Po pierwsze chciałam Wam ogromnie podziękować za wszystkie przemiłe komentarze pod ostatnim postem. Jutro z samego rana jedziemy na wakacje i zamiast odpowiadać na komentarze chciałam poświęcić czas na napisanie tego posta. Post jest bardzo długi i opisuje dość wrażliwy temat. Ale myślę, że warto o tym pisać. Tyle ode mnie. Miłego czytania i wielkie buziaki dla Was wszystkich ode mnie, małej P. i Pimposhątka. Na aktualne wieści zapraszam na Instagrama. A tutaj widzimy się za jakieś dwa tygodnie :).
***
Moje drogie przyszłe mamy. To jest post dla Was. Otóż miało być o późnym macierzyństwie ale nie chce mi się powtarzać tak naprawdę utartych frazesów. Wiadomo, zarówno późne jak i wczesne macierzyństwo mają swoje wady i zalety a decyzja zależy wyłącznie do kobiety (no i do faceta trochę też). Według mnie czy to wczesne czy późne macierzyństwo to przede wszystkim powinno być świadome a dziecko po prostu chciane. O tak, a miało nie być frazesów 😉
Otóż zanim zacznę, uważam, że każda kobieta ma prawo do decyzji czy w ogóle chce być matką i kiedy tą matką chce zostać. Przyszłe mamy, nie traktujcie tego posta jako wtrynianie się do Waszych macic. Jestem pewna, że macie już sporo takich ludzi w swoim życiu ;).
Chciałam dziś poruszyć taki wrażliwy temat jak tykanie zegara biologicznego. Oczywiście piszę tylko z własnego doświadczenia, doświadczenia kobiety, która ma 35 lat i jest w drugiej ciąży. Przez wiele, wiele lat brałam pigułki antykoncepcyjne bo nie byłam gotowa na dziecko. W tym czasie skończyłam studia (jedne, drugie, trzecie), wyszłam za mąż, znalazłam fajną pracę (jedną, drugą), kupiłam samochód i kupiliśmy na kredyt mały domek z ogródkiem.
Miałam 32 lata kiedy poczułam, że to dobry moment na dziecko (i nie, nie poczułam nagle jakiegoś obezwładniającego mnie instynktu macierzyńskiego, nie wpadł do mnie Archanioł Gabriel i niczego nie zwiastował – takie rzeczy to tylko w Biblii i to dawno temu). Odstawiłam pigułki, zaczęłam łykać kwas foliowy i po czterech miesiącach byłam w ciąży. Ciąża przebiegała poprawnie, wręcz książkowo, ja czułam się świetnie, na urlop macierzyński poszłam dwa tygodnie przed datą porodu. Mała P. urodziła się dwa dni po terminie, siłami natury, nikt nie wlewał we mnie oksytocyny ani nie machał przed nosem kleszczami. Następnego dnia po porodzie byłyśmy już w domu.
Druga ciąża to w zasadzie ‘przypadek’. Chcieliśmy aby mała P. miała rodzeństwo. Różnica wieku optymalna, czyli tak między dwa a trzy lata bo w końcu młodsi się nie robimy i żeby tak do końca z pieluch nie wyrosnąć bo potem się coraz mniej chce. Starań tym razem nie było, była tylko rozgrzewka. Test zrobiłam po 10 dniach bo po prostu nie mogłam uwierzyć, że już mogę być w ciąży.
Prawda, że ładny obrazek? A wiecie co z tym obrazkiem jest nie tak? Otóż od momentu kiedy odstawiłam pigułki towarzyszył mi spory stres. Od samego początku w głowie mi kołatało ‘A co jeśli już jest za późno?’. Stres przy badaniach prenatalnych. Szczególnie podczas drugiej ciąży. Na USG i wyniki krwi jechałam naprawdę zestresowana. I to pomimo, iż w domu jest już jedno zdrowe dziecko (co podobno zmniejsza nieco ciśnienie). Dlaczego? Bo przekroczyłam ‘magiczną’ granicę 35 lat. Bo ryzyko komplikacji wzrosło dwukrotnie od czasu pierwszej ciąży. Bo przecież wiadomo, że po 35 roku życia to już pozamiatane. Po badaniach okazało się, że ryzyko obciążeń genetycznych mam takie jak nastolatka (tak było też w pierwszej ciąży).
