Dokładnie rok temu pławiliśmy się w słońcu na Florydzie podczas naszych niezapomnianych rodzinnych wakacji w the World Disney World. Minie parę dobrych lat zanim znów będziemy mogli pojechać :(. W archiwum po prawej stronie w maju 2019 możecie przeczytać moje relacje.
Jako odpowiedzialni rodzice dla których dobrostan dzieci jest absolutnym priorytetem, na początku kwarantanny zakupiliśmy Disney+. To taki Netflix z produkcjami Disneya. Niedawno skończyliśmy oglądać sześcioodcinkowy serial o tym, jak budowano wszystkie parki Disneya. Począwszy od tego pierwszego w Kalifornii, pod bacznym okiem samego Walta Disneya poprzez projekt w Orlando (dokończony już przez Roya Disneya) jak i międzynarodową ekspansję czyli parki w Tokyo, Honk-Kongu, Paryżu i najnowszy w Szanghaju. Ten dokument był absolutnie fascynujący. Mogliśmy się dowiedzieć, jaka filozofia stoi za parkami, i że ta oryginalna filozofia Walta Disneya jest w dalszym ciągu respektowana i kontynuowana. Mogliśmy zobaczyć z jakimi problemami zmagały się parki, szczególnie finansowymi oraz z przychodzącymi i odchodzącymi szefami Disneya, którzy mieli różne wizje. Na przykład zarówno Disney California Adventure jak i Walt Disney Studios w Paryżu musiały przejść duży lifting bo oryginalne parki nie spełniały standardów Disneya. Ale przede wszystkim mogliśmy zobaczyć ludzi, którzy te parki stworzyli czyli tzw. imagineers. W wolnym tłumaczeniu Pimposhki można by ich określić po prostu marzycielami.
Marzyciele to grupa zapaleńców, którzy dostają ogromny budżet aby konstruować i bawić się zabawkami. To oni są odpowiedzialni za magię jaka dzieje się za bramami parku. Kostiumy dla laleczek występujących w atrakcji ‘It is a small world’, najnowsze atrakcje jak symulator ‘Avatar’, safari w the Animal Kingdom a nawet krajobraz w krainie Star Wars. Mogliśmy też zobaczyć jak wykonano lewitujące w powietrzu wzgórza żywcem przeniesione z planety Pandora.
Często o parkach Disneya (nawet sama o tym pisałam) pisze się, że to fejk, kicz, wszystko jest do bólu sztuczne. I jest w tym dużo racji ale… z drugiej strony po obejrzeniu tego dokumentu mam trochę odmienne zdanie. Na przykład w Epcot znajdują się ‘kraje’ i ktoś mógłby się puknąć w głowę, po co jechać oglądać ‘Wenecję’ w Epcot jeśli można pojechać do prawdziwej Wenecji. Może i tak. Ale z drugiej strony każdy kraj jest odtworzony z największą dbałością o szczegóły. W każdym ‘kraju’ pracują autochtoni czyli Brytyjczycy, Japończycy, Francuzi (ah to francuskie podejście do klienta) itd. W każdej restauracji można zjeść autentyczne jedzenie a w sklepach z pamiątkami można kupić autentyczne meksykańskie Sombrero czy angielską herbatę Twinings itd. I choć to wszystko jest jedynie kopią to nie ma innego miejsca na świecie, gdzie na śniadanie można zjeść autentycznego francuskiego croissanta, na obiad japońskie sushi a na kolację angielską rybę z frytkami w typowym angielskim pubie i zapić typowym angielskim piwem. Sumując jest to jakość sama w sobie i doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.
Parki Walta Disneya to z pewnością miejsce, które może nas totalnie oczarować. Czy świat Disneya jest mniej wartościowy niż zwiedzanie Wenecji, Pałacu Zimowego w Sankt Petersburgu (ten też powstał na bagnach, tak jak park we Florydzie) albo wąskich uliczek Florencji? Czym różnią się tak naprawdę freski Michała Anioła od ręcznie robionych mozajek z bohaterami Disney w Szanghaju, czym tak naprawdę różni się posąg Venus z Milo od niesamowicie technicznie zaawansowanego modelu-robota avatara, który mruga i ma ileś tam setek różnych ekspresji twarzy. Stworzenie takiego robota nie jest wcale łatwiejsze niż wykucie posągu z jednego blogu kamienia jedynie za pomocą dłuta. Wszystko jest takim samym dziełem ludzkich rąk, wytworzone przez człowieka, sztuczne i autentyczne zarazem. Nieważne więc czy jest to grecki Partenon, rzymskie Koloseum, londyński Big Ben, wieża Eiffla czy Disney Magical Kingdom. Ważne jak się czujemy patrząc na ten wytwór ludzkich rąk.
