Trzy książki

Gdzieś w sieci znalazłam takiego mema:

I fakt, coś w tym jest :). Zdaję sobie sprawę, że każdy z nas podchodzi do obecnej sytuacji inaczej. Niektórzy mają ambitne plany, inni po prostu chcą to jakoś przetrwać. Ja jestem gdzieś po środku. Mamy małe dzieci więc ambitnych planów nie ma sensu robić, skończyłoby się to tylko frustracją. Niemniej jednak nie byłabym sobą gdybym jakoś pozytywnie tej sytuacji nie chciała wykorzystać ;). W okolicach początku kwarantanny gdzieś przeczytałam aby teraz gotować to, co zawsze chciało się ugotować ale nie było na to czasu. Czyli gotujemy wszystko to co wymaga wyrastania, skruszenia, marynowania, kwaszenia, nastawiania itd. Stąd pewnie nagle wzięło się masowe pieczenie i brak mąki i drożdży w sklepach. Nie dlatego, że w sklepach nie ma dobrego chleba, ale dlatego, że ‘zawsze chciałam upiec chleb na zakwasie, wreszcie mam czas aby dokarmiać zakwas’. 
Podczas kwarantanny postanowiłam więc spędzić więcej czasu w kuchni. Jak wiecie nie lubię gotować ale obecnie gotować trzeba i to dużo częściej niż zwykle. Dzieci nie jedzą w placówkach, my nie jemy na mieście. Nasza pizzeria w dalszym ciągu dowozi pizzę ale obecnie trzeba na nią dłużej czekać i mają ograniczony wybór składników. Co prawda chleba nie mam zamiaru piec, bo chlebowa nie jestem, ale postanowiłam, że będziemy jeść lepiej i zdrowiej bo ostatnio nasza dieta pozostawiała wiele do życzenia. 
Pogoda sprzyja więc zaczęliśmy jeść sałatki, zamówiliśmy też pudełka z przepisami od MindfulChef (to podobny serwis do tego, o którym wcześniej pisałam tutaj – klik – ale zdrowszy bo bez tony makaronu i ryżu), starsza P. zaczęła próbować nowych warzyw bo mamy czas aby ją do tego zachęcić. A ja postanowiłam nieco podszkolić się w sztuce kuchennej i kupiłam książkę ‘Salt, fat, acid, heat’. O rany! Co to za książka!!!! Coś niesamowitego. Uważam, że najlepiej o książkach kucharskich pisze Liska z bloga ‘White plate’ więc po recenzję z prawdziwego zdarzenia odsyłam Was do niej (klik). 
Na razie przeczytałam rozdział o soli i część rozdziału o tłuszczu i już widzę pozytywny wpływ na moje gotowanie. Nigdy nie czytam książek kucharskich, dla mnie to po prostu spis przepisów, nie interesują mnie historie składników, historie rodzinne, kulinarna przeszłość i tradycja. Ale tutaj, o rany! To jest doskonały podręcznik dla osób, które gotują, nawet dla zawodowych kucharzy. Wiem, że jest też czteroodcinkowy serial na Netfliksie, o tym samym tytule, ale jeszcze go nie widziałam. Gorąco polecam Wam tę książkę, jeśli chcecie podszkolić się nieco w gotowaniu. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału kupiłam sobie świnkę na sól*, o taką:

Główne posiłki faktycznie komponowałam zdrowe i całą rodziną zdecydowanie zaczęliśmy jest więcej warzyw. Ale… z nudów i dla relaksu znacząco zwiększyło się u nas w domu spożycie wina, precelków, sera pleśniowego, ciastek z czekoladą, lodów itd. szczególnie wieczorem, kiedy dzieci już spały a człowiek wreszcie mógł się zrelaksować. Taka nagroda za cały dzień. I choć oboje staramy się ruszać i ruszamy się całkiem sporo to waga zamiast iść w dół, szła w górę. 
Postawiłam więc na radykalne rozwiązanie i od piątku jesteśmy na detoksie. Program pochodzi z polskiej książki Kasi Bem pt. Happy Detoks. O książce przeczytałam parę lat temu (książka została wydana w 2015 roku) na jakimś blogu. Najpierw kupiłam e-buka a potem znalazłam wersję papierową u mamy w domu i przywiozłam ją ze sobą do Anglii. Od dawna miałam ochotę przeprowadzić tą kurację ale nie miałam czasu. A teraz nie dość, że mam czas na gotowanie, to jeszcze mogę codziennie rano pyknąć sobie jogę w ogrodzie (zgodnie z zaleceniami programu). Dzisiaj jest dzień czwarty, kurację kończymy w niedzielę, więc w przyszły poniedziałek zapraszam Was na moją recenzję. 
Jak skończymy Happy Detoks to od razu zaczniemy kolejny program, 10 dni z Amelią Freer. Wiem, że już pisałam o tej książce na blogu. To również dziesięciodniowy program zdrowego odżywiania i jest to najlepiej rozpisana ‘dieta’ z jaką miałam do czynienia. Robiliśmy ten program już trzy razy, część przepisów trafiła na stałe do naszego jadłospisu. Program Amelii jest zdecydowanie mniej restrykcyjny niż Happy Detoks (bo to nie jest detoks) i wymaga zdecydowanie mniej czasu w kuchni. Niestety, w dalszym ciągu nikt nie przetłumaczył Amelii na język polski, a szkoda, bo naprawdę warto. Szczególnie tą i jej najnowszą książkę ‘Simply good for you’ (klik), która jest pełna szybkich, ‘życiowych’ przepisów na zdrowe jedzenie na co dzień. Gorąco polecam wszystkim, którzy nie boją się angielskiego w kuchni i kupują na Amazonie. 
Mam nadzieję, że po 20 dniach takiego zdrowego jedzenia nasze nawyki jedzeniowe znów troszkę się zmienią na lepsze, nie będziemy mieć takiego parcia na cukier i generalnie poczujemy się lepiej. No i jest szansa, że jak skończy się kwarantanna to wejdziemy w swoje dotychczasowe ubrania.  


Oprócz gotowania mam jeszcze inne plany. Dzisiaj kurier przyniósł to:
Do tego zakupu przymierzałam się już od jakiegoś czasu bo dziecko w szkole oznacza maszynę do szycia w domu ;). Decyzję przyspieszył fakt, że może i w UK będzie obowiązek noszenia maseczek (na razie go nie ma) więc nie chciałam zostać z ręką w nocniku bo maszyny się wyprzedały. Czekam jeszcze na materiały i akcesoria (zamówiłam ale mogą przyjść dopiero za trzy tygodnie taki jest popyt) i będę zgłębiać tajniki szycia. Nie usiadłam do maszyny od czasów podstawówki, więc jestem totalnym nowicjuszem. Będę bardzo wdzięczna, jeśli możecie mi polecić jakieś fajne blogi, filmiki instruktażowe albo książki dla takich świeżynek jak ja.
Życzę Wam miłego tygodnia! 
*po angielsku naczynie do przechowywania soli nazywa się ‘salt pig’. 
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
5 lat temu

Oooo, ja już mam za sobą pierwsze maseczki i jest sukces. Teraz zacznę obszywać bliższą rodzinę.

5 lat temu

Moja "świnka" ma na czubku koguta. Na zmianę chcę sobie zakupić świnkę Nigelli Lowson (czy jak to tam się pisze". Jest dość droga ale kiedy szaleć jak nie na emeryturze? Stara maszyna wydobyta, naoliwiona, materiały przygotowane (odzysk) i czekam na przypływ weny.

