Ten post miał wyglądać zupełnie inaczej. W zeszłym tygodniu razem z Panem Kapitanem ‘odstawiłam’ dzieci do polskich dziadków na wakacje. W piątek 26 lipca miałam wracać. To miała być relaksująca podróż bez dzieci, pierwsza klasa w InterCity do Berlina, biznes klasa do Londynu, wieczór w domu sam na sam z ulubionym filmem, sobota do południa w Oxfordzie na ceremoniach graduacji i po południu dopiero spotkanie z mężem. Jednym słowem 36 godzin samotności, które po intensywnym czasie z rodziną były potrzebne. I miałam z tego zrobić fotoreportaż na bloga.
Uważaj o co prosisz Boga. Ci, którzy śledzą moje Instagramowe konto wiedzą, że czas spędzony w samotności wydłużył mi się do 56 godzin. Ale od początku.
Ten piątek 26 lipca nie zaczął się najlepiej. Otworzyłam oko o 6:00 a tam na BBC, że na wyspach panuje chaos komunikacyjny, pociągi stoją (bo za gorąco), samoloty nie latają (bo burze). Szybko sprawdzam mój lot a tam, że ma cztery godziny opóźnienia (lot miałam o 16:45). No to super! Po godzinie opóźnienie mojego lotu zmniejszyło się do 40 minut. Ledwo wmusiłam w siebie trochę kapitańskiej jajecznicy (musicie wiedzieć, że ja potwornie cierpię na reisefieber) i ojciec zawiózł mnie na pociąg.
Ze względu na wakacyjne objazdy do Berlina jechałam sześć godzin a nie cztery. W tym czasie mój samolot opóźnił się o dwie godziny a następnie pojawił się status ‘o czasie’ i tak już zostało przez cały dzień. Było ok. Trochę się uspokoiłam. W pociągu trochę popracowałam robiąc korektę raportu nad którym pracowałam dorywczo przez kilka miesięcy (chałtura).
Z dworca w Berlinie wzięłam na lotnisko autobus. Tam okazało się, że wszystkie loty do Londynu (poza moim) są odwołane. Mój lot w dalszym ciągu ‘o czasie’ na zielono w morzu czerwonego. Z jakiś powodów wydawało mi się, że to zbyt piękne aby było prawdziwe.
Ale nie, samolot przyleciał z Londynu o czasie, ludzie wysiedli, ja wsiadłam. Wszystko super! Pan steward w biznes klasie rozdał gorące ręczniki aby się odświeżyć i…. na tym skończyło się moje dotychczasowe doświadczenie z biznes klasą. Jak tylko oderwaliśmy się od ziemi rozległo się ‘dudududu’, cisza, znowu ‘dudududu’, cisza, ‘dudududu’, cisza, ‘dudududu’, cisza…… samolot wyraźnie zwolnił (jakby zmniejszył obroty w silnikach) i słowo daję miałam wrażenie, że zaraz spadniemy z hukiem na ziemię. Okropne uczucie! Wiadomo było, że dzieje się coś złego.
Cisza trwała w nieskończoność (czas rzeczywisty pewnie jakieś dwie minuty). W tym czasie zorientowaliśmy się, że pilot zawraca. Wreszcie głos pilota, że silnik nam się popsuł i wracamy. Po kolejnych pięciu minutach byliśmy już z powrotem na ziemi. Bezpieczni. To najważniejsze! Uffffffff!
Samolot odstawili po jakiś hangar, podjechały wozy strażackie, policyjne, zaroiło się od świateł. Dość szybko podstawili schodki i autobusy i przetransportowano nas do terminalu. Na odchodne pilot powiedział nam, że jest mało prawdopodobne aby samolot dziś odleciał i abyśmy kontaktowali się z obsługą naziemną. Tam jednak nikt na nas nie czekał, normalnie odprawa paszportowa i znów jestem przy wylotach. Zero informacji. Ja na szczęście miałam tylko bagaż podręczny więc nie musiałam się martwić o bagaż rejestrowany.
