Happy Detoks – z czym to się je

Dokładnie cztery lata temu postanowiłam rozprawić się z moim uzależnieniem od cukru, wtedy diety ‘cukrowe’ były bardzo en vogue. Kupiłam na Amazonie bardzo polecaną książkę, jakiegoś konowała z Ameryki, numer 1 na liście Times’a itd. Zaopatrzyłam się w szereg specyfików sprowadzonych z Ameryki, które były częścią tej dziesięciodniowej diety, np. błonnik do rozpuszczania w wodzie plus mnóstwo różnych tabletek (chrom, cynk, ekstrakt z zielonej herbaty itd.), kupiłam nawet glukometr bo program zakładał mierzenie sobie poziomu cukru we krwi (!). Drugiego dnia diety test ciążowy pokazał dwie kreski, dziesięciodniowy detoks poszedł z ulgą w odstawkę a dziewięć miesięcy później urodziła się młodsza P. Obiecałam sobie, że nigdy nie będę już taka głupia aby dać się nabrać na jakieś diety cud, a jakakolwiek dieta, która wymaga brania suplementów w tabletkach jest u mnie od razu stracona, podobnie jak dieta, która zakłada wyłączenie całych grup pokarmowych. 
Program Happy Detoks Kasi Bem (o którym pisałam już tydzień temu, kilk i sama książka klik) to zupełne przeciwieństwo detoksu z Ameryki. To po prostu dieta wegańska bezglutenowa. To jedzenie ma nam dostarczyć wszystkich potrzebnych składników odżywczych, w roli suplementów występują pestki i nasiona a nie buteleczki z kolorowymi kapsułkami. Happy Detoks to nie tylko dieta, ale jak sama nazwa wskazuje ‘holistyczne program odnowy organizmu’. Oprócz diety autorka namawia więc na praktykowanie jogi, relaksacyjne ćwiczenia oddechowe i medytację. 
Program składa się z 10 dni. Dieta to trzy dni fazy ‘eliminacyjnej’ (cokolwiek to znaczy), trzy dni fazy ‘alkalizującej’ (cokolwiek to znaczy), trzy dni fazy ‘wyjścia’ (cokolwiek to znaczy) i w środku jeden dzień monodiety (dzień, w którym nic nie jemy tylko co dwie godziny pijemy wywar z warzyw). Ramowy plan dnia i posiłków wygląda następująco:
Po przebudzeniu: woda z cytryną
Z samego rana: medytacja, joga, oddychanie (30 minut)
Śniadanie
Drugie śniadanie
Obiad (zupa i sałatka na drugie)
Podwieczorek
Po pracy 20 minutowa relaksacja 
Kolacja
Przed snem: joga, oddechy, medytacja (30 minut)
‘Wytrwaliśmy’ przepisowe 10 dni i nie było to wcale aż tak wymagające, poza tym jednym dniem z monodietą. Otóż to absolutnie poroniony pomysł, byliśmy głodni i źli, że daliśmy wpuścić się w maliny. Rosołek z warzyw był bardzo smaczny ale było to naprawdę bardzo trudne, nie raz miałam ochotę sięgnąć po coś niezdrowego do jedzenia (co nie przydarzyło mi się ani razu podczas pozostałych 9 dni). No właśnie, to może zacznę od wad:
Jeśli czytając ramowy rozkład dnia złapaliście się za głowę to bardzo dobrze. Kto ma półtorej godziny w ciągu dnia na ‘Oooommmmmmmm’? Serio???!!!! To po pierwsze. Po drugie dziennie należy przygotować sześć posiłków!!!!! Sześć. I codziennie są inne (wyjątkiem jest ‘owsianka pięknej Heleny’, którą jemy przez kilka dni z rzędu ale i tak trzeba ją codziennie przygotować od nowa). Dobrze, że program robiliśmy razem ale nie jest to absolutnie dieta na smaki naszych dzieci więc dodajmy do tego przygotowanie posiłków dla dzieci i zaczynam się zastanawiać jakim cudem w ogóle opuściłam kuchnię w ciągu tych ostatnich dziesięciu dni. To są dwa największe negatywy jeśli chodzi o ten program i główny powód dla którego musiała się wydarzyć pandemia abym znalazła wreszcie czas i chęci aby zabrać się za ten detoks. 
Przepisy są napisane dość chaotycznie i mają błędy. Autorka operuje a to szklankami, a to mililitrami, a to gramami, a to dekagramami, a czasem w ogóle nie podaje ilości. Co do błędów to np. w przepisie na zupę z dyni na liście składników nie ma bulionu/wody, którą zalewa się pieczoną dynię ale w instrukcji jest napisane ‘zalej wodą/bulionem’. Mam też wrażenie, że autorka nie chce tak naprawdę abym ugotowała aż 10 dkg ryżu albo komosy ryżowej. Czasem brak mi informacji np. świeżo wyciśnięty sok z cytrusów (jakich cytrusów, ile tego soku?). Autorka jest ex korpoludkiem, a obecnie szanowaną i popularną nauczycielką jogi. Takie osoby mogą być trochę ‘roztrzepane’, ‘hipisowe’, no takie artystyczne dusze. Ale jednak fajnie by było, jakby ta ex korpo strona osobowości zadbała o dobrze napisane przepisy. 
Dieta nie wykorzystuje w pełni zakupionego jedzenia. Pół świeżego ananasa, pół dojrzałego mango, ‘kawałek’ tofu do sałatki ostatniego dnia itd. a kiedy reszta?  Każdego dnia jest inna zupa, trudno jest ugotować jeden talerz zupy dlatego autorka sama mówi, że zupy są dwie porcje aby można było ją dodatkowo zjeść wieczorem, jeśli człowiek jest głodny. No ale my akurat nie byliśmy głodni. Najpierw gotowałam tej zupy podwójną porcję ale potem wylewałam dodatkową zupę bo ani razu nie czuliśmy potrzeby aby zjeść dodatkowy talerz (jedna porcja jest już i tak dość solidna). Od trzeciego dnia gotowałam tyle zupy ile jest w przepisie i każde z nas miało sporą porcję zupy raz dziennie i to wystarczało. Jednym słowem wygląda na to, że lepiej taki program przeprowadzić z drugą osobą. 
Wydaje mi się też, że dieta powinna być lepiej rozpisana organizacyjnie. Np. jeśli pierwszego dnia w menu jest komosa ryżowa, i trzeciego też to fajnie by było gdyby autorka napisała ‘ugotuj podwójną ilość dzisiaj, resztę wstaw do lodówki, użyjesz trzeciego dnia’. Albo jeśli tego samego dnia na obiad jest zupa z dyni oraz pieczony burak w sałatce to dlaczego nie napisać ‘upiecz buraka i dynię’ tylko to pieczenie jest w dwóch osobnych przepisach, można przeoczyć. 
Po przeczytaniu tego wszystkiego pewnie pomyślicie, że zaraz napiszę aby trzymać się od tej książki i programu z daleka. Otóż nie. Oto pozytywy:
Dieta faktycznie opiera się tylko na jedzeniu, nie ma dziwnych olejów do picia na czczo, nie ma żadnych pigułek, proszków ani mikstur. Produkty użyte w diecie są szeroko dostępne, nie ma dziwnych ‘wynalazków’, super egzotycznych owoców itd. Same przepisy są mało skomplikowane, nie trzeba robić własnego mleka z migdałów ani nic z tych rzeczy. No i teraz chyba najważniejsze, w 90% jedzenie nie tylko jest zjadliwe ale wręcz pyszne. Przez te 10 dni jedliśmy naprawdę smacznie. Poza tym, oprócz tego dnia z niefortunną monodietą nie chodziliśmy wcale głodni, nie ciągnęło nas do słodyczy czy słonych przekąsek. Porcje są znaczne. Uważam to za dużą zaletę. 