Byłam w stresie bo lekarze odradzają ciążę po trzydziestce, bo to ryzyko, bo to, bo siamto. Bo już będzie za późno, bo poronienia, komplikacje przy porodzie (w grę wchodzi w zasadzie tylko cesarka), bo w końcu pigułki przecież czynią kobietę bezpłodną w dodatku pewnie mam raka i depresję (też dzięki pigułkom). Na swoim przykładzie widzę, że ta cała nagonka jest bezpodstawna i dosłownie robi więcej złego niż dobrego. Postanowiłam zainteresować się bardziej tematem.
Na jednym z forum znalazłam taki wpis, użytkowniczki Monika8261 (klik):
Chciałabym Wam zadać pytanie które od dawna mnie strasznie nurtuje. Otóż w mediach w internecie i ogólnie między koleżankami wciąż słyszę iż powinnam już w tym momencie (28 lat) zdecydować się na dziecko gdyż jest to ostatni dzwonek. W mojej głowie kłębią się myśli że pierwszy poród po 30-tce może być trudny, skomplikowany, że urodzę chore dziecko, że sama mogę tego nie przeżyć:( i wszystko co najgorsze. Problem w tym że bardzo chciałabym doczekac w pracy stałej umowy, najpierw dokończyć remont domu,wziąć ślub z moim ukochanym. I tak w 100 % się przygotować do zajścia w ciąże. A to wszystko przeciągnie się pewnie przez najbliższe 3 lata a wtedy będe już po 30 -tce.
Chciałabym poznać wasze opinie. Czy sa tu mamy które rodziły swoją pierwszą pociechę po 30-tce? Czy naprawdę jest się czego obawiać? Jak myślicie do jakiego wieku kobieta może bezpiecznie zajść w pierwszą ciążę?
Myślę, że ten wpis bardzo dobrze obrazuje to co ja sama odczuwałam i to co odczuwa wiele przyszłych mam, które niebezpiecznie zbliżają się do trzydziestki. Kiedy w google wpisałam ‘późne macierzyństwo’ to pierwszy trzy linki jakie wyskoczyły były takie ‘Późne macierzyństwo – ciąża po 30tce’, ‘Ciąża w wieku 35 lat’, ‘Późne macierzyństwo po czterdziestce’. Halo? To jak to w końcu jest? Kiedy zaczyna się to późne?
Oczywiście nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że na to aby zostać mamą można czekać bez końca. Niezaprzeczalnym faktem jest, że płodność kobiety maleje z wiekiem i w dalszym ciągu wiek uznawany jest za najważniejszy czynnik związany w płodnością kobiety. Choć oczywiście zdrowa (ginekologicznie i ogólnie) kobieta, która prowadzi higieniczny tryb życia ma w wieku 30 czy 35 lat większe szanse na zajście w ciążę niż kobieta 25 letnia, która ma niedrożne jajowody czy cysty na jajnikach a do tego znaczącą nadwagę.
Uważam, że dobrze jest, iż lekarze mówią głośno jak to z płodnością jest. Wyobraźcie sobie, że nikt nas nie ostrzega przed zgubnymi skutkami palenia papierosów czy picia alkoholu? Swoją drogą ciekawe, że jeszcze nie ma na prezerwatywach i pigułkach napisów ‘Ministerstwo Zdrowia ostrzega. Nie odkładaj ciąży na później!’. Niemniej jednak czasem siejąc tą propagandę lekarze po prostu straszą kobiety. Stresują je. I do tego zupełnie niepotrzebnie. Z pewnością słyszałyście historie kobiet, które po wielu latach bezowocnych starań w końcu się poddały i właśnie wtedy zaszły w ciążę (bo organizm się wyluzował), albo takich, które pierwsze ciąże miały z in vitro a potem nagle kinder niespodzianka 100% natural.
Znalazłam wiele badań, które zajmowały się percepcją płodności przez kobiety. I wiecie co? Otóż kobiety doskonale zdają sobie sprawę, że ich płodność maleje wraz z wiekiem. Aż za bardzo. Badania pokazują, że w Ameryce wiele kobiet, które chcą zostać mamami po trzydziestce nawet nie próbuje zajść w ciążę naturalnie ale od razu decydują się na in vitro (tak na wszelki wypadek). Natomiast kobiety 40+ zachodzą niespodziewanie dla siebie w ciążę, nie używały antykoncepcji bo myślały, że ten ‘problem’ już ich nie dotyczy. Ale też są kobiety, które pokładają zbyt duże nadzieje w in vitro, wydaje im się, że ‘A poczekam jeszcze, a najwyżej później zrobię sobie in vitro’. Otóż szanse na powodzenie wszelakich terapii pomagających w reprodukcji również maleją z wiekiem kobiety (z czego kobiety czasem nie zdają sobie sprawy).
