Kiedy mniej więcej dwa lata temu media na dobre podchwyciły fakt, że nowy śmiercionośny wirus jest już w Europie i jasne się stało, że nasze życie się drastycznie zmieni, ktoś w pracy westchnął ‘Boże, jak ja tęsknię za Brexitem’. Teraz ja wzdycham ‘Boże, jak ja tęsknię za pandemią!’.
Tego co się dzieje obecnie w Europie nie da się opisać w tabelkach, nie da się wytłumaczyć wykresem. TVP i TVN mówią jednym językiem, co jeszcze 10 dni temu wydawało się niemożliwe. Stało się wiele rzeczy, które jeszcze 10 dni temu wydawały się niemożliwe. Brexit, pandemia, inflacja, ceny energii a teraz wojna. Ile złych wiadomości człowiek jest w stanie wytrzymać?
Mam wrażenie, że siedzę w tym wojennym teatrze w pierwszym rzędzie. Tak wygląda wojna w społeczeństwie informacyjnym. Po raz pierwszy w historii jesteśmy skonfrontowani z działaniami wojennymi dosłownie w czasie rzeczywistym. Detal jest porażający. Owszem, telewizor można wyłączyć, gazet można nie czytać, Internet można sobie przefiltrować. Ale jest coś czego nie da się ominąć. To nasze społeczeństwo. Wszyscy to przeżywamy, to jest jedne wielkie zbiorowe i ponadgraniczne przeżywanie. Nie ma nikogo, kto pozostaje obojętnym na to co się dzieje. Rozmowy, westchnienia, zmartwienia, opinie.
W telewizji śniadaniowej zaproszona pani ekspert psycholog radzi jak rozmawiać z dziećmi o wojnie. Śliczna pani prezenterka wygina usta w podkówkę. W studio BBC prezenterzy rozmawiają z piękną studentką z Ukrainy. Padają pytania ‘Co się dzieje z Twoimi rodzicami, którzy są teraz na Ukrainie?’ , ‘Charków jest właśnie pod ostrzałem, jak się z tym czujesz?’. ‘Na wideo połączeniu mamy Twoją nauczycielkę Angielskiego ze szkoły, czy chcesz jej coś przekazać?’. W wiadomościach pokazują jak Ukrainka mieszkająca na stałe w Anglii rozmawia na Zoomie ze swoją siostrą, która została w kraju. Drży jej głos, rozmowa się kończy, zamyka laptopa, płacze. Kamera pokazuje poważną twarz prezentera. Przechodzi do innych wiadomości. ‘Nasi sportowcy wygrali pierwszy medal na igrzyskach paraolimpijskich’. Na Onecie zdjęcia dzieci w kijowskim metrze sąsiadują z przepisem na ‘pyszną zapiekankę ziemniaczaną, którą musisz koniecznie spróbować’. Po kliknięciu na link z najnowszymi wiadomościami z Ukrainy trzeba najpierw obejrzeć reklamę nowego serialu na Polsacie albo leku na bóle reumatyczne.
Media społecznościowe to osobna kategoria. Jest tam wszystko! Przepisy na syrniki i (prawdziwy) barszcz ukraiński. Instrukcja jak zrobić motanki. Zbiórki, licytacje, raporty, grafiki, sentencje a nawet memy. Niebiesko-żółte serduszka i flagi, Instagram zadbał o odpowiednie grafiki, które można nałożyć na swoje zdjęcia i filmiki. Wiele osób pisze ‘Nie było mnie tu trochę, ale to co się dzieje mnie przytłoczyło’. Niektórzy jakby przepraszają, że teraz będą znów pokazywać własnoręcznie farbowaną wełnę, nowy uszytek albo odmalowany stolik. Życie musi toczyć się dalej. Influencerki fotografują się z całą rodziną. Rodzina ubrana w koszulki w kolorach flagi Ukrainy, poważne miny. Jutro w tym miejscu będzie reklama jogurtu. W końcu one zarabiają na życie tym jogurtem. Na mojej Instagramowej rolce prośby o pomoc i informacje o zbiórkach i wolontariatach mieszają się z nowymi udziergami, metamorfozami mieszkania, śmiesznym zdjęciem kota. Pojawili się też strażnicy moralności, nagle coś wypada a coś nie. ‘No wiesz, jak możesz coś takiego publikować jak tam umierają ludzie?’, ‘Przelałaś kasę na PAH i myślisz, że to wystarczy?’. Nie wiem dlaczego Ci ludzie uważają, że ktoś dał im prawo do komentowania jak ktoś przeżywa tą traumę.