No i oczywiście taka dieta przyniosła efekty, i to naprawdę spore. Nie chcę się tutaj specjalnie rozpisywać jak bardzo źle się odżywiałam wcześniej a jak detoks  fantastycznie wpłynął na moją cerę, kondycję, zdolność koncentracji, poziom energii itd. Faktycznie, dieta zrobiła nam to co obiecała i oczywiście jesteśmy z tego powodu super zadowoleni. Jest natomiast jedna rzecz, która mnie zaskoczyła. 
Otóż przez trzy tygodnie zanim zaczęliśmy detoks robiłam dość intensywne treningi cztery razy w tygodniu, z cyklu ‘śmieszne ruchy w ogrodzie’ a po profesjonalnemu HIIT. Nie zobaczyłam niemal żadnych efektów, pewnie dlatego, że przy okazji dużo też jadłam. W ciągu 10 dni detoksu wysikałam 3 kilogramy. I tak, nie że straciłam, ale właśnie wysikałam. Nie sądziłam, że mam aż tyle zatrzymanej wody w organizmie. Szok! Przed przejściem na dietę zważyłam się, ale żałuję bardzo, że nie zmierzyłam obwodów tu i ówdzie. Po ciuchach nie mam co sprawdzać bo ciągle chodzę w dresach. Ale zmieniły mi się rysy twarzy a cellulit na udach (który mam masakryczny, pokaźna 70 letnia Niemka na promenadzie latem w Świnoujściu ma mniejszy ode mnie) zmniejszył mi się dosłownie o 50%!!!! I to był dla mnie szok. Dobrze wiedzieć, że chociaż część tego paskudztwa to cellulit wodny a nie tłuszczowy. Dodatkowo mam poczucie, że wysmuklałam. Woda zeszła i jakby zaczęło być widać efekty wcześniejszych treningów choć na czas detoksu je zawiesiłam (wracam do nich jutro). Jednym słowem to najlepsze wysikane trzy kilogramy jakie straciłam. 
Druga rzecz, która bardzo mi podpasowała to poranna joga w ogrodzie. Oczywiście nie miałam czasu na półtorej godziny ooooooommmmmm dziennie (po prawdzie autorka pisze, że jak nie mamy aż tyle czasu, to spróbować zrobić tylko 10 minut w wybranych porach) ale korzystając z okazji, że nie wstaję obecnie o 5:40 i nie jestem w pociągu o 6:55 (chlip, chlip tęskno mi trochę) zaczęłam schodzić do ogrodu na dziesięciominutową sesję. Wstaję rano, jak mam szczęście to całe towarzystwo jeszcze śpi. Piję wodę z cytryną z termosu przygotowaną dzień wcześniej, myję zęby i twarz, zakładam kontakty, ubieram się w strój do jogi i idę na dół. Rozkładam matę na Mostku Kapitańskim (drewniany podest w ogrodzie, który w zeszłym roku zrobił nam Pan Kapitan), ustawiam 10 minut w zegarku i robię sobie Powitania Słońca. Świetna sprawa. Polecam. Absolutnie! W salonie, na balkonie, w ogrodzie zaczynajcie dzień od jogi! 
Nie sądziłam, że ja osoba bardzo mięsożerna, która bekon dodaje do wszystkiego, wytrzymam na diecie wegańskiej. Mało tego, nie sądziłam, że mój mąż wytrzyma. W ogóle byłam zaskoczona, że chciał robić detoks ze mną, bo ja go wcale ale to wcale nie namawiałam. Dzisiaj mamy dzień ‘między dietami’ bo plan Amelii zakłada pewne przygotowania dzień wcześniej, a ja nie chciałam tego robić wczoraj będąc na ostatnim dniu detoksu (te sześć posiłków dziennie). Na śniadanie będą więc jajka, na obiad spaghetti a na kolację domowa pizza. Oprócz tego będę piec domową granolę, zrobię pikantną posypkę z nasion i pestek do sałatek i ukręcę buraczany hummus. 
Podsumowując uważam, że Happy Detoks to program dobry na pandemię. Myślę też, że to jest dobry program dla kogoś kto może sobie wziąć dziesięć dni urlopu i zrobić go we własnym domu zamiast np. jechać na jakiś drogi ‘oczyszczający’ turnus. Natomiast nie mam bladego pojęcia jak miałabym ten program przeprowadzić w zwykłych okolicznościach kiedy jestem poza domem od 6:40 do 17:30. Zazwyczaj kiedy kończę jakąś dietę, to nie mogę się doczekać, aż zjem coś czego mi brakowało. Tym razem nie mogłam się doczekać, aż przestanę być niewolnikiem własnej kuchni :). 
I na koniec mam jeszcze taką dygresję aby było jasne Theli 😉 Nie wierzę w żadne diety cud, a szczególnie w diety oczyszczające ani lewatywy ani cudowne zioła czy herbatki ani plastry odtruwające na stopy. Nie wierzę w żadne ‘złogi’ w jelitach. Wszak jak pacjent idzie na kolonoskopię to po lekkiej kolacji dzień wcześniej lekarz może sobie spokojnie jelita obejrzeć, nie ma tam żadnych ‘wieloletnich złogów’. Uważam, że nasze ciała całkiem dobrze sobie radzą z wydalaniem tego, co nie jest im już potrzebne. Mamy nerki i wątrobę, które są za to odpowiedzialne. 
Ale z drugiej strony nasz obecny styl życia i jakość jedzenia (oraz terror big food) sprawiają, że nasze organizmy często są przeładowane i nasz wewnętrzny system oczyszczania jest zbyt obciążony. Stąd wypryski, ziemista cera (skóra też jest ważnym organem oczyszczającym), matowe włosy, cellulit wodny, wzdęcia, zaparcia, brak energii itd. Naprawdę zazdroszczę osobom, które naturalnie zdrowo jedzą i jedzą ‘w sam raz’. Ja do takich osób nie należę. I choć doskonale rozumiem, że ‘dieta’ nie rozwiąże moich problemów, że tu trzeba zmienić ‘lajfstajl’ to pomimo wysiłków przegrywam póki co tą walkę. Tak jak napisała Krystyna, zdrowe jedzenie jest łatwe jak się już wpadnie w rytm. Mam cichą nadzieję, że po Happy Detoks i kolejnych dziesięciu dniach z Amelią wpadniemy w taki rytm, szczególnie, że w obecnej sytuacji każdy dzień jest bardzo przewidywalny więc łatwiej jest wypracować sobie jakiś system a potem go zaadaptować jak powoli zaczniemy wracać do normalności. 
Życzę Wam fajnego tygodnia! 
p.s. Przypomniała mi się jeszcze jedna sugestia na czas kwarantanny. Kiedyś pisałam już o tym, że chciałabym rzadziej myć włosy ale nie mogę, bo nie lubię pokazywać się ludziom z tłustymi włosami. Otóż w kwarantannie myję włosy co trzy dni i mam nadzieję, że na dłuższą metę sprawi to, że moje włosy będą się mniej przetłuszczać. A okres przejściowy godnie spędzam w domu. 
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
5 lat temu

