Polak geograficznie prawdziwy

Mam dwa paszporty, dwa obywatelstwa a centrum moich interesów życiowych znajduje się w Wielkiej Brytanii. Mam też meldunek w moim rodzinny mieście i rodziców, którzy tam żyją i mieszkają. Świnoujście odwiedzam przynajmniej kilka razy do roku. Moi rodzice są też właścicielami kilku nieruchomości, o których już dziś wspólnie decydujemy a które w przyszłości będą moim spadkiem. Zupełnie poważnie rozważam powrót do Świnoujścia w jesieni życia. 
Tak się złożyło, że pojechałam do Świnoujścia w weekend, który okazał się również być weekendem wyborów samorządowych. Wzięłam więc dowód i poszłam do komisji obwodowej, tej samej w której wiele lat temu głosowałam po raz pierwszy, tej samej, gdzie przez wiele lat zasiadał mój dziadek. Moja nazwisko (angielskie) znajdowało się na liście. Bez dodatkowej rejestracji, bez zgłaszania, że oto przyjeżdżam i chcę głosować, nie na jakiejś liście dodatkowej. Po prostu, tak jak każdy inny mieszkaniec Świnoujścia przyszłam i zagłosowałam. Także ten mieszkaniec, który codziennie wsiada w kolejkę UBB na stacji Świnoujście Centrum i jedzie do Niemiec zarabiać euro przez kolejne 8 godzin, po czym po 17:00 wraca do domu. 
Kiedy pokazałam na Instagramie moje zdjęcie przy urnie, jedna z moich czytelniczek napisała, że nie rozumie takich ludzi jak ja. Że ludzie, którzy wyjechali za granicę nie powinni głosować, że jest to dziwne, niepotrzebne i że to jest hipokryzja. Przyznam się, że zabolało. 
Polskie prawo jak najbardziej zezwala mi na oddanie głosu w Polsce we wszystkich wyborach. Dlaczego mam z niego nie korzystać? Czy jak mówię do mojego dziecka po Polsku to jestem hipokrytką? W końcu wybrałam, wyjechałam, dziecko ma ojca anglika, mieszka w Anglii po co uczyć je polskiego języka? Nauczy się jeśli i kiedy wrócimy do kraju. Czy jak gotuję w moim MAD polski żurek to jestem hipokrytką? W końcu mieszkam teraz w Anglii, mam być konsekwentna, jeść fasolkę z puszki i bekon. A pierogi to sobie zjem jak wrócę do Polski. Pierogi tylko dla (prawdziwych geograficznie) Polaków!!  
Kiedyś już dyskutowaliśmy tutaj na blogu (pewnie przy okazji ostatnich wyborów 😉 o tym problemie i wiele osób uważało, że emigranci nie powinni ‘urządzać’ kraju Polakom, którzy mieszkają w kraju. Nie przeczę, uważam, że jest to argument, który ma sens i jakąś tam nośność. Myślę jednak, że taki argument ma sens tylko wtedy, kiedy osobę, która ma w Polsce prawo głosu z Polską naprawdę już nic nie łączy. Rodzice nie żyją, urna z prochami stoi na angielskim kominku, domy sprzedane, z dalszą rodziną nie utrzymujemy kontaktów a paszport stracił ważność 26 lat temu. Ale mnie przecież z Polską łączy bardzo wiele! Rodzice, babcia, dalsza rodzina, nieruchomości, plany na przyszłość, plany na przyszłe wakacje (może będzie tunel*) nawet aktualne dokumenty tożsamości. 
Prawo do głosowania mają wszyscy obywatele Polski. Niezależnie od tego gdzie mieszkają ani gdzie płacą podatki. Takie jest prawo i choć czasem może wydać się niesprawiedliwe to nic lepszego do tej pory nie wymyślono (podobnie jak z demokracją). 
Młodzi ludzie wyjeżdżają do Anglii aby zarobić na budowę domu i na wesele. W chwili obecnej nie mieszkają w Polsce, ale plan jest taki aby wrócić. Może za dwa lata a może za pięć. W tym czasie oczywiście biorą udział w wyborach lokalnych bo obecny burmistrz ma w planach postawić oczyszczalnię ścieków niedaleko ich działki. Głosują w wyborach parlamentarnych, bo planują mieć dzieci w Polsce a jest partia, która obiecuje lepszą politykę prorodzinną. Czy mamy im odmówić prawa do głosowania w Polsce?
Młody chłopak wyjechał ze Świnoujścia na studia do Krakowa. Może wróci w rodzinne strony, a może nie. Zobaczymy, jak się ułoży z pracą po studiach. Trudno powiedzieć, gdzie ma głosować. Czy w miejscu gdzie teraz mieszka (biorąc po uwagę, że za trzy lata może go tutaj nie być a jeszcze rok temu w ogóle go tutaj nie było?) czy może w miejscu, gdzie się urodził, wychował i gdzie ma rodzinę ale może już nigdy nie będzie tam mieszkał. W tej sytuacji czy aby na pewno Oxford jest aż tak dużo dalej od Świnoujścia niż Kraków?
Stary Anglik, po przejściu na emeryturę wyjechał do Hiszpanii, gdzie kupił dom. W referendum głosował. Jeśli Brexit stanie się faktem, utrudni mu to pobieranie Angielskiej emerytury a w jego życiu nagle przybędzie biurokracji. No ale przecież wyjechał, wybrał, zamienił Angielską mżawkę na andaluzyjskie słońce. Głosować mu się zachciało, bezczelny hipokryta…
Myślę, że z polskiej perspektywy sprawa wydaje się jasna. Kto siedzi w kraju ma głosować, kto z kraju wyjechał powinien od głosowania się powstrzymać. Z perspektywy emigranta nie jest to jednak aż takie oczywiste. Nie żyjemy tylko tu i teraz, nie jesteśmy samotnym elektronem, który żyje w próżni. W kraju zostały nasze rodziny, nasze domy, z krajem przodków możemy wiązać swoje plany na przyszłość. Dziś mieszkam tam, jutro będę mieszkać tutaj. Dziś moje centrum interesów życiowych jest w Wielkiej Brytanii, jutro może się coś wydarzy i będzie trzeba je przenieść do Polski. Od tego jak zagłosuję dzisiaj, może zależeć moja przyszłość ale i los mojej rodziny dzisiaj. Dziś rząd rozdaje pieniądze na prawo i lewo, jutro być może ja będę ten kredyt spłacać. 
Każda osoba, która ma prawo do głosowania musi sobie sama w głowie poukładać czy chce skorzystać z tego przywileju czy nie. Uważam, że nikt nie ma prawa oceniać nas emigrantów czy powinniśmy głosować czy nie. Owszem, można dyskutować, czy ordynację wyborczą należy zmienić, uzależnić np. od płacenia podatków a nie meldunku czy obywatelstwa. Podobnie można dyskutować, czy 500+ należy zmienić tak aby pieniądze dostała samotna matka z jednym dzieckiem, a milioner z piątką dzieci już niekoniecznie. Ale nieelegancko jest zaglądać do portfela osobie majętnej i mówić, że pobierając 500+ postępuje tak jakby niemoralnie.
I nie martwcie się. Nawet jeśli wszyscy polscy emigranci się zmówią i zawezmą to i tak nie wybiorą Wam Kukiza na prezydenta :). 
*oczywiście nie w przyszłe lato, ale niemniej wizja tunelu się zbliża. 
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
7 lat temu