Razi mnie to jak w przekazie społecznym ogromna ludzka tragedia miesza się ze zwykłym życiem, które nagle wydaje się takie nieadekwatne i infantylne. Ale z drugiej strony jakie ma być? Oczy Świata są zwrócone na Ukrainę ale Świat się nie zatrzymał. Dlatego podjęłam decyzję i ogłaszam, że póki co mój blog będzie strefą wolną od wojennej tematyki. Wiecie, że lubię opisywać to co dzieje się wokół nas ale tym razem brakuje mi słów. Tak jak napisałam, to się nie mieści w tabelkach i wykresach a ja czuję się po prostu zagubiona. To oczywiście nie znaczy, że nie przeżywam tej tragedii razem z całym europejskim społeczeństwem i nie znaczy, że nie wspieram tych, których należy wspierać. I tak jak każdy, najzwyczajniej boję się co będzie dalej. Osobiście nie mam jednak potrzeby aby zmieniać kolory na blogu czy wpinać niebiesko-żółtą wstążeczkę w klapę marynarki. Nie chcę dodawać swoich opinii, rozważań i przemyśleń to tego tygla bulgotającego obecnie 24 godziny na dobę. Rozumiem i szanuję tych, którzy czują taką potrzebę ale tym razem to nie ja. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie.
W związku z powyższym już za tydzień zapraszam Was na odsłonę nowego pokoju małych Pimposhek i zapierającą dech w piersiach historię o tym, jak kupowałam ich nową wykładzinę. Jednym słowem będzie tak jak zwykle.

Na blogu, będzie jak zwykle 🙂 może nawet trywialniej niż zwykle. Dla równowagi 😉
Jak zwykle to będzie na blogu, ma być odskocznią od tego co się dzieje w innych mediach. Niestety jeśli chodzi o rzeczywistość to myślę, że po wielu tłustych i spokojnych latach przyszły naprawdę nieciekawe czasy 🙁 ale trzeba pozostać optymistą.
Nie miej poczucia winy, mam wrażenie, że i my, widzowie tej wojny będziemy się leczyć u psychiatrów na stres pourazowy tak nas media traktują. Kiedy napisałam 'jak zwykle' miałam na myśli bloga a nie rzeczywistość. 🙂 Ściskam Cię.
Proszę bardzo 🙂
No cóż, my często myślimy podobnie 🙂
Dokładnie tak! A jeśli jutro ktoś naciśnie atomowy guzik i wyparujemy to wolę moje ostatnie chwile spędzić szczęśliwie a nie zamartwiając się.
🙂 pozdrawiam Cię Aniu również
Dzięki Lucy i Tobie też 🙂
Masz rację Gamo, dokładnie tak. To jest życie ze wszystkimi blaskami i cieniami. Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie!
Amen.
Niestety, człowiek już tak ma
Dokładnie tak. I jedyna rada na to to dieta informacyjna. Podoba mi się, że BBC stara się podawać dość wyważone informacje natomiast Onet mam nadzieję, pokazuje jak najwięcej tragedii, jak najdobitniej, najlepiej małe dzieci itd. Szkoda gadać.
Zgadzam się z tym co napisałaś, ale to 'jak zwykle' dotyczyło tylko mojego bloga. Myślę, że nawet gdyby wojna skończyła się jutro to już nic nie będzie takie samo, nigdy! Niestety 🙁
Oj na razie mamy pierwszy etap i jeszcze jest mało praktycznie ale już nad tym pracuję 🙂
Dzięki za ten wpis, jak miło, że ktoś myśli podobnie jak ja:) Już nie mogę się doczekać nast wpisu o pokoju Pimposhek – liczę na dużą dawkę praktyczności połączoną z Twoim dobrym smakiem 😉
Zgadzam się i nie zgadzam… Świat teraz to jedna, wielka medialna wioska – jesteśmy bombardowani informacjami 24h/dobę. Można śledzić wojnę niemalże na żywo. Tygiel emocji, który się budzi jest zabójczy, bo nie da się tak funkcjonować, po prostu. Organizm się zbuntuje, człowiek wpada w traumę wręcz wojenną, chociaż wojny u nas jeszcze nie ma. I tak, zgadzam się całkowicie z tym, że trzeba jakoś odfiltrować to wszystko co nas bombarduje. Robić to co się da, pracować – bo świat się nie zatrzymał. Ale nie zgadzam się, że będzie "jak zwykle". Bo już nie ma tego jak zwykle, chociażby się chciało zakląć rzeczywistość. Że to nie u nas ( w UK jeszcze bardziej "nie u nas"). Gdzieś tam – jak Syria, Afganistan, wojny w Afryce, a nawet Kosowo. Udawać, że nic się nie dzieje, nie wymawiać słowa wojna jak imienia Voldemorta. Tak, w czasie wojen światowych ludzie się kochali, pobierali. Rodziły się dzieci, robiono im zdjęcia. Kupowano różne rzeczy i chodzono do fryzjera. Świat się nie zatrzymał – ale czy było "jak zwykle"?
