Do tego eksperymentu zainspirowała mnie książka Michała Rusinka pt. Nadbagaż. Książka to zbiór felietonów, które Rusinek pisze dla ‘Twojego Stylu’. Autor lubi podróżować i mocno się ucieszył jak tanie linie lotnicze zaczęły latać z lotniska w Balicach. Napisał, że można było latać co weekend, za bardzo małe pieniądze, pod warunkiem, że człowiek spakował się tylko w plecaczek.
Wróciłam właśnie z Polski, odwiozłam małe Pimposhki na wakacje do dziadków. Moja wizyta trwała zaledwie 48 godzin i dlatego postanowiłam spakować się tylko w plecaczek. W kwietniu kupiłam sobie plecaczek-kostkę (Puccini oczywiście, czyli moja ulubiona marka bagażowa klik). Ta kostka ma dokładnie takie wymiary, na jakie zezwala Ryanair w ramach darmowego bagażu pokładowego.
Oto co znalazło się w moim plecaczku na krótki wyjazd:

od prawej: skarpetki i majtki, kostium kąpielowy, portfel, klucze od domu (rodzinnego), okulary przeciwsłoneczne, polska komórka (plus angielska komórka, którą robię zdjęcie), mała torebka, piżama, zestaw do chodzenia po domu, koszulka z długim rękawem, dodatkowa para spodni, letnia sukienka, dwie koszulki, kosmetyczka z kosmetykami (przezroczysta i zgodna z wymogami security), kosmetyczka z kablami (ładowarki, przelotka, power bank), kosmetyczka z lekami i środkami higienicznymi, saszetka z dokumentami, okulary, szczoteczka do zębów i Kindle. Miałam też butelkę z wodą w bocznej kieszeni.


Wszystko udało mi się zapakować, ale plecak był bardzo nabity i w sumie zrezygnowałam z dodatkowej małej torebki i koszulki z długim rękawem.
Po powrocie dochodzę do wniosku, że mogłabym zrezygnować z ładowarek i nie ubrałam sukienki, poza tym wszystko się przydało. Jak poszliśmy na plażę to pożyczyłam od mamy Crocsy, ale w moich trampkach dałabym spokojnie radę (mój kuzyn poszedł na plażę w opinaczach). Mama pożyczyła mi też swoją małą torebkę, w przyszłości jednak muszę coś takiego mieć, nawet na krótki wyjazd.
Jedyne czego żałuję, to że nie spakowałam mojego małego laptopa. Gdybym go miała ze sobą, to napisałabym tego posta czekając na samolot (albo na pociąg), a nie pisałabym go teraz, w niedzielę wieczorem po długiej podróży ;).
Pakowanie do dość niewdzięczna czynność i chyba tylko masochiści ją lubią. Pakowanie się wymaga mentalnego wysiłku i dlatego łatwiej jest spakować więcej, na wszelki wypadek, niż krytycznie ocenić czy na pewno trzeba to ze sobą wziąć. Kto z Was na urlopie chodził non stop w pięciu rzeczach, a do domu wrócił z połową ciuchów nietkniętą?

Eksperyment bardzo mi się spodobał. Z takim plecaczkiem podróżuje się szybko i łatwo. Mój samolot wylądował o 14:30, a o 14:45 byłam już w pociągu z lotniska do Londynu, aż nie mogłam uwierzyć. Myślę, że tak jak Michał Rusinek jestem gotowa na weekendowe wypady z plecaczkiem. Takie pakowanie daje dużą satysfakcję.

To już ostatnia okazja, aby wesprzeć mojego bloga kawą. Link w sierpniu zniknie i pojawi się ponownie dopiero w czerwcu. Postanowiłam, że to będzie taka doroczna akcja. Wasze wirtualne kawy pomogą mi pokryć koszty faktur od firmy, która wspiera techniczną stronę bloga. Za wszystkie otrzymane do tej pory kawy (a było ich 42) ślicznie dziękuję! Niektóre kawy były opatrzone miłym komentarzem i wiele z nich naprawdę chwyciło mnie za serducho. Przytoczę mój ulubiony, chociaż wszystkie były bardzo miłe:
Jesteś jedynym tygodnikiem, który czytam 🙂 Od lat… Dziękuję
Pisanie dla Was to czysta przyjemność….
P.S. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za tydzień ukaże się długi wpis o dzieciach i niedzietności z wyboru. Jeśli tego typu treści Was irytują to nie obrażę się, jeśli mnie przez tydzień zignorujecie.