Lucy, z tego co wyczytałam to obywatele EU mają takie sama prawa do głosowania w Polsce jak ja (jako obywatelka Polski) w Wielkiej Brytanii. Czyli wybory lokalne tak (do rady miasta i na prezydenta/burmistrza) ale parlamentarne/referendum/prezydenckie/do sejmików już nie.

7 lat temu

Kalino, to co piszesz wydaje się proste ale proste nie jest. Jest mnóstwo przykładów osób, którzy podatków nie płacą ale i mnóstwo przykładów, którzy w danym miejscu mieszkają/nie mieszkają. Z tego co się zorientowałam podobne prawa panują w całej UE, np. ja płacę podatki w Wielkiej Brytanii ale i tak nie mam prawa głosować w wyborach parlamentarnych w UK (tzn teraz już mam ale jako obywatelka). Także to chyba najlepszy możliwy konsensus choć nie do końca sprawiedliwy oczywiście.

7 lat temu

Jasne, chociaz ja niemieckiego paszportu nie mam, jedynie dowór osobisty 😉
Nadal ciekawi mnie kwestia prawa wyborczego w Polsce dla unijnych obcokrajowców. Ale chyba nikt nic blizszego nie wie?

7 lat temu

Teoretycznie plural voting zniesiono w Wielkiej Brytanii w poł XX w. Ale są luki.

7 lat temu

Moim zdaniem w wyborach – mieszkańcy danego miejsca, niezależnie od dokumentu, jakim się legitymują; w wyborach sejmowych płacący podatki (jednak najważniejszą ustawą jest budżet i niech ci co się na niego składają, decydują jak ma być rozdysponowany) a w wyborach w prezydenckich wszyscy obywatele (prezydent reprezentuje, przynajmniej teoretycznie, wszystkich)

7 lat temu

Z tymi dziewczynami to mnie trochę przeraziłaś. Do wojska ich nie wezmą ale co jak PiS im nakaże reprodukcję ku chwale polskiej Ojczyzny? To niby Orwell ale teraz cholera kto wie, szczególnie, że historia lubi zataczać koło.
A jak to mówią so stare baby i stare baby, ja tam lubię słuchać Twojego marudzenia!

7 lat temu

Podatki płacę w UK a i tak nie miałam prawa głosu w wyborach parlamentarnych w UK.

7 lat temu

Ja jako emigrant unijny miałam prawo głosować w wyborach lokalnych i do parlamentu europejskiego ale nie miałam prawa wyboru w wyborach parlamentarnych w UK chociaż tutaj płacę podatki. Czyli jednak paszport ważniejszy niż adres.

7 lat temu

O rany! Gdyby faktycznie profesor z Oxfordu miał podwójny głos…. hmmm chyba czekałaby nas apokalipsa. To są ludzie totalni oderwani od normalnego świata 😉

7 lat temu

W ostatnich wyborach parlamentarnych w obwodzie w Irlandii wygrał Kukiz, a w USA PiS dostał ponad 72%, czyli zdaniem tamtejszych obywateli powinien mieć większość konstytucyjną. Kiedyś było No taxation without representation. Może pora na No representation without taxation?

7 lat temu

Anno, przepraszam. Pomyliłam Cię z czytelniczką z Instagrama, która zainspirowała ten post 🙂 Oczywiście, że Ty o hipokryzji nic nie pisałaś. Mnie chodziło o tamten wpis.

7 lat temu

Polska nie Oxford, gdzie głos profesora w lokalnych wyborach waży dwa razy tyle, co prostego człowieka. Równe i sprawiedliwe wybory wykluczają ważenie głosów. Każdy obwód głosowania musi też należeć do konkretnego okręgu wyborczego z przyczyn oczywistych.
Jestem przeciw ograniczaniu prawa głosu jakiemukolwiek obywatelowi, ale za uwspolcześnieniem zasad jego wykonywania. Np. niech Polonia sobie ma, powiedzmy jednego senatora na 100 tys. zarejestrowanych wyborców, ale nie więcej niż 2, a pozostałe karty dla tych, którzy deklarują Polskę jako miejsce, gdzie mieszkają, co najlepiej potwierdza roczny PIT – nawet z zerowym dochodem.

7 lat temu

Nadal ciekawam, jak to jest uregulowane w Polsce, czy unijni obcokrajowcy maja prawo glosowania w wyborach lokalnych?

Co do pracujacych za granica, plywajacych pod obca bandera- chciec to móc, nawet 11 miesiecy na morzu i obca bandera nie odbiera Polakowi polskosci, w sumie zyje Polska, szczególnie jesli ma tam zone i dzieci 🙂 ja koncentruje sie na tych, którzy od x lat zyja poza Polska, do Polski jada jedynie na urlop, pogrzeby i sluby w rodzinie.

7 lat temu

Wiem, to co pisze, jest dla mlodej generacji jakby bajka o zelaznym wilku, ale pisze po prostu z wlasnych i innych w takich kwestiach doswiadczen. I to z perspektywy dziesiecioleci. Czyli jednak marudy starej baby 😉

7 lat temu

Pimposzko, to z z tym domem rodziców, czy innymi nieruchomosciami, to jedynie aluzja do wyborów. Nie mieszkam w juz w domu rodziców czy w danym kraju, nie mam tam tam prawa decyzji, czyli ukladania im zycia z daleka.