Poszłam więc do biurka British Airways. Tam już była mała kolejka ale nie było tak źle. Ostatnim razem, gdy odwołano mój lot na Tegel to pani w okienku przebukowała mnie na poranny lot i wręczyła voucher na kolację i nocleg w hotelu Mercure przy lotnisku. Tym razem obyczaje nieco się zmieniły. Dowiedziałam się, że dziś już nic do Londynu nie leci a na jutro wszystkie loty z BA są już pełne (nic dziwnego, skoro dziś wyleciał tylko jeden samolot z planowanych sześciu). Pani powiedziała, że biuro główne w Londynie wyśle mi maila i automatycznie przebukuje mnie na najbliższy możliwy lot, najprawdopodobniej z jakąś przesiadką u lotniczego partnera (np. Lufthansa, KLM). Oprócz tego dostałam kartkę z numerem infolinii 24h i informację, że mogę sobie sama załatwić hotel i transport. Tam było również napisane, że BA zrefunduje mi wszelkie ‘racjonalne’ koszty związane z zaistniałą sytuacją. Między innymi nocleg w hotelu do £200 na dobę i jedzenie do £25 na dobę. To pierwsze było bardzo hojne, to drugie nie bardzo.
No więc wychodzę z lotniska (byłam już wtedy dziesięć godzin w podróży i miałam za sobą awaryjne lądowanie). Co zrobiłam najpierw? Zadzwoniłam do Oxfordu, że muszą na jutro znaleźć zastępstwo a potem zaczęłam szukać hotelu. Jest takie powiedzenie, że jak życie daje Ci cytryny to zrób z nich lemoniadę. Jestem w Berlinie, bez dzieci, mam karty kredytowe a BA płaci. Mogło być gorzej.
Doszłam do wniosku, że hotele przy lotnisku będą pełne a poza tym skoro nie mam lotu na jutro rano to co ja będę robić jak się już obudzę i postanowiłam od razu zabukować hotel w centrum miasta. Zaczęłam dzwonić. Najpierw do Radissona ale tam nie udało mi się nic zdziałać. Pani nie mówiła dobrze po angielsku, powiedziała, że pokój mają ale nie potrafiła mi powiedzieć ile będzie kosztował (chciałam się upewnić, że zmieszczę się w limicie) i żebym zadzwoniła za 10 minut (!). Powiedziałam, że chyba sobie żartuje i że w takim razie nie będę się u nich zatrzymywać. Drugim hotelem, do którego zadzwoniłam był Mariott, gdzie udało mi się zabukować ostatni (!) pokój. I już byłam w taksówce do hotelu.
Nie miałam ze sobą pasty do zębów ale room service mi przyniósł.
W moim pokoju czekały na mnie żelki dla Pana Khana. Zjadłam (w końcu to awaryjne lądowanie).
‘Zemsta Honeckera’ w łazience 🙂
Nocleg załatwiony (oczywiście ze śniadaniem aby dodatkowo nie uszczuplać budżetu na jedzenie) ale w dalszym ciągu nie miałam informacji kiedy wracam do domu. Pierwszy email od BA przyszedł o 18:30, że próbują naprawić samolot i być może poleci jutro rano i że odezwą się o 21:00. Kazali zabukować sobie hotel. Poszłam na kolację do hotelowej restauracji. To była restauracja ze stekami, kelnerka przyniosła mi najpyszniejszy stek jaki jadłam ale byłam tak zmęczona i generalnie zestresowana, że nie byłam go w stanie dokończyć.
O 21:10 BA faktycznie przysłało maila, że lot jest jednak dowołany, że zostanę automatycznie przebukowana i że nowe loty zostaną do mnie wysłane do 6:00 lokalnego czasu. No to poszłam spać. Spałam jak kamień, wstałam po 6:00 ale nie dostałam żadnej wiadomości od BA. Kiedy o 7:00 dalej nie miałam żadnej informacji sama zadzwoniłam na infolinię. Najpierw Pan powiedział, że może mnie wysłać do domu dzisiaj (sobota) o 16:45. Ja na to czy aby na pewno bo przecież wszystko ma być pełne. No i faktycznie. Nie tylko nie mógł zabukować tego lotu ale nie znalazł też nic u linii partnerskich. Najwcześniejszy lot dopiero w niedzielę o 12:25 (właśnie w nim siedzę pisząc te słowa). Ok, bilet zabukowany, przynajmniej mam jasność co do mojej sytuacji (spodziewałam się, że ze względu na odwołane loty będę musiała zostać w Berlinie do niedzieli). Mogłam się więc zrelaksować. Zadzwoniłam na parking na lotnisku że auto dobiorę dwie doby później :).
Na recepcji poprosiłam o dodatkowy nocleg, co na szczęście nie było problemem i mogłam zostać w moim pokoju. Następnie poszłam na śniadanie. Płatki owsiane z siemieniem lnianym aby nieco uspokoić żołądek a potem absolutnie mistrzowski omlet. Po śniadaniu poszłam do konsjerża i pytam się, co warto zobaczyć. W końcu ostatni raz jak byłam turystką w Berlinie był to jeszcze Berlin Wschodni.