I tak sobie myślę, że każdy powinien choć raz w życiu doświadczyć tej magii Disneya tak jak każdy powinien odwiedzić Włochy, Grecję albo Paryż. A póki to nastąpi to polecam Wam dokument ‘The Imagineering Story’.
Znachora czytałam i oglądam. Iliadę podobnie – czytam i oglądałam.
Ale zarówno film jak i słowo ma swoją wartość artystyczną.
Ale przecież Elsa w Disneylandzie to ta prawdziwa Elsa 🙂 Spróbuj przekonać dzieci, że jest inaczej 😉
Wiesz, ja bym nawet chciała zobaczyć Wenecję czy Paryż (serio, jeszcze nie byłam), ale nie znoszę tłumów, więc dlatego wybieram inne zabytki albo przyrodę.
Byłam niedawno z dzieciakami w Krakowie, byli w Bazylice MAriackiej i na Wawelu, ale jestem ciekawa, czy poza tyłami innych ludzi (każdy na swojej wysokości oczu 😉 ) cokolwiek zobaczyli. Troche strata czasu.
Czy Znachora tylko oglądasz, czy też czytałaś? I czy Illiada jest sfilmowana? Porównywanie słowa pisanego do filmu jest niezbyt adekwatne.
No nie. Brzydszy :))
No ale kamień w kamieniołomie to jednak nie Partenon? 🙂
Mój znajomy zawsze mówił: o gustach się nie dyskutuje, ale dobrze je mieć. ;))
To zabawne, że wspomniałaś Star Wars – one bardzo silnie związane są z mitologią i z archetypami. Oni jakby tworzą nowy nurt, który wpada do tego nurtu odwiecznego. Sam staje się swoistæ mitologią i częścią naszej kultury.
Disney robi coś innego – bierze mit i go wygładza. O to mam żal. Nie widzę nic złego, że to wygładzone się podoba, ale myślę, że dobre są starania, aby z tego wyrosnąć. 🙂
Hihi, jeszcze piszesz na dole, że natura przewyższa wszystko, to Partenon jest o tyle lepszy, że z naturalnego kamienia. O ile szlachetnej starzeje się kamień w porównaniu z metalem! Co prawda modny teraz jest zardzewiały metal, ale to trochę desperacja.
Przykro mi, że masz takie złe doświadczenia. To z pewnością nie jest rozrywka dla każdego i nie mam zamiaru Cię przekonywać, że Disney może być super. Ale myślę, że nie ułatwiliście sobie sprawy. Disney to nie jest miejsce na jednodniowy wypad (szczególnie w okresach wzmożonej liczby gości np. właśnie w grudniu) bo i cena zwala z nóg (my za bilety zapłaciliśmy 2,000 dolarów ale to były dwa tygodnie i na wszystkie parki, no i 10 lat później, jeden dzień totalnie się nie opłaca) no i ważne jest planowanie, tak z marszu to nie dziwię się, że musieliście wszędzie stać w kolejkach. Jak byliśmy w Orlando 7 lat temu to na park Universal mieliśmy tylko jeden dzień (wtedy jeszcze bez dzieci) więc wykupiliśmy specjalną przepustkę, która umożliwiała przejazd każdą atrakcją raz bez kolejki. Inaczej faktycznie nie byłoby sensu tam w ogóle wchodzić.
Przybij piątkę!
Nie no oczywiście, nie zamierzam nikogo przekonywać, że 'Wenecja' w parku Epcot albo ta w Las Vegas to tak jakby jechać do prawdziwej Wenecji. Ale też pozostaje pytanie co jest tak naprawdę autentyczne i czy Wenecja (ta prawdziwa) jest tak naprawdę autentyczna? Mnie się zdażyło zjeść obiad we włoskiej knajpie, w której podawano spaghetti bolognaise (jak wiadomo, żaden Włoch by czegoś takiego nie podał) a knajpę prowadzili wyłącznie Chińczycy. Poza tym myślę, że niezależnie gdzie jesteś możesz mieć cudowne wspomnienia, np. spotkanie Elli z królową Elsą, i choć Elsa to fikcja, sztuczność itd. to zachwyt w oczach dziecka jest już jak najbardziej prawdziwy. Myślę, że jest tylko jedna rzecz, która jest lepsza niż wytwory ludzkich rąk, nie ważne czy jest to plastikowy Disney czy zmurszałe Koloseum i to jest z pewnością przyroda. 🙂 Więc te Fjordy i tak wygrywają.
I tak, i nie. Bo przecież Koloseum to nic innego jak taki Disney, czy ma większą wartość tylko dlatego, że jest starsze? A freski w Kaplicy Sykstyńskiej to też przecież tak naprawdę wytwór popkultury i niewiele się różnią od Myszki Miki. Na pewno w Rzymie jest mnóstwo cudownych fresków, może nawet doskonalszych niż te w Watykanie a z jakiegoś powodu (popkultura) to te stały się sławne, i to tam ciągną tłumy aby je zobaczyć. Poza tym nie wiem czy miałaś być okazję w Watykanie ale przez kaplicę sykstyńską idzie się w tłumie, w dodatku wszyscy się patrzą na sufit więc każdy wpada na siebie. Jeśli spojrzeć na to z takiej perspektywy to tak naprawdę Disney i Watykan niczym się nie różnią.
O gustach się nie dyskutuje a Disney nie jest oczywiście dla każdego. Ale po obejrzeniu tego dokumentu myślę, że marzyciele to właśnie tacy współcześni artyści, to jest kunszt, pasja, dyscyplina. Subiektywnie Partenon może się podobać bardziej niż kraina Star Wars ale obiektywnie to jak powstały i co sobą reprezentują jest takie samo.
W Disneylandzie bylismy z rodzina tylko przez jeden dzien i niestety byl to dzien stracony. Pojechalismy na grudniowa wycieczke objazdowa na Floryde, bez jakiegos szczegolowego planu, majac tylko ogolny zarys tego, co chcielibysmy zobaczyc. Wszystko dzialo sie spontanicznie, nocowalismy tam, gdzie akurat noc nas zastala, co przy ogromnej ilosci hoteli nie bylo zadnym problemem. Wieczorami, majac dostep do broszur z okolicznymi atrakcjami, planowalismy spedzanie kazdego nastepnego dnia. W ten sposob w ciagu dziesieciu dni zwiedzilismy bardzo duzo w dolnej polowie Florydy, planujac zajrzec do Orlando w drodze powrotnej do domu. W dniu , w ktorym znalezlismy sie w Disneylandzie, juz przy kasie, przed otwarciem parku, okazalo sie, ze bilety na ten dzien sa dostepne jedynie do Epcot, wszystkie inne zostaly wyprzedane. Ok, wzielismy je, postanawiajac, ze nastepnego dnia przyjdziemy do kolejki na dlugo przed otwarciem kas. I wiecie co? To byl najgorszy dzien z calej naszej wycieczki. Nieprzebrane tlumy ludzi, koszmarne kolejki do wszystkich atrakcji (1-2 godzin oczekiwania), ceny jedzenia zwalajace z nog, a wszak trzeba bylo jesc… W efekcie ucieklismy stamtad poznym popoludniem, solennie przyrzekajac sobie, ze nogi nasze nigdy wiecej tam nie postana! Moj maz stwierdzil pozniej, ze najlepszym co tam widzial, byl wyraz twarzy hostessy w sklepie z pamiatkowym badziewiem (dzieci!), ktora w sztucznej euforii spytala nas, jak sie nam podoba w tym raju. Nie mogac ukryc rozczarowania, bez namyslu odpalilam, ze w ogole nam sie nie podoba! Pannie doslownie zjechala w dol twarz, a mina byla bezcenna :)) W sumie ten niewypal kosztowal nas kupe bezsensownie wydanej kasy (ok. $600 na 4 osoby 10 lat temu), a mozna bylo tak pieknie to spozytkowac…Do domu wrocilismy wczesniej niz planowalismy, bo i pogoda sie zepsula. Nigdy wiecej Disneylandu!
dee
"Często o parkach Disneya (nawet sama o tym pisałam) pisze się, że to fejk, kicz, wszystko jest do bólu sztuczne. "
Ale jakie to piekne, fajne i sliczne, i takie dopieszczone!
Raz bylam w paryskim Disneylandzie, byly to cudowne bajkowe dni, które pamietamy do dzisiaj :))
Tak, jak Serpentyna wyżej też uważam, że jeśli chce się zobaczyć oryginał, to trzeba jechać tam, gdzie jest oryginał. Bo żadna kopia ani ,,wirtualna wycieczka'' po muzeum nie zastąpi bycia w oryginalnym miejscu. Jak dla mnie poza zobaczeniem czegoś na całość składają się również dodatkowe elementy, których możesz doświadczyć tylko w tym konkretnym miejscu. Np. że żeby zobaczyć fjordy najpierw musieliśmy się dogadać z Norwegiem, który mówił wyłącznie po norwesku, albo że British Museum zwiedzaliśmy biegiem, bo zamykali za 15 minut. I mamy całą masę podobnych wspomnień, które dokładają się do całości wrażeń.
Wydaje mi sie ze nikt inny tylko ludzie tworza to troszke mylne odbieranie wrazen – bo wciaz nie pamietaja ze te obiekty sa miejscem rozrywkowym, nie sa orginalem tych ktore przedstawiaja. Jesli chca zobaczyc orginal musza jechac tam gdzie on istnieje.
Na same Disney-landy patrzec trzezwo, ze dobrze zblizone kopie, ze miniatury orginalow, ze nie zabytki.
Co by nie mowic to od dziesiatek lat daja mlodym (i starym) dobra zabawe.
Ja bylam z dziecmi jedynie w tym w Orlando bo blizej od mego miejsca zamieszkania – i po jednym dniu mielismy dosyc – za goraco, za duzo, a przedewszystkim wtedy moje dzieci byly juz niemal nastolatkami i wcale nie mieli zainteresowania obiektem.
Czytajac Twoj opis, fragment o np. orginalnych potrawach, widze ze Disney i tak poszedl z ta orginalnoscia bardzo daleko, brawa dla niego – ciesze sie ze podobalo Ci sie, ze doceniasz a nade wszystko rozumiesz iz to jest miejsce atrakcji a nie muzeum.
O nie, tylko nie Panteon! 😀
To znaczy tak – nie ulega żadnej wątpliwości, że Disneyowski Kubuś jest po prostu popsuty. Jest żółty, okrągły, gładki, słodki, nie ma klimatu, w ogóle nic nie ma z oryginału. Ma właściwie tylko jedno – podoba się.
Ja zmieniłam zdanie o Disneyu dzięki jego biografii – myślałam kiedyś, że on wymyślił takie słodkie, żeby zbić majątek, a okazało się, że on po prostu chciał się podobać. Albo jeszcze inaczej – chciał, żeby ludzie się bawili. No i to szanuję – pamiętam, jak pisałaś o wygodach – że można wynająć wózki, że zakupy dostarczają do hotelu, nie trzeba ich taszczyć w czasie zwiedzania, że można się przebrać za Królewnę Śnieżkę (co było też moim marzeniem) – wszystko to z myślą o ludziach i ja to wszystko bardzo doceniam.
Co do walorów artystycznych nie powinnam się wypowiadać – na moją opowieść, jak to Szancer bojkotował Myszkę Miki jako (przepraszam) szczyt bezguścia, mój kolega z pracy powiedział – no i co w tym złego, że ludziom się to podoba? No i w sumie nie wiem. 🙂
Panteon przetrwał i zachwyca nie z powodu nakładu pracy, ale z powodu genialnych proporcji, wieża Eiffle'a – no, ciekawe, ludzie się przyzwyczaili i wpisała się w Paryż, Disney może też przetrwa razem z marzeniami o bajkowych zamkach i słodkich misiach. Dyskusja co jest sztuką a co jest kiczem długa może być i podchwytliwa 🙂
Czym, się różni Disco polo od opery? Tego akurat nie wiem, bo jestem głucha, ale wiem na pewno czym się różni Iliada od Znachora. Jest przepaść. Przepaść artystyczna, merytoryczna, literacka, warsztatowa. Ten przykład wybrałam nie bez przyczyny – Iliadę cenię, uwielbiam, wzruszam się; nazwisko Homera zawsze wymawiam z dużej litery i nabożnie, a Znachora oglądałam miliony razy – zawsze płaczę, kiedy hrabia Czyński obsypuje Marysię różami. I tyle – widać w nas zawsze jest miejsce na jakiegoś żółtego słodkiego Kubusia. I już. 🙂