Piszesz o dziewczynkach, chetnie sie pod to podepne, w sensie, ze ja nie mam córek, lecz syna. I teraz wyobraz sobie cos takiego: obywatelstwo kraju zobowiazalo mojego syna do sluzby wojskowej, która tez odbyl regularnie w Bundeswerze. Posiadajac polskie obywatelstwo, musialby te sluzbe odbyc równiez i w Polsce. Znaczy to, ze w swoim czasie, gdy odkryl Kostrzyn nad Odra 😉 wystarczylaby niewinna kontrola drogowa, aby go zaaresztowac za uchylanie sie od sluzby wojskowej. Gdyby te sluzbe odbyl z wlasnej woli, i powrócil do Niemiec, ten fakt zamknal by mu kilka mozliwosci zawodowych w Niemczech.
Taka ot ciekawostka, która moze rzutowac calkiem powaznie na zycie, i rozzalic dziecko.
Dziewczynkom na ten moment nic nie grozi, ale- kto wie, co bedzie za jakis czas, i w Polsce wprowadza regulacje izraelska, czyli wszyscy do woja, niezaleznie od plci? Póki co, Polska sie zbroi, a wiec- trzeba liczyc sie ze wszystkim.

7 lat temu

W Anglii nie ma meldunku więc przed każdymi wyborami do domów przychodzą druki do rejestracji. Nie trzeba nic udowadniać, jeśli odbierasz taki druk to znaczy, że jesteś w domu czyli 'mieszkasz' w Wielkiej Brytanii. Jeśli John ma tam cały czas dom, to na ten adres na pewno przyszedł taki druk (one nie są imiennie adresowane). Wystarczyłoby aby poprosił syna czy lokatora o zarejestrowanie albo przekazanie poczty (można się zarejestrować przez internet a głosować można nawet listownie). Oczywiście byłaby to fikcja, tak jak mój meldunek w Świnoujściu jest fikcją bo fizycznie mnie tam jednak nie ma. No ale prawo głosu by miał jeśli by chciał głosować.
ps. taka ciekawostka, za figurowanie w spisie wyborców w Wielkiej Brytanii dostaje się dodatkowe punkty do 'wyniku kredytowego', dzięki któremu można potem łatwiej uzysakć kredyt.

7 lat temu

Ja też nie mam mu nic do zarzucenia, ale fakt ekipa mogłaby się już zmienić. Ja głosowałam na Agatowską.

7 lat temu

Mario, bardzo ciekawe spostrzeżenie. Masz rację, że tak wygląda. Napisałam tak w opozycji to 'nie będą NAM emigranci Polski urządzać' w tym dyskursie chyba jest MY i WY choć logicznie rzecz biorąc to ja sobie wybrałabym Kukiza. Zgadzam się z Tobą, jakos dziwnie to wyszło.

7 lat temu

Tak zgadzam się, że temat jest ciężki i każda ze stron ma rację i nie ma chyba 'sprawiedliwego' rozwiązania. Dlateog uważam, że prawo jest prawem a każdy powinine w swoim sumieniu rozliczyc czy powinien i chce głosować. U mnie decyzja jest jasna, mogę, chcę i zawsze będę głosować. Ale może to wynika z tego, że zawsze głosowałam, także mieszkając poza domem na studiach (np. w Warszawie w referendum unijnym). Chodzi mi to, aby mi ktoś nie mówił co mam robić, jeśli prawo posiadam. Nie przeszkadzaja mi ludzie, którzy uważają, że takie prawa nie powinnam mieć bo każdy ma prawo do własnego zdania. Ale jak ktos mi mówi, że nie powinnam z niego korzystać to sie trochę denerwuję.

7 lat temu

Ja specjalnie na wybory samorządowe bym nie przyjechała, aczkolwiek we wszystkich innych biorę udział i żeby tak się stało muszę się rejestrować w MSZ. Aga ja częściej spotykam się raczej z sympatią i zaciekawieniem, jak wygląda życie w Anglii albo jak różni się od Polski. Co do tego pieca to jasne, że się zgadzam ale rozumiem też Lucy. Może być tak, że ten ojciec chce nosić ten węgiel, bo jak nadejdzie dzień, w którym tego węgla nie da rady to znaczy, że już tylko trumienka, a póki nosi węgiel to znaczy, że nie jest z nim tak źle. Zdaję sobie, że to jest bardzo trudne ale ja chyba dam się rodzicom 'starzeć z godnością' nawet jak będzie to dla mnie duży problem (bo mi mama biodro znów połamała skacząc ze spadochronem). W sumie każdy ma prawo przeżyć swoje życie jak chce.
Anonimie, tak emigranci głosują na listę Warszawską i od zawsze wydawało mi się to bez sensu i niesprawiedliwe. Może te głosy zagraniczne są wtedy inaczej ważone?

7 lat temu

Musiałam sprawdzić u źródła: Tak, John mieszka poza UK od 1997 r.
Zainteresowała go ta dyskusja i powiedział, że bynajmniej nie czuje się pokrzywdzony, bo obywatelstwo to rodzaj kontraktu, a on mieszkając za granicą nie świadczy obowiązków wobec HRM ;). Podatek od nieruchomości się nie liczy, bo to podatek lokalny, który idzie na drogę, chodniki itp. – Abramowicz też płaci.
Takie obowiązki to np. posłanie dziecka do szkoły w miejscu zameldowania – w swoim czasie mój syn dostał wezwanie do polskiej szkoły. Zresztą nie tylko do szkoły, bo potem na komisję wojskową, która dotyczy też niektórych kobiet (z wykształceniem medycznym, weterynaryjnym itp.).

7 lat temu

No i właśnie w tych niuansach tkwi diabeł 😉
Z tego samego prawa mogą korzystać przecież osoby po całkowicie przeciwnej stronie – teoretycznie jest możliwe, że zbierze się grupa osób o poglądach mocno kontrowersyjnych i zrobi akcję przemeldowania i głosowania na swojego kandydata, który w normalnych warunkach nie miałby szans. I wszystko będzie zgodne z prawem!
Czytałam, że w jakiejś polskiej miejscowości była taka sytuacja: pewien działacz nazywa się X i jest niemal pewny wygranej. Jego przeciwnik nie ma szans na wygraną, więc znajduje inną osobę, również nazywającą się X i wstawia ją na 1. miejsce na swojej liście, a sam wchodzi na 2. Ten drugi X wygrywa (pewnie przez pomyłkę głosujących, ale nic ich nie usprawiedliwia, a może jednak tak chcieli), od razu rezygnuje z mandatu, więc ten, który nie miał szans przechodzi dalej. Wszystko jest zgodnie z prawem, ale niesmak zostaje.
Ja kibicowałam przeciwniczce Żmurka. Niby mu wiele do zarzucenia nie mam, ale są stanowiska, na których od czasu do czasu powinno się zmienić ekipę.

