Zaczynamy drugi tydzień bez dzieci. Ktoś pytał jakie mamy plany. Otóż przede wszystkim działamy u nich w pokoju. Dziewczynki wrócą do zupełnie nowej przestrzeni, którą mam nadzieję, uda mi się pokazać w przyszły poniedziałek na blogu. Poza tym odgruzowuję inne kąty w domu, gdzie trochę się nagromadziło gratów. Zrobiłam również wielką czystkę dziecięcych rzeczy, które licytują się obecnie na ebayu. Nie zapominam jednak o tym, aby też trochę odpocząć. Chodzimy do kina, zdrowiej jemy no i się wysypiamy!!!!!! Staram się też znaleźć czas na to aby podgonić z moimi albumami Project Life i o tym będzie dzisiejszy post.
O tych albumach już kiedyś na blogu pisałam. Otóż Project Life to system do scrapbookingu stworzony przez amerykankę Becky Higgins. Na system składają się segregatory, koszulki oraz karty. To ma być scrapbooking dla zabieganych, gdzie nie trzeba tworzyć własnych kompozycji, tylko docina się zdjęcia i wkłada do koszulek obok kart. Oczywiście można też tworzyć swoje karty, co właśnie robię bo pracuję nad naszymi zdjęciami z Florydy i korzystam z papierów z motywem myszki miki (Project Life nie mają takich gotowych kart).
Powyżej przykłady stron z naszego tegorocznego albumu (jeden duży segregator to roczny album) z użyciem gotowych kart (kolekcja Midnight i Neapolitan).
Jest to bardzo kreatywne zajęcie ale wymaga dużej przestrzeni. Mogę to tylko robić kiedy dzieci już śpią a pod koniec wieczoru muszę wszystkie ‘graty’ pochować. Marzy mi się kawałek własnego pokoju (może być nawet ‘she shed’ czyli szopa w ogrodzie), który mogłabym przysposobić na małe studio do tych właśnie celów. Podczas gdy na drutach fajnie robi się wieczorem przed telewizorem a robótka mieści się w małym koszyku tak zabawa z papierem jest zdecydowanie mniej praktyczna. To tłumaczy, dlaczego jestem trochę do tyłu.
Poza tym… no właśnie. Kiedy zaczynałam moje hobby z Project Life to nieco ‘popłynęłam’ i kupiłam bardzo dużo koszulek i zestawów kart. No i musiałam sobie wypracować jakiś system bo po prostu miałam tego za dużo co bardzo tłamsiło moją kreatywność.
Największym problemem były koszulki. Generalnie koszulki Project Life ‘przyjmują’ zdjęcia w trzech formatach: 10x15cm, 5×7.5cm oraz 10×10 cm. Project Life ma bardzo dużo koszulek z różnymi układami tych trzech formatów. Dość długo zastanawiałam się jak trzymać koszulki aby mieć w nich porządek. No i mnie olśniło. Kupiłam na nie oddzielny segregator (ha ha odkrycie roku prawda? ;).
Teraz mój segregator z pustymi koszulkami wygląda tak:
Na wewnętrznej okładce mam wykaz wszystkich dostępnych formatów więc biorę zdjęcia, które chcę w albumie i jednym rzutem oka mogę wybrać układ w koszulce, który akurat mi odpowiada. Dodatkowo każdy kartonik z układem koszulki się podnosi a tam mam wykaz ile jeszcze mam koszulek w danym układzie. Za każdym razem kiedy wyciągam koszulkę zaznaczam w wykazie. Dzięki temu wiem, co mi się kończy i muszę zamówić.
Aby łatwiej znaleźć daną koszulkę mam je posegregowane i oznaczone!
Ta da! Taki prosty system ale pomógł mi ogarnąć chaos. Moje pudło do albumów wygląda tak i to nie jest jeszcze wszystko (chyba muszę tam zrobić porządek).
Zdjęcia przygotowuję w następujący sposób. Wybieram te, które chcę wywołać. Dzielę je w foldery wg. miesiąca a następnie w każdym miesiącu mam folder na zdjęcia w orientacji poziomej i pionowej. Następnie używam automatycznej edycji z photoshopie, gdzie zmniejszam je do połówek. A następnie już ręcznie niestety sklejam dwie połówki aby wywołać je w formacie 10×15. Zdjęcia zamawiam w serwisie snapfish (klik) online. Połówki następnie przecinam gilotyną.
Kiedy zdjęcia mam gotowe to wybieram koszulki i wkładam do nich zdjęcia:
Potem dodaję karty. Ze zdjęciami z Florydy mam teraz więcej pracy bo karty docinam sama. Muszę przyznać, że dla takiej zabieganej osoby jak ja, gotowe karty są dużo lepsze. Nie sądzę abym dała sobie radę z takim scrapbookingiem od podstaw.
Lubię jak strony nabierają życia po dodaniu kart.
Potem należy tylko wypisać karty, dodać daty i krótki komentarz.
