Co się wydarzyło pod Szalonym Niedźwiedziem

Witajcie w Nowym Roku! Nie, nie zapomniałam o Was. Dziś poniedziałek. Długo się jednak zastanawiałam o czy Wam dziś napisać. Kiedyś na blogu dużo pisałam o naszym codziennym życiu, były relacje z podróży, recenzje kosmetyków, posty wnętrzarskie itd. Teraz tą funkcję przejął Instagram a moja lista pomysłów na nowe wpisy na blogu niebezpiecznie wydłuża się o tematy społeczno-obyczajowe. I potem są na blogu wynurzenia Pimposhki na tematy polityczne czy o zgrozo ‘parentingowe’. Obiecałam więc sobie, że w styczniu będzie lekko, łatwo i przyjemnie a do trudnych tematów i wkładania kija w mrowisko wrócimy w lutym dobrze?
W Wielkiej Brytanii ‘karnawał’ trwa cały grudzień, który jest jednym wielkim ‘Christmas Party’. Natomiast w styczniu nikt nie ma kasy i wszyscy żywią się sałatą i zasuwają na bieżni. W Polsce natomiast po oczekiwaniu adwentowym w styczniu trwa zabawa na całego. No to dzisiaj wpis karnawałowy. Otóż ostatni weekend spędziliśmy w bardzo cudacznym miejscu. Nasza przyjaciółka obchodziła czterdzieste urodziny. Przyjaciółka jest bezdzietną singielką więc ma kupę kasy (jak to zwykle w takich przypadkach bywa) i postanowiła wydać z tej okazji wielkie przyjęcie. 
Przyjęcie odbyło się w hotelu (podobno pięciogwiazdkowym) o nazwie Crazy Bear. Ten hotel to cała instytucja. Odkąd został otwarty w 1993 roku znacząco się rozwinął oraz doczekał się kilku filii, w tym dwóch restauracji w centralnym Londynie. Tego miejsca w zasadzie nie da się opisać. To musi być jakiś wytwór naćpanej wyobraźni, nie tylko jeśli chodzi o wystrój ale po prostu całokształt. Miejsce bardzo luksusowe ale i nie mniej dziwaczne.

Otóż Crazy Bear znajduje się w małej, typowej angielskiej wiosce niedaleko Oxfordu. To niska zabudowa kilku rolniczych budynków. Recepcja znajduje się starym czerwonym londyńskim autobusie, wejścia broni zmurszały galion o twarzy admirała Nelsona a w środku same dziwy. Na małym terenie znajduje się bar, restauracja Angielska, restauracja Tajska, pokój do Tajskiego masażu, Marokański pawilon do przyjęć, sala konferencyjna oraz około dwadzieścia sypialni, większość z miedzianą wanną zaraz przy łóżku. Obsługa natomiast zna tylko jedno zdanie ‘wszystko jest możliwe’. I dosłownie tak było!!

Pokoje są ukryte w różnych zakamarkach na terenie hotelu. Wynajęliśmy najtańszy pokój więc nasz nie posiadał miedzianej wanny, za to łazienka była wyłożona lustrami od podłogi do sufitu. I choć pokój był wielkości pudełka na buty to znajdował się w nim 54 calowy telewizor. Nie było już miejsca na czajnik (standard w brytyjskich hotelach, herbata musi być) więc kawę i herbatę można było zamówić do pokoju całodobowo. Cały pokój (zresztą jak niemal wszystkie pomieszczenia w hotelu) był obity pluszem. Istny dom wariatów :).

Jestem sobie w stanie spokojnie wyobrazić jakie tam cuda się dzieją, gdy sławni i bogaci przyjeżdżają z Londynu aby trochę ‘odreagować’. Przyjęcie było cudowne. Eleganckie, z klasą i bardzo ‘dorosłe’ co oznaczało, że nikt nie wymiotował ani się nie zataczał. Gości zabawiał zaprzyjaźniony iluzjonista, którego zresztą dostarczył mój mąż. Bawiliśmy się fantastycznie i było to jedna z najlepszych imprez na jakiej dane mi było kiedykolwiek być.