7 lat temu

Nie przejęzyczyłam się, to co czytasz między wierszami to już jest interpretacja. Nie użyłam słowa "hipokryta", nie miałam go nawet na myśli. Pracuję za granicą, centrum życiowe mam w Polsce :-). Pozdrawiam.

7 lat temu

Aaa, ps. obywatele brytyjscy mogli głosować w referendum chyba, że mieszkają za granicą dłużej niż 15 lat.

7 lat temu

Dzięki Marzena. Lucy, a na przykład co ma zrobić pan, który pracuje za granicą cały rok a do domu przyjeżdża tylko na urlop. W kraju jest może z 6 tygodni w ciągu roku, ale tu ma żonę i dzieci, tu wydaje kasę choć podatki płaci gdzie indziej? Tak jak ja napisałam w poście i tak jak pisze Marzena, gdzie postawić granicę? Nie twierdzę, że system jest idealny, ale jakiś tam jest. I dlatego myślę, że każdy emigrant musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chce głosować czy nie. Jak mój ojciec pływał w Polskiej firmie, to normalnie organizował głosowanie dla marynarzy na statku, taki był prawny wymóg. A przecież te statki też pływają pod obcą banderą i podatki niby płacą w Liberii na przykład.

7 lat temu

Dziękuję 🙂

7 lat temu

Już chyba te 'tapety' raz tu kiedyś wyciągałaś. Do głowy by mi nie przyszło mówić rodzicom jak sobie mają w domu urządzić. Nawet jakby chcieli majątek spieniężyć (formalnie i już teraz należy do mnie zaledwie połowa jednego mieszkania co jest moim spadkiem po Babci) i pojechać na Malediwy to uważam, że nic mi do tego. Powiedziałabym, że u nas jest nawet odwrotnie. Parę lat temu mama kupiła za grubą kasę meble do sypialni z litego jesionu. I teraz mówi, że muszę sobie kupić większy dom, żebym miała gdzie je wstawić. O! Postawiłam się im tylko raz, jak nagle wpadli na pomysł, że się przeprowadzą do lasu koło Połczyna. Powiedziałam, że tam to ja na pewno nie będę jeździć i mają to sobie wybić z głowy.
Co do emerytury w Polsce to ja sobie oczywiście zdaję doskonale sprawę z tego co piszesz. Trudno określić ile się będzie czekało na operację zaćmy za 30-40 lat, co się stanie z Unią, jaką emeryturę będę mogła pobierać. W Świnoujściu to i niemiecka kasa chorych blisko. Na razie dla mnie jest za wcześnie aby rozważać to praktycznie, a chcieć chcę i to się już raczej nie zmieni.
Lucy, skostniała nie jesteś ale dorosłaś w nieco innych czasach. Miałaś paszport w jedną stronę. Teraz dużo łatwiej można poczuć się obywatelem Świata czy Europy. Dla mnie było oczywiste, że dziewczynki będą miały dwa paszporty (moja dwa paszporty to wynik czego innego o czym już pisałam) i tego nie żałuję. Także w tym temacie nie możemy się zgodzić.

7 lat temu

Anno, ponoszenie konsekwencji rozciąga się w czasie i przestrzeni. Przykładowo, jak dzisiejsi włodarze Świnoujścia nabudują jeszcze więcej hoteli i apartamentowców to np. wartość mojego mieszkania może spaść. Jeśli mam działkę na Karsiborzu dzisiaj, to interesuje mnie jaki jest obecny plan zagospodarowania przestrzennego, bo jak najbardziej mnie on dotyczy. Np. jeśli w planach jest położenie kanalizacji to wartość mojej działki wzrośnie. To jest jak najbardziej ponoszenie konsekwencji, zarówno dokonania wyboru jak i wstrzymywania się od niego. Głosowanie to nie uczucia do mamusi i tatusia ale czysty egoizm. Jak nie będzie dobrego szpitala to ja będę się musiała nagłowić jak im pomóc na odległość. Ale muszę przyznać, że dla mnie głosowanie to poczucie obywatelskiego obowiązku i nie mogę inaczej. Zawsze głosowałam, jak byłam na studiach to wszędzie się rejestrowałam i nawet pokłóciłam się raz ze współlokatorką, która nie poszła głosować w referendum unijnym. Anno, masz prawo uważać, że ja nie powinnam mieć prawa głosu. A co mają zrobić ludzie, którym np. PO zamknęło jedyny zakład w okolicy i musieli wyemigrować za chlebem. Powinni mieć chyba prawo zagłosować na nowy rząd, który obiecuje otwarcie np. specjalnej strefy ekonomicznej w ich regionie a wtedy mogliby wrócić do domu. Tak, potraktowałam Twój komentarz osobiście, bo to takich ludzi jak ja nazwałaś hipokrytami za korzystanie z przysługującego nam prawa. A poza tym to istnieje szansa, że jestem nieco na tym punkcie przewrażliwiona ;). Ale Internet ma swoje prawa, może to było przejęzyczenie, czasem trudno wyrazić swoje myśli precyzyjnie pisząc w mediach społecznościowych. Nie będę chować urazy. Pozdrawiam Cię 🙂

7 lat temu

Wiesz, nigdy nie przyszło mi do głowy aby wstydzić się tego, że głosowałam czy to w jakiś sposób ukrywać. Ja zawsze korzystałam z prawa głosu, będąc na studiach w Polsce zawsze dbałam aby na czas zarejestrować się w miejscu, w którym akurat mieszkałam. Wg. prawa John jak najbardziej miał prawo głosować w referendum. Obywatele Wielkiej Brytanii mogli głosować, nawet Ci, którzy mieszkają poza granicami, pod warunkiem, że wyjechali z Wielkiej Brytanii mniej niż 15 lat temu (referendum odbyło się 2.5 roku temu i Polska była wtedy w Unii od 12 lat, no chyba że faktycznie zamieszkał w Polsce jeszcze przed naszym wejściem do Unii). Ale nawet wtedy ma prawo do głosowania jeśli ma w Anglii nieruchomości (na jego adres w UK przyszedł na pewno druczek rejestracji do głosowania). Więc z Twojego opisu wynika mi, że raczej miał prawo do głosu.

7 lat temu

Nie neguje, że masz prawo do głosowania, ale nie bardzo mogę Cię zrozumieć. Jeżeli, jak piszesz, czujesz się pełnoprawną obywatelką Polski, to dlaczego piszesz, że nawet wszyscy glosujący Polacy,będący w takiej sytuacji jak Ty,nie są w stanie wybrać "Wam"? Chyba nam, patrzysz na to wszystko jednak trochę z boku.

