05:40 – dzwoni budzik, wstaję 10 minut później. Łazienka potem ubranie (przygotowane dzień wcześniej), lekki makijaż i fryz. W tle Alexa zapuszcza BBC Radio 2.
06:40 – wychodzę z domu, wsiadam do auta i jadę na stację. Pociąg mam o 6:54 ale dzisiaj jest wyjątkowo spóźniony. Czekam na peronie przeglądając wiadomości BBC w telefonie.
07:05 – w ciągu 20 minut podróży pociągiem czytam książkę na ajpadzie. Dzisiaj to ‘Becoming’ Michelle Obamy. Jest świetna! Zarówno książka jak i Michelle.
07:35 – pociąg z opóźnieniem wtacza się na peron w Oxfordzie. 20 minut spacerem i…
08:00 – dzień zaczynam w mojej ulubionej piekarni, która również serwuje śniadania. Zamawiam ulubiony zestaw czyli czarna kawa oraz naleśniki z kukurydzą. W oczekiwaniu na śniadanie przeglądam slajdy do dzisiejszej prezentacji.
08:30 – idę spacerem do New College na spotkanie z prorektorem do spraw nauczania (i jeszcze kilkoma innymi ważniakami). Mam ich przekonać, że dane, które ostatnio dostaliśmy od ministerstwa edukacji są poprawne. Wg. dyrektorki rekrutacji nie są, więc przede mną trudne zadanie. Muszę ich przekonać, że wiem o czym mówię.
09:30 – prezentacja poszła super. Mamy zielone światło odnośnie dalszych analiz, wynik, który był moim celem. Na spotkanie ubrałam elegancką sukienkę w kolorze mandarynki 🙂
11:00 – docieram do biura, najpierw spotkanie z kolegami, aby zdać im relację ze spotkania.
12:00 – skoro śniadanie ‘na mieście’ to lancz dzisiaj przy biurku, z pudełka. Przy okazji zamawiam zakupy spożywcze z dostawą w sobotę.
13:00 – spotkanie z minionem numer 1. Omawiamy spotkanie z prorektorem i jakie analizy są potrzebne.
14:00 – spotkanie z minionem numer 2. Rozmawiamy o ewaluacji procesu rekrutacji na studia z matematyki. To jej nowy projekt, więc rozmawiamy o tym, od czego powinna zacząć.
15:00 – mam chwilę czasu na ‘pracę’, robię kilka nowych wykresów, o które poprosili rano i zaktualizowaną prezentację wysyłam do dyrektora komunikacji. Dane zostaną upublicznione za tydzień, niechybnie the Guardian nas zje więc musimy być przygotowani.
16:00 – czas wracać do domu. Wystawa oficjalnego sklepu uniwersyteckiego przypomina, że zaraz kwiecień i kolejny wyścig osad na Tamizie. Musieli chyba zatrudnić kogoś nowego od robienia wystaw bo każdą jestem zachwycona. Pociąg jest wyjątkowo zapchany i nie udało mi się zarezerwować miejsca. Stoję więc w przejściu i znów czytam książkę.
17:10 – wchodzę do domu. W czwartki dziewczynki są w domu z Nannie (babcią) więc witają mnie w przedpokoju. Pięć minut po mnie wchodzi Jon. W czwartki wraca do domu trochę wcześniej.
17:30 – Teściowa jedzie do domu a ja serwuję dziewczynkom kolację. Pieczone ziemniaki z masłem i serem, która teściowa wcześniej upiekła.
17:55 – volluto. Trzecia kawa w ciągu dnia, która pomaga mi przetrwać wieczór w domu.
18:00 – szykuję kolację. Ostatnio korzystamy z serwisu Hello Fresh (napiszę o tym następnym razem). Dzisiaj kurczak z pieczonymi warzywami i sosem czosnkowym.
19:00 – zabieramy dziewczynki na górę. Dzisiaj Jon czyta książkę więc ja wracam na dół. Sprzątam po kolacji i trochę ogarniam chatę bo jutro ma przyjść Pani Anna i przygotowuję jej front robót.
