam, można posprzątać’. Bardzo praktyczne rozwiązanie.






Gotowa na nowy dzień. Również we własnym uszytku (zajawka pinkowej koszuli!):

Kolejny ‘dziwny’ lancz:

I czas jechać do domu. Konferencja trwała do piątku, ale ja na piątek miałam inne plany. Początkowo kontemplowałam wzięcie taksówki z hotelu, ale ostatecznie postanowiłam znowu się przejść. Tym razem wybrałam nieco ładniejszą trasę, ale w pewnym momencie została ona zablokowana przez wielką ciężarówkę.


Firma reklamuje się jako ‘troskliwy’ budowlaniec, pomyślałam sobie, że to śmieszne bo troska o pieszego była tutaj znikoma. Ponieważ lancz był taki sobie, a czekały mnie 2.5 godziny w pociągu, kupiłam sobie sushi i zjadłam na peronie, czekając na pociąg.

Ta podróż nie była już taka przyjemna. Pociąg był pełny, momentami bardzo pełny, bo był jakiś problem na zachodniej linii i mój pociąg zbierał pogubionych pasażerów. Dojechaliśmy z 20 minutowym opóźnieniem (niestety, rekompensata za opoźnienia zaczynała się od 30 minut wzwyż). Po trzech godzinach w pociągu, na parkingu pod stacją czekała mnie kolejna niemiła niespodzianka. Jakieś roboty drogowe koło stacji sprawiły, że okolica się zakorkowała i 20 minut wyjeżdżałam z parkingu zanim mogłam użyć lokalnego skrótu przez sąsiednie osiedle.

Do domu dotarłam przed 19:00. Nie było jednak czasu na relaks. Szybkie przepakowanie, bo w piątek z samego rana (o 7 rano byliśmy już w drodze) pojechaliśmy do parku rozrywki Chessington World of Adventures:

Chciałabym napisać, że lipiec będzie spokojny, ale szykuje się prawdziwy huragan. Cheltenham, Oxford, Londyn, Amsterdam, Cheltenham, Bristol, polska riwiera. Mało szycia, dużo relacji……
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Koszula świetna!
Dzięki! Jestem z niej bardzo zadowolona.
To fajnie, jak dużo się dzieje, prawda? Koszula superowa, mam jedną taką kupną, ale obawiam się nosić, bo wyglądam w niej jak w namiocie (jestem niewysoka). Ale jak przygrzeje, to będzie jak znalazł 🙂
Ja dobrze się czuję w namiocie. Generalnie wolę jak coś się dzieje niż jak się nie dzieje, ale czasem człowiek chciałby się ponudzić.
Lunch faktycznie nieciekawy. Jakby tak wrzucić w jeden węgiel wszystkich bezglutenowych z weganami. Ja zawsze biorę ze sobą. No to miłego lipca
Wrzucic do jednego worka! Dodam że patrząc na te luncze to w sumie żadnego jedzenia co nie dali 😉 Fajnie ze uczestniczka pochwaliła twój uszytek, zawsze mi miło gdy ktoś mi powie coś miłego o moim uszytym ubraniu.
No to miłego lipca. U mnie ostatnio tydzień i zamykam office do 20go sierpnia
Fajnie! Ja mam szalony lipiec ale sierpień powinien być spokojniejszy, no i wtedy mamy trochę urlopu zaplanowanego.
Będzie się działo !
Fajnie
Tak, fajnie, fajnie. Grzechem byłoby narzekać.
Pimposhko koszula wspaniała , taka w moim stylu. Oj będzie się działo w tym lipcu, czekam z niecierpliwością na kolejne posty..pozdrawiam Małgośka.
Na blogu będzie bardzo ciekawie! W życiu też.