W zasadzie z wiekiem kobieta zaczyna ‘przegrywać’ na wszystkich frontach. Jajeczka są gorszej jakości (co właśnie skutkuje częstszymi wadami genetycznymi), owulacja nie występuje w każdym cyklu (dłużej musimy starać się o dziecko), macica jest mniej receptywna (mniejsze szanse na zagnieżdżenie się zarodka, większe ryzyko poronień), szyjka macicy jest mniej elastyczna (większe problemy przy porodzie)…. mogłabym tak wymieniać bez końca. Ale spokojnie, mniejsza szansa na…., większe ryzyko, że….. to jeszcze nie znaczy, że szansa jest nikła a ryzyko ogromne!
Czytała, szukałam i okazuje się, że tak naprawdę bardzo mało jest rzetelnych badań na temat kiedy tak naprawdę ryzyko jest faktycznie duże a szanse tak naprawdę bardzo małe. Płodność u ludzi to nie jest coś co można badać w warunkach laboratoryjnych (czy wyobrażacie sobie eksperyment na losowo wybranej grupie kilkuset kobiet, najlepiej zapłodnionych przez tego samego mężczyznę w tym samym czasie aby zminimalizować ryzyko zbyt wielu zmiennych?). Prowadzi się więc badania populacji a tam wiadomo, wszystkie chwyty dozwolone, nie można kontrolować wszystkich zmiennych. Dodatkowo jak wiemy zjawisko ‘starych pierwiastek’ jest zjawiskiem relatywnie nowym.
Znalazłam ciekawe badanie (klik) opierające się na danych z populacji na przestrzeni wielu lat i wielu krajów, które badały tylko kobiety, które naturalnie zaszły w ciążę i w jakim wieku te kobiety zaszły w ostatnią ciążę. Upraszczając kobieta w wieku 25 lat ma 95.5% szansy na to, że zajdzie w ciążę naturalnie. Kobieta, która ma 30 lat ma 93% szansy na to, że zajdzie w ciążę naturalnie. Kobieta w wieku 35 lat ma… 88% szansy, że zajdzie w ciążę naturalnie. Fakt, 88% procent to aż 7.5 punktu procentowego mniej niż 25 latka ale szanse chyba wcale nie są takie złe, co? Kobieta w wieku 38 lat ma w dalszym ciągu 80% szans (czy ja pisałam, że moja szefowa lat 38 zaszła w pierwszą ciążę błyskawicznie!!!!???) . W zasadzie to ‘strasznie’ robi się dopiero w okolicach czterdziestki. Kobieta w wieku 41 lat ma już zaledwie 50% szansy na naturalne poczęcie, a w wieku 45 lat już tylko 10%. Czy ponieważ mnie się udało mieć dziecko po trzydziestce bez problemów to oznacza, że wygrałam los na loterii? Nie, badania pokazują, że jestem po prostu w grupie większości kobiet. Żaden tam wyczyn.
Ale kochane, wniosek jest jeden do czterdziestki wszystkie chwyty dozwolone!!! Nie dajcie sobie do cholery wmówić, że jesteście za stare. Czy zauważyłyście, że kobiety, które późno zdecydowały się na dziecko zazwyczaj przedstawiane są jako rządne kasy karierowiczki? Tak samo jak pani w tym słynnym spocie reklamowym akcji ‘Nie odkładaj macierzyństwa na potem’ (klik). Pani ma piękny dom, na koncie same sukcesy poza przewijaniem zasranej pieluchy. I nawet w Tokio i Paryżu była. Czy ktoś zapomniał o tym, że do tego aby było dziecko potrzeba i matki i ojca? A co jak kobieta po prostu nie znalazła odpowiedniego partnera? Albo mąż okazał się gnidą, rozwiodła się i nagle w wieku 30 lat znów stawia pierwsze kroki na rynku matrymonialnym? Albo wcale nie robiła kariery ale po prostu nie czuła jeszcze instynktu macierzyńskiego. A teraz czuje! To są tak naprawdę bardzo indywidualne sprawy.
Ale spirala strachu i wątpliwości niestety się nakręca. Lekarze ostrzegają, nagabują, rodzina, koleżanki, Internet. Kobiety przekazują sobie historie z ust to ust. Chyba żadna przy kawie nie powie, „A wiesz kto ostatnio urodził pięknego zdrowego dzidziusia po czterdziestce?” Za to raczymy się historiami, komu się nie udało, kto jest właśnie po trzeciej próbie in vitro, kto urodził martwe dziecko w 39 tygodniu! Działa to chyba na podobnej zasadzie co przekazywanie sobie okropnych historii porodowych. Nic tylko się bać.