O rany! No mam nadzieję, że będziesz zadowolona z mojej rekomendacji. My właśnie skończyliśmy 10 dni z Amelią i to był super pomysł na strategię 'wyjścia' z detoksu.

5 lat temu

Parę lat temu zrobiłam sobie te słynne badania Imupro w Poznaniu, potem umówiłam się na konsultację telefoniczną z dietetyczką, która współpracowała z tym instytutem. To była totalna porażka. Wysłała mi 'dietę' pełną (ale to pełną) suplementów i tabletek. Ale myślę, że dobrego specjalistę można znaleźć. Naprawdę chwalę sobie książki Amelii Freer (ona jest dietetykiem) ciekawa jest też książka Dr Megan Rossi właśnie o wpływie flory bakteryjnej jelit na mózg. Ona właśnie fajnie tłumaczy badania naukowe w tej dziedzinie na prosty język.

5 lat temu

Theli, ja od pół roku medytuję codziennie i faktycznie przychodzi mi to bardzo ciężko.

5 lat temu

Nordstjerna, to 'ommm' to wcale nie miało wyjść pobłażliwie, po prostu określenie na wszystko co jest związane z relaksacją, jogą, medytacją itd. Ja w dalszym ciągu zaczynam dzień od jogi i sobie bardzo chwalę. Zgadzam się, że są różne rodzaje jogi, także różne abominacje związane z jej popularnością. Nie chciałam podejść do tego stereotypowo. Wydaje mi się jednak, że np. jak totalny neofita pójdzie na zumbę czy aerobik to spoci się jak świnia, a żeby spocić się jak świnia od samego oddychania to trzeba chyba jednak być trochę bardziej zaawansowanym? A co do tej nauki to nie do końca się zgadzam. Oczywiście jest w tym trochę racji, wystarczy przytoczyć kontrowersyjne badania nad szczepionkami ale nie w każdej dyscyplinie naukowej takie naciski są a poza tym trudno mi sobie wyobrazić by nagle okazało się, że naukowcy (sowicie opłacani przez koncerny) ogłosili, że papierosy albo alkohol są jednak super zdrowe. Chodzi o to, że zwykli ludzie nie za bardzo potrafią czytać wyniki badań, tak jak Theli opisała to zgrabnie powyżej. Np. jakiś polityk (chyba Gowin) ogłosił, że w Polsce wynaleziono test na koronę, który jest w 100% skuteczny, nie ma świecie testu, który jest w 100% skuteczny. Dla gawiedzi różnica między 100% a 99.9% nie istnieje, w nauce wygląda to nieco inaczej.