Nie powiem, jest z tym trochę roboty i trochę bałaganu. Ale wiecie co? Moje dzieci uwielbiają oglądać te albumy. Bardzo często do nich wracamy, oglądamy, przypominamy sobie, śmiejemy się. Nie zanosi się więc abym w najbliższej przyszłości przestała się nimi zajmować.
Nie mam Facebook, zdjecia czy video robilismy na uzytek rodziny a nie publiczny. Ale wyszlo ze nikt nie zagladal w nie, i gdy teraz pomysle to leza nie dotykane juz przez wiele lat. A co sie z tym stanie po naszej smierci to moge sobie tylko wyobrazic.
Wiec dobrze ze Twa rodzina oglada, przeglada i bardzo sobie ceni.
Jak juz wczesniej wspomnialam – podziwiam Twoj zapal i konsekwentne zapelnianie albumow.
Wiesz, pamiętam jak na Fejsbuku jakiś czas temu była akcja, że ludzie wklejali zdjęcia z dzieciństwa. I wiesz co? Okazało się, że nie mam w moim emigranckim domu ani jednego mojego zdjęcia. I zrobiło mi się bardzo przykro. Teraz mam kilka zdjęć i jeszcze przywiozę z domu więcej.
Prowadzę je regularnie od dwóch lat i faktycznie wymaga to dużego wysiłku i organizacji. No ale to tak jak z dzierganiem, zamieniłam po prostu druty na albumy.
Ha ha tak, wiem co masz na myśli 🙂 Dzięki! Dla mnie to jest forma twórczego wyżycia się, fotoksiążek nie lubię ale też chyba masz rację, że w Twoim przypadku zdjęcia panoramiczne przyrody, widoki itd. z pewnością lepiej wyglądają w takim formacie. Dla mnie to łapanie codziennych rodzinnych chwil i te chyba lepiej sprawdzają się właśnie w takich albumach.
Ha ha tak, wiem co masz na myśli 🙂 Dzięki! Dla mnie to jest forma twórczego wyżycia się, fotoksiążek nie lubię ale też chyba masz rację, że w Twoim przypadku zdjęcia panoramiczne przyrody, widoki itd. z pewnością lepiej wyglądają w takim formacie. Dla mnie to łapanie codziennych rodzinnych chwil i te chyba lepiej sprawdzają się właśnie w takich albumach.
Jak napisałam powyżej, nie lubię fotoksiążek. Nie są dla mnie. Mamy w domu dwie i jakoś ich nie lubię. Lucy, album ze zdjęciami Twojej mamy wyobrażam sobie jak taki typowy 'staromodny' album z kartami i zdjęciami z wklejanymi narożnikami.
Ha ha ja też bywam ciekawska! 🙂 ale jako socjolog wmawiam sobie, że mam na to zawodową licencję ;). Albumy są fajne ale tak jak mówisz za dużo tego kupiłam dlatego musiałam sobie wypracować jakiś system i tak, jak najbardziej jest to dla mnie forma twórczego wyżycia się.
A ja właśnie nie lubię tych fotoksiążek. Nie wiem dlaczego, bo to też fajny sposób ale jakoś tak mam. Mamy w domu dwie fotoksiążki, jedną z naszego pierwszego wyjazdu na Florydę i drugą z naszego wesela. Ale bardzo rzadko do nich zaglądam. To chyba kwestia preferencji.
No właśnie, w dzisiejszych czasach wszystko trzymamy na komputerze/telefonie. Z pewnością jest to wysiłek ale widzę jak często dziewczyny je oglądają i jak to lubią. I masz rację, takie koszulki są praktyczne. Ja też nie do końca jestem z nimi na bierząco, ale staram się. Dla mnie to jest odskocznia, zamiast drutów.
Nalezy Ci sie podziw i uznanie za chec i systematycznosc bo Project Life wcale nie brzmi prosto i szybko a przy malych dzieciach, czestych podrozach i aktywnym zyciu zdjec wciaz przybywa.
Bedac zorganizowana i na biezaco z projektami roznego rodzaju, gdzie mi tam do Ciebie…..
Gdy 35 lat temu przybylismy do USA to przywiezlismy ze soba kilka albumow ale przedewszystkim mielismy wielkie zamiary prowadzenia rodzinnych kronik, systematycznego fotografowania, krecenia video gdy stalo sie powszechnym, z wizyt w Polsce przywozilismy tam robione itd. Trwalismy przy tym przez kilka lat, nie powiem.
Pozniej dzieci wyszly z domu wyjezdzajac na swe uczelnie wiec zrobilo sie mniej okazji do fotografowania, jeszcze pozniej internet ulatwil przesylanie i magazynowanie a to wszystko wczesniejsze lezalo i lezalo bez zagladania wen. No moze raz na kilka lat gdy chodzilo o jakies szczegolne zdjecie. Wiec doswiadczenie mojej rodziny jest takie ze zwlaszcza wszystko tyczace bardzo odleglych czasow, polskich czasow – okazalo sie niepotrzebnym.
