Zaraz minie mi pięć miesięcy w nowej pracy. I choć powoli przestaję myśleć o sobie jako ‘nowa’, to cały czas pracuję nad moją służbową marką. Wiadomo, aby jechać na opinii to najpierw trzeba ją sobie zbudować. I nie chodzi mi tylko o kwestie stricte służbowe i merytoryczne.
Dwa tygodnie temu byłam w Cheltenham i w biurze była akurat sprzedaż ciast. Tzw. cake sale to stały element angielskiego biura, gdzie każdy przywozi wypieki a inni kupują je za kilka funtów. Zebrane pieniądze idą na cele charytatywne. Upiekłam sernik, który udał mi się wyśmienicie i zrobił furorę wśród tradycyjnych (czyt. nudnych) angielskich ciast.
W połowie października w Birmingham mamy doroczną konferencję. Pochwaliłam się, że jestem uzdolniona manualnie i zostałam poproszona o zrobienie czegoś, co można by sprzedać na kiermaszu rękodzieła. Również na cele charytatywne ma się rozumieć.
W księgarni znalazłam książkę z wzorami na malutkie szydełkowe amigurumi. Tym razem nie kaktusy, a zwierzaki:


Postanowiłam, że zrobię takie maleństwa z przeznaczeniem na breloczki do kluczy. Dłubię je od niemal trzech tygodni i wydłubałam dziesięć:












Wszystkie zwierzaki powstały z bawełny Drops Safran na szydełku 2mm. Z jednej strony lubię takie rzeczy robić i podoba mi się efekt końcowy. Z drugiej bardzo to pracochłonne i okropnie upierdliwe z tymi wszystkim malutkimi elementami, które nie tylko trzeba zrobić ale jeszcze przyszyć. Na przykład taka małpka to aż dwanaście elementów! Ułatwiłam sobie sprawę naklejając oczy (klej Copydex – polecam), które zostały mi po produkcji kaktusów. Łańcuszki do breloczków kupiłam na Amazonie (klik).
Na razie mam po dziurki w nosie tych miniaturek i muszę od nich odpocząć, choć mam jeszcze zamówienie od mojej mamy i małych Pimposhek. Teraz zaczynam duży dziewiarski projekt dla siebie plus muszę wreszcie przygotować jesienne płaszczyki do szycia (wykrój i krojenie). Maszyna w naprawie, ale mam nadzieję, że pod koniec tygodnia do mnie wróci.
Życzę Wam miłego tygodnia!
p.s. WordPress znowu przegapił ustawioną godzinę publikacji. Przepraszam Australię, że nie miała co czytać do śniadania!
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Pięknie wyszły te dłubaninki❤, podziwiam tym bardziej, że ja z szydełkiem jestem na bakier(co najwyżej mogę obrobić drutową dzianinkę) i wcale mnie nie dziwi, że rodzina też takie sobie zażyczyła
Dzięki! Ja kiedyś szydełka w ogóle się nie dotykałam.
To tak jak ja! A od dwóch lat prawie tylko szydełko. Cudne stworki.
Urocze!!! A wszystko niestety bardzo pracochłonne. Najgorsze, że jak się coś troszkę nie dopracuje, to niestety strasznie kłuje w oczy i niszczy cały efekt. Twoje są obłędnie idealne
Dzięki!
Cudne Ci wyszly …. o nie…. cudnie je zrobiłaś! Zdolna jestes manualnie a przede wszystkim masz cierpliwość. Ja z tych drutowych, jesli szydelkiem to grube włóczki lub proste wykonczenie czegos. Czekam aż pokazesz kolejne wyroby.
O właśnie! Dobrze, że się poprawiłaś. ‘Wyszły mi’ – nie lubię jak tak ludzie, albo ja, mówią. Fakt, do takich miniaturek trzeba cierpliwości. 🙂
Doskonale wykonane!
A czym je wypełniasz?
Po polsku to się chyba nazywa kulka silikonowa, czyli generalnie wypełnienie do zabawek.