5 lat temu

No bo jest nudna 😉 O ile ćwiczenia są fajne, potrafią dać w kość, to cały czas nie jestem w stanie zrozumieć/zaakceptować, po co mam przy tym medytować, a na końcu leżeć przez 10 minut – jak dla mnie to strata czasu 🙂

5 lat temu

Theli, masz rację, ale tu chodziło o coś zupełnie innego 🙂 Padło wyłącznie słowo "nuda" (czyli moje osobiste odczucia) i chciałam tylko wytłumaczyć Nordstjernie co miałam na myśli 😉

5 lat temu

Joga jest dobra, gdy masz jakiekolwiek problemy za zdrowiem (chory kręgosłup, zwyrodnienia w kolanach itp.) i nie wolno biegać, skakać, dźwigać itp. Poprowadzona przez dobrego nauczyciela zadziała, a przynajmniej nie zrobi więcej szkód. Podobnie jak pilates.

5 lat temu

Theli o wiele ładniej ubrałaś w słowa to co sama chciałam przekazać 🙂 Ostatnie zdanie w samo sedno. Gdy stosujemy dietę (jakąkolwiek) to w końcu zaczynamy pilnować tego co jemy. Ale pozytywny efekt po takiej diecie bez podstaw, dla wielu jest dowodem (przez przykład, ale kto by się tam martwił:)) na szkodliwość glutenu na przykład.

5 lat temu

Dietetyka jak najbardziej ma podstawy naukowe, tylko problem z nią jest taki, że rzadko daję odpowiedzi zero-jedynkowe, takie, jakby większość chciała, a wyniki trzeba umieć czytać, a nie robić z nich tytuły tabloidowe.
Na przykład: naukowiec bada zawartość składnika A w kilku produktach i stwierdza, że jest go najwięcej w 1, trochę mniej w 2, a prawie wcale w 3. I każdy umiejący czytać tak to czyta. Natomiast dietetyk-neofita-tabloidowiec przeczyta: 1 jest najzdrowsze! Jedz codziennie tylko 1! Zapomnij o 3.
Nie pamiętając przy okazji, że być może 1 to coś bardzo drogiego, sprowadzanego z daleka, a 2 i 3 to lokalnie występujące popularny składnik.
Podobnie z zależnościami. Wiele osób po przejściu na dietę np. bezglutenową chwali się, że schudło i lepiej się czuje, ale być może nie jest to zasługa glutenu tylko tego, że ta osoba zaczęła jeść więcej warzyw i ogólnei mniej kalorycznie.

5 lat temu

Nastolatka wyższego ode mnie o 10cm i ze stopa w rozmiarze 44 🙂
Znalezienie specjalisty to chyba nie jest zły pomysł, mamy takich w PL, to i w UK znajdziesz. Znajomy z pracy jakiś czas temu stwierdził, że z żoną chcą się profesjonalnie poodchudzać. Dietetyk ustawił im odpowiednią dietę, a wcześniej zrobił porządny wywiad i nie tylko ze stanu zdrowia, ale też z przyzwyczajeń, z tego, co lubią, czego nie. Albo tego, że rano nie mają czasu na śniadanie, ale za to lubią po pracy razem gotować i mają na to czas.

5 lat temu

Haha, kupiłam i do tego jeszcze książkę Kate Atkinson, na która czaiłam się od jakiegoś czasu, ale Amazon miał jakieś problemy, żeby mi ją sprzedać 😉 Chyba zostanę oddaną fanką Bookdepository 😀

5 lat temu

Dziękuję za podpowiedź, zastanowię się nad kupnem 🙂

5 lat temu

Tak, u mnie to Cross Fit. Przez wiele lat (co ja piszę, od gimnazjum!) byłam przekonana, że sport to najgorsza rzecz jaką można robić z własnej woli 🙂 Zmądrzałam kilka lat temu i najpierw zaczęłam grać w squasha – fajny pomysł na start, bo jest to wyczerpujący i jednocześnie towarzyski sport, więc jest sporo zabawy, co zdecydowanie motywuje. Ale to nie było to, nie chciałam się "szkolić" i w końcu straciłam zapał. Potem przyszedł czas na basen i naukę pływania… i znowu: lubię, ale to nie to. Próbowałam biegać, odpuściłam szybko. I dopiero cross fit wkręcił mnie tak bardzo, że nie umiem sobie wyobrazić by przestać! Wręcz przeciwnie. Ale swoje musiałam się naszukać…

5 lat temu

Jest spora różnica między jogą, a crossiftem na przykład. To zupełnie inny rodzaj ćwiczeń. Nudzę się również podczas biegania bo jest monotonne.

Joga jest wymagająca, ale statyczna, a ja po prostu nie ustoję w miejscu, to mnie po prostu nie kręci, nie motywuje do wykonywania tej aktywności. Lubię dynamiczne ćwiczenia, z obciążeniem, pełne ruchu i urozmaicenia. Więc dla mnie joga jest nuda, nie wiem co w tym złego 🙂 Nie jest to równoznaczne z zaprzeczeniem, że jest to ciężka i wyczerpująca forma aktywności.

5 lat temu

Dzięki, ale z tym zdrowym jedzeniem, to u mnie bardziej w teorii niż w praktyce, no ale staram się.
Czytałam, że jest sześć białek, które występują tylko w mięsie i nie da się ich zastąpić żadną soją. Znam kobiety (i mam tu na myśli nie tylko Phoebe z Przyjaciół), które w czasie ciąży z zalecenia lekarza wyłączyły wegetarianizm – z powodu anemii.