7 lat temu

Ja wyjechałam legalnie z Polski, z paszportem w jedna stronę, wtedy u władzy byla PZPR, i z wręczeniem tego paszportu skreślono mnie i moja mamę z listy obywateli.

7 lat temu

Dwa ważne pukty poruszyłaś. Bo to przecież nie jest tak, że ja dziś zagłosuję a jutro wykopią mi tunel na wyspę Uznam. Więc często ten głos ma jakis wymiar symboliczny np. nie przyczyniłam się do 'dobrej zmiany' albo 'zrobiłam co mogłam, aby uniknąć Brexitu' itd. Więc poprawia mi to samopoczucie. Dla mnie głosowanie zawsze było ważne, odkąd mogę głosować nie opuściłam ważnych wyborów, jak byłam na studiach w Warszawie to się rejestrowałam specjalnie by wziąć udział np. w referendum unijnym itd. Dla mnie to obywatelski obowiązek (który nie jest geograficzny) a obywatelką czuję się stuprocentową i nikt nie będzie mi tutaj mierzył zawartości Polski w Pimposhce ;). I po drugie, naprawdę czuję się w dalszym ciągu bardzo związana ze Świnoujściem i tak jak mówisz, może jestem daleko ale to w niczym mi nie umniejsza. Mój ojciec też często jest daleko i często omijają go wybory a też jest bardzo aktywnym mieszkańcem.

7 lat temu

Magdalenko, no właśnie o to mi chodzi. Niech sobie ludzie oceniają, czy prawo jest sprawiedliwe czy nie, czy powinno się je zmienić i czy inne kryteria byłyby lepsze. Ale nie spodobało mi się, że ktoś mnie ocenia czy mogę z tego prawa skorzystać czy nie.

Lucy, a Ty nie masz obywatelstwa, to jak to załatwiłaś?

7 lat temu

No właśnie mam takie wrażenie, że głosująca Pimposhka Państwu Polskiemu szkody przecież nie może wyrządzić.

7 lat temu

Tak się zastanawiam czy np. jakiś stary dziadek na Żoliborzu też by się z Tobą zgodził. Bo może mu się studenty najechały i wybrali mu jakiegoś homo albo cyklistę do rady dzielnicy ;). Pamiętam, że jak pierwszy raz o tym pisałam, to też miałaś takie zdanie i chyba podałaś przykład sześciolatków, że mnie ta reforma nie objemie. I masz rację. Ale właśnie tak sobie myślę, że chyba mnie dotyka mnie polityka na szczeblu krajowym a bardziej chyba na lokalnym. Przy tym tempie zabudowy (a Żmurek znów został prezydentem) to może i coś zaraz zbudują koło moich rodziców i już nie będzie mi park zaglądał do okna. Nie głosuję dla rodziców czy babci i masz rację oni mają swój głos. Ale jeśli nowa władza np. okroi usługi szpitalne to dotknie to nie tylko moich rodziców ale i mnie. Podam Ci inny przykład. Mojemu wujkowi, jako byłemu pracownikowi służb solidnie okrojono emeryturę. To ja mu teraz farby (bo lubi malować) sponsoruję. To nie tak, że sie z Tobą nie zgadzam, ale wydaje mi się, że jest tyle niuansów i sytuacji życiowych a skutki wyborów moga być naprawdę długotrwałe, że obywatelstwo jako kryterium prawa głosu jest dobrym rozwiązaniem (co nie znaczy, że idealnym).

7 lat temu

Magdalenko, nie ma czegos takiego, jak "zrzeczenie sie" polskiego obywatelstwa, czy "wykupienie sie". Z polskiego obywatelstwa może zwolnić jedynie polski prezydent, ale nie musi, i kwota odmowna jest ponad 99%. Bo tak, prezydent nie musi odmowy uzasadniać.

7 lat temu

Ago, zafrapowal mnie ten piec u starych rodiców, jako przensonia do koniecznego niby czasami "wtracania sie" w zycie rodziców, bo jestesmy mlodsi, bardziej obrotni, zorientowani i tak dalej. I opowiem Ci taka historyjke… to juz bedzie z cwierc wieku temu, bylam wtedy o wiele mlodsza i ladniejsza 😉 nowoczena, i wydawalo mi sie, ze swiat do mnie nalezy, jak to w takim wieku bywa. I mialam pod opieka pewna starutka paccjentke, która chodzila w starych, zniszczonych do imentu, do tego za duzych kapciach, taka bida z nedza te kapcie. Przede wszystkim ten rozmiar wydawal mi sie niebezpieczny, to czlapanie i prawie gubienie tych kapci, wiec jako osoba mloda, obrotna, a przede wszystkim "lepiej wiedzaca" w temacie zapobiegania wypadkom, pytam sie jej, czy nie ma innych kapci, bo te jakos tak… oczywiscie mam dopasowane, porzadne i nawet nowe kapcie, odpowiedziala mi starenka pacjentka, ale- te kapcie to po moim mezu, on nie zyje juz kilka lat, bardzo mi go brakuje, bylysmy ponad 60 lat malzenstwem, dobrym malzenstwem, a teraz zostalam sama, i jak ubieram te kapcie, to taka czesc jego, dobrze mi w tych kapciach.
I bec. O tym mloda, obrotna, wszystko lepiej wiedzaca mloda pielegniarka, nie miala pojecia 😉 ze wszystko ma powód, ze inny czlowiek ma uczucia, i sztuka jest, zrozumiec, dlaczego ten czlowiek chce tak a nie inaczej. Nie sztuka zgwalcic babcie, odbierajac jej paskudy kapcie, i wciskajac nowe. Mozna cos doradzic, ale ostatnia wola jest ta tego zainteresowanego, albo i nie zainteresowanego.
Wtedy tez zrozumialam sens polskiego przyslowia- zaglaskac kota na smierc, a przeciez chcialo sie cos tam dobrze. A takze: nie badz tak do przodu, bo ci z tylu zabraknie. Ile prawdy w tych przyslowiach! Przywilejem mlodosci jest pewna arogancja, ta fantazja wiedzenia czegos a czesto niby wszystkiego lepiej, a tak czesto mozna skrzywdzic tym drugiego, starszego czlowieka, bo chcialo sie "dobrze".
Byc moze, nowy piec bylby lepszy, z pewnoscia bylby lepszy, odpadlo by tez wiele pracy zwiazanej z takim starym piecem, ale- byc moze, ten piec to dla starego rodzica przypominajka dawnych czasów, i jeszcze widzi przy nich tych, którzy gdawno juz odeszli, czy wlasne dzieci, jak byly male, byc moze widzi zawieszone na nim male rajstopki do szybkiego wyschniecia? Gdy ten piec zniknie, znikna i wspomnienia. Dlatego mozna na temat nowego pieca rozmawiac, ale nie zmuszac. Mozna dawac rady, ale wtedy, gdy jest sie o takie rady pytanym. A jesli stary rodzic nie chce z rady skorzystac, no cóz, trzeba zacisnac zeby i pomóc mu nosic ten wiegiel i drzewo, i popiól z powrotem.
Byc moze wyda ci sie to, co pisze, dosyc skostniale a ja sama starym zgredem, ale wiele spotkan z innymi ludzmi, takze tych przypadkowych, dalo mi czasami sporo do myslenia, i w pewnym momencie wyroslam z checi notorycznego naprawiania swiata, bom mloda i wiem lepiej, niby… i rozdzielania porad nie bedac o rade pytana. Zajmowanie sie bliznimi otwiera czasami rózne perspektywy, wierzaj mi.
Powracajac do tematu wyborów w Polsce, i pytana: emigranci tak czy nie, jestem zwolniona z takich dylematów, gdyz nie musze, z braku obywatelstwa. Mimo tego interesuje sie wyborami, jak w kazdym innym kraju, który ma na tyle intersujaca sytuacje polityczna, ze nie w sposób przejsc kolo tych wyborów. Oczywiscie mam zwykle swojego "faworyta", któremu kibicuje tak z czystej sympatii do czlowieka, ale to tez wszystko, bo wybory to ja mam na miejscu, gdzie zyje i mieszka, i poprzez moje wybory w jakis sposób wplywam na moje i mojej rodziny zycie, bo t ich tez to dotyczy.