Mój hotel znajdował się przy placu Poczdamskim. Najpierw więc poszłam zobaczyć Checkpoint Charlie a potem poszłam do Gemäldegalerie popatrzeć na obrazy starych europejskich mistrzów. To jedyna słuszna opcja, bo na dworze było z 28 stopni. Po wizycie w galerii poszłam do Berlin Mall bo musiałam uzupełnić zapasy czystej bielizny i skarpetek (ciekawe czy BA zwróci i za to). Tam też zjadłam szybki lancz. Po powrocie do hotelu poszłam popływać w hotelowym basenie i do sauny a potem na kolację do tej samej hotelowej restauracji. Zamówiłam dokładnie to samo co w piątek ale tym razem miałam siłę aby się daniem delektować. Przepyszny stek i w zasadzie w przystępnej cenie. Jeśli kiedyś będzie okazja, zaproszę tutaj mojego męża.






Po kolacji postanowiłam się przejść jeszcze na krótki spacer do Bramy Brandenburskiej mijając przy okazji pomnik pamięci ofiar holokaustu. Nie mam dobrych zdjęć pod bramą bo…. trafiłam na paradę Berlin Pride. Jako, że nie lubię tłumów ewakuowałam się przez park Tiergarten z powrotem do hotelu. Naprawdę, lepszej lokalizacji hotelu nie mogłam sobie wyobrazić. To był fajny dzień, choć dość samotny. No tak, sama tego chciałam ;). Padłam na łóżko i od razu zasnęłam.





Niedziela 28 lipca rozpoczęła się zupełnie inaczej niż ten feralny piątek. Wstałam spokojnie o 8:00 bez żadnego ścisku w żołądku. Zjadłam z apetytem pyszne śniadanie (to samo co dzień wcześniej, omlet ponownie był obłędny, nie wiem jak oni to robią). Wróciłam do pokoju gdzie spokojnie się spakowałam, pogadałam przez chwilę z małymi Pimposhkami na FaceTime po czym wymeldowałam się z hotelu. Na lotnisko pojechałam ponownie taksówką, świeża i wypoczęta od razu przeszłam kontrolę i usadowiłam się przy bramce. Tam co prawda odprawiali jeszcze samolot do Baku ale mnie to nie przeszkadzało. Zaczęłam pisać posta, którego teraz czytacie.

Pogrążona w pisaniu, z słuchawkami na uszach nawet nie zauważyłam kiedy zawołano nas do samolotu. Samolot wystartował o czasie i co najważniejsze bez żadnych sensacji. Ponownie miałam bilet w klasie biznes (dzięki zbieranym przeze mnie punktom Avios). Było nas tam tylko 20 osób i dwóch stewardów tylko dla nas co naprawdę robi różnicę. Podano nam lancz, do wyboru była zielona sałatka albo sałatka z owocami morza. Wybrałam to drugie i było to przepyszne. Zdecydowanie najlepsze jedzenie w samolocie jakie jadłam. Aż się zdziwiłam, że można takie dobre serwować w samolocie (chodzi mi o względy praktyczne). Nie mogę sobie też przypomnieć abym kiedykolwiek jadła w samolocie metalowymi sztućcami i piła ze szklanki. Jak skończyliśmy jeść to w zasadzie już zaczynaliśmy lądować. Jeszcze tylko godzina w samochodzie i nareszcie byłam w domu!

I tak właśnie wyglądała moja podróż. Co prawda rozbita na dwa podejścia ale ostatecznie było to co chciałam, czyli pełny relaks. Szkoda, że po środku było tyle stresu. Teraz muszę zacząć procedurę odzyskiwania moich pieniędzy od BA za, jakby nie było, całkiem niezły weekend w Berlinie. Ponieważ lot został odwołany z powodu awarii silnika myślę, że dostanę nie tylko zwrot kosztów ale jeszcze rekompensatę. Ale to już temat na nowego posta.
Niedużo latam, a i tak przytrafiały mi się różne przygody. A w Berlinie byłam miesiąc przed Tobą i zwiedzałam te same miejsca. I też był nieziemski upał w Berlinie! Masz rację, że z dziećmi byłoby trudno znieść to wszystko. Pozdrawiam.
Dzięki!
🙂 dokładnie, wszystko dobre co się dobrze kończy!
No nasz, chociaż wiesz rodzina to i tak dowiedziała się po fakcie. Więc mieli mniej stresu niż ja 😉 Nie było to fajne, nie powiem. Jak człowiek staje się rodzicem to zaczyna się trochę o siebie bać.