Rewelacyjne, chociaż lubię szydelko, robie serwetki,gwiazdki ,bombki ,kocyki i inne to do maskotek nie mam cierpliwości, a takie miniaturki to masakra dla mnie.Podziwiam za cierpliwość. Fajnie są takie akcie.Pozdrawiam serdecznie, czytam co tydzień ale rzadko komentuję.
Dzięki Urszulo! Zawsze mnie fascynowało jak to jest, że niby takie samo hobby a różne osoby specjalizują się w różnych rzeczach. Np. moja mama lubi robić na szydełku podkładki, serwetki, pokradełka na lampiony podczas gdy to zupełnie nie moja bajka. A mama by maskotki nie zrobiła. Podobnie z szyciem, są osoby które uszyją płaszcz czy marynarkę ale nic z dresówki, albo ktoś szyje tylko patchworki ale nie tyka się ubrań.
Ciekawy zwyczaj ten cake sale. I aukcje charytatywne na konferencji. A co do maskotek, to podziwiam cierpliwość i dokładność!
Dzięki! Mam wrażenie, że w Polsce to głównie WOŚP raz na rok (choć pewnie nie tylko), w UK akcje charytatywne są mocno wpisane w kulturę. Na przykład w pracy mogę wziąć trzy dni w każdym roku kalendarzowym na ‘czynienie dobra’. Pełnopłatnych ma się rozumieć a moja firma to ma nawet normę, że 35% pracowników w ciągu roku ma wziąć przynajmniej jeden dzień na czynienie dobra i są do tego aktywnie zachęcani, w Oxfordzie chyba miałam dwa dni ale nigdy nie skorzystałam. W firmie mamy też ‘swoją’ organizację charytatywną, którą wspieramy przez cały rok (a potem zmiana). A takich ogólnokrajowych akcji jak WOŚP (z cyklu gwiazdy, telewizja itd.) to w ciągu roku jest kilka.
Lis jest super!
Dzięki! Sama nie wiem, który jest mój ulubiony!
Unikam chwalenia się tym że szydełkuję, robię na drutach czy piekę ciasta. W Polsce nadal w wielu grupach pokutuje przekonanie, że zrobione ręcznie to tańsze i gorsze niż kupione. Nakład pracy jaki musiałabym włożyć, zdecydowanie przewyższa prostą opcję – kupię w sklepie i dam na kiermasz/na prezent etc. Zamówienia przyjmuję tylko od własnych dzieci, które wiedzą ile czasu na to poświęcam i zamawiają właśnie ten czas mamy i mają z tego satysfakcję. (A maleństwa szydełkowe absolutnie cudowne)
Mam podobnie, po prostu kiedyś usłyszałam, że to takie babcine, że lepiej kupić w sklepie. Dlatego dziergam, haftuję, trochę szyję dla siebie i dzieci. Mam ogromną satysfakcję, że sama to zrobiłam. Pimposhkę podziwiam,dziewczyna wszechstronnie uzdolniona, uwielbiam do Niej zaglądać…
Być może bierze się to z tego, że w Polsce była bieda, w sklepach nie było, robiło się samemu i to było ‘gorsze’ i ‘obciachowe’. Pamiętam jak farbowałam wełnę a moja mama miała do niej awersję bo sama wspominała swetry, które miała farbowane i które farbowały jej potem ubrania, Dużo czasu zajęło jej aby się przekonała, że to zupełnie inne farby, wełna i proces. W UK rękodzieło to ogromny, wielomilionowy biznes są nawet sieciowe supermarkety z przyborami do rękodzieła wszelkiego i to w każdym większym mieście (np. Hobbycraft). W sumie trudno aby gust babci robiącej na drutach czy szydełku pokrywał się z gustem wnuczki ale jak babcia zrobi pod wnuczkę to na pewno jest sztos! Poza tym dużo młodych ludzi teraz zabiera się powrotem za rękodzieło albo prowadzi manufaktury i to wszystko jest dużo bardziej nowoczesne, hipsterskie i… drogie.