Poza tym wyobraźcie sobie taką sytuację. Przychodzi 25 latka do ginekologa i mówi, panie doktorze staramy się z mężem już cztery miesiące i nic. Na to doktor, spokojnie ma pani jeszcze czas ma pani dopiero 25 lat, proszę przyjść do mnie po roku starań. A teraz przychodzi 35 latka do ginekologa i mówi to samo. Na to doktor, proszę panią w tym wieku to nie ma za bardzo na co czekać. Proszę, tutaj jest Duphaston niech pani zacznie łykać. W przyszłym miesiącu umówimy się na monitoring cyklu. W międzyczasie wypiszę Pani skierowanie na dodatkowe badania. Tak na wszelki wypadek. Lekarz oczywiście ma rację, nie ma co czekać i oczywiście, że pewnym sprawom można i należy pomóc. Ale teraz spotykasz tą drugą, 6 miesięcy później kiedy ona już jest w ciąży. ‘No wiesz, moja ciąża to już była ‘wspomagana’. Inne koleżanki też tego doświadczyły i myślisz sobie no tak, bez wspomagania ani rusz. A przecież to wspomaganie było tak na wszelki wypadek. Nikt nie powiedział, że po kilku kolejnych miesiącach starań prawdopodobnie zaszłyby w ciążę zupełnie naturalnie.
Albo jeszcze taka sytuacja. Podobnie jak Pimposhka macie już te domy, samochody i miliony na koncie (chciałabym!) i jesteście po trzydziestce. Staracie się o dziecko. Jeden miesiąc nic, drugi nic, trzeci nic. I co sobie myślicie? No tak, ciocia, babcia ginekolog, koleżanka z pracy i Internet. Wszyscy mieli rację!!! Spóźniłam się, nic z tego nie będzie. Koniec, ‘nie zdążyłam zostać mamą’ bo pojechałam do Tokio. Teraz mam za swoje. Wystarczy jedna nieudana próba i już taka kobieta niepotrzebnie się stresuje i nakręca. A jak wiadomo stres ciąży nie służy. W ciążę najlepiej zajść w ogóle o tym nie myśląc. Ale to chyba najgłupsza rada, bo każda kobieta wie, że mózgu nie da się wyłączyć a każda nadchodząca miesiączka to myślenie non stop ‘ciekawe czy się udało’?
Wydaje mi się, że jest jedna rzecz o której należy pamiętać. Nawet młode kobiety mogą mieć problem z zajściem w ciążę. Właśnie ze względu na niedrożne jajowody, policystyczne jajniki, endometriozę itd. Warto więc dobrze się przebadać nawet jeśli nie myśli się jeszcze o dzieciach. Jednym słowem, warto wiedzieć zawczasu jak wygląda nasz jajowód. A jeśli wszystko jest w porządku a cykle są regularne to naprawdę nie ma powodów aby dawać się terroryzować własnemu zegarowi biologicznemu. W końcu koleś nie jest najważniejszy. Chciałybyście urodzić dziecko tylko i wyłącznie dlatego, że tyka Wam zegar biologiczny? ‘Wiesz synku, Twój tatuś był draniem ale akurat nie było nikogo lepszego pod ręką, a mi tykał ten głupi zegarek. No to jesteś na tym świecie’.
Także drogie przyszłe mamy. Pamiętajcie, że mając 30 lat i więcej macie doskonałe szanse na to aby w ciążę zajść naturalnie, urodzić siłami natury i mieć śliczne zdrowie dzieci (no dobra, za ‘śliczne’ to akurat nie odpowiadam). Nie dajcie się terroryzować, nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Takie zamartwianie się i naciski na pewno Wam nie pomogą a mogą wyrządzić dużo złego.
Na szczęście i ja i Mateusz mamy to samo zdanie – nasza sprawa, nic Wam do tego 🙂 Najbardziej upierdliwi i przy okazji Ci, co najmniej powinni się tym interesować na szczęście mieszkają kilkaset kilometrów stąd i nie dzwonią za często 😀
Mam 47 lat 25letniego syna, 23 letnią córkę i 1,5 roczną córkę. Nie ukrywam,że ciąża była dla mnie szokiem i przez pierwszy miesiąc byłam w depresji. Całą ciążę przeszłam bezproblemowo, pracowałam do końca i urodziłam o terminie i szybko. Córeczka jest śliczna, rozwija się pięknie i nie wyobrażam sobie bez niej życia.