A rano? No właśnie. Mnie spało się bosko!!! Łóżko było przecudnie wygodne a pościel luksusowa. Poduszki były nie z tej ziemi. Nawet wyciągnęłam jedną z poszewki aby dowiedzieć się jaka to firma i co tam w środku jest. Niestety poduszki okazały się ‘bezimienne’ a później dowiedziałam się, że robi je znajomy właściciela. Polowanie na poduszkę trwa! Jednak kiedy już wstałam to realia malutkiego, ciemnego i dziwacznego pokoju okazały się być nie do zniesienia. Był bardzo przytłaczający i po prostu musiałam z niego uciec.

Zostawiłam więc męża i poszłam na śniadanie, które było oczywiście boskie (zamówiłam jajka w koszulce na toście z awokado). Ale ciemny bar i restauracja, w której było serwowane również mnie przytłaczało. Po śniadaniu (i zaordynowaniu dostarczenia mężowi śniadania do łóżka) wybrałam się więc na krótki spacer do delikatesów, które należą do hotelu. Bo hotel to też pracujące gospodarstwo rolne dostarczające produkty do ich restauracji. Wróciłam zaopatrzona w jajka prosto od kury, kiełbasę od zaprzyjaźnionej świni i włoskie sery! 
A potem uciekliśmy do domu….

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
7 lat temu

Tak, już wszystko wróciło do normy. A paskudztwo jest straszne – wyobraź sobie, że raz dopadły mnie potężne zawroty głowy, gdy siedziałam przy biurku i zajrzałam do prognozy pogody, w której wynikało, że na Bałtyku jest sztorm. Przez dobrą godzinę bałam się wstać.

7 lat temu

Zachęcam. W zdrowym ciele zdrowy duch 🙂

7 lat temu

Dzięki!

7 lat temu

O rany, problemy z błędnikiem to paskudztwo. Mam nadzieję, że już wszystko ok. Takie lustra to nawet zdrowemu mogą w głowie zawrócić, nie mówiąc już o wątpliwej przyjemności oglądania siebie z każdej strony podczas siedzenia na tolaecie.

7 lat temu

Dzięki! Będzie więcej ale nawet i mnie zmęczyły już te 'poważne' posty.

7 lat temu

Dokładnie 🙂

7 lat temu

Oj tak, wystrój na party był bardzo dobry, gorzej na poranek 'po'. Już zapomniałam jaka to frajda czasem wybrać się na taką imprezę.

7 lat temu

Dzięki! No chce się, chce. Lubię pisać.

Malg
7 lat temu

Podpisuję się pod wcześniejszymi komentarzami. A do tego rewelacyjnie wyglądasz, chyba dzięki Tobie zmobilizuję się do ćwiczeń (pisałaś wiosną o gimnastyce).

7 lat temu

Tak!!! Pisz, pisz, pisz!
Super zdjecia 🙂

7 lat temu

Brzmi niesamowicie, ale jako osoba, która niedawno przechodziła zapalenie błędnika (może fachowo inaczej się to nazywa, ale tak wiadomo, o co chodzi ;)) protestuję przeciwko takim lustrom w łazience. Każda wizyta to murowana choroba morska 😉

7 lat temu

No wlasnie piszesz fantastycznie. Bardzo lubie Cie czytac, styl lekki i po prostu plyniesz. Fajnie, ze piszesz o roznych rzeczach. A imprezka chyba faktycznie byla udana i swietnie sie bawiliscie.

7 lat temu

widać, że pomimo ekstrewaganckiego wystroju bawiłaś się świetnie. I bardz dobrze:)))

Anonymous
7 lat temu

Pimposhko sposob w jaki piszesz jest nie samowity i za kazdym razem mam z tego wielka przyjemnosc. Bardzo Ci dziekuje, ze Ci sie chce:-)). Pozdrawiam Magdalenka

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x