Och, paleo do mnie bardzo przemawia, tak jak bieganie boso – ale tylko teoretycznie 🙂

5 lat temu

Hmm… Nauka, naukowe, naukowcy, badania – odmieniane przez wszystkie przypadki.
A kilka komentarzy niżej pojawiają się koncerny, które mają kasę. Na wszystko, na opłacanie badań również. I przykład na to, jak zmieniały się w ciągu ostatnich lat opinie (naukowców) na temat jajek. A można by jeszcze wymieniać np. margarynę, kawę, mięso, tłuszcze i całą furę innych produktów. A to tylko ułameczek.
Kilka dni temu zadałam mojej znajomej naukowczyni pytanie prostej baby (którą w istocie jestem): czy istnieje coś takiego, jak nauka niezależna i obiektywna? I otóż jej odpowiedź była najpierw pewnym unikiem, a potem, no cóż, musiała sama przyznać, że finansowanie wymusza choćby tematykę badań, a wyniki są rozmywane.
Pozostawię to bez komentarza.
Zaś co do jogi i medytacji, to widzę, jak stereotyp goni za stereotypem. "Ooommmm…" . I nudna joga, przy której delikwent się nie rusza. Kto Wam naopowiadał takich rzeczy?!
O jodze Ashtanga na pewno słyszałyście. Wycisk jakich mało. Ćwiczenia oddechowe – bywają tak wyczerpujące, że trzeba się po nich udać pod prysznic. A są też takie, które nie mają żadnego filozoficznego podtekstu, za to bardzo pomagają np. astmatykom, których ostatnimi czasy nie brakuje (dla zainteresowanych – gimnastyka oddechowa Strielnikowej). I medytacja. Zaraz tam "ommmm"! Dzierganie też może być medytacją, pozwala bardzo skutecznie wygładzić natłok myśli i skierować uwagę na coś innego, niż medialny chaos i sianie paniki.
Z czasem i jego znajdowaniem to wszyscy mamy chyba problem.
A może warto zamiast napiętego grafiku (bo trzeba się rozwijać, rozwijać, rozwijać!) czasem usiąść na schodach i pogapić się na taniec godowy pająków pogońców? One mają czas 😉
Temat samej diety zostawię, bo jedzenie wzbudza w dyskutantach tak gwałtowne emocje, jakby była to wręcz wojna religijna, a dosyć już mamy podziałów i konfliktów wzniecanych przy każdej okazji. Zresztą cały ten wirus to też w moim odczuciu perfidna próba podzielenia ludzi nawet w rodzinach.

5 lat temu

Ha ha, am więcej czasu bo nie muszę dojeżdżać. Nauczam na wyższej uczelni i poprzez to że studenci teraz już tylko kończę swoje programy komputerowe, ja mam mniej wykładów, choć tak czy inaczej muszę być available w godzinach.

5 lat temu

Rany, to Ty już masz nastolatka? Mnie się wydaje, że częstość mycia może też zależeć od typu włosów. Prostym codziennie mycie chyba służy ale kręconym odwrotnie.
Z tymi książkami to masz rację. Niestety teraz bardzo łatwo stać się wyrocznią, wystarczy, że masz ileś tam obserwujących na Insta i już do drzwi puka wydawnictwo, że może by tak książkę, pokusa jest na pewno duża. Trzeba uważać, jak dobiera się autorytety. Ja sobie pomyślałam, że 10 dni takiej diety na pewno mi nie zaszkodzi (właśnie dlatego, że nie ma tam pigułek i żadnych innych dziwności).
A z tym braniem się za coś na 100%? wiesz, to zazwyczaj strasznie upierdliwe jest. Ja chyba potrzebuję jakiegoś bata (jak właśnie rozpisana dieta) bo jak mam sama kombinować to zawsze wracam do starych nawyków. Musiałabym może znaleźć jakiegoś specjalistę, takiego od diety ale i od głowy, bo to chyba w głowie mam problem. Tylko gdzie takiego znaleźć?

5 lat temu

🙂 ja zauważyłam, że jak nie zjem czegoś słodkie jednego dnia, to drugiego i trzeciego itd. mam mniejszą ochotę na słodkie, a jak nagle zjem batona to koniec, idzie jak lawina. No i żeby nie podjadać nie mogę być głodna. Staram się staram, zobaczymy czy zostanie to ze mną na dłużej.

5 lat temu

O rany, jesteś chyba pierwszym nauczycielem, który mówi mi, że ma więcej czasu odkąd zaczęło się nauczanie online. Ci których znam mówią coś dokładnie odwrotnego, no ale to w Polsce, może tam jest inaczej.
Ja też dużo więcej gotuję, praktycznie wszystkie nasze posiłki, bo jedzenie na wynos też nie zamawiamy, i jakoś nawet mniej jemy gotowców do mikrofali. Żeby tylko przekąszanie się skończyło i wcale nie byłoby tak źle.

5 lat temu

Jeśli w miarę znasz angielski to naprawdę polecam Ci tą książkę Amelii, jest na bookrepository https://www.bookdepository.com/Nourish-Glow-10-Day-Plan-Amelia-Freer/9780718187231?ref=grid-view&qid=1588514657574&sr=1-2 to jest właśnie program dla osób zapracowanych, gotujesz w zasadzie tylko raz dziennie, po południu, i np. na kolację gotujesz podwójną porcję, drugą porcję jesz następnego dnia na lancz itd.