5 lat temu

Dzięki Marzena 🙂 dobrze wiedzieć

5 lat temu

Dzięki 🙂

5 lat temu

Bardzo lubię Cię czytać. Powodzenia z szyciem. Nie taki diabeł straszny…
No i przez Ciebie nabyłam kolejna książkę 😉

Pozdrawiam serdecznie

5 lat temu

Z tego co wyczytałam to słowo "pig" w Szkockim dialekcie oznaczało po prostu naczynie/słój z gliny 🙂

5 lat temu

Dziękuję Krystyno 🙂

5 lat temu

Oh ten blog jest zacny, już wrzuciłam do listę, dziękuję!

5 lat temu

Dzięki! Na pewno pokażę efekty, jak już jakieś będą. Na razie zbieram materiały i czekam na gadżety bo nie mam szpilek ani dobrych nożyczek.

5 lat temu

ha ha Theli, spoko, to nie taki detoks, rozum mam. Przeczytasz w poniedziałkowym poście.

5 lat temu

No dom nad wiekszością mieszkań ma tą przewagę, że nie tylko ma ogród ale ma te górę i dół ;). Nawet te schody teraz są całkiem użyteczne. Szlaczki???!!! Tak było za moich czasów. Przypomniałaś mi, że mam napisać posta o programie nauczania w Angielskiej szkole. My też trochę bawimy się w szkołę to mam nawet większe pojęcie, co oni w szkole robią. My wieczory zazwyczaj jednak przed telewizorem, albo kompem.

5 lat temu

Moździerz też za mną chodzi 🙂 ale nie wiem, czy znajdę na niego miejsce. U nas z ta solą było dokładnie tak samo, jedzenie okazało się smaczniejsze i wcale nie bardziej słone. Magia!

5 lat temu

Pisali na BBC, że w Niemczech trzeba już nosić, u nas na razie nie wydano decyzji, ale chyba dzisiaj coś tam zalecą raczej niż nakażą. Myślę, że u mnie przydałaby się taka do pociągu.

5 lat temu

Ja też nie wiem, dlaczego akurat 'świnka' może kiedyś bardziej przypomniały świnkę i nazwa została? Widziałam Twoje maseczkowe poczynania na blogu. Ja jeszcze czekam na przybory do szycia, może w przyszły weekend odpalę maszynę? Ta ma podobno jakiś film instruktażowy na DVD to może obejrzę najpierw.
Na początku mieliśmy spore problemy z zaopatrzeniem, my mamy dostawy online i trudno je było zabukować a jak już się udawało, to przychodziła połowa tego co zamówione. Teraz już sytuacja się unormowała więc w kuchni można szaleć, jeśli oczywiście nastrój pozwala.

5 lat temu

No właśnie ja mam problem z tym jedzeniem 'akurat', niby dużo gotuję, niby zdrowo, niby rozumiem, że to 'lajfstajl' a nie 'dieta' ale jakoś mi to nie wychodzi 🙁 Z drugiej strony przecież tyle lat temu rzuciłam palenie i absolutnie sobie nie wyobrażam aby zapalić papierosa, czemu nie mogę tak z pizzą? Posta jedzeniowego bardzo chętnie u Ciebie przeczytam. Ochrzan u Ciebie widziałam, powiem szczerze, odkąd zostałam mamą jeszcze nigdy tak nie zazdrościłam bezdzietnym jak teraz 🙂 Dzięki za namiary na madeeveryday, mnie podobają się maseczki, z tego drugiego wzoru, a'la Scorpion z Mortal Kombat 🙂

6 lat temu

Do odważnych świat należy.Maszyna do szycia to taki niezbędnik ,sama się przekonasz a jeszcze przy maluchach!Dla mnie pomocne są filmiki Burdy ,książki Leśniaka ale jest też wiele innych publikacji.Osobiście wolę książkę.Mam poradnik Burdy i to jest mój ukochany pomocnik.Co do zdrowego żywienia to tylko Ci przyklaskuję i trzymam kciuki żebyś długo zdrowe potrawy w swojej kuchni gotowała bo to nie jest dużo pracy jak już się wpadnie w rytm.Jak już skończy mi się w głowie książka kucharska to wtedy sięgam po fachową literaturę i znowu mam pomysły.Podobają mi się twoje podejście do wielu spraw.tak trzymaj.Pozdrawiam Krystyna

Też jestem nowa w szyciu. Mogę polecić książkę Jan Leśniak O szyciu, ma jeszcze 2 książki. Intensywnie Kreatywna na Youtube miała podstawy szycia. Jeszcze blog.joanka-z.pl.