7 lat temu

Jeżeli przejdzie propozycja o zwiększeniu liczby członków Senatu RP o dwie osoby wybierane przez osoby uprawnione do głosowania w wyborach, a mieszkające za granicą – jak najbardziej ok.
Ale w tej chwili cała Polonia (potencjalnie kilka milionów osób) wybiera posłów do Sejmu z okręgu nr 19 (m.st. Warszawa, liczba mieszkańców ok. 1,7 mln., czyli uprawnionych do głosowania odpowiednio mniej), a senatora z okręgu obejmującego Śródmieście, Żoliborz, Bielany i Białołękę (jeszcze mniej uprawnionych do głosowania) oraz obwody zagraniczne.
Wprawdzie jestem z Mokotowa, ale bywam w Śródmieściu i dalej, mam tam też znajomych, mimo że to obce dzielnice. Dlatego mogę z pełną odpowiedzialnością zapewnić, że – podobnie jak na Mokotowie – ludzie tam też mają i obycie, i wykształcenie, i ambicje, a nawet niezłe pojęcie o świecie, o stołecznym sznycie nie wspominając. Mamy też internety, smartfony, i inne takie, więc chyba nie ma szczególnej potrzeby, żeby ktoś nam co kilka lat z zagranicy światło zapalał – bez obrazy.

7 lat temu

Ustalenie takiej granicy nie jest problemem samym w sobie, tak jak sa terminy np na zameldowanie sie, czy przemeldowanie auta, czy odrzucenia spadku-można ustalić, ze po upływie jakiegoś czasu traci sie prawo wyborcze w tym poprzednim miejscu zamieszkania. Nie wiem, czy w Polsce tez jest tak, ze unijni obcokrajowcy po trzech miesiącach pobytu nabierają prawo do glosowaniaw wyborach lokalnych? Co jest w sumie bardzo w porządku, bo gdzie sie zyje, gdzie placu sie podatki, tam ma sie prawo do decydowania o różnych sprawach. I w tym momencie powinno sie tracić to prao w miejscu, gdzie sie właśnie juz nie zyje, nie placi podatków ai nie zasila kas socjalnych.

7 lat temu

Ech, bo to jest strasznie trudny temat… I faktycznie mam wrazenie, ze juz tu kiedys moje zdanie opisywalam. Oczywiscie, ze majac polskie obywatelstwo masz prawo glosowac. Ciezko cos zarzucic Tobie, mozna cos zarzucic systemowi. Przynajmniej w mojej ocenie. Z reszta sama pisze to z perspektywy emigracyjnej, wiec temat jest u mnie w domu rozpatrywany regularnie.
Bo z jednej strony zgoda- ktos wyjezdza "na chwile", wciaz jego zwiazek z krajem jest silny i ma szerokie perspektywy, oczywistym wydaje sie, ze glosowac moze i powinien. Na przeciwleglym biegunie jest skostniala emigracja sprzed lat- do dzis pamietam moje oburzenie, kiedy jeszcze mieszkalam w Pl, ze mi Jackowo kraj chce ukladac, pamietam z gazety wypowiedzi "rodakow", ktorzy od dekady nie byli w Pl, ale mieli bardzo duzo do powiedzenia na temat polskiej polityki. Oczywiscie nie chce przyrownywac Ciebie personalnie do nich. Szkicuje dwie skrajne opcje i nie wiem, jak pomiedzy tymi opcjami postawic granice, ktora dla mnie bylaby akceptowalna. Latwiej jest mi zaakceptowac, ze emigracja wcale nie powinna glosowac, niz ze "jackowo" moze. Mi chyba pasowaloby zespolenie prawa do glosu z miejscem odprowadzania podatkow. Dla mnie polaczenie sentymentem, planem, czy spadkiem w perspektywie sie nie broni, podobnie jak samym paszpotrem, co moze znaczyc jeszcze mniej, niz poprzednio wymienione.
Domyslam sie, ze wszyscy, ktorzy w wyborach glosowali, chcieli dobrze, ba, chcieli jak najlepiej, tylko definicje i interpretacje ich roznily.

7 lat temu

Możliwe, że gdybym była akurat w Warszawie podczas wyborów samorządowych, zagłosowałabym. Ale nie pojechałabym specjalnie na wybory, żeby skorzystac z przysługującego mi prawa. Tym bardziej w wyborach samorządowych – na szczeblu gminy np, bo kompletnie nie znam kandydatów ani ich programów, oraz – nie mieszkam w miejscu zameldowania w Polsce. W minionych wyborach, prawdopodobnie chciałabym wziąć udział w wyborze prezydenta Warszawy. Bo duże miasta ( stolica !!), to jednak wizytówka Polski i dla mnie ma znaczenie, kto rządzi Warszawą. No, ale nie byłam akurat, nie skorzystałam. Za to rok temu skorzystałam z prawa i głosowałam w lokalnych wyborach w Danii, bo tu mieszkam i programy wyborcze bezpśrednio dotyczą mnie, mojej rodziny, naszego życia zawodowego, naszej przyszłości.