Pakowanie kompaktowe to wielka sztuka wymagając zduszenia w sobie głosu, który mówi: “Weź, a nuż się przyda”.
Do takiego plecaczka (swoją drogą strasznie okrojone gabaryty narzucają linie lotnicze) jeszcze się nie pakowałam, ale kiedyś spakowałam dwie osoby do jednej, średniej walizki, na dwutygodniowy urlop i jeszcze mieliśmy miejsce na tzw. “pamiątki z podróży” 🙂
Truskawki ze śmietaną robią wrażenie, bardzo apetyczne zdjęcie.
Miłego tygodnia 🙂
No właśnie, Pakowanie to ciężka robota, najłatwiej wrzucić wszystko do walizki. Niedługo jedziemy na tygodniowy urlop i żałuję, że jednak tym razem nie dam rady tylko z plecaczkiem.
Pimposzko, kilka razy w roku jesteś z wizytą w domu rodzinnym, nie byłoby opcją stacjonowanie tam np piżamy, kilka części bielizny, koszulki, spodni podomowych, kostiumu kąpielowego i temu podobnych rzeczy? Zaoszczędziłabyś miejsca w plecaku, choćby właśnie na laptop i cokolwiek, co chciałabyś że Świnoujścia przywieźć.
Poza tym idea świetna, sama jestem minimalistka, ale książki w podróży muszą być. Jak cudownie, że teraz są ebooki
Pozdrawiam serdecznie z nieco deszczowej Górnej Frankonii.
Zgadzam się z Lucy, a nawet tak robię. Mam u brata (za granicą) trochę rzeczy, on ma u mnie, zwłaszcza piżamy, klapki i koszulki “po domu”.
Ale gdy jadę lub lecę na wczasy na tydzień, też potrafię zmieścić się do kabinówki. I zostawić miejsce na ewentualne pamiątki lub zakupy.
Pozdrawiam.
Dzięki za podpowiedź. Ja w sumie też pakuję się głównie do kabinówki, dużą walizkę zabieram w zasadzie tylko wtedy gdy lecimy ‘normalnymi’ liniami.
W sumie nie myślałam o tym. Dziwne, bo zarówno moi rodzice jak i teściowa każde ma taką szufladę u nas. Muszę o tym pomyśleć, dzięki za pomysł.
p.s. e-booki dla mnie są super bo mogę sobie czytać polskie książki do woli. Te trudniej nabyć stacjonarnie w UK.
Brakuje co polsku ebooków czy faktycznych książek?
Nie, nie brakuje. Chodzi mi o polskie publikacje (nie tłumaczenia), na fizyczną książkę trzeba trochę poczekać albo kupić w Polsce i wozić a tak mogę sobie ściągnąć co chcę, używam serwisu publio i idzie prosto na mojego Kindla.
Ja używam woblink polska apka. Linkujesz kindla i już.
Zdarzyło mi się kiedyś ubrać na cebulę żeby zmieścić wszystko inne w bagaż podręczny. Nie wzięłam pod uwagę temperatury kraju docelowego i pierwszym zadaniem na wakacjach była wycieczka do pralni publicznej, ha ha.
Dobry patent, ale nie kumam. Dlaczego do pralni? Spociłaś się?
Dokładnie tak. W dzisiejszych czasach pakuje się do kabinowki z łatwością.
Awww 🙂 (tylko jeśli jest tam jakiś ukryty przekaz, to nie łapię 😉 oprócz tego, że to w Świnoujściu )
To jest w ‘Twojej’ lodziarni.
Tak podejrzewałam 🙂