Ale zawsze jest jakieś ale.
Staram się nie mysleć o tym,że może nas wcześnie zabraknąć , bo przecież wiek, w którym odchodzimy z tego świata jest różny. Umierają młode matki i umierają stare kobiety. Dostalismy z Nieba prezent w postaci naszej CÓRECZKI, bo tak KTOŚ zaplanował.
Myślę, że późne macierzyństwo można rozpatrywać na wielu płaszczyznach – np. kulturowej (inaczej postrzega się to w Polsce, inaczej w Holandii, inaczej pewnie w Zimbabwe) czy właśnie biologicznej. Ja myślałam bardziej o tej granicy biologicznej bo tak naprawdę ani nie czuję się 'starą' mamą ani nikt mi nie dał tego do zrozumienia w moim otoczeniu. Mam czterech kuzynów, z których trzech ma w sumie piątkę dzieci (czwarty kuzyn to jeszcze małolat, ale reszta w moim wieku) najstarsza kuzynka Elli ma już 12 lat, najmłodsza ma 3. Nigdy mi to nie przeszkadzało, że jestem ostatnia. Po prostu miałam dziecko kiedy byłam na to gotowa.
Joanno, dokładnie! I tak poronienia są powszechne w każdym wieku, za mało się o tym mówi.
No właśnie o tym już napisałam w komentarzach. Nie wiadomo jak szybko dziecko się usamodzielni, czy nie zachorują nam zaraz rodzice no i czy dziecko przypadkiem nie uczni nas młodymi dziadkami. Ja też, na wszelki wypadek, wolałam pożyć 'przed' i teraz się nie frustruję, że mi 'życie ucieka'. Teraz jest po prostu czas dla rodziny, nie szukam nowej pracy, nie przejmuję się tak bardzo swoim wyglądem i spełnianiem swoich zachcianek bo mam inne priorytety, Na własne życzenie (to ważne).
Ależ oczywiście, że późne macierzyństwo ma swoje wady. Tak samo jak ma je wczesne macierzyństwo. Tak jak piszesz, chodzi o to aby ponosić konsekwencje swoich wyborów, wtedy z pewnością jest łatwiej. Dałaś mi do myślenia z tym infantylizmem a raczej jego brakiem. Ja też się na tym łapię. Nie wiem czy wynika to z późnego macierzyństwa per se, czy z tego, że świadome późne macierzyństwo jest wynikiem pewnych cech charakteru, które być może nie idą w parze z infantylizmem.
Super! Gratuluję! Dziękuję Ci za ten wpis! Oby więcej takich historii!
Spokojnie! Myślę, że tak naprawdę decyzję już podjęłaś 🙂 Z dzieckiem naprawdę da się robić 95% rzeczy, które robiłaś wcześniej bez dziecka. A jak nieco podrośnie to spokojnie można zostawić z dziadkami i dać w długą z własnym mężem. Moja mama jak miałam trzy latka zrobiła beze mnie dwumiesięczy rejs z tatą. Twoje macierzyństwo będzie takie jak Ty. Chcesz dalej mieć swoją karierę, rozrywki i przyjemności i będziesz je miała. Albo dostaniesz fioła na punkcie dziecka i nic innego Cię nie będzie obchodzić. Też się zdarza. Nie ma co planować, jak to będzie wyglądało 'po dziecku'. A tak w ogóle to NIGDY nie ma dobrego momentu na dziecko. Zawsze można mieć lepszą pracę, większe mieszkanie, zawsze będzie jeszcze coś do zobaczenia (świat jest ogromny!!!) i lepsze auto do kupienia. Trzeba trochę zamknąć oczy i wpaść do króliczej nory 😉
No to prawie tak jak ja 🙂
Jolanto, daleka jestem od oceniania innych rodziców. Myślę, że nie każdy nadaje się na rodzica tak samo jak nie każdy nadaje się np. na profesora czy sportowca. Ale myślę, że znacząca większość rodziców (poza patologicznymi przypadkami) po prostu stara się wychowywać dzieci najlepiej jak potrafi (a że z różnym efektem to inna sprawa).
Dokładnie! Także super, że o tym wiedziałaś i dałaś radę wcześniej. O to mi chodziło.
Zgadzam się, to też prawda. Ale też jako społeczeństwo nie tylko żyjemy coraz dłużej ale i w lepszym zdrowiu. Myślę, że jeśli decydujemy się na dziecko późno to automatycznie też powinniśmy bardziej o siebie dbać.