" (…) wiele osób uważało, że emigranci nie powinni ‘urządzać’ kraju Polakom, którzy mieszkają w kraju " Nie brałam udziału w tej dyskusji, może teraz dorzucę swoje trzy grosze. Też się spotykam czasami, że nie powinnam się wypowiadać na temat tego, co dzije się w PL, bo wyjechałam. Mówili to głównie ludzie o dosyć konserwatywnych poglądach, często tacy, którzy niewiele zmieniali w swoim życiu, nie mieli jakichś większych ambicji. Myślę, że jednak my emigranci mamy prawo wyrażac swoje ( także negatywne) zdanie, chcoćby dlatego, że widzimy sporo spraw z innej perspektywy, widzimy jednak trochę więcej, przeżylismy trochę więcej. Metafora z dziećmi, które "wtrącają się" do życia rodziców nie przemawia do mnie. Wszystko zależy w jaki sposób próbujemy polepszyc życie naszym rodzicom. Bo rodzice mają prawo nie znac się na najnowszych technologiach, mogą już nie nadążać za nowinkami i wg mnie nie ma nic złego, jesli dzieci podpowiadają, pokazują, że może wygodniej będzie zamontowac nowy, bardziej wydajny i bardziej ekologiczny piec, niż wciąż używać starego pieca na węgiel i nosić ten węgiel z piwnicy…. Moze to być z korzyścią dla wszystkich. Tak samo z naszymi obserwacjami- raz, ze widzimy troszkę inaczej, dwa – nie chodzi o urządzanie, wtrącanie się, chodzi o podpowadanie, przenoszenie czegoś, co działa gdzieś indziej, na polski grunt. Co w tym złego czy nieodpowiedniego?

Nie chcę tu jakoś gloryfikować emigracji, bo są emigraci i emigranci, jak jak są różni ludzie. Ale sądzę, że zawsze warto wysłuchać ludzi, którzy mają szerszą perspektywę, jeśli ja mają oczywiście 😉

7 lat temu

Gosiu ja uważam, że jak najbardziej możesz głosować, wszak masz do tego prawo! 🙂
Być może Gosia już nie wróci do Polski, ale zdarzyć się jednak może wszystko. Pytanie co z ludźmi, którzy wyjeżdżają na rok, dwa, trzy? Gdzie postawić granicę? A co jeśli mówili, że tylko do pracy, zaraz wrócą, a siedzą tam już piętnasty rok? Jak sprawdzać, klasyfikować emigrantów, przyznawać prawo do oddania głosów?
Lepszej opcji nie wymyślono. Emigranci nie łamią prawa oddając swoje głosy, nie do nich powinno się mieć pretensje w tej sprawie 🙂

7 lat temu

To chyba nie tak!Są emigranci i emigranci.Wiele jest takich,którzy wyjechali wiele lat temu ,pojęcia nie mają co się w kraju dzieje i słuchają tylko tych polityków co do nich przyjeżdżają a przyjeżdżają tylko po poparcie ale są emigranci,którzy interesują się bardzo co się w Polsce dzieje ,czytają polską prasę,przyjeżdżają do kraju i bardzo dbają o to by rodzina wiedziała dużo o Polsce .Tacy emigranci to jest nasze dobro bo oni widzą wszystko inaczej i jestem przekonana,że lepiej.Takich ja sobie bardzo cenię i oby ich jak najwięcej głosowało bo im naprawdę zależy na Polsce.Oni są bardziej zorientowani co się u nas dzieje niż my.Patrzą na to trzeźwym okiem.Dlatego brawo i dziękuję za Twoją postawę.Tak trzymać!

7 lat temu

Anno trudno sie tutaj z Toba nie zgodzic. Widze to tak samo. Juz raz porównywalam to do sytuacji, gdy dorosle dziecko opuszcza dom rodzinny, zakladajac swoja wlasna rodzine, we wlasnym mieszkaniu, ale caly czas "wtraca sie" do rodziców i ich mieszkania, decydujac o kolorze tapet i jak maja stac meble 😉 Mozna dalej porównywac, twierdzac, ze owe dziecko tem dom odziedziczy- ale wlasnie, kiedys odziedziczy, i wtedyy dopiero bedzie mialo prawo zarzadzac tam kolorem tapet czy farby na scianie, i jak maja byc ustawione meble. Wczesniej nie.
Co do powrotów do Polski z emigracji, mam tez wyksztalcone zdanie na tem temat, i okreslam to jako nierealne. Wielu ludzi, takze mi znanych, czesciowo krewnych, mialo niby takie plany, "na starosc" wrócic do Polski. I co? Nico. Bo kto w stardszym wieku, obarczony kilkoma chorobami, odjedzie od wlasnej rodziny (dzieci, wnuków) i pojedzie z tym calym bagazem do Polski, gdzie na operacje zacmy czeka sie kilka lat? (u nas 2 miesiace). Do tego sam, stary, chorowity, a przede wszystkim sam. Bo ani dzieci, ani wnuki, niebeda mu do tej Polski towarzyszyc.
Mialam znajomych Holendrów, wiek: krótko po 60- tce, bardzo chcieli zamieszkac w Niemczech, co tez zrobili, i fajnie bylo. Wiek przeciez nie starczy, ale za dwa lata sie zaczelo. Rudi dostal zawalu, po pól roku zmarl. Siphia zostala sama. Dzieci w Rotter- i Amsterdamie, zonate, dzieciate, wnuki w szkole. Nie bylo mozliwosci jezdzenia co i raz na takim odcinku, by odwiedzic ojca, wspomóc matke, Take sa relalia przy 500 km odleglosci, i gdy jedni pracuja, a drudzy chodza do szkoly. Potem Sophia tez zaczela chorowac, ot po prostu jakies palpitacje serca… i mówi do mnie tak: wiesz, jestem bardzo kontaktowa osoba, i mam wspanialych sasiadów, pomoagamy sobie nawzajem, ale… jakos to tak milej, jesli wlasna córka przywozi ci majtki na zmiane do szpitala, i wogóle przychodzi, a nie tylko sasiedzi. Tak wiec podjela decyzje sprzedania domu i powrotu do Holandii, w okolice gdzie ma dzieci z rodzinami, i byla to jedna z najlepszych decyzji. Nigdy nie pozalowala.
A tak na marginesie, kiedys czytalam taki felieton na temat powrotu rencistów z zagranicy do Polski, i jak to bedzie zaopiekowac i zaopatrzyc tych ludzi, takze w sprawach socjalnych, jesli oni w zyciu badz bardzo niewiele, wplacili do polskiego systemu socjalnego. Ot taka sobie dygresja, ale moim zdaniem niezly temat.
Poza tym, byc moze jestem juz skostniala w mózgu 😉 ale jestem zdania, ze jeden czlowiek oznacza jeden meldunek, jeden paszport i jedno obywatelstwo. Bo czlowiek jest jeden i nie moze sie rozdwoic. a co moze wyniknac z posiadania dwóch paszportów, obserwowalam ostatni przez dwa lata, gdy aresztowano w Turcji "niemeickich obywateli" po tym puczu. Guzik prawda z niemieckimi obywatelami, to byli tam tylko i wylacznie Turcy, bo takimi paszportami sie tam poslugiwali, a erdogana i jego szergów w tym momencie niemiecki paszport guzik interesowal.
Ja do Polski wracac nie bede, bo co mi tam samej robic, rodzine mam tutaj, wszystko mam tutaj, w Polsce mam kilka kuzynek, a moglabym miec te kuzynki równie dobrze na Alasce. Tak wiec!