No wiesz? Ja się mocno zdziwiłam. Naprawdę dziwna sytuacja. Byliśmy niedawno w Radissonie w Szczecinie nawet ja nie miałam się do czego przyczepić, obsługa była fantastyczna!!!
Masz rację, teraz tylko czekać na kasę bo dużo osób było w takiej sytuacji więc mają teraz dużo zgłoszeń. Napiszę na pewno jak sytuacja się skończyła. Liczę na dodatkowe odszkodowanie.
Mnie się nigdy nic takiego nie zdarzyło więc miałam naprawdę dużego pietra. Naprawdę dobrze, że leciałam sama. Muszę się przyznać, że jak samolot startował w niedzielę to czułam się trochę nieswojo. To był inny samolot, miał inną kabinę i ucieszyłam się z tego powodu.
Tak, bosko. I to jest taka fajna sytuacja, że wszyscy są szczęśliwi. Dziadkowe bo mają wnuczki dla siebie, dzieciaki bo mają fajne wakacje w Świnoujściu no i my bo możemy się wsypać 🙂
Wiesz, wydaje mi się, że to zależy od perspektywy. Gdybym leciała z dziećmi to taka sytuacja to byłby horror ale ponieważ jechałam sama to już na wstępie sytuacja była dużo lepsza. Urlop od dzieci wykorzystujemy na przemeblowanie w ich pokoju oraz chodzenie do kina :).
Wiesz, wydaje mi się, że to zależy od perspektywy. Gdybym leciała z dziećmi to taka sytuacja to byłby horror ale ponieważ jechałam sama to już na wstępie sytuacja była dużo lepsza. Urlop od dzieci wykorzystujemy na przemeblowanie w ich pokoju oraz chodzenie do kina :).
Ha ha no nie miałam wyboru, zwiedzałam sama ale ja lubię być sama ze sobą. No i miałam słuchawki 🙂 Masz Termisia dzięki mnie? No proszę, Vorwerk powinien mi prowizję odpalić. Ja moją maszynę uwielbiam! Nie wyobrażam sobie życia.
To była kawa 🙂 i tak była pyszna. Niestety nie miałam takich filozoficznych przemysleń jak Ty. To nie tak, że życie przeleciało mi przed oczami ale było bardzo strasznie. I trochę we mnie zostało, wiesz to uczucie, że zaraz może wydarzyć się coś bardzo złego.
Nie wiem jak często zdarzają się takie przypadki ale chyba rzadko bo mnie po raz pierwszy a trochę lata. Ah Qatar, chętnie bym się takimi liniami przeleciała, są podobno jedne z najlepszych na świecie. Na długich lotach to wygląda zupełnie inaczej. Na przykład jak lecieliśmy do Stanów z Virgin Atlantic to oczywiście podawali jedzenie i były smaczne ale nie takie jak to. I alkohol też podają ale byliśmy z dziećmi to i nawet z oglądania filmów nie mogliśmy za bardzo korzystać. A na długich lotach bardzo ale to bardzo przydają się słuchawki blokujące hałas. Jak będziesz następnym razem lecieć gdzieś daleko to polecam. Mojego ojca namawiałam chyba ze trzy lata, jemu było szkoda kasy więc sama mu kupiłam takie słuchawki i od teraz nigdzie się bez nich nie rusza.
Było naprawdę strasznie, nie będę kłamać. No jakoś potrafię się odnaleźć, w większości sytuacji. Bo ze mnie to taka działaczka a nie narzekaczka 🙂
Ja musiałam zdecydowanie improwizować a że lubię oglądać obrazy no to poszukałam galerii.
Piękne zdjęcia dobrze udała się podrórz
Oj, masz rację. "Uważaj, o co prosisz, bo jeszcze się spełni…"
Ale generalnie dobrze się skończyło, to najważniejsze 🙂
Pozdrawiam
Zeby nie bylo tego mrozacego w zylach powodu obejrzenia kawalka Berlina, to byloby swietnie.
Dobrze, zes cala i zdrowa. Ale co przezyliscie, Ty i rodzina, to niestety wasze.
Berlin jest fajny, bardzi fajny, ale najlepiej w planowanych okolicznosciach.
Najbardziej rozbawiło mnie, że pani w Radissonie nie mówiła po angielsku 🙂
Stresu co niemiara, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło 😉 Pozdrawiam
Dobrze, ze wszystko sie w koncu udalo i jeszcze mialas mala wycieczke. Ja duzo latam, czesto z jednej polkuli na druga, na szczescie bez takich "niespodzianek". Ogolnie nie boje sie latania samolotami, nawet w pewnym sensie to lubie ,bo zawsze kojarzy mi sie z przygoda i wakacjami, niemniej jednak na "starosc" czlowiek sie robi jakis bardziej ostrozny.