Zaczyna wyć? No to do roboty!!!
Reno, gratuluję! Czyli należysz do tych kobiet, o których piszą w badaniach, te, które myślały, że zabezpieczanie się przed ciążą ich nie dotyczy 😉 Myślę, że z pewnością drugi syn cię odmłodził. Dużo się pisze o tym, że późna ciąża odmładza hormonalnie kobietę.
Myślę, że w dzisiejszych czasach, kiedy późne macierzyństwo stało się popularne coraz rzadziej myli się babcie z mamą, kiedyś na pewno bardziej rzucało się to w oczy. A do różnicy pokoleń to myślę, że masz rację. Kiedyś wynajmowałam kawalerkę od dość 'starego' małżeństwa, które miało nastoletnią córkę i młoda robiła z nimi co chciała.
Dzięki Kasiu! 🙂
Dziękuję! I Tobie też gratuluję! Jak widać z drugim łatwiej. A z tymi poronieniami to tak jest. Wczesne jeszcze jakoś można znieść, ale te późniejsze napewno trochę komplikują sprawę i odwagę aby znów próbować. I nie reguły. U znajomych pierwsza ciąża książkowa a potem dwa poronienia i jeden Patau, różnica wieku między córkami zrobiła się bardzo duża.
Wow! To w sumie masz trójkę? Gratuluję!
I tak też bywa, nie trzeba wcale 'jechac do Tokio'.
Dzięki! No właśnie, terrorowi zegara biologicznego mówię 'NIE'!
Aniu, myślę że podejście do wychowywania to bardzo indywidualna sprawa i chyba nie zależy od wieku. Aczkolwiek zgadzam się, że starsze mamy mają większe tendencje do bycia mamą-kwoką. Poza tym jak sama piszesz, te Twoje wszystkie kuzynki są nie tylko starszymi mami ale też różnią sie od Ciebie wykształceniem. Może to to przyzwyczajenie, że wszystko trzeba sprawdzać w książkach?
Życzę Ci z całego serca, abyś 'pożyła' sobie jak będziesz miała 40 lat. Moja mama miała 46 lat kiedy ja się usamodzielniłam (skończyłam studia), jej rodzice już wtedy nie żyli (była późnym dzieckiem) no a ja nie zrobiłam jej młodą babcią. Dużo się teraz pisze o dorosłych dzieciach, co mieszkają z rodzicami albo o kobietach 40+ 'w kanapce' między już prawie dorosłymi dziećmi a rodzicami wymagającymi opieki. Nikt nie wiem jak będzie wyglądać nasza przyszłość, ale 'pożycie' wydaje mi się mniej ryzykowne jak się ma dziecko nieco później, bo potem to nie wiadomo.
Oj moja droga. Teraz wzięliście ślub to dopiero zaczną się pytania i komentarze. A jak masz już jedno to wcale komentarze nie milkną bo wtedy dopiero idą z grubej rury (w końcu jesteście płodni więc nie ma co się krygować). Co ciekawe, chyba tylko dwójka jest społecznie akceptowana. Jakbyście mięli trójkę to już rodzina patologiczna. No a jak się urodzi to same 'dobre rady' jak wychowywać. Nie mam niestety dobrych wiadomości, najlepiej mieć mądrą rodzinę a resztę olać 😉
No i super! Tak, teraz chyba możemy nawet wiedzieć trochę 'za dużo'. 😉
to ja jeszcze nie dorzucilam swojego komentarza?!
W pierwszej chwili zdziwilo mnie, ze postrzegasz siebie w kategioriach "poznego macierzynstwa". W sumie na biologii mowili niby, ze najlepszy wiek dla kobiety na rodzenie to okolice 22 lat. Z drugiej strony, w H, kiedy rodzilam swoje dziecko kilka dni przed 28. urodzinami, wiekszosc otoczenia traktowala mnie niamal jak matke nieletnia;) Podobnie czulismy sie w szkole rodzenia, gdzie bylismy najmlodsi, a duza czesc starsza od nas o 10 lat. Moj facet to juz w ogole robil furore, bo jest w moim wieku. Ojciec przed 30?!?!?! Wiec spoleczne postrzeganie bardzo sie zmienia.