6 lat temu

Bo teraz chyba na odchudzanie się mówi detoks. I na zdrowe żywienie. 😀

6 lat temu

Moja maszyna juz ma kilka lat, ale praktycznie jest jak nowa;-) To juz moja druga, na ktorej stosuje triki naumiane w dawnych czasach na maszynie mamowej. Teraz w ramach czasu na rozwoj ekhm… nie wiem jakiego rodzaju, postanowilam przeczytac dokladnie instrukcje obslugi – ostatnie szycie maseczek (nie bylo obowiazku, wiec chcialo mi sie) poszlo niezle, jednak chcialabym i maszynie i sobie zapewnic spokojniejsze zycie, a do tego niestety potrzeba troche wiecej niz intuicji.
A dzis akurat kolezanka podrzucila mi skrawek radosnie kolorowego materialu, wiec czuje sie jeszcze bardziej zmotywowana.
To trzymam kciuki za Twoje przygody z tym swietnym wynalazkiem!

6 lat temu

Ej no, Pimposhka, taka mądra kobieta, naukowiec, a pisze o detoksie? 😉
Tu masz fajny artykuł https://www.crazynauka.pl/detoks-sokowy-i-usuwanie-zlogow-lewatywa-dlaczego-to-nie-moze-dzialac/

6 lat temu

Serial jest rewelacyjny, chyba zamówię tę książkę jednak, już się przymierzałam po recenzji na white plate, ale jakoś zapomniałam. Plus nie chciałam płacić Amazonowi przed Bookdepository :D.

No my z dzieciakami, to mamy przede wszystkim ambicję nie zawalić pracy i zmusić ich do jakiejś pracy rozwojowej. Jakoś się to kula, nie ma tragedii, nawet fajnie jest mieć trochę kontroli nad ich edukacją, bo mają głodne intelekty i potrzebują mniej przedszkolaczkowania. Jakoś łatwiej się mojemu synowi uczy pisać na pisaniu imion postaci z Hobbita, czy odtwarzaniu komiksów/rysunków z opakowań zabawek niż na szlaczkach.
Wróciłam do pieczenia chleba ;). Ale głównie dlatego, że nie lubię specjalnie starego, a zakupy dowożą nam raz na dwa tygodnie. Chyba już przy tym zostanę, bo naleśnik z nadmiaru zakwasu jest najlepszym śniadaniem świata.
No i ćwiczę regularnie, jednak strach o zdrowie swoje robi.
Planszówki w końcu kupiliśmy fajne dla nas (dorosłych) i to jest super dla nas. 7 cudów świata – pojedynek chyba najbardziej nam pasuje, bo sie szybko rozkłada, a rozgrywki są ciekawe. Z innych śmiesznych kwarantannowych aktywności, to zaczęliśmy się rozglądać za domem pod miastem jednak, zamiast mieszkania w centrum, jak było w planach.