19:43 – szykuję paczki zwrotne z ubraniami, które mi nie pasują a które zamówiłam z myślą o zbliżającym się urlopie. Jutro pracuję z domu to w porze lanczu skoczę na pocztę.
20:08 – miałam zająć się albumem Project Life ale padam na pyszczek. Zrobiłam dziś 13 tysięcy kroków i 10 kilometrów. Zawijam się więc w koc na kanapie i oglądamy Netflix (The Umbrella Academy).
21:14 – wieczorna herbata ziołowa, rumianek z lawendą.
21:49 – łóżeczko kochane!!!
I tak cztery razy w tygodniu!
Budzik 5:20, wyjeżdżam z domu o 5:50, w pracy jestem o 6:30, choć oficjalnie zaczynam o 7, ale lubię być przygotowana na obchód, który punkt 7 się zaczyna. Pracę kończę o 16:30- 17(czasem później) , w domu jestem 17:30- 18… no chyba że mam dyżur, to spędzam w pracy 24 godziny, ale następny dzień mam wtedy wolny. Pracuje "na papierze" 42 godz. Tygodniowo, ale faktyczne to raczej 50-60. I tak już mniej, bo w poprzednim szpitalu to i 90…..
Tak tak, czas zmienia ludzi. Widzę nawet, że z czasem moim regularnym czytelniczkom pogarsza się wzrok. W tym poście nie ma ani jednego zdjęcia kanapki, za to są cztery zdjęcia dzieci. 🙂 Może trzeba się wybrać do okulisty?
A kiedyś pisałaś takie ciekawe posty o swoich dzieciach, cieszyłaś się nimi i my się cieszyliśmy czytając, a teraz jako osoba inteligentna pokazujesz zdjęcie kanapki i …butów. Jak czas zmienia ludzi…
Jejku wstajesz wcześniej i wracasz póżniej? To ile Ty pracujesz? Ja przecież spędzam dwie godziny dziennie na dojazdach.
W Świnoujściu też nie ma zakupów przez Internet :(. Ja sobie myślę, że Twoja praca jest bardzo zróżnicowana. Jak to mówią, wszędzie dobre gdzie nas nie ma.
Wszystko napiszę w przyszłym tygodniu!
Olga, tak jak napisałam powyżej okreslenie hierarchii było istotne w ostatnim poście. Zresztą Oxford jest masakrycznie hierarchicznym miejscem i może mi się udziela, masz rację. Taka sytuacja. Odwiedziłam ostatnio koleżankę, która pracowała u nas w zespole ale przeszła na drugą stronę mocy do koledżu. Jadłyśmy lancz w stołówce (to sie tutaj nazywa 'Great Hall'). W takiej stołówce, jest tzw. top table (dokładnie taki sam można zobaczyć w Harrym Potterze, gdzie siedzą wszyscy profesorowie) i tam mogą siedzieć tylko nieliczni. Master koledżu, Senior Fellows, no i Senior Tutor czyli główny administrator koledżu. Potem jest kilka wydzielonych stołów, gdzie jadają zwykli fellows i na przykłąd na tym stole do wody podawane są kieliszki. Ja siedziałam z koleżanką przy stołach dla administratorów. Na tych stołach do wody podawane sa szklanki. No i są jeszcze stoły dla studentów ale nie wiem z czego piją wodę. Jedzenie jest wydawane z dwóch osobnych okienek, pracownicy mają inne jedzenie, studenci inne. Nie w każdym koledżu tak jest, zauważyłam to będąc z wizytą ale większego wrażenia na mnie to nie zrobiło. Tzn. nie było mi przykro, że ja piję wodę ze szklanki a nie z kieliszka. (przypomniał mi się epizod 'przyjaciół' gdzie Joye i Ross w muzeum rozkminiają białe fartuchy i niebieskie marynarki).