Ło matko… I fajnie i niefajnie… dobrze że z happy endem. Jak tam bez dziewczyn? Bosko co nie ! Od czasu do czasu to jest super.
Nie wiem jak to robisz Pimposzko, ale nawet kiedy masz klopoty (awaryjne ladowanie i postoj w Berlinie – przymusowy) – inspirujesz mnie 🙂 Ciesze sie, ze wszystko dobrze sie skonczylo i na dodatek mialas dobre warunki pobytu tam 🙂 Odpoczelas, zwiedzilas kawalek Berlina, wrocilas do domu w nowymi silami:) Zatesknilam za podrozami, tak ogolnie. Z koniecznosci przez ost lata osiadlam na tylku bardzo mocno i brak mi wyjazdow (pracowalam kiedys jako pilotka wycieczek po Europie:))). Czas to zmienic! Nawet weekendowy czy parodniowy wypad gdzies to jest to! Lubie podroze, zmiany, poznawac nowych ludzi, spotykac na chwile nieznajomych i opowiadac sobie nawzajem historie zycia itd. Czekam na cd. rozwiazania sytuacji z BA i moze pare slow jak planujesz wykorzystac urlop od Pimposzatek? Dobrego tygodnia!
Omatko, jakie przygody. Dobrze, że nic się nie stało i dobrze że umiesz zwiedzać sama, bo wtedy zawsze jest taka dziwna cisza. 🙂
A omlety na pewno robią w Termomisiu (w ogóle to jestem Ci wdzięczna, bo u Ciebie przeczytałam o nim i teraz mam go też.)
:))
Czy ta herbata z ostatniej fotki smakowała szczególnie? Ja po tym, jak naczepa tira zmiotła nas z drogi, miałam poczucie, że wszystko na co patrzę i czego próbuję ma szczególny, niezwykły wygląd i smak:) Współczuję stresu i podziwiam to, jak sobie z nim radzisz:) Na przyszłość -tyle lądowań ile startów!
O rany, Gosiu! To jest mój koszmar! Nie te opóźniania, zmiany, "awaryjne" spanie w Berlinie. Tylko ten samolot, to awaryjne lądowanie… Strasznie boję się latać, po co ja to czytam? 😀
Cieszę się, że wszystko dobrze i nic wielkiego (oprócz stresu) Ci się nie przydarzyło.
Ja latam w zasadzie samymi tanimi lotami, w klasie ekonomicznej, więc jedzenia tam nie zamawiam. Ale do Azji lecieliśmy Qatar Airways i to było coś na bardzo wysokim poziomie. Nawet w drugiej klasie 🙂 Dobre jedzenie i alkohol, poduszka, kocyk, mnóstwo miejsca na nogi i oglądanie filmów oraz niezwykle pomocna i profesjonalna obsługa, pomogły mi jakoś (w miarę bezstresowo) znieść ten lot (a w sumie cztery:)).
Uff, dobrze, ze nic Ci sie nie stalo. A reszta… cudny weekend. Ty zawsze potrafisz od nalezc sie w niezaplanowanych wydarzeniach i skorzystac z nich w 100%. Udanego czasu bez dzieci!! Magdalenka
Ale fajnie 🙂 Faktycznie, szkoda, ze trochę stresu, ale z taka miejscówką w Berlinie nie można narzekać. Sama byś tego lepiej nie zaplanowała 😉
Byliśmy 2 tygodnie temu w Berlinie i nawet nie doczytałam w przewodniku o galerii 🙁 No ale mieliśmy inne rzeczy zaplanowane. Za to w Dreźnie mogłam sobie szkice Rembrandta pooglądać 🙂
[…] Muszę Wam jeszcze napisać o naszej podróży powrotnej do Anglii. Z dziećmi najwygodniej jest nam latać Ryanairem do Szczecina ale kiedy podróżuję bez dzieci to wolę latać z Berlina. Lot powrotny zarezerwowałam nam z BA, za punkty. A że miałam sporo punktów to postanowiłam zaszaleć i zarezerwować nam lot w Club Europe czyli klasę biznes. Ja już raz miałam okazję tak lecieć. Ba, nawet dwa razy ale za pierwszym razem dotrwałam tylko do ‘Czy życzy sobie Pani ciepły ręcznik do rąk’. Cała historię mojego awaryjnego lądowania w Berlinie trzy lata temu możecie sobie przypomnieć tutaj (klik). […]