Dzisiejszy post jest sponsorowany przez Agatę, która zostawiła komentarz pod poprzednim wpisem. Już dawno miałam coś takiego na liście postów do napisania i myślę, że nadarzyła się dobra okazja.
Był sobie kiedyś taki profesor ekonomii, który nazywał się Thomas Schelling. Ekonomistom z pewnością będzie się on kojarzył z teorią gier ale ja chciałam dzisiaj przypomnieć jego nieco mniej znaną pracę. Otóż Schelling wprowadził do nauki pojęcie egonomia, czyli zarządzanie sobą. Dziwię się bardzo, że termin ten nie jest szeroko używany, bo bardzo brzmi a w dodatku pięknie wpisuje się w dzisiejszą pogoń za jak najlepszą wersją siebie. Termin może nie jest popularny, bo sam autor użył go zaledwie raz, w tytule artykułu. W samym tekście nie użył go ani razu (!). Oryginalny artykuł jest dostępny tutaj (klik).
W egonomii chodzi o to, że każdy człowiek ma w sobie dwa małe ludziki. Jeden mały ludzik to ‘teraźniejczyk’. To on chce zjeść czekoladkę teraz natychmiast, to on ma nieprzezwyciężoną ochotę na papierosa, to on bardzo chcę się napić kolejnego drinka i to on chce sobie koniecznie kupić tą piękną acz drogą sukienkę. Drugi mały ludzik to ‘przyszłościowiec’. On nie chce czekoladki, bo chce być szczupły, on nie chce papierosa za to chce mieć zdrowe płuca, on nie chce kolejnego drinka, bo woli nie mieć kaca giganta jutro rano, no i nie chce sukienki bo zamiast tego woli zaoszczędzić na fajne wakacje albo spłacić szybciej hipotekę. No i te ludziki cały czas się w nas ze sobą boksują.
To przez ‘teraźniejczyka’ właśnie nie możemy schudnąć, nie umiemy poradzić sobie z nałogami i to dlatego rozłażą nam się pieniądze (i inne rzeczy tego typu). I aby sobie z tym poradzić, wiele z nas ucieka się właśnie do różnych metod egonomicznych aby tego małego ludzika jakoś ujarzmić. KAŻDY z nas uprawia egonomię, niektórzy mniej, niektórzy bardziej. Na przykład planowanie tego co zjemy jutro na obiad to egonomia, plan posiłków na cały tydzień to jej wyższy poziom, planowanie posiłków z pomocą dietetyka to już zaawansowana egonomia itd. Robienie prania to również egonomia, nie zrobisz prania dzisiaj (teraźniejczykowi tak bardzo się nie chce), jutro nie będziesz mieć czystych majtek. Nie kupisz dzisiaj mleka? Jutro będziesz gonić do osiedlowego w kapciach aby wypić poranną kawę z pianką. Ale zarządzanie naszym środowiskiem jest tylko małą częścią egonomii.
Egonomia to przede wszystkim zarządzanie sobą. Czyli zwracanie uwagi na to co jemy, ile ćwiczymy, jak dbamy o nasz umysł. Jak dzisiaj napiję się dużo wina, to jutro będę miała kaca, nie będę w formie a mam ważne spotkanie. Jeśli odpuszczę sobie ćwiczenia to za tydzień waga pokaże tyle samo, moje bicepsy będą ciut mniej sprężyste a ja będę się czuła gorzej psychicznie. Chodzę na jogę, jem zdrowo, medytuję aby moje ciało i mój umysł były w jak najlepszej formie aby zmierzyć się z codziennymi wyzwaniami.
W dzisiejszych czasach technologia bardzo pomaga nam w tej całej egonomii. Z łatwością możemy śledzić ile kroków robimy dziennie, ile kilometrów przebiegliśmy, jaki mamy puls, ile zjedliśmy kalorii itd. Ale łatwo jest też się zapomnieć. Niestety granica między byciem egonomicznym a byciem obsesyjnie egonomicznym jest dość cienka. Bardzo łatwo wpaść w szaleństwo planowania, ulepszania, żelaznej dyscypliny, nadmiernego kwantyfikowania każdej dziedziny życia: ‘Seks mój drogi mamy zaplanowany na wtorek na godzinę 22:30’.
W moim życiu rutyna, plany i dyscyplina są bardzo ważne. Bez nich rzeczywistość zaczyna rozwijać się jak motek włóczki w łapkach małego kotka. Chwila nieuwagi i mam bałagan nie z tej ziemi. Ale z drugiej strony nie chcę aby moje życie to było wojsko. Oswajanie mojej codzienności to niekończące się szukanie balansu, kontrolowany chaos. Myślę, że kluczem jest zaprzyjaźnienie się z samą sobą w przyszłości. Jaka to działa? Włożę wieczorem naczynia do zmywarki chociaż mi się bardzo nie chce a moja jutrzejsza ja mi za to podziękuje. Chcę się czuć dobrze w swojej skórze? To staram się codziennie trochę poruszać. Codziennie wieczorem medytuję, jak pojawiają się problemy moja przyszła ja łatwiej sobie z nimi poradzi. Mam ochotę na większy kieliszek wina dziś wieczorem? Jestem pewna, że moja przyszła ja jutro rano to zrozumie. W końcu jesteśmy przyjaciółkami prawda? 😉
I na koniec wyniki naszego ostatniego egonomizowania w obszarze MAD. Bo przecież porządki to też egonomia. Sprzątamy, aby lepiej się czuć w danym wnętrzu, łatwiej się w nim relaksować i tracić mniej czasu na szukanie potrzebnych rzeczy. Obiecałam, że pokażę Wam zdjęcia przed i po kiedy uporamy się z zabawkami Pimposhek. Myślę, że zdjęcia nie wymagają już dodatkowego komentarza.