Z pewnoscia ryzyka genetyczne rosna, ale z drugiej strony dbamy o siebie bardziej, jemy lepiej, pozostajemy w dobrej kondycji i zyjemy znacznie dluzej, niz nasi przodkowie, wiec przesuwanie wieku zachodzenia w ciaze mnie nie dziwi. A poza tym podobno to odmladza;)
Znajoma (50+, 2 dzieci urodzonych w trakcie studiow) zawsze powtarzala, ze nie ma idealnego wieku na dzieci, ale jak przychodzi Ci do glowy, ze to moze byc ten moment, to prawdopodobnie to JEST ten moment, niezalezie od metryki (oczwicie w granicach rozsadku…).
Powodzenia!!!
Mówiąc o wieku, wszyscy mają na myśli ten metrykalny, a nie biologiczny, który przecież biegnie innym trybem i specyficznie dla każdej z nas. Ja urodziłam pierwsze dziecko kiedy miałam 32 lata a drugie w wieku 39 lat. Oboje zdrowi, kochani, bystrzachy. Były poronienia po drodze, ale jak porozmawiałam z koleżankami, okazało się, że poronienia są dość powszechne. Bolało, psychicznie, ale uporałam się z tym.
Dwójka mi wystarczy. Nie wierzę w to, że w wieku 43 lat już nie mogę mieć dzieci więc uważam.
Dzieci powinno się mieć wtedy, kiedy się jest na nie gotowym psychicznie.
Motylek
Wpadam tu czasem poczytać co nowego kto napisał 🙂
Dodam jeszcze coś co mi przyszło do głowy – argument, że "chcę jeszcze pożyć jak wychowam dzieci, nie chcę mieć wtedy 50-60 lat" do mnie nie trafia. Ja tam wolę pożyć teraz 😀
cd:
Mam teraz 45 lat. Czuję się młoda dzięki dzieciom. Dbam o siebie w nieprzesadny sposób. Nie noszę garsonek i nobliwych garniturów, tylko kolorowe jeansy i zwiewne bluzki. Jako babcia zostałam potraktowana dotychczas tylko jeden raz. Wcale nie było mi przykro. Byłam przygotowana na taką sytuację znacznie wcześniej. Jest to naturalne następstwo moich życiowych wyborów.
Córka rozumie, że ma starszych rodziców. Dotychczas nie miała z tym problemu. Jedyna wśród koleżanek ma matkę multirękodzielniczkę. Umiejętność robienia biżuterii z koralików, dziergania kocyków dla pluszaków i różnych innych cudów plasuje mnie w pozycji supermenki. Co będzie dalej nie wiem – moja głowa w tym, żeby się dostosować.
Mąż jest megabohaterem domu. Dla dzieci jest guru.
Naimprezowałam się, napodróżowałam, nabyłam singlem. Niczego mi nie brakuje z tamtych młodych lat. Mam szczęście, że od lat mogę powtarzać "jestem w najlepszym momencie mojego życia" 🙂
Mam czas, bo dzieci już śpią i dorzucę coś do poprzedniego wpisu.
Otóż wszystkie macie rację. Późne rodzicielstwo ma minusy.
Mamy – jak to nazywam – niski poziom infantylizmu. Nie umiemy bawić się z dziećmi w typowo dziecięce zabawy.Za to mój trzylatek potrafi obsługiwać wkrętarkę,od pół roku pedałuje na rowerze bez bocznych kółek,kopie piłkę jak starszak i potrafi napisać swoje imię.Córka czyta od czwartego roku życia i nieźle mówi po niemiecku.Mają różne ciekawe umiejętności.Czymś trzeba było zapełnić brak wspólnego tarzania się po podłodze. Proszę nie myśleć, że wychowuję dwoje wyalienowanych małych starych. Nic z tych rzeczy – wszystko dla dzieci, ale nie potrafię we wszystkim uczestniczyć.
Minusem jest też nasza świadomość, jakie zagrożenia niesie życie.Traf chciał, że oboje z mężem mamy zawody, w których spotykamy się z brudem tego świata. Wiem, że moja córka nie pójdzie sama do autobusu pół kilometra, bo za laskiem było usiłowanie gwałtu a na przejściu dla pieszych za łukiem dwa wypadki śmiertelne, bo słońce oślepia pędzących kierowców.Jednocześnie doświadczenie życiowe spowodowało, że nie chuchałam i dmuchałam na dzieci.Są zdrowe, silne, sprawne fizycznie. Córka nie raczkowała w falbankach. Wychowała się w czasie budowy domu, spała na styropianie. Syn bardzo długo nie chciał chodzić, mimo to nie miałam oporu przed oddaniem go do żłobka, gdzie po tygodniu biegał.Nie trzęsę się nad dziećmi, jestem odporna na histerie, trzeźwo reaguję na drobne wypadki, nie interweniuję zawsze, gdy się kłócą, bo po minucie są już pogodzeni.Sama jestem impulsywna, ale potrafię wytłumaczyć dzieciom dlaczego podniosłam głos, umiem przeprosić dziecko.Nie zasypuję dzieci zabawkami,nie spełniam ślepo wszelkich ich zachcianek.To chyba plusy.
