Taki tytuł ‘Coś o robieniu doktoratu’ miałam na liście postów do napisania, chyba ze trzy lata… w zeszłym tygodniu moja przyjaciółka powiedziała mi, że myśli o zrobieniu doktoratu i naszła mnie wena.
Od obrony mojego doktoratu minęło już… siedem lat! Zaraz po obronie zadzwoniłam do męża, rodziców (którzy byli właśnie gdzieś na żaglach i czekali na telefon bo nie wiedzieli, czy otworzyć lepszą czy gorszą butelkę whisky) i do wujka M. Wujek M. był trzecią osobą do której zadzwoniłam, bo też jest doktorem, w dodatku habilitowanym i profesorem zwyczajnym (teraz już na emeryturze). Wujek M. mi pogratulował i powiedział ‘Dobrze dziecko, dobrze. Mówią, że to teraz taki magister, ale to nie prawda. Gratulacje! Bardzo się cieszę.’
Uśmiałam się wtedy z tego ‘magistra’ ale fakt, kiedy mówię, że jestem doktorem (tytułu używam na co dzień) to bardzo często słyszę ‘też miałam robić doktorat’, czasem na swojej drodze spotykam też doktorantów. Doktorat jest teraz bardzo popularny. Umówmy się jednak, między doktorantem a doktorem to jest przepaść! Prawda jest taka, że doktoryzować się jest naprawdę łatwo, zrobić doktorat jest naprawdę trudno.
Bez wątpienia doktorat to jedna z najtrudniejszych rzeczy jaką w życiu zrobiłam. Na początku jest fajnie. Masz kupę kasy bo są stypendia (moje wynosiło 1,100 funtów miesięcznie), granty (700 funtów rocznie na książki, konferencje itd.), wyjazdy na konferencje (byłam w Lozannie i Orlando), można sobie spokojnie dorobić (stypendia i granty są zwolnione z podatku a chałtur do wyboru do koloru bo zawsze znajdzie się jakiś profesor, co potrzebuje doktoranta aby mu zrobił research, no i można uczyć). To właśnie w czasach robienia doktoratu udało nam się zaoszczędzić na wkład własny aby kupić nasz MAD.
Zaczynając doktorat chodzisz sobie na zajęcia jakie chcesz, na masz z nich zaliczeń. Głównie czytasz, szukasz danych, zastanawiasz się o czym tak naprawdę będziesz pisać. Ale potem jest coraz trudniej. Nagle okazuje się, że minęły dwa lata a Ty w zasadzie nic nie masz do pokazania, przez to siada Ci psychika, zaczynasz się czuć jak jakiś nieudacznik. Po trzech latach trzeba mieć już całkiem szczegółowy zarys pracy. Najwięcej pracuje się właśnie w finalnym roku a przecież w tym samym czasie musisz już szukać następnego zatrudnienia, pisać publikacje, zaczyna się kończyć kasa, zamiast niej pojawia się ogromna presja. To właśnie pod koniec trzeciego roku jest najwięcej dziekanek, to wtedy pojawia się depresja i inne problemy ze zdrowiem. Znam osoby, które doktorat totalnie rozłożył na łopatki. Obiecujący młodzi ludzie, nagle tyją dwadzieścia kilo i wprowadzają się z powrotem do rodziców. Czy wiecie, że około 40-50% doktorantów nigdy nie zostaje doktorami?
Wiem, że studia doktoranckie wyglądają różnie w różnych krajach. W UK to według mnie taki przerośnięty magister (wujek M. miał trochę racji). Moja obrona była łatwiejsza niż obrona mojego licencjata na polskim uniwersytecie (w dodatku prywatnym). Aby być doktorem (nie mylić z doktorantem) nie trzeba być super mądrym, wybitnie uzdolnionym, nieziemsko inteligentnym. Ale trzeba być niesamowicie zorganizowanym, trzeba mieć dyscyplinę olimpijczyka i nadludzką wręcz odporność psychiczną. Doktorat to bardzo samotna droga, usiana wątpliwościami, a nikt nie trzyma Cię za rękę. To prawdziwy test siły charakteru i nieliczni wychodzą z tej walki z samym sobą zwycięsko.
Togi doktorskie w UK są bardzo kolorowe i mają specjalne czapki, nie ‘mortar boards’ jakie noszą magistrowie i licencjaci ale ‘bonnety’. Jestem mocno związana z moją togą, miałam ją nawet na sobie na jednym z garden party z okazji Encaenia (ceremonia wręczenia tytułów doktora Honoris Causa w Oxfordzie). Do dobrego tonu należy pokazanie się tam w todze swojej alma mater. Na powitaniu Proktor zapytał mnie z jakiego uniwersytetu jest moja toga (togi doktorów Oxfordu są fioletowo czerwone), ja na to, że Aston Villa ;).
Pamiętam jak na graduacji mojego magistra (University of Essex) profesorowie wyglądali bardzo kolorowo. To wtedy ktoś mi powiedział, że mają na sobie togi uniwersytetów gdzie robili doktoraty. W Southampton, gdzie robiłam swój doktorat togi były już mniej różnorodne bo im uniwersytet bardziej prestiżowy, tym więcej ma ‘swoich’ profesorów. Wśród morza ‘szlafroków’ w kolorach błękitno bordowych był jednak jeden ‘ksiądz proboszcz’ w czarnej ’sutannie’. Profesor, który swój doktorat obronił na Akademii Ekonomicznej w Warszawie :).
Życzę Wam miłego tygodnia.
Jej ekscelencja, wysokość doktorskość Wasza Pimposhka!
Uwaga, uwaga! Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to w sobotę jedziemy na urlop. W związku z tym następny wpis na blogu ukaże się dopiero we wrześniu.
Ogromne gratulacje. Wiem, zrobiłam, w Polsce, kilkanaście lat temu. Z wolnej stopy, nie byłam na doktoranckich. I nie żałuję, chociaż to był prawdziwa droga przez mękę.
Ciepłe pozdrowienia
Dostałam lekkiego napadu paniki od samego czytania :D. Pewnie dlatego te kolorowe togi, żeby chociaż trochę poluzować w tym wszystkim :D. Nie planuję robić doktoratu, to jest definitywnie coś nie dla mnie, plus na mojej uczelni jakoś nikt nie zachwalał specjalnie tego doświadczenia.
Wasza Doktorskość wygląda bardzo dostojnie:).Udanego wypoczynku:).