Trzymajcie się cieplutko w tym tygodniu.
Nie, ludziki sie (mi) nie pomylily. Jednym zdaniem mozna okreslic Inneres Team jako czesci osobowosci. W niemieckojezycznych krajach wazny filar psychologii.
Ty też bardzo fajnie napisałaś, z tym całym guilt, nie mogę się bardziej zgodzić. Narzucamy sobie bardzo wysokie standardy w dzisiejszym świecie bo mamy tyle możliwości więc grzech nie korzystać a ja mam taka konstrukcję, że muszę być ciągle zajęta (mój mąż ma zupełnie odwrotnie co na dłuższą metę jest fajne, ale w codziennym życiu potrafi prowadzić do konfliktów). Być może to zwolnienie, które nasz czeka w najbliższych miesiącach wyjdzie nam na dobre?
No wiesz, nawet nie zauważyłam A to skandal! Lala, lali w rozkrok. Sprzątnie jest bardzo ważne dla komfortu psychicznego. U nas już naprawdę przejaśniało ale mam jeszcze kilka punktów na liście więc przez kilka następnych tygodni nie będę się nudzić. Ważne to mieć jakiś plan działania na te niepewne czasy.
Ha ha a może ludziki pomyliły Ci się z rolami społecznymi. Bo jest jeszcze tak, że tych ról mamy mnóstwo. Ostatnio mój przyjaciel, który ma rodzinę w Australii ale mieszka w Anglii (jest Anglikiem) pojechał tam bo jego ojciec był umierający. Spędził z nim 2 tygodnie podczas gdy jego żona i dzieci były gdzie indziej i powiedział mi, wiesz czasem fajnie jest znów pobyć tylko synem. Dało mi to do myślenia. Ale myślę, że masz rację, z pewnością mamy w sobie więcej ludzików niż nam się wydaje. I pamiętaj, nie słuchaj każdego wewnętrznego głosu bo zwariujesz 😉
Z tym to jest różnie, zależy od humoru, ale w szkole i przedszkolu wymagają więc są w miarę przyzwyczajone. Teraz mojej teściowej nie będzie przez jakiś czas a muszę powiedzieć, że to głównie dzięki niej 'zbierają' się jakieś bzdurki i zabawki.
Najważniejsze to mieć plan, mi jeszcze trochę zostało z naszej master listy.
Dokładnie! 🙂
Wlasnie ten balans miedzy dwoma jest chyba kluchowe. Podobami sie, ze napisalas, ze Toje jutrzejsza Ty zrozumie te dzisiejsza z kiliszkiem wina. Bo nie wiem czemu, ale w tej calej ukladance wychodowalismy jeszcze trzeciego aktowa/ soflera/ dystraktora- poczucie winy. Mam wrazenie, ze w obecnym swiecie przypisujemy mu znaczacoa za duzo glosu. Mom guilt. Guilty pleasure. Sprawianie (terazniejszemu) sobie przyjemnosci jest rowniez elementem troski o siebie, tak samo jak planowanie posilkow na nastepne dni.
Tez zrobilam razem z dzieciakami porzadki ostatnio i na razie dazenie do entropii jest znikome;)
Jedna lala drugiej lali patrzyla okiem w rozkrok 😉 bardzo udane zdjecie!
Porzadkowanie zabawek udalo Ci sie przednio.
Ja tez sprzatam czasami na okolo, ale po domu biega tez psiak, wiec jest przynajmniej co. Porzadkowanie to tez takie moje troche hobbym, niestety zarazilam sie metoda mari Kondo, i nie wiem, czy z tego jeszcze kiedys wyjde, i czy w ogóle chce.
W sumie jestem dosyc leniwa i sprzatam, zeby mi sie nie znieralo. Nie wiem, jak to przelozyc na tych dwóch ludzków w sobie, bo ze ich tez mam, to bezdyskusyjne. Ale chyba ten Teraznieczyk bardziej mna dyryguje, niestety.
Tylko dwa ludziki??? Nawet jakbym nie znala teorii team-u wewnetrznego (das Innere Team, F.Schulz von Thun), to bylabym pewna, ze w moim wnetrzu znacznie wiecej sie boksuje ;-)))
No popatrz – cale zycie postepowalam wedlug tych zasad nie wiedzac ze to ma naukowa nazwe – dla mnie to byl zwykly rozsadek i umilowanie ladu i porzadku.
Wpajalam rowniez dzieciom i udalo mi sie.
Zrobilas piekna robote z zabawkami, az przyjemnie popatrzec a dziewczynom z pewnoscia latwiej znalesc to czego potrzebuja. Czy po zabawie odkladaja na wlasciwe miejsce?
Ach czyli to ma nazwę! Ja sobie lubię usprawniać co się da, też tak dzieciakom wymusiłam ułożenie zabawek :D. Dzieci baaaardzo skutecznie uniemożliwiają jednak nadmierne planowanie ;). Siedzenie w domu definitywnie wpłynie pozytywnie na nasze mieszkanie, zamierzam poukładać książki od nowa, włóczki uporządkować, może sobie uszyć worek na robótki. Plany są :D.
I wszystko jasne. Właśnie zachowanie umiaru i równowagi między działaniem a planowaniem jest najważniejsze. Pozdrawiam:)
Agata