'Grupa' to również dobry zamiennik dla 'team' mam wrażenie, że język angielski jest dużo przyjaźniej nastawiony do pracowników i mniej hierarchiczny niż Polski.
Ha ha, nie miałam o tym pojęcia. Nigdy się nie zastanawiałam ile jest pracowników na studentów. Biorąc jednak pod uwagę, że Oxford ma strukturę kolegialną to każdy koledż ma nieźle rozbudowaną administrację, to wszystko razy 45 plus centralna administracja to sama nie wiem ile by to wyszło. Oj musimy sobie na ten temat pogadać.
Organizacja to podstawa, moje dni przebiegają podobnie, z tym że wstaję wcześniej i z pracy wracam później… no i mam trójkę trochę starszych dzieci do ogarnięcia… i tak jak w pracy jestem dobrze zorganizowana, tak w domu co dzień pojawia się nowy przeszkadzacz w idealnym przebiegu, który burzy strukturę i mój zaplanowany porządek…
Każdy ma swój dzień świstaka. Zazdroszczę Ci różnorodności w pracy. U mnie ciągle to samo: pacjent co 15 min.I w sumie to ciągle z tymi samymi dolegliwościami, albo ci sami rodzice w kółko.
Zazdroszczę Ci zakupów z dostawą do domu. Na mojej prowincji tego nie uświadczysz. nienawidzę robić zakupów.
Najpierw uwaga pozornie nie na temat: wg oficjalnych danych Oxford ma 30tys. pracowników na 24 tys. studentów, u nas proporcja jest 7,5:1, ale w drugą stronę.
Ankietowanie przez studentów akurat ma się dobrze (pisze tylko o nas, nie wiem, jak jest w innych), wszystko, co zarządza ministerstwo jest wykonywane, ale nie ma do tego specjalnych ludzi i raczej sprowadza się do przesłania raportu, a nie jego analizy i wdrożenia poprawek.
Ale więcej tu nie napiszę 🙂
Z Hello Fresh kupujecie porcje 2+2? Jak to wyglada ilosciowo? My w przeszlosci (bezdzieciowej, czy oprzynajmniej, kiedy dziecko nie jadalo nic poza mlekiem) czasem kupowalismy w wersji 2-osobowej, ale czesto bylo to dzla nas za malo. Chyba neizle z nas zarloki;) No i cenowo zdecydowanie sie nie kalkuluje, choc rozumiem, ze za wygode sie placi;)
Kiedy ja juz po poprzednim poscie mialam takie mieszane uczucia. Moze to po prostu kwestia mojej wrazliwosci (nadwrazliwosci?) na traktowanie wszystkich podmiotowo. Nie wiem, nie potrafie sie "przyczepic" do niczego konkretnego, choc troche zaskoczylo mnie, ze na kazde pytanie znasz odpowiedz- ja bym juz dawno szukala czegos nowego w tej sytuacji;) A okreslenie "minion" nie jest dla mnie pejoratywne, tylko dyskredytujace.
Przez ostanie 2 dni przyjzalam sie jezykowi, ktorego ja uzywam i wychodzi mi na to, ze kolega/kolezanka (colleague), to to czego uzywam niezaleznie od hierarchii. Bo, jak sama zauwazasz ta hierahchia to nie jest prosta sprawa- ja na przyklad aktualnie odpowiadam za "ogarnianie" pracy dwoch osob, ktore sa o 1 "oczko" (job grade) ode mnie wyzej 😉 Jesli chce po polsku mowic o moim "team", to zwykle mowie o "zespole" albo "grupie".
Ja po prostu nie potrafie zrozumiec potrzeby podkreslania tej hierarchii i zapewne to wlasnie mi zgrzyta. Jesli Ty masz potrzebe podkreslania tego, zycze powodzenia w szukaniu okreslenia:)
Babcię mamy cudowną! Nie da się ukryć. Zorganizowana byłam zawsze choć oczywiście zdarzają mi się momenty kiedy mam ochotę wszystko to pieprznąć i wyjechać na bezludną wyspę ;). Ty też jesteś bardzo zorganizowana. To wręcz bije z Twojego bloga. Dzięki za miłe słowa.