5 lat temu

O rany, ale dyskusja! Wszystkie macie rację. Czajko, jak patrzę na Ciebie to na pewno jesz same zdrowe rzeczy i to widać. Co do grup pokarmów to mięso jako tako nie jest grupą pokarmów (białko może pochodzić z roślin ale nie zrozum mnie źle, nie jestem zwolenniczką weganizmu i tak czytałam. o wynikach u Brahdelt), chodziło mi o diety, które np. wykluczają węglowodany (typu dieta kwaśniewskiego albo paleo).
I do Was wszystkich, uważam, że dietetyka jak najbardziej ma podstawy naukowe, dzieją się bardzo ciekawe badania, ja np śledzę uważnie co robią teraz w King's College tam są ciekawe badania na temat flory bakteryjnej jelit oraz tego jak jedzenie wpływa na nasze samopoczucie. Natomiast z dietetyką jest ten problem, że: mamy wielkie koncerny 'big food', w których interesie jest aby karmić nas źle, tanio i uzależnić od swoich produktów, ponadto każdy może być 'dietetykiem', chodzenie do dietetyka stało się modne ale kwalifikacją mają oni różne i wreszcie faktycznie na pewne diety czy wykluczenia panuje moda. Kiedyś np. popularne były diety niskotłuszczowe, teraz mówi się, że niektóre tłuszcze są bardzo zdrowe, no ale ten cukier teraz itd. Generalnie należy jeść nie za dużo, różnorodnie i jak najmniej przetworzonej żywności (i tutaj wszystkie wegańskie 'udawanki' typu wegańskie kiełbaski albo ser chyba odpadają). Problem w tym, że dla niektórych to jest bardzo łatwe, a dla niektórych trudne.

5 lat temu

Ah jak to wszystko fajnie brzmi, też bym tak chciała i Ci zazdroszczę. Wiem, że można ale jakoś u mnie najczęściej sprawy zdrowotne i żywieniowe spadają na ostatnie miejsce na liście, bo jak już opędzę pracę, dzieciaki i 'życie' to wolę porobić coś kraftowego a jedzenie raczej przy okazji, no i tak to się potem kończy. Z pewnością ten 'detoks' nie jest dla 'normalnych ludzi', którzy nie chcą stać cały czas w kuchni (teraz jesteśmy już na tydzień na programie Amelii i spędzam 1/3 czasu w kuchni). Też bym chciała zaleźć swój sport, u Ciebie to chyba cross fit? Yoga jest fajna rano, udało mi się to utrzymać ale jogowa jako tako nie jestem, lubię się zmęczyć.

5 lat temu

Theli, i pizzy i makaronu 😀

5 lat temu

A gluten jest fajny, bez niego nie byłoby takich fajnych chlebów i buł 😉

5 lat temu

Trochę podziwiam, Cię, że gdy za coś się bierzesz, to w 100%. U nas na pewno nie przeszłaby dieta dokładnie odwzorowana z książki, za dużo zmian byśmy wprowadzili 😉 Inna sprawa, że nigdy nie czuliśmy potrzeby odchudzania się 😉 Jemy zdecydowanie lepiej i zdrowiej niż 15 czy 20 lat temu, ale są to zmiany ewolucyjne, a nie rewolucyjne.
Ale tylko trochę. Bardzo nie lubię, gdy laicy/celebryci neofici piszą książki-poradniki. Fajnie, że dzielą się swoimi doświadczeniami, co im wyszło w życiu, ale jestem bardzo daleka od stosowania ich rad. Dotyczy to zarówno aktorek piszących o wychowywaniu dzieci po jednym dziecku, jak i domowych dietetyczek. Weź pod uwagę, że przepisy, które podają są bardzo ograniczone tym, co same lubią. Na przykład mogą nie lubić ryb, więc w ogóle o nich nie piszą. A każdy szanujący się dietetyk na pewno by to ujął. Albo wszystko posypują kolendrą, choć można by czasami użyć koperku.
Jako książki kucharskie, inspiracje ok, ale jako jedyny poradnik i wyrocznia – nie.
Co do mycia włosów: właśnie dałam mojemu nastolatkowi, który lubi długie włosy radę, by pamiętał, by włosy nigdy nie wyglądały na tłuste. I nigdy nie wyglądały na umyte 🙂
Sama niedawno przeszłam na codzienne mycie i jest to jedna z lepszych moich decyzji. Przez lata wmawiałam sobie, że za często nie mozna, bo niszczy, bo przetłuszcza, ale teraz jest mi zdecydowanie lepiej.

5 lat temu

Jest taka książka Człowiek i błędy ewolucji i tam miedzy innymi tłumaczą, dlaczego niektóre zwierzęta mogą jeść tylko jedna karmę i mieć wszystko, co trzeba (bo potrafią sobie same resztę wyprodukować), a człowiek nie (bo rozpuścił swój organizm tym, że dostarcza mu składniki w żywności i organizmowi odechciało się samemu je produkować).

5 lat temu

Dobrze dla Ciebie! Mam nadzieję, że pomoże, tak jak chcesz :).

Testowałam intermitten fasting w Wielki Post i odstawiłam słodycze, stwierdziłam, że to jest wszystko, na co dam radę w poście, to powinnam chociaż tak uczestniczyć. I muszę powiedzieć, że efekty były zauważalne. I jakoś łatwiej mi się pilnowało zegarka niż talerza (plus my dosyć zdrowo jemy). Także polecam dla zalatanych lub leniwych. Teraz ćwiczymy dużo, jednak stres trzeba jakoś odreagowywać.
Mój mąż też próbuje przyzwyczajać skórę głowy :D.