Twój wpis bardzo trafił w mój nastrój. Rozumiem to, co dzieje się wokół, nie jestem obojętna, wręcz przeciwnie, ale…nie mogę wytrzymać tego, co dzieje się w mediach. Mam wrażenie, że dziennikarze są jak hieny, które tylko czyhają na ludzką tragedię. Przecież najlepiej sprzedaje się emocje, im gorzej, tym tak naprawdę lepiej. Nie mam oczywiście nic przeciwko rzetelnemu dziennikarstwu, ale tego obecnie jest jak na lekarstwo. W moim odczuciu to "bombardowanie" informacjami wywołuje w ludziach niepotrzebną panikę i dodatkowy lęk, a to samo w sobie też jest niebezpieczne.
C'est la Vie!
Ja mam wdrukowane w życie obywatelskie, że trzeba chodzić na wybory, trzeba płacić podatki i trzeba pomagać w taki sposób w jaki się umie, chce i może. I już. Nie ma potrzeby się tłumaczyć ile, za ile, kiedy i po co. Wojna jest niewyobrażalnym nieszczęściem i nikt nie ma prawa komentować jak się takie nieszczęście przeżywa. Tak długo jak to możliwe starajmy się żyć normalnie i nie pozwalajmy zabierać sobie zwyczajności, radości i spokoju.
We mnie tygiel emocji, od przerażenia, że wojna może dotrzeć do nas i radości, bo za moment na świat przyjdzie mój drugi wnuk. Teraz opiekuję się trzema kobietami, które straciły dom ( babcią, mamą i jej 4- letnią córeczką) i serce rozpada mi się na kawałki widząc ich rozpacz, a za moment będę opiekować się moim nowonarodzonym wnukiem z sercem przepełnionym radością. To jest życie…
"Brexit, pandemia, inflacja, ceny energii a teraz wojna. Ile złych wiadomości człowiek jest w stanie wytrzymać?"
Ludzie ludziom gotuja ten los, wiec da sie jeszcze wiecej wytrzymac, tak mi sie zdaje…
Ale powracajac do próby normalnego, zycia, które i ja preferuje. Z czekam z ciekawoscia na Twój nowy post, o wlasnie takim normalnym, rodzinnym zyciu. O nowym pokoju malych imposzek i historyjce o wykladzinie, bo tak. Bo to bedzie normalnosc. I tak ma byc.
Pozdrawiam serdecznie i sily zycze!
Z niecierpliwością czekam na kolejny post, pozdrawiam.
Zgadzam się całkowicie – trzeba robić to, co możemy robić. A życie powinno płynąć dalej – co byłoby, gdyby nagle wszyscy piekarze wpadli w przygnębienie? Chleb musi być upieczony, dzieci ogarnięte. Niezależnie od wszystkich Stalinów i Putinów na świecie.
Mogłabym podpisać się pod każdym Twoim słowem!!!
Bardziej niż wojną jestem zmęczona i zdenerwowana tym, co się dzieje w mediach społecznościowych wokół niej – nagle ludzie stali się ekspertami od tego, żeby innym mówić, co mają czuć, jak mają czuć, ile powinni robić, za mało, za dużo, nie tak, inaczej, dlaczego nie ma ukraińskiej flagi na zdjęciu profilowym, dlaczego publicznie nie rozliczasz się z tego na ile pomogłaś uchodźcom, dlaczego zdjęcie nowej bluzki zamiast kolejnego ojojania?…
Jak piszesz, życie się nie zatrzymało i nie ma powodu, żebyśmy nagle wszyscy usiedli na pupie z załamanymi rękami, wstrzymali oddech i tylko lali łzy. I tak jak pójdę do piekarni, żeby kupić chleb tak samo pójdę do fryzjera obciąć włosy i do kina na film, bo zarówno piekarz, jak i fryzjer i obsługa kina to żywi ludzie, którzy muszą wykarmić rodziny i zapłacić rachunki, więc wszyscy potrzebują wykonywać swoją pracę i zarabiać pieniądze.
Dziękuję za każde napisane tu słowo. Pozdrawiam, Iwona.
Staram się żyć jak zwykle, wysłałam pieniądze w pewną instytucję, oddałam 2 śpiwory i zaczęłam się zastanawiać czy mi to nie stanie się w pewnej chwili potrzebne. Mięśnie coraz bardziej napięte i już pewne części ciała notorycznie bolą. Gdy wyłączam media to mam poczucie winy , gdy oglądam to ciśnienie rośnie, mięśnie bolą i ręce cierpną nawet w nocy nie dają spać. Jak jest "jak zwykle"? Barbara
Ja tez tesknie za tym ' jak zwykle' …
"Będzie jak zwykle", dziękuję.