Ale to moj przypadek, absolutnie niczego nie sugeruje.
Ciekawam jak dziewczynom urzadzisz pokoj ? Powodzenia.
Bardzo piękne te Twoje albumy i wierze, ze sprawiają dużo radości. Ja jednak nie jestem tak sumienna, wiec pewnie nakupiłabym rzeczy a potem nie robiła i tak. Czasem robię fotoksiązki, ale tez raczej od przypadku do przypadku 😉
Co prawda my wolimy większe formaty na stronach (więc zdecydowaliśmy się na fotoksiążki), ale ten pomysł z koszulkami, kartami itp. jest naprawdę świetny! Świetne rozwiązanie dla tych, którzy mają mniej czasu i a mimo to chcą stworzyć coś ciekawego, ładnie oprawionego, z pomysłem. Takie rzeczy bardzo mi się z Tobą kojarzą 🙂 Wynajdujesz takie łatwe i praktyczne życiowe umilacze(i przyspieszacze:)). Mam nadzieję, że załapiesz co mam na myśli 😀 Jest rano, dopiero zaczęłam kawę!
My drukujemy fotoksiążki w sklepie internetowym Colorland. Jets tam program do samodzielnego rozmieszczania i projektowania. Może to trochę ułatwi sprawę 🙂
Naprawde fajna pamiatka, taka dotykalna, bede wkrótce robic, pierwszy raz w zyciu, gdyz tato chce taki album z ostatnimi zdjeciami mamy. Przyznaje, ze nie wiem, jak do tego podejsc, wiem, ze sa takie "drukowane ksiazki", i ze trzeba w nich wybrane zdjecia rozmiescic. Drugie pytanie, gdzie to dac wykonac. Musze powoli i szczególowo poglówkowac.
Niesamowite sa te albumy! Super, ze chce Ci sie je robic i jest to przy okazji jakas forma tworczego wyzycia sie dla Ciebie:) Ja bym sie pogubila, bo za duzo tu zmiennych – rozne koszulki, rozne formaty zdjec, jeszcze te papierowe wkladki…. wybor tak duzy, ze nie wiadomo co wybrac! Ale pamiatka dla Dziewczynek i dla Was – niesamowita! Same zdjecia w komputerze, nawet wyswietlane na ekranie/tv to nie to. Podziwiam!
A co do ost wpisu i mojego komentarza – jasne, ze przezycie bylo okropne. Staralam sie jednak tego nie podkreslac, bo po co Ci jeszcze o tym przypominac? Przezylas swoje, to jasne. Uzywam czasem skrotow myslowych, a pozniej zauwazam, ze nie wyszlo mi dokladnie tak, jak chcialam i mozna to opacznie zrozumiec (ze w ogole nie pochylilam sie nad Toba, a zajelam wlasna radoscia z przypomnianej kiedys pasji podrozowania). Ciesze sie, ze wszystko dobrze sie skonczylo ostatecznie. Ja mam lekki strach przed lataniem, ale tez rzadko latam ostatnio. No i nie wszedzie da sie dojechac inaczej. Takze latanie musi byc, choc nie wiem jakbym sie zachowywala po Twoich przezyciach?…
Dziekuje za info jak spedzacie czas bez Malych:) bywam ciekawska;)
Jest to fantastyczna pamiątka!!! Zazdroszczę! Niestety dla mnie nieosiągalna. Nie jestem w stanie uporządkować zdjęć po wyjeździe, a co dopiero je opisać, dodać dodatkowe elementy. Tym bardziej patrzę z zachwytem na twoje dzieła.
Mam koleżankę z Singapuru, która jest niesamowicie uporządkowana. U siebie w domu ma całe póki z samodzielnie wykonanymi albumami ze zdjęciami, biletami, drobiazgami. Zaniemówiłam, jak to zobaczyłam. Coś pięknego, niesamowitego. Ja jednak znam siebie i wiem, ż starczyło by mi energii może na jeden album. A gdzie czas na druty, książki?
Moja synowa Marzena tzw Chmurka przegląda z mężem tysiące zdjęć po wyjazdach, wybiera najlepsze do albumów, które zamawia w internecie i też mają pamiątkę. Może kiedyś….
Pozdrawiam podeszczowo, ale teraz słonecznie:)))
To wygląda naprawdę super, nawet się chwilę zastanawiałam, ale definitywnie nie ma opcji, że będę z tym na bieżąco. Na pewno to jest rewelacyjna pamiątka rodzinna, wygląda świetnie i też te koszulki chyba dobrze znoszą oglądanie często zdjęć, nie?
Kupiłam album do wklejania zdjęć jakieś pół roku temu, a jeszcze jestem na etapie myślenia o tym, że trzeba by wybrać o wysłać do wywołania zdjęcia :D.