Jak nie mam żadnych spotkań ani nie rozbijam się po kawiarniach to w biurze też jestem o 7:20. Jestem na takim etapie życia, że powtarzalność jest przeze mnie bardzo doceniana.
O dzięki! Zastanawiałam się czy jest taki odpowiednik w Polsce i jak napisałaś, że jest to ja też poszukałam i znalazłam. Będę o tym pisać za tydzień. U nas w domu też w kółko to samo, więc sobie bardzo chwalimy. Zapraszam za tydzień to poczytasz sobie o naszych wrażeniach.
Nie da się ukryć, że Oxford to wyjątkowe miejsce i od ośmiu lat niezmiennie i codziennie mnie zachwyca. A z tym pędzeniem? Hmmm nie wiem. Ja jestem tak skonstruowana, że cały czas coś muszę robić. Więc mnie to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie to mój normalny stan bycia. Gdybym nie musiała to bym sobie znalazłam coś, żebym musiała ;).
Tak naprawdę to nie jestem wyższa pozycją (to jest właśnie ciekawe w naszej strukturze organizacyjnej). To znaczy minion numer 1 jest co prawda 'oczko niżej' ale już minion numer 2 jest dokładnie w tych samych widełkach płacowych co ja. Ja po prostu jestem odpowiedzialna za ich organizację pracy. W ostatni poście ta hierarchia była ważna w tym faktycznie mogłabym użyć słowa 'współpracownik' bo nie ma to większego znaczenia dla tekstu ale jakoś tak te teksty były jeden po drugim i chciałam zaznaczyć z kim konkretnie się spotkałam (tzn. bohaterkami poprzedniego postu). I choć rozumiem co masz na myśli to póki nie znajdę odpowiednika, który mi się podoba zostanę przy minionach (choć oczywiście ja nie postrzegam tego słowa jako pejoratywne).
A wiesz, ja nie mam poczucia, że coś mi w tej chwili ucieka. Akceptuję to, że jestem właśnie w takim momencie życia, że rutyna i powtarzalność to jest to. To jest wszystko cześć większego planu i po prostu kolejny etap. Wręcz wydaje mi się, że bez rutyny (jaka by nie była) dopiero można się pogubić.
Oh to temat rzeka, nawet nie wiem od czego zacząć. Jestem ogromnie ciekawa jak to wygląda (albo nie wygląda) w Polsce. Czasem się zastanawiam czy byłaby dla mnie praca (na takim samym stanowisku ma się rozumieć). Ale po prawdzie jak zaczynałam 8 lat temu to byłam statystyki na pół etatu a w sumie było nas w zespole jakieś 2.5 osoby. Teraz jest nas 10 osób to o czymś świadczy. Poza tym Oxford jest trochę w tyle, nowe uniwersytety radzą sobie z tym dużo lepiej. My jeszcze mamy braki, szczególnie jeśli chodzi o badania ankietowe studentów. No i większość tych analiz jest podyktowana zaleceniami ministerstwa, jakby w Polsce rząd się interesował czy aby wszystkie grupy społeczne mają równy ostęp do wyższej edukacji na państwowych uniwersytetach to może wyglądałoby to inaczej. Kiedyś jak się spotkamy musisz mi o tym opowiedzieć a ja może dam Ci looknąć na nasz Intranet 😉
Znam cos z wlasnego doswiadczenia, niedawno mi sie niestety zaczelo…
Jestes nieslychanie zorhganizowana, to mi imponuje.
I babcia, bez babci byloby raczej ciezko, tez mialam szczescie z babcia w swoim czasie. A teraz mam babcie. Tak sie to kreci w tym zyciu.
Uwielbiam tę powtarzalność! Jak mi wypadnie popołudnie z angielskim, siłownią czy innymi atrakcjami to mam dyskomfort. Przecież o 17:20 chcę być w domu.