Piszę jednak o tym, co obserwuję w porównaniu z mamami z mojego otoczenia. Bo środowisko bardzo zmienia ogląd na sprawę. Córka chodzi do szkoły niepublicznej w mieście powiatowym. W szkole większość dzieci pochodzi ze sfery tutejszej "elity". A że miasteczko przygraniczne, to ta elita wywodzi się z drobnych przemytników obecnie wyrosłych na biznesmenów. Każde spotkanie rodziców, to festiwal mody i urody. U pań przed trzydziestką występuje obecnie moda na usta glonojada. Mam w moim wieku jest dużo. Te z pompowaniem ust jakoś nie przesadzają. Te młodsze są roszczeniowe i nieskore do współpracy. Starsze potrafią robić kwiaty z bibuły, piec muffinki na loterię i zorganizować kurs robienia na drutach. Takie z nas dinozaury. Wielki plus.
Z tyłu głowy mam czerwoną lampkę. Wszystko co robię dla dzieci zmierza do tego, by stały się jak najbardziej samodzielne. Myślę, że nie odbywa się to na zasadzie szczególnego ciśnienia, ale staram się być konsekwentna. Wciąż powtarzam, że moje dzieci w wieku 20 lat mogą zostać sierotami. Między innymi dlatego moja Potomka w tym roku calutki miesiąc wakacji spędziła poza domem, bez rodziców.Moje dzieci muszą wierzyć w siebie, w swoje możliwości, nie bać się świata, umieć poradzić sobie w różnych sytuacjach – samodzielnie, ale też wyartykułować czego oczekują. Nie mogą pozostać w życiu samotne. Mój syn nie jest z wpadki. Jest chcianym dzieckiem dla mojej córki, żeby nie była jedynaczką. Uczę ich, że mają siebie, że są sobie najbliżsi.
cdn…
Zobaczyłam ten post i pomyślałam, że dorzucę coś w tej kwestii, bo ja jestem z tych mam … hmmm nawet z tych późnych nie jestem lecz z bardzo, albo jeszcze bardziej, bo kiedy urodziłam mojego synka (pierwszego i jedynego) miałam 44 lata. Powody pominę. W ciążę zaszłam bez problemów, ani wspomagaczy po dwóch miesiącach starań, ale z obawą, a nawet nastawieniem, że nic z tego nie będzie i uwierzyłam dopiero podczas wizyty u lekarza (pamiętam jego minę :))) oraz miny innych lekarzy, z którymi się zetknęłam w szpitalu przy porodzie). Ciążę miałam również bezproblemową, świetnie się czułam, miałam dobre wyniki badań (bez anemii, mdłości itp.), nawet kiedyś jakaś starsza pani zaczepiła mnie i powiedziała 'Pani to chyba synka urodzi, tak pani ładnie wygląda'. Stan błogosławiony możnaby określić. Poród? Gdybym wiedziała że tak przebiegnie to nie drżałabym ze strachu na samą o tym myśl. Może mam wysoki próg bólu? Teraz wiem, że poród to żaden dramat. Chłopczyk urodził się( siłami natury) zdrowy i śliczny, teraz już sześcioletni za miesiąc zaczyna szkołę. Ktoś może pomyśli o mnie, że mam 'dobre' geny, albo że jestem po prostu szczęściarą i Bóg mi błogosławił. Myślę, że każda z tych rzeczy po trochu, ale że tak najbardziej dzięki diecie czy stylowi życia (makrobiotyka) , których przestrzegałam na kilka lat zanim zaczęłam starania o dziecko i stosuję z rozsądkiem do dzisiaj. To było jak 'przygotowanie gleby na siew'.
Elementy makrobiotyki stosuję w wychowaniu synka również. Dziecko moje nie choruje, ma zdrowe zęby bez próchnicy, ja również zdrowo się trzymam i jestem przekonana, że Tokyo będę mogła zwiedzić, jeśli będę chciała, jako dziarska siedemdziesięciolatka:).
Mój przypadek można traktować nie jako wyjątek, ale jako przykład na