5 lat temu

Zgadzam się z Marzeną; trzeba poprostu jeść z głową, choć mam swoje zdanie na temat cukrów (włączając również owoce) ale nie będę się tutaj wyżywać.
Byłam weganką 4 lat czy jakoś tak i bardzo mi to służyło. W ciąży zaczęłam pragnąć steka i tak już mięso zostało (choć w większości to ryby i warzywa). Oprócz jajek od moich dziewczyn, nie jem nabiału z wyboru. Poprostu nie lubię.
Chyba wszystkie te diety to trochę takie sterowanie w kierunku jedzenia mniej śmieci. Jak cie się chce to fanie, zwłaszcza że jest to skoncentrowane na zdrowym odżywianiu, nie pigułkach, lekach etc.
Ale wiecie co, nie zgodzę sie z tym że jelita się nie zaśmiecają. W zależności od diety to naprawdę kolonik (nie mam pojecia po polsku) nie jest zły, może poóc zwłaszcza gdy masz problemy ze skórą, cellulitem etc. Nie wgłebiam się w szczegóły 😉
Swietnie, że widzisz efekty 🙂 A wiesz, to picie wywaru bardzo przypomina mi francuski sposób na utrzymanie sylwetki. Moja francuska koleżanka zawsze to robi, co tydzień albo cały weekend.
Ja gotuję codziennie i lubię stać przy garach ha ha. Przy UK lockdown, jako że uczę teraz online, mam jeszcze więcej czas na wyżywanie sie nad garami.
Pozdrawiam – fajny post Pimposhko:-)

5 lat temu

Ange76 – może nie powinnam pisać "niewiele", bo dużo na pewno wiemy (w porównaniu z taką sową na przykład, chociaż właśnie to ona lepiej się odżywia niż przeciętny człowiek). O ile natomiast w pełni wierzę w postęp w dziedzinie leczenia zębów czy leczenie złamań, to dietetyka nie jawi mi się już tak optymistycznie – za dużo widziałam różnych zawirowań – proste jajka przechodziły na moich oczach chyba trzy fazy – najpierw były zdrowe, potem bardzo niezdrowe, teraz znowu są zdrowe (tak mi się wydaje). Podobnie było z tłuszczem, cukrem, mlekiem, itd.
Na ten mętny obraz na pewno nakładają się media, producenci żywności, oraz to, że mnóstwo osób zajmuje się żywieniem amatorsko – głosząc "prawdy" bez żadnych podstaw, ale wydaje mi się, że sama dietetyka jest trudna (podobnie postrzegam naszą wiedzę w zakresie dermatologii – bardzo słabo), bo jakiś elemencik w marchewce (na przykład) działa dobrze na jakiś nasz organ, a już na całkiem inny w ogóle niedobrze, czego już nie widać, albo widać, ale nikt tego nie wiąże z marchewką. Nie mówiąc o tym, że jeżeli nie jest zanurzony w tłuszczu, to jakby go nie było. Tych zależności są miliony i trochę się chyba w tym miotamy. No ale takie jest tylko moje amatorskie wrażenie. Uważam, że gdyby było w tej dziedzinie jasne, to nie byłoby w ogóle dyskusji, tak jak nikt nie dyskutuje w temacie mycia zębów na przykład (w uproszczeniu).

I żeby nie było – ja też w młodości stosowałam kilka diet, na ogół skutecznych (bo wszystkie ograniczały ilość jedzenia, więc cudu nie było), dopiero z wiekiem zaczęło mi się to wszystko mieszać i zaczęłam zgłębiać trochę temat – skąd się te diety biorą, dlaczego mają takie wzięcie i o co chodzi 🙂

I bardzo dobrze rozumiem karierę słowa "detoks" – każdy rozsądny człowiek przecież chciałby się odtruć i pozbyć toksyn. 😀

5 lat temu

Ange76 Nazwałam dietetykę mętną, bo w porównaniu z innymi dziedzinami ta pełna jest niedopowiedzeń i braku dowodów. Tak ogólnie. Zdaję sobie sprawę, z faktu, że prowadzi się badania na ten temat i że mają silne podstawy naukowe. I wtedy z nimi nie dyskutuję, bo ja z tych, którzy nie starają się być mądrzejsi od naukowców 😀 Ale z drugiej strony mamy tysiące diet, pomysłów, przekonań, które takich podstaw nie mają, a mimo to stały się popularne do tego stopnia, że uznajmy je za pewnik i wcielamy w życie.

"Detoks" faktycznie jest super opcją by zacząć! Bo nawet jeśli po 10 dniach będziemy się stosować tylko do połowy ustalonych w nim zasad, to będzie to wielka zmiana 🙂

5 lat temu

Zajrzyj sobie na Dietoterapia Lenartowicz a przekonasz się, że dietetyka potrafi być dziedziną o bardzo silnych podstawach naukowych. Trzeba tylko znaleźć dietetyka, który zamiast chwytliwych haseł operuje wiedzą i badaniami.

Niemniej zgadzam się z Tobą, że odstawianie jakichś grup produktów tylko z powodu mody jest bez sensu. żeby coś odstawić warto mieć potwierdzenie, ze ta rzecz szkodzi.

No i można się po prostu zdrowo odżywiać bez specjalnych diet tak jak Ty to robisz. Czasem jednak taki "detoks" pomaga przejść na jasną stronę odżywiania 🙂

5 lat temu

Jako osoba, która łatwo się zapala do wszelkich planów o rozpisanych harmonogramów miałam przez chwilę ochotę na ten Happy Detoks, jednak potem przeczytałam, co napisałaś o 6 posiłkach i cóż, ja nie jestem w domu z powodu pandemii, tylko normalnie pracuję, wiec jest to dla mnie niewykonalne 🙂 Raz już poległam na diecie, w której było 5 posiłków. Wytrzymałam 3 tygodnie i nigdy do niej nie wróciłam 😉 Pocieszam się, ze poza poprawą cery, nie mam żadnych innych celów żywieniowych, wiec po prostu znowu muszę odstawić cukier, albo ograniczyć się do jednego kawałka ciasta na tydzień. I pamiętać o piciu siemienia lnianego.

Fajnie, ze zobaczyłaś efekty Twojej pracy nad sobą i że tylko 10 dni wystarczyło. Trzymam kciuki za ciąg dalszy z Amelią.

5 lat temu

Czajka, mamy chyba podobne spojrzenie na sprawę 🙂 Ja nie chcę jeść mięsa (nie dlatego, że nie jest zdrowe), ale nie wykluczam żadnych składników tylko dlatego, że ktoś wysnuł jakiś wniosek, bez żadnych naukowych podstaw.