5:11 – dzwoni budzik
5:15 – wstaję
6:12 – pociąg + przesiadka
7:20 – jestem w pracy
16:07 – pociąg powrotny + przesiadka
17:20 – wchodzę do domu
Kasia
Znam to, znam. Dzieci tylko starsze i taki dzień świstaka przez 5 dni w tygodniu.
Musiałam sprawdzić to Hello Fresh i znalazłam podobna firmę w Polsce. Fajny pomysł, nawet jeśli tylko od czasu do czasu z tego skorzystać, to zawsze coś nowego. U mnie w domu to mam wrażenie, ze w kółko kilka tych samych potraw + kanapki 😉
Ange76
mnie to określenie tez uderzyło w taki nieprzyjemny sposób. ja bym chyba chyba użyła określenia "moja współpracownica/mój współpracownik". mam świadomość, że masz w pracy wyższa od nich pozycją, le podejrzewam, ze nikt nie będzie analizował takich niuansów.
Ange76
Zazdroszczę otoczenia, w jakim pracujesz. No cóż, a dzień świstaka to chyba codzienność każdej kobiety, która ogarnia i pracę zawodową, i dom. Nawet jeżeli ma się męża, który wykonuje część obowiązków domowych… To chyba też znak czasów, że pędzimy, pędzimy – czasem zastanawiam się – dokąd? Pozdrawiam
Ale one naprawdę są żółte i noszą dżinsowe ogrodniczki!! A tak na serio to trochę się chyba czepiasz. Tzn. rozumiem co masz na myśli. Ale za bardzo nie widziałam jakiego słowa użyć. Nie chcę podawać ich prawdziwych imion, nie chcę nadawać im zmienionych imion (bo po czasie mogę zapomnieć jak je ochrzciłam pisząc kolejnego posta), słowo 'podwładny' mi się nie podoba, 'pracownik' też nie bardzo bo to nie moja firma wszystkie jesteśmy pracownicami uniwersytetu, 'współpracownik' też nie bardzo bo nie zawiera elementu hierarchii. Po angielsku byłoby to 'my team member' no ale po Polsku 'drużyna' to chyba tylko w harcerstwie a ja nie jestem drużynową. Można ewentualnie przetłumaczyć team jako zespół. Więc może 'podzespół numer 1' i 'podzespół numer 2' ? 😉 No faktycznie mam problem. A Ty jakiego słowa być użyła? No i oczywiście mam nadzieję, że poprzednia notka dała do zrozumienia, że mój mentalny stosunek do dziewczyn w moim zespole nie jest jednak protekcjonalny. Przepraszam, że Cię zniesmaczyłam, nie było to moim celem. Naprawdę chętnie poznam Twoje sugestie.
a nie wydaje Ci sie, ze "spotkanie z minionem numer 1." jest bardzo protekcjonalnym tekstem? Uderzylo mnie juz w poprzedniej notce, ale teraz wydaje mi sie to po prostu niesmaczne.
A jesli chodzi o rytm dnia, to rozpoznaje o jak bardzo dobrze… Tylko u nas wszystko jakies 40-60 min pozniej no i my nie mamy babci dostepnej…
W takiej rutynie jest cos wyciszajacego, ale jednoczesnie latwo sie pogubic i dac czasowi uciekac. Ja wpadłam w podobna, ale z wiosną zdecydowanie ulegnie nieco zmianie na rzecz wiekszej ilosci aktywnosci 🙂
O! Byłam tam 🙂
Tu widać dokładnie równicę między Twoim uniwersytetem, a np. moim (i pewnie wszystkimi w Polsce) – 1. macie specjalnych ludzi do typu analiz, 2. te analizy są brane serio i (domyślam się) wnioski są wprowadzane w życie.
I nawet nie wiesz, jak bym chciała zajrzeć do waszego intranetu 😉 (nie po konkretne treści, ale jak w nim pracujecie).