Jestem zmęczona. Bardzo zmęczona. Taka byłam z nas dumna, że z w całym tym koronabałagnie znaleźliśmy tyle pozytywów, że schudliśmy, że zaczęliśmy się ruszać, że zaczęłam szyć, nawet, że wreszcie wystawiliśmy MAD na sprzedaż. Nie będę jednak ukrywać, że ten obecny lockdown (tak tak, cała Wielka Brytania dzięki domorosłej mutacji korony od świąt pozostaje w zamknięciu) jest zdecydowanie najtrudniejszy. Najzwyczajniej na świecie mam dość, nie chce mi się już.
Na dworze jest zimno i okropnie, nie za bardzo jest jak ćwiczyć ani biegać, a niezdrowe jedzenie jeszcze nigdy nie było tak pyszne. Te słabości przekładają się na gorsze samopoczucie i brak chęci do czegokolwiek poza jakimś dziwnym stanem hibernacji, który nie leży w mojej naturze. Motywacji wystarcza zazwyczaj tak do środy, w piątki jestem już cieniem samej siebie. W pracy dużo się dzieje, starsza P. nie ma szkoły więc jesteśmy też nauczycielami i tak naprawdę przed utratą resztek zdrowia psychicznego ratuje nas tylko to, że młodsza jest codziennie w przedszkolu. Praktycznie nie wychodzimy z domu, wszystko jest zamknięte, nawet zakupy w supermarkecie należy robić samotnie, wypady całą rodziną nie są mile widziane. Jak wychodzimy w komplecie, bo MAD ma oględziny potencjalnych kupców to musimy się nieźle nagłowić aby znaleźć jakąś ‘rozrywkę’ (zazwyczaj jeździmy oglądać z zewnątrz domy, którymi jesteśmy zainteresowani). Do środka na razie nie mamy co wchodzić bo najpierw musimy sprzedać MAD. Taka kolej rzeczy.
Uff no dobra, wygadałam się. Podobno najciemniej jest przed samym świtem (takie angielskie powiedzonko). Faktycznie wszelkie koronawykresy wyginają się w zachęcającym kierunku, ten z liczbą zaszczepionych osób pnie się w górę niemal tak szybko jak rosła liczba nowych zachorowań w grudniu. Zaszczepiono już 12 milionów ludzi, za tydzień zaszczepionych ma być 15 milionów, wszyscy z pierwszych trzech lub czterech (trudno się połapać) grup priorytetowych, które podobno są odpowiedzialne za 99% obecnych koronazgonów. 22 lutego Borys ma nam przedstawić plan ponownego otwierania społeczeństwa, szkoły mają się otworzyć najwcześniej 8 marca. No ale jest jeszcze południowoafrykański wariant, podobno bardziej odporny na szczepionkę. W UK jest już ponad 100 przypadków, w rejonach gdzie je wykryto testuje się teraz wszystkich ‘od drzwi do drzwi’. Korona na pewno nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Jako socjolog zastanawiam się jak będzie wyglądał świat po koronie, jak już wyzdrowieje. Czy ja i Jon będziemy jeździć do biura codziennie czy jednak na stałe będziemy pracować głównie z domu? Czy niepotrzebne przestrzenie biurowe będą zamieniane na coś innego? Tak jak Kościoły zamienia się na siłownie, mieszkania, bary i restauracje? Czy ‘Pan kanapka’ będzie się musiał przebranżowić? Co stanie się ze sklepikami na stacjach kolejowych do tej pory pełnych ‘komutersów’ kupujących śniadanie, lancz czy kawę w drodze do pracy. Czy koleje przywrócą normalny rozkład jazdy? Czy może będzie potrzeba jednak mniej składów? I czy konduktorzy będą się musieli przebranżowić tak jak piloci?
Czy nasze dzieci będą ‘straconym pokoleniem’ czy jednak nadrobią? Naukowcy wyliczyli, że koronamaturzyści i koronaósmoklasiści już teraz stracili średnio 40,000 funtów na przestrzeni swojej przyszłej kariery zawodowej w porównaniu do kilku roczników wstecz. Ile straciły dzieci z rodzin patologicznych? Czy różne edukacyjne programy wyrównywania szans będą zaczynać niemal od zera?