6 lat temu

Obejrzałam serial Samin Nosrat "Cztery składniki" na Netflix i tez byłam pod jego wrażeniem. Najfajniejsze jest to, że od razu można zastosować rady Samin i nie trzeba koniecznie korzystać z jej przepisów. Po części o soli od razu podkręciłam moje mięsa sosem sojowym albo pasta miso. Nawet rodzina zauważyła różnicę.
No i muszę sobie kupić moździerz, żeby zrobić pesto tak, jak włoska nonna 😉

6 lat temu

Właśnie się szykowałam na ten serial, ale siedzę na razie w Przyjaciołach. 🙂
Teraz mnie zachęciłaś. Polecam jeszcze o cukrze – to polska biografia cukru, to znaczy napisana przez Polaka, a na Youtube jest film pewnego młodego Australijczyka, który przez jakiś czas jadł zdrowo. "That Sugar Film" – bardzo fascynująca walka między tłuszczem a cukrem – cały czas wygrywają oczywiście producenci żywności.

Też miałam plan gotować ambitnie, ale okazało się, że izolacja mnie za bardzo przygnębia, więc radosne gotowanie mi nie bardzo wychodzi. No i odpadły wymyślne zakupy, więc, ten, no, głównie dziergam sweterek i dużo śpię.

Hyhy, to ja czekam na relacje z szycia. Wczoraj miałam właśnie zderzenie z maseczką i ja nie wiem czemu, nie cierpię, nie cierpię, nie cierpię szyć. No ale za drugim razem maseczka weszła mi na całą twarz nie tylko na nos. Od dawna mam chęć na nową maszynę, ale po co wydawać kasę na coś, co budzi we mnie takie nerwy? Szyję więc sporadycznie na starej, jeszcze całkiem dobrej peerelowskiej, czterdziestoletniej maszynie. W Polsce tak samo – cała bawełna wykupiona, terminy kilkutygodniowe, a jak trzydniowe, to wysyłają losowe kawałki.
Filmików instruktażowych nie polecę, bo nie znam, niestety.

A z cukrem słyszałam, że im więcej człowiek im, tym więcej się domaga, bo organizm jest nastawiony na duży przerób Zatem, jak mniej się je, to się potem nie domaga (no, trochę jednak tak – bo nasze mózgi napędzają się cukrem).

PS. Ciekawe bardzo z tą nazwą, w ogóle to do świnki niepodobne 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

6 lat temu

Na początku o maszynie – ja na start obejrzałam kilka filmików od Made Everyday https://www.madeeveryday.com/ i byłam zdziwiona jak wiele mi one wyjaśniły. Oglądałam jak leci – o zamkach, gumkach, t-shirtach… Pokazały mi po prostu jak działa szycie. Jest też tam prosty tutorial na maseczkę 🙂

Co do robienia czegoś na aktywności – uważaj, ja ostatnio dostałam ochrzan, że dzielę się pomysłami "co robić w ten wolny czas". Wiesz, nie każdy ma czas gotować, jeszcze i Tobie się oberwie 😛 A tak serio…

Od kilku lat pilnuję diety. Powodów jest kilka, każdy równie ważny. Po roku weszło mi to tak w nawyk, że teraz jedzenie chipsów wieczorem jest dla mnie tak bardzo dziwne, że dzieje się niezwykle rzadko. Nawet gdy Mateusz je chrupie, ja nie mam ochoty podjadać! 🙂 Tak samo ze słodyczami. Nie narzekam!

Przez ostatni rok o 200% (tak, jakoś tak:P) zwiększyłam aktywność fizyczną i nagle okazało się, że padam z głodu! I wiesz jak trudno było mi się przekonać do zwiększenia racji żywieniowej? Mój zaprogramowany mózg nie chciał mi na to pozwolić, ale siłę na ćwiczenia mieć trzeba, więc dołożyłam odrobinę kalorii 🙂 Ale nie myśl, że je liczę. Nie bawię się w to. Po prostu staram się jeść "akurat" i zdrowo.

Ciekawa jestem efektów detoksu, wrócę przeczytać na pewno. Pierwsza książka mnie bardzo zaciekawiła, zerknę na nią.

Pozdrawiam!

PS mi też ostatnio chodzi po głowie "jedzeniowy" post 😀 Może się zbiorę w tym tygodniu…

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x