7 lat temu

Ja uważam, że Polacy na obczyźnie nie powinni mieć możliwości głosowania. Głosować powinni Ci, którzy będą tego głosowania konsekwencje ponosić. Nawet przy najściślejszych związkach z Ojczyzną patrzysz na Polskę przez pryzmat angielskich doświadczeń, ewentualnie okraszonych odczuciami rodziny i przyjaciół. W tym co napisałam nie ma nic osobistego. Pozdrawiam.

7 lat temu

Przyszło mi jeszcze do głowy, że mój powyższy komentarz dotyczy w zasadzie wszystkich uprawnionych do głosowania, tych miejscowych i tych pozamiejscowych. To od obywatela zależy, na ile uczestniczy w "społeczeństwie obywatelskim", na ile angażuje się w udział w samorządzie. I ostatecznie uważam, że ci "pozamiejscowi", chociaż ich udział w samorządzie jest dla nich trudniejszy w wykonaniu, to przecież nie umniejsza to ich praw wyborczych.

7 lat temu

W jednym z polskich miast mieszka zaprzyjaźniony Anglik. Po raz pierwszy przyjechał do Polski kilkanaście lat temu, żeby zobaczyć, co to za ludzie mają być razem z nim w Unii Europejskiej. Potem postanowił przyjechać na nieco dłużej i zaczął w Polsce pracować, kupił nieruchomość, a wreszcie – będąc już wdowcem – nawet się ożenił. Oboje w żoną to starsi państwo, więc symetria nie będzie pełna, bo biorąc ślub po sześćdziesiątce nie planowali już wspólnego potomstwa.
John co kilka tygodni lata do Walii, gdzie mieszka jego syn z rodziną, gdzie posiada różne nieruchomości itd. Z Wielką Brytanią łączy go nadal wiele spraw majątkowych i życiowych. Nigdy nie planuje się w żaden sposób odcinać od swojego pierwszego kraju.
W ubiegłym roku Brytyjczycy głosowali w historycznym referendum, którego skutki dotkną go w sposób bardzo bezpośredni, a jednak nie mógł w nim głosować, ponieważ faktycznie mieszka za granicą.
Moja własna rodzina od kilku pokoleń jest rozrzucona po całym świecie. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo prawo do głosowania dowartościowuje, daje poczucie sprawczości itp., ale celem udziału w wyborach jest pośredni udział w sprawowaniu władzy. Druga strona medalu to ponoszenie konsekwencji tych wyborów.
Czasem sobie myślę, że gdybym w okresie wyborów była akurat w kraju, którego obywatelstwo przysługuje mi po przodkach od kilku pokoleń, i z którym dużo mnie również łączy, to też mogłabym głosować. Nawet dałoby mi to wpływ na losy świata, a nie tylko lokalnej społeczności na rubieżach Polski, gdzie teraz mieszkam ;).
Zapewniam, że sama świadomość takiej możliwości poprawia samopoczucie, ale nie z każdego prawa trzeba od razu korzystać.
"Ja funduję, Ty płacisz" – też można, ale chyba nie ma się czym chwalić.

7 lat temu

Trzeba pamiętać, że głosowanie w wyborach samorządowych, czy też sam ich wynik, tylko częściowo wpływa na sytuację mieszkańców danej jednostki samorządu terytorialnego. Więcej wpływu, w szczególności w sprawach dotyczących planowania przestrzennego i lokalizacji inwestycji mających znaczenie dla otoczenia, można wywrzeć jedynie w drodze bezpośrednich konsultacji publicznych. Pozostałe kwestie w gminach są raczej prowadzone bez większych zmian niezależnie od "opcji" w radzie gminy (np edukacja, organizacja wywozu odpadów, pomoc socjalna). Pozostaje się wobec tego zastanowić, czy korzystanie z prawa wyborczego w sytuacji, gdy mieszka się kilkaset czy kilka tysięcy kilometrów od gminy, której władze się wybiera,nie ma większego wpływu na własne samopoczucie, niż na rzeczywisty spodziewany sposób zarządzania gminą (to w sytuacji, kiedy nie korzysta się z udziału w publicznej debacie również poza okresem wyborczym).

Anonymous
7 lat temu

A ja uważam, że masz prawo. Masz prawo zdecydować czy chcesz z tego prawa skorzystać czy nie. Powiem więcej masz prawo posuwać pomysły, żeby było lepiej i egzekwować ich realizację, jeżeli więcej osób to poprze. Nie zrzekłaś się obywatelstwa, jesteś na bieżąco z tym co się dzieje. Oby więcej takich mądrych obywateli było, bez znaczenia czy na co dzień mieszkających tu czy nie. Magdalenka

7 lat temu

Nie ma co iść w ekstrema. Obstawiam, że spora część głosujących w ogóle nie ma pojęcia o osobach, na które głosuję, ani o faktycznych problemach miasta. A przecież nikt nie będzie robił testu wiedzy w komisji. Warto głosować, tym bardziej, jeśli ma się pogląd na sytuację. Plus jesteś uprawniona do głosowania, to głosujesz, proste.

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x