Jem wszystkie składniki – ten okropny gluten (uwielbiam!:)), nabiał, kocham ziemniaki w każdej formie (te to dopiero w Polsce obrywają, jakby w ogóle nie były warzywem! I do tego naprawdę zdrowym:)), nie lubię słodkich rzeczy, ale owocami się zajadam, bez względu na ich zawartość cukru…

Masz rację z tym, że mało wiemy o żywieniu. Dietetyka moim zdaniem jest bardzo mętną dziedziną nauki, ile diet nie ma w ogóle podstaw naukowych! Ale może my po prostu wiemy już wszystko i zaczynamy wymyślać, żeby coś zmienić dla zasady?:)

5 lat temu

Hihi, ja mam trochę uczulenie na detoks, ale niech tam 😀
Przekładam sobie na "zdrowe i skąpe jedzenie" i już, dałam radę przeczytać. 😀
Oglądałam kiedyś w telewizji rozmowę lekarza z pewną (przepraszam za określenie) nawiedzoną fanką oczyszczania i głodówek, myślałam że wyjdzie ze studia, jak lekarz się zapytał z czego się oczyszcza, skoro zdrowo je.

W każdym razie dla mnie, hyhy – nie znam się ale się wypowiem – to oczyszczanie można sprowadzić do normalnego jedzenia, bo generalnie się przejadamy. Te wszystkie hasła i mody jakie się pojawiają hurtowo też sprowadzają się do jednego – odchudzania. Podstawy naukowe mają rachityczne o ile nie żadne.
Piszesz, Pimposhko, że ta dieta nie ogranicza – a jednak nie ma mięsa ani glutenu. Ten gluten to ostatnio też kuriozalny hit w dietetyce. Już słyszałam, że pszenica jest jak narkotyk i uzależnia (no, w sumie jedzenie też uzależnia, więc nie wiem, może w ogóle powinno się nie jeść).
W każdym razie, żeby mój komentarz nie był dłuższy od Twojego postu, moje stanowisko jest takie, żeby nie wierzyć w żadne cudowne teorie, jeść tyle ile potrzeba i różnorodnie. Nie głodzić się, bo to dla naszych organizmów nie jest zdrowe (o, a czytałaś niedawny post Brahdelt, która po diecie wegańskiej zrobiłą sobie badania? – to ciekawe jest).

I w ogóle mnie oszałamia fakt, jak bardzo niewiele wiemy o odżywianiu – badamy, badamy i badamy i do końca nie znamy wszystkich powiązań. Taka sowa na przykład je tylko myszy całe życie i już. Nie ma problemu z jarmużami, detoksami sokami, mięsem czy glutenami. A my jako najbardziej wyedukowany gatunek, nie wiemy co nam służy a co nie. Zabawne.
No i nie byłabym sobą, gdybym nie poleciła Ci książki Wściekłego kucharza o mitach dietetycznych (Wściekły kucharz. Cała prawda o zdrowym jedzeniu i modnych dietach) – bardzo ciekawa, o alkaizowaniu tam chyba też jest. No, ciekawe też jest to, że pracuje (czy pracował) dla producentów żywności, więc jeden rozdział o gotowym jedzeniu czytałam bardzo czujnie.

A tak w ogóle , to cieszę się, że dobrze się czujesz i nabierasz formy i nie chciałabym żebyś odebrała ten mój komentarz jako polemiczny, po prostu uważam, że jeżeli jest możliwość spojrzenia na pewne trendy szerzej, to można spojrzeć szerzej. 🙂

5 lat temu

Ja też nie wierzę w żadne "cuda". Ja ogólnie uznaję tylko to co jest do udowodnienia 🙂 W każdym aspekcie życia, nie tylko w diecie.

Zgadzam się, że jedzenie ma na nas wpływ, bo sama dobrych kilka lat temu (może 6 albo 7?) to przerabiałam. Jestem już teraz w takim momencie, że jem moim zdaniem zdrowo i wartościowo (a od kilku miesięcy głównie wegetarianko), nie mając żalu, nie męcząc się, a wręcz przeciwnie!
Zmieniałam dietę stopniowo, oswajanie swoje musiało potrwać. A powodów miałam kilka. Waga, mało atrakcyjne ciało, problemy z brzuchem, złe samopoczucie…
Ale nigdy nie stosowałam żadnych planowanych diet. Ograniczyłam śmieciowe żarcie, zaczęłam jadać lekko i co najważniejsze – mniej:)
Detoksu więc nie zrobię, bo moja dieta daje całkiem radę (chociaż pewnie nie jest tak poukładana jak ta, o której piszesz), ale przyznać muszę, że taki "detoks" może być dobrym początkiem, zachętą do działania!

No i mimo tego, że lubię gotować w domu, to również nie chciałabym spędzać połowy dnia w kuchni – brakowałoby czasu na cieszenie się z efektów tego zdrowego odżywiania 🙂 Gotujemy codziennie, co prawda mamy trochę więcej zachodu przy braku mięsa, ale nadal mieścimy się w granicy standardowego czasu przygotowywania posiłków.

Powiem Ci, że efekty ćwiczeń widać dopiero wtedy gdy przestaniemy o nich myśleć 🙂 I nawet jeśli nie musimy chudnąć to dobre odżywianie mocno wpływa na to jak wyglądamy. Co sama zauważyłaś!
Ale do jogi mnie niestety nie namówisz 😛 – zanudziłabym się, bo ja po prostu lubię inny typ ćwiczeń (ponad roku temu udało mi się znaleźć swój "sport", wkręciłam się i w końcu przestałam być "ziemniakiem")

Pozdrawiam! Trzymajcie tak dalej 🙂

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x