Czy sklepy stacjonarne przestaną istnieć? Internet już od dawna osłabiał tradycyjne ulice pełne sklepów ale korona okazała się gwoździem do trumny. Wiele marek i domów towarowych już się ponownie nie otworzy. Ci co wykupili prawa do logo nie zamierzają prowadzić sprzedaży stacjonarnej. Co stanie się z centrami miast? Jak będą wyglądać?
Czy przyroda zyskała na koronie czy nie? Co prawda spadła emisja gazów cieplarnianych ale za to ponownie zakopaliśmy się w jednorazowym plastiku. Kawy na wynos nie można na razie wynieść w swoim kubku. Poza tym unikając komunikacji miejskiej ludzie ponownie przesiedli się do samochodów. Czy będziemy jeszcze latać samolotami i czy będzie nas stać na bilety?
Kto będzie spłacał te ogromne długi zaciągnięte przez rządy na walkę z pandemią? Czy gospodarka się odrodzi? Czy będzie boom czy raczej niewypał? Co z biznesami, które przestały istnieć? Będą nowe? Czy bezrobocie dalej będzie szybować w górę, czy wzrośnie przestępczość, czy będzie więcej bezdomnych, alkoholików, narkomanów? Czy w opustoszałych Debenhamsach i Topshopach będą urządzać szpitale psychiatryczne i ochronki?
Czy wreszcie powstanie jakaś nowa kasta społeczna, odporna na koronę, w swoich domowych biurach i bibliotekach, sterująca światem za pomocą laptopów? Czy ponownie mieszkańcy pierwszego świata będą jeszcze bardziej pierwsi, ze swoimi fabrykami szczepionek wypluwającymi coraz to lepsze wersje chroniące przed nowymi wariantami? Czy Ci zaszczepieni będą mieli specjalne ‘paszporty’ i będzie im wolno więcej niż tym niezaszczepionym? Co prawda brytyjski rząd stanowczo zaprzecza takim planom, ale inne kraje (w tym Polska) wydają się mieć nieco inne podejście.
Tak naprawdę nie mam pojęcia jak będzie wyglądał świat jak już wyzdrowieje. Jakie społeczeństwo wyłoni się z koronapopiołów? W filmie ‘Contagion’ historia zakończyła się wynalezieniem szczepionki, w dodatku świetnie zaprojektowanej w postaci spreju, więc nie trzeba było robić zastrzyków ani nie trzeba było jej trzymać w temperaturze minus 50. Soderbergh powinien nakręcić drugą część, gwarantowany hit, w sam raz na otwarcie kin.
Jedno jest pewne, świat będzie wyglądał inaczej. Mam nadzieję, że będzie to świat lepszy, bardziej zrównoważony, sprawiedliwszy, mniej zachłanny. Co prawda wiosny nie czuć jeszcze w powietrzu ale od kilku dni o poranku słyszę za oknem ćwierkanie.





Młodzi żyją już mocno online a to się tylko pogłębi. Czy pisałam już o tym, że jeszcze z 20 lat temu UK miał wielki problem z nastoletnimi ciążami, a odkąd pojawił się Fejsbuk i Instagram problem sam zniknął.Patrząc na to jak wiele robi się dla dzieciaków i studentów w UK, nie mogę uwierzyć, że w Polsce nawet nie ma tego za bardzo w debacie publicznej. Nie za bardzo widzę, aby ktoś się przejmował tym, że dzieciaki są pozamykane w domach i jakie to będzie miało konsekwencje na przyszłość. Tragedia!
🙂
Halino, oczywiście zgadzam się, że często (częściej niż nam się wydaje) te zastępcze studia okazują się lepsze niż te wymarzone. Sama jestem tego dobrym przykładem. Niemniej jednak bardzo wątpię aby ktoś w tym roku dostał się na medycynę. W Szkocji podobno w tym roku ma nie być naboru na stomatologię bo studenci, którzy dostali się w zeszłym roku muszą go powtórzyć (nie mogli mieć zajęć praktycznych). Uważam, że młodzi ludzie bardzo oberwali po tyłku przez pandemię, a co jest najbardziej niesprawiedliwe to to, że im wirus najmniej szkodzi a być może obostrzenia zaszkodziły im najbardziej. Zresztą nie tylko studenci. Pomimo iż wszyscy wróżyli, że nasz dom sprzeda się w oka mgnieniu to tak jednak nie jest. To jest dom 'na start' i okazuje się, że młodzi ludzie nie mają kasy przez pandemię właśnie. W Wielkiej Brytanii to właśnie młodzi ludzie do 30tki najbardziej ucierpieli pod względem ekonomicznym bo przecież kto głównie pracuje w usługach?
Rozumiem. Sama uważam, że studia wymarzone, i praca po nich zgodna z zainteresowaniami jest ważna. Ale mam (tylko 2) przypadki ludzi,którzy nie dostali się na te wymarzone studia, znależli się na innych – zastępczych, i okazało się że te zastępcze są bardziej zgodne z nimi niż te wymarzone. Więc przypomina mi się anegdota o chińskim rolniku, którego dotykały nieszczęścia, które okazywały się szczęściem – syn złamał nogę, nieszczęście, nie poszedł na wojnę, szczęście. Załóż, że większość to ci obrotni. Odnajdą się.
Ostatnio zadałam moim 16letnim uczniom pytanie czy czegoś im brakuje w obecnej sytuacji zdalnego nauczania, czy za czymś tęsknią, czy może są zadowoleni z obecnej formy uczenia się. Spodziewałam się, że powiedzą, że chcą jak najszybciej wrócić do szkoły, ale nie. Młodzieży odpowiada siedzenie przed ekranem komputera i skrócone do 30 minut lekcje. Cieszą się, że nie muszą dojeżdżać do szkoły i że mogą ściągać na sprawdzianach. A spotkania z przyjaciółmi? Mówią: ale przecież my się spotykamy, po lekcjach. Pytam: czy nie żałujecie, że nie możecie uczyć się zawodu praktycznie, w hotelach? Odpowiadają: nie, forma zdalnego projektu jest dla nich ok. Jestem zdruzgotana.
Pimposhko chciałam Ci podziękować za skomentowanie mojej wypowiedzi i bardzo przeprosić ,że nie dość, że (nie wiem jak) program "zjadł "mi niektóre litery to się nie podpisałam. Pisząc o tym byś zajrzała na instagram chciałam Ci tylko powiedzieć ,że są osoby ,które wogóle się nie przejmują i też jakoś sobie radzą Ja chwilami też mam wszystkiego dość ale wtedy uciekam albo w swoje zainteresowania albo idę na spacer bo co innego można robić. Najgorsza taka niemoc ,że to paskudztwo nie odpuszcza .Pozdrawiam Krystyna
Dzięki! Bardzo ciekawy projekt chociaż wyniki takie raczej zdroworozsądkowe na zasadzie 'tutaj będzie lepiej, tutaj będzie gorzej' w sumie wychodzi na to, że się wyrówna (oby!).
Generalnie bardzo trudno jest zmierzyć wartość dodaną edukacji. I dlatego często naukowcy korzystają z zarobków. I stąd biorą się statystyki, że np. każdy rok wykształcenia to tyle i tyle stówek więcej w pensji itd. Oczywiście jest to zła miara bo co z zawodami, które wymagają studiów a są nisko płatne? A co z satysfakcją z życia? poczuciem, że robisz coś wartościowego? Co z jakością życia? (co z tego, że zarabiasz krocie jak nie masz czasu na nic poza pracą) itd. Te 40k to raczej nagłówek z BBC i uproszczenie potencjalnego efektu pandemii na młodych ludzi. Więcej o młodzieży napisałam też w komentarzach powyżej, jako mama i osoba, która zawodowo zajmuje się studentami widzę, że za ciekawie z tą koroną nie jest. A już w ogóle skandalem jest, że w Polsce otwarto galerie handlowe a nie szkoły! I że w czasie pandemii i wielomiesięcznego zamknięcia szkół pan minister edukacji najbardziej jest zajęty ideologizowaniem dzieciaków niż czymkolwiek innym. To jest dramat!!!!!!
Mario2 bardzo ładnie to opisałaś i masz rację, że jest wiele pozytywów i fajnie, że są osoby, które tak na tym skorzystały. Ale to co napisałaś kłóci się również z moim systemem wartości więc pozwól, że ugryzę się teraz w język.
Halino masz rację. 'stracone pokolenie' to taka fraza medialna ale nie miałam zamiaru aż tak dramatyzować. Ale weźmy na przykład zeszłorocznych maturzystów, którzy chcieli iść na medycynę. Wyniki matur były najgorsze od lat i myślę, że tylko malutka garstka dostała się w tym roku bo poprzednie roczniki ich w tym wyprzedziły. W tym roku sytuacja niechybnie będzie taka sama. Czyli mamy przynajmniej stracone dwa roczniki maturzystów, którzy nie dostali się na wymarzone studia i de facto muszą wybrać inną karierę (ile z nich będzie próbować do skutku mając już dwa lata w plecy?). To są setki uczniów a to tylko jeden przykład. A ile jest studentów kończących studia, którym umknęły stypendia zagraniczne, praktyki, staże? Ja na trzecim roku studiów miałam praktykę, która dosłownie 'ustawiła mnie' na resztę kariery zawodowej i być może bez niej moja zawodowa przyszłość wyglądałaby inaczej. Jasne, Ci bardziej obrotni odnajdą się tak czy siak ale reszta? Nie wspomnę już o tym jak szybko rośnie skala problemu zdrowia psychicznego wśród młodych zamkniętych w akademikach albo w domu z rodzicami, podczas gdy już raz zasmakowali studenckiej wolności.
Widzę, że masz podobne odczucia. Brytyjczycy to bardzo indywidualny kraj, nie lubią zakazów.
Już niedługo. Jak tylko puszczą te mrozy. Ja też myślę, że dzieci zarówno młodsze jak i starsze na tym ucierpią najbardziej. Starsza P. pomimo naszych starań ma tyły w szkole o tyle dobrze, że ona nie ma żadnych ważnych egzaminów przed sobą. A młodsza, no cóż wymaga uwagi a my jej nie jesteśmy w stanie dać tyle ile normalnie (bo domowa szkoła i praca zdalna) więc to też ma na nią negatywny wpływ, domaga się uwagi, więc jest niegrzeczna co rodzi tylko wszechobecną frustrację. A przecież małe Pimposhki są jeszcze małe, to jeszcze mały kłopot a te starsze….. ja widzę co korona robi naszym studentom.
Ha ha, nie chcę być tutaj złośliwa ale patrząc na wybory życiowe Moniki myślę, że ona już od dawna żyje we własnym lalalandzie 😉 Dla mnie jest to za trudne, owszem kuszące ale niewykonalne. Jasne, że fajnie by było nie śledzić wiadomości, ale ja nie potrafię, ba mam nawet własne wykresy (na wypadek gdyby polski 'nierząd' potrzebował pomocy specjalisty ;). Masz rację, do przodu. Następny post będzie bardziej optymistyczny!
Oj to prawdziwy związek na odległość. W obecnej sytuacji mógłby być nawet na Madagaskarze. Moi teściowe już oboje zaszczepieni, podobnie jak ich wszyscy znajomi, wiekowo rówieśnicy.
Wiosna przyjdzie to na pewno. Początek pandemii był łatwiejszy bo choć większy szok to chociaż pogoda była. Ja tam uważam, że korona bardzo dużo negatywnie namieszała w życiu młodych ludzi, szczególnie właśnie maturzystów i studentów bo choć nie mam ich w domu, to mam ich kilka tysięcy w pracy i od roku ich skrupulatnie analizuję. Wzrost problemów ze zdrowiem psychicznym wśród młodzieży jest wykładniczy 🙁 nie mówiąc już o mniejszych problemach jak np. brak praktyk zawodowych.
Jak ja lubię Twoje komentarze. Masz rację, że jest szok i niedowierzanie a nie da się ukryć, że Wielka Brytania to wręcz oko cyklonu więc myślę, że ja mam tutaj gorzej niż w Polsce. To dla mnie też nowość, bo jednak odkąd to jestem to obiektywnie rzecz biorąc wszystko tu było lepsze. Aż do teraz 😉 Był kiedyś taki filozof Urlich Beck i on napisał taką fajną książę pt. społeczeństwo ryzyka. I miał tezę, że owszem bogatych stać na jajka od szczęśliwych kurek, eko sałatę itd. ale w obliczu kataklizmów czy zagrożenia ze strony środowiska (np. smog) wszyscy jesteśmy równi. I tak sobie myślę, że chyba nie miał racji. Korona niby nie wybiera, ale to bogaci i wykształceni mają luksus siedzenia w domu (a nawet wyjazdu na rajską wyspę) a biedni najczęściej nie mają wyboru.
Myślę, że z korony wyjdzie sporo dobrego ale niestety, na wyrównywanie różnic społecznych raczej nie wpłynie pozytywnie.
Widzę właśnie, że wyszedł taki pesymistyczny choć nie miałam zamiary aby był aż tak smutny. Ale chyba muszę się zgodzić, że zbyt wesoły nie wyszedł. Jeszcze będzie inaczej 🙂 Moje dzieci się na razie nie buntują ale mamy inne wyzwania z nimi związane.
Czytam Cie od dawna, choc nigdy nie komentowalam 🙂
Moze kogos zainteresuje projekt profesora psychologii z Uniwesytetu w Waterloo, Ontario.
Workd after Covid: https://worldaftercovid.info/
a tu troszke wiecej informacji na temat projektu: https://uwaterloo.ca/news/forecasting-post-pandemic-world
Agnieszka
Pimposhko, też sobie czasem zadaję wiele z Twoich pytań i dochodzę do wniosku, że nie ma się co martwić. Świat cały czas się zmienia, czy to rewolucyjnie, czy ewolucyjnie. Są ludzie, którzy przez coronę wiele stracili, ale są też tacy, którzy widzą plusy (jak Maria powyżej). Uczniowie nie muszą marznąć na dworcach, nie tracimy czasu i paliwa na dojazdy. Tracą niektóre branże, ale zyskują inne, świat nie znosi pustki, nie brakuje ludzi kreatywnych.
Na pewno współczuć należy rodzicom młodszych uczniów, u nas już na szczęście ten problem się skończył.
Jako laik statystyczny nie umiem zrozumieć tej liczby 40000 funtów. Jako wieloletnia nauczycielka wiem jednak, że od dawna mamy do czynienia z coraz niższym poziomem nauczania. Wielu "wykształconych" ma problem z wypowiedzią w ojczystym języku, poziom umiejętności matematycznych jest bardzo niski, mam na myśli czasy sprzed corony. Wiem też, że czasem najsłabsi uczniowie bardzo dobrze sobie w życiu radzą i bardzo dobrze zarabiają, szkolne zaległości w niczym im nie przeszkadzają.
Dużo zależy od osobistej sytuacji.
Moja córka urodziła synka w czerwcu 2019 i w lipcu 2020 wróciła po macierzyńskim do pracy ale jej firma od czasu pandemii pracuje w trybie zdalnym i do teraz tak jest więc córka jest cały czas w domu a w czasie jej pracy przychodzi teściowa i dogląda wnuka. Córka mówi, że jest przeszczęśliwa, że tak to w czasie się zbiegło bo może być z dzieckiem dłużej niż myślała i choć przez 8 godzin jest w pracy zdalnej to zdarza się, że synek przybiegnie do niej i mogą się poprzytulać chwilę. Ja miałam przejść na emeryturę i przejąć opiekę nad wnukiem w lipcu ub. roku ale w tej sytuacji nie było takiej potrzeby, dzięki czemu mogę jeszcze rok pracować (aktualnie hybrydowo). Jedno wynagrodzenie (emeryturę) przekazuje córce bo w zupełności wystarcza mi to co mam z pracy. Cieszę się, że mogę pomóc, wiadomo, że młodzi mają większe potrzeby. Siedzenie po części w domu jest mi bardzo na rękę bo nie tracę czasu na dojazdy i szykowanie się do pracy dzięki czemu mam więcej czasu na hobby i na dopieszczanie mieszkania, do którego wprowadziłam się rok temu (dużo szycia, dziergania, majsterkowania itp.). Póki nikt w rodzinie nie zachorował, jest ok. Globalnie nie jest ok, wiem o tym i jak wszyscy wyczekuję zakończenia epidemii.
Pozdrawiam
Zastanów się, co dla ciebie oznacza 'stracone pokolenie'. Które pokolenie tak naprawdę było stracone, a które nie? Warunki się zmieniaja, człowiek musi gimnastykować mózg, jak żyć dziś, bo wczorajsze nawyki nie przystają do dzisiejszych, jak wychować dzieci i czego je nauczyć, aby mogły wymyśleć jak żyć w swoich, aktualnych warunkach. Jeśli nauczysz swoje dzieci obserwacji i wyciągania odpowiednich wniosków, możesz sobie pogratulować – to są odpowiednie nawyki. A czy po koronie, czy po wojnie, czy to po kataklizmach czy przed – odpowiednio wygimnastykowany mózg da radę. A na teraźniejszą depresję znalazłam swoje małe lekarstwo – taniec cygański, i ćwiczę go. Ty masz swoje ćwiczenia. Pozdrawiam
Świat po koronie będzie bardzo zbliżony to tego przed. Wszyscy już bukują wakacje i wiele złości w necie że Borys pozamykał słownie etc. (mieszkam w UK)
Ktoś już zarobił na maseczkach, ubraniach ochronnych etc(pierwsze skandale już były w wiadomościach). Ktoś zarobił na jedzeniu które miałoby być dawne dzieciom z biedniejszych rodzin (kolejny skandal z jakością i prowizją). Mężczyzna aresztowany za dawanie bezdomnym jedzenia (bo przecież restrykcje, bo korona). Patrzę na studentów których uczę via Teams, dla niektórych koledż to lepsze miejsce niż dom. I co tu myśleć?
Ja wierzę w dzieci ale pieniądz niestety nakręca ten świat. Szczepionki? Poczekam na beta wersję.
Myślę, że zmęczeni są wszyscy, nawet totalni introwertycy, którzy i tak najchętniej w domu by zawsze siedzieli. Marzy się powrót do normalności… według mnie dzieci najbardziej ucierpią socjalnie, bo brakuje im tak szczególnie w młodych latach ważnego kształtowania struktur społecznych, kontaktów z przyjaciółmi itp…o stronę materialną mniej się martwię… to przecież nienormalne, żeby od dzieci już w przedszkolu wymagać dystansu i tłumaczyć, że kontakt z drugim człowiekiem może być niebezpieczny…
Powietrze w latach według badań się oczyszcza- to jeden pozytyw.
No i gdzieś tam za zakrętem czyha nieuchronnie ta wiosna… tylko ile jeszcze tych zakrętów ?
to nie jest smutny post taka jest teraz rzeczywistość W tym wszystkim zawsze trzeba znaleźć jakieś malutkie radości.Proponuje żebyś przeczytała na instagramie wpis monikikingimrozowskiej(zdjęcie z tortem)i żebyś się tego trzymała .Ja tak robię i to pomaga .Nie wiem czy zdołamy i czy w ogóle da się ujarzmić pandemię,może tak jak przyszła to sobie pójdzie ale mam wrażenie ,że nic już nie będzie takie samo. Tylko zawsze coś jest po coś więc czekajmy i zobaczmy co z tego ę.Niech nas trzyma ciekawość jutra to też jest jakiś bodziec ,no nie Pozdrawiam Cię serdecznie ,głowa do góry i do przodu!
Czekam bardzo na swoją kolej do szczepionki, mam nadzieję, że wróci chociaż trochę normalności, choć na pewno będzie ona inna. Mam nadzieję, że lepsza. Choć to jak to u nas będzie wyglądało w połączeniu z Brexitem napawa mnie obawą. Szkoda mi bardzo mojej córki studentki, która miała bardzo mało tego studenckiego życia, I od grudnia tkwi z nami w Szkocji, a chłopak w Norfolk!
Mam nadzieje, ze wiekszosc koronamaturzystow i innych mlodych ludzi nie bedzie oplakiwac tych wyliczonych "straconych" 40 000 funtow, bo moze to wlasnie pokolenie zmieni ten swiat na lepszy, mniej zachlanny, bardziej sprawiedliwy…? Jak patrze na swoje koronamaturzystki i -studentki to ta nadzieja nie wydaje sie calkiem naiwna. W koncu np.latanie samolotem nie nalezy do podstawowych praw czlowieka, zwlaszcza jesli celem jest uchlanie sie na Majorce albo panienskie/kawalerskie w miescie XY- grunt, ze oddalonym o setki kilometrow. Wierze w nasze dzieci!
Blizniaczo podobne centra handlowe… mi ich brak nie bedzie, moze te centra miast sie zazielenia a czynsze przestana byc z kosmosu (z tych bardzo odleglych galaktyk). Ze to nie glupia mrzonka pokazuja Amsterdam czy Kopenhaga. Chce wierzyc, ze mozna.
Pimposhko, gdy akurat najciemniej, to ja staram sie pamietac, ze i mini kroczki kieruja mnie w strone jasnosci, czasem tylko moge czekac, az uplynie sekunda, a potem jeszcze jedna… A jak spadne w dol, a mam jeszcze resztke sil to wydre sie do wszechswiata i szukam kostki do kopniecia, po czym… krok po kroku… My nie greccy herosi.
Wiosna to silaczka, przyjdzie. Na pewno!
Długo żyliśmy w świecie zorganizowanym – na wszystko była karta, albo apka, albo rondo turbinowe (oczywiście tragedie, choroby też cały czas są, ale funkcjonowały prywatnie i raczej w zaciszu). Wojny, zarazy, trzęsienia ziemi tylko w książkach historycznych albo w wiadomościach z dalekiego świata. Szok jest więc duży, ale ja sobie tak myślę, że wiosna będzie, na ogół zawsze jest – bo natura jest bezdusznie cykliczna. A co z centrami miast, to już nie wiem, bo tym zdarza się popadać w ruiny. Może jednak zamiast butików otworzą się zieleńce?
Dyskryminacja za to będzie na pewno, bo ludzie lubią się dyskryminować a coraz mniej ostatnio mogą.
Pozdrawiam i mimo wszystko jestem dobrej myśli.
Czytając początek Twojego wpisu to tak jakbym strumień własnych myśli czytała, a że śmieciowe jedzenie nigdy nie smakowało lepiej to trafiłaś w punkt 🙂 U Nas jeszcze -26 i śnieg na chodnikach, ulicach, dosłownie wszędzie 🙂 A po sobotnim odśnieżaniu rancza Babci i Dziadka to zakwasy niemiłosierne na dodatek. Ale narzekaliśmy na brak śniegu, to teraz w zasadzie cieszymy się mimo wszystko bo jest pięknie:) Myślę, że nie ma co liczyć na Świat, po pandemii. "Coś się kończy coś się zaczyna" cytując pewnego autora. I my musimy liczyć się z tym, że czeka Nas inna rzeczywistość. Dzisiaj Corona, za jakiś czas kolejny robak zhakuje rzeczywistość. Nie lubię teorii spiskowych, ale w to, że podział społeczeństwa na bardziej uprzywilejowanych i całą resztę się pogłębi nie wątpię. U Nas ptaszory też ćwierkolą, będzie wiosna 🙂
Bardzo pesymistyczny jest Twój wpis.
Trudno mi sobie wyobrazić jak wygląda życie rodzin z dorastającymi i buntującymi się dziećmi. Brak kontaktów z rodziną i bliskimi to brak wiadomości.
Staję się wyciszona, zamknięta w sobie.
Nie mam już odruchu "rzucania" się na szyję spotkanej na ulicy koleżance, a spotykam ich coraz mniej, bo prawie z domu nie wychodzę.
Niechętnie też chwytam za telefon, by z kimś porozmawiać.
Czasami myślę, że na powierzchni trzymają mnie moje papiery, warsztaty wszelakie, książki i Ślubny.
Nie jest łatwe życie rencistki.
Mimo tego minorowego nastroju wierzę, że będzie lepiej.