Witajcie! Po miesięcznej przerwie wracam do Was z nową energią. Tradycyjnie zacznę od tego, co robiłam jak mnie tu nie było. Grudzień to zawsze bardzo intensywny miesiąc, szczególnie jeśli ma się małe dzieci. W tym roku wyjątkowo obfitował w różne wydarzenia a zaczął się z przytupem. Na samym początku miesiąca skończyłam małą chałturkę co akurat jest zawsze mile widziane. Zaczęłam się też na poważnie poznawać z moim overlockiem i uszyłam młodszej P. kostium na jasełka. Od razu rzuciłam się na głęboką wodę szyjąc z lajkry, na szczęście połyskujący materiał wiele wybaczył. Po raz pierwszy też przestawiłam maszynę na funkcję covera. O moich przygodach z overlockiem będę pisać więcej jeszcze w tym miesiącu.
I nasza gwiazdka:
(Te dzieci obok niej to wcale nie kryminaliści, RODO im zrobiłam, bo w szkole jest zakaz publikowania zdjęć w Internecie).
Początek grudnia to także pierwsze taneczne przedstawienie małych Pimposhek (w sumie było ich pięć na przestrzeni dwóch weekendów):
Początek grudnia to również urodziny starszej P.
A jeśli urodziny to obowiązkowo tort. Nie obyło się bez dnia urlopu. Tym razem młoda zażyczyła sobie tort Kopciuszka. Wsadzenie w środek tortu plastikowej lalki było poniżej mojej godności domowego cukiernika. Zresztą nigdy nie podobały mi się takie torty. Myślę, że to najlepszy tort w mojej dotychczasowej karierze i pierwszy, który wyszedł według mnie lepiej niż Internetowy tutorial (klik).
Przyznaję się bez bicia, że do zrobienia głowy użyłam silikonowej formy aby zaoszczędzić na czasie.
W lutym robiłam tort dla młodszej, też użyłam tej formy (Elsa i Anna) i myślę, że moje umiejętności makijażystki się poprawiły. Tutaj zdjęcie poglądowe dla porównania:
Tym razem zorganizowaliśmy urodziny w kręgielni. Tutaj młode Pimposhki z kuzynami.
W ogóle to był jakiś weekend gigant. W piątek miałam urlop aby zrobić tort, o 19:00 dziewczyny miały pierwsze przestawienie, do domu wróciliśmy po 23:00 bo zdecydowaliśmy się zostać do końca i obejrzeć drugi akt (młodsze dzieci występowały w pierwszym akcie aby mogły wrócić do domu po 20:30). W sobotę o 12:00 było przyjęcie urodzinowe. Potem do domu wrócili z nami teście i szwagrostwo. Dziewczyny odstawiliśmy na 17:00 do teatru na kolejny występ, szwagrostwo zabrało się z dzieciakami około 19:00 a teście zostali na noc bo w niedzielę po południu szli obejrzeć dziewczyny w kolejnym przedstawieniu. Uffff!
W poniedziałek wybrałam się za to po przypominającą dawkę szczepionki. Do tej pory szczepiliśmy się w naszej przychodni ale tym razem system wysłał mnie 30 km od domu do jakiejś apteki w zupełnie innym mieście. Na miejscu okazało się, że apteka mieści się w sklepie typu ‘Żabka’ i wyglądało to tak:
Nie powiem, nie było to fajne doświadczenie. Ale cieszę się, że obojgu nam udało się zaszczepić na tyle wcześnie, aby do Świąt nabrać odporności. We wtorek po szczepionce trochę mnie bolał kark. Postanowiłam wziąć dzień chorobowego na poczet szczepienia choć tak naprawdę to musiałam odpocząć po aktywnym weekendzie ;).
Cieszę się niezmiernie, że starsza P. złapała bakcyla Lego. Tutaj składa zestaw od dziadków:
Kolejny weekend i kolejne dwa przedstawienia. Mam już wprawę w układaniu koczka.
Testowanie to nasza nowa rzeczywistość 🙁
Przed wizytą u fryzjera. Tańce się skończyły można wreszcie podciąć włosy. Ja niestety się nie załapałam. Chodzę do fryzjera na przeciwko mojej pracy a ostatnie dwa tygodnie przed Świętami dostaliśmy nakaz pracy z domu (ma to potrwać przynajmniej do końca stycznia, oszczędzę kasę na dojazdach).
Nasza świecka doroczna tradycja czyli dekorowanie pierniczków z ciocią Ali. Tym razem postawiłam na małe domki z piernika, dziewczyny nie były zadowolone bo zaoferowałam im tylko biały lukier. W przyszłym roku wrócimy do tradycyjnych kolorowych pierniczków.
Dokładnie w rok po tym jak odebrałam moje auto z salonu zawiozłam je na serwis. Miał po nie przyjechać technik ale był ‘pozytywny’ więc musiałam się sama pofatygować i dostałam auto zastępcze:
Nazywam ten model ‘bat mobil’ bo wygląda jak samochód Batmana.
I jeszcze jedna tradycja. Od kilku lat przed świętami zabieram moją rodzinkę na steka:
A potem już nadszedł czas aby zabrać elfiki do dziadków:
W tym roku z prezentami nawet skromnie (ufffff! męczy mnie ten świąteczny materializm i tysiące pierdół aby ‘było co odpakować’).
Ja natomiast zrobiłam szwagrom centrum dowodzenia rodziną. Szwagierka (Agatka) skomentowała naszą tablicę kiedy nas odwiedzili i pomyślałam, że może pomoże im to być nieco lepiej zorganizowanym.
Świąteczny spacer i rozrabianie z kuzynostwem:
A po Świętach wcale nie spieszyliśmy się do powrotu do rzeczywistości. Pojechaliśmy na rodzinną wycieczkę do Oksfordu, odwiedziliśmy moją pracę (w końcu to darmowy parking w centrum miasta) oraz poszliśmy do uniwersyteckiego muzeum Historii Naturalnej. Ostatnim razem jak tam byłam starsza była przerażona. Tym razem obu Pimposhkom bardzo się podobało a ogromne szkielety nie robiły już na nich wrażenia:
Wyprzedaż w Clarksie:
I badanie wzroku, młodsza zachowała się totalnie profesjonalnie. Wyszło na to, że ma lekką nadwzroczność ale nie trzeba okularów tylko musimy kontrolować co pół roku.
W zeszłym roku wykorzystaliśmy przerwę świąteczną na to aby odgruzować MAD i przygotować go do zdjęć i sprzedaży. W tym roku chciałam odpocząć. Dlaczego?
Otóż styczeń w zeszłym roku był okropny. To wtedy pandemia złamała mnie psychicznie i fizycznie. Nowy Rok witałam w super formie a skończyłam z 10 kilo extra. Styczeń to był taki początek końca kiedy Borys zamknął szkoły na trzy miesiące a mnie zabrakło motywacji na cokolwiek. Do tego sprawy związane ze sprzedażą i kupnem domu oraz pobyt w szpitalu sprawiły, że po prostu siebie zaniedbałam. Zaniedbałam nie tylko fizycznie ale też totalnie przestałam się rozwijać, szczególnie w pracy. Ostatni rok w pracy to praktycznie minimum, co nie jest w moim stylu.
Na ten styczeń przygotowuję się jak na wojnę. Wiem, że będzie długi i trudny. Postanowiłam więc umilić go sobie najlepiej jak potrafię. Przede wszystkim przechodzę na dietę… informacyjną. Styczeń to aż pięć poniedziałków. Obiecuję Wam, że wszystkie wpisy będą ‘pluszowe’. Nie będzie więc żadnych wykresów i tabelek ani Pimposhkowych rozkminek, słowo na ‘O’ jest zabronione. Owszem ręce mnie świerzbią ale zostawiam to sobie na luty.
Moje słowo na 2022 rok to WOLNIEJ. Mam zamiar skupić się na sobie i swoim rozwoju. W najbliższym czasie pokażę Wam kilka skończonych projektów ręcznych ale myślę, że w tym roku będzie ich mniej. Doba ma tylko 24 godziny i zaczęłam się zastanawiać, na co chcę poświęcić swój czas w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Będą to zdrowsze nawyki w kuchni, więcej wysiłku fizycznego i urządzanie domu. W pracy stawiam na rozwój i powrót do ‘starej mnie’. Wszystko to metodą małych kroczków, nic na siłę, nie robię wielkich noworocznych postanowień. Stawiam na ewolucję a nie rewolucję. Istnieje ryzyko, że na robótki nie zostanie za dużo czasu. Obiecuję jednak, że na blogu dalej będzie ciekawie.
Do przeczytania za tydzień!

Już niedługo!
Ha ha fakt, są podobne. Ostatnio starsza powiedziała, że nie lubi jak je tak samo ubieram bo ich ludzie mylą.
Dzięki! A ty masz taki fajny drobiażdżek w domu, zazdraszczam!
To prawda! Swoją drogą już nie pamiętam kiedy ostatni raz wykonałam jakiś makijaż. W domu chyba nawet nie mam już kolorówki, bo wszystko się przeterminowało. Nawet tuszu do rzęs nie posiadam. Również spełnienia marzeń Mario!
Tor w środku wyglądał nieciekawie, biszkopt typu victoria sponge i biały krem maślany (ubity z masła i mleka skondensowanego). W dodatku był chyba troszkę niedopieczony bo niełatwo jest piec w półkuli szczególnie, że mój piekarnik jest taki sobie (tęsknię za moim piekarnikiem z Ikei w starym domu). Także Kopciuszka głównie należało podziwiać z zewnątrz.
Ha ha dzięki! Moja koleżanka z pracy powiedziała, aby zrobić drugi brzydki do jedzenia.
A co do zwalniania i udowadniania to niestety takie rzeczy nabywa się z wiekiem, tfu z doświadczeniem. Powoli dochodzę do takiego etapu w życiu i to jest bardzo…. hmmm satysfakcjonujące. 🙂
Fakt, trzeba czasami zwolnić i skupić się na sobie. Czekam na Twoje przygody coverlockowe. Trzymaj się.
Życzę spełnienia marzeń. Mam podobne i już nawet na jogę się raz udałam. Patrząc na zdjęcia małych Pimposhek mam wrażenie " kopiuj – wklej " ale się nie upieram bo czekam na wizytę u okulisty. Pozdrawiam
Tort przepiękny!!! Zdecydowanie lepszy z ciebie cukiernik niż makijażystka,ale praktyka czyni mistrza.Spełnienia marzeń w Nowym Roku.
A jak wyglądał tort w środku???
Zwalnianie i wybieranie to dobry pomysł. Też się przymierzam.
Jak miło wrócić do pracy po świętach i i w przerwie spotkać długo nie widziany ród Pimposhków:)
Tort powalił mnie na kolana, jest przecudny!!!! Dla mnie jest to dzieło sztuki! Chyba bym nie jadła, bo nie chciałabym go zepsuć i jeść ślicznego Kopciuszka. Myślę, że Ella była zachwycona.
W życiu zwalniam od kilku lat i bardzo lubię ten stan. Doszłam do wniosku, że już nie muszę nic nikomu udowadniać.
Życzę Ci, aby wszystkie twoje plany weszły bezboleśnie w życie i pokazuj nam się systematycznie czy pluszowo, czy w poważnych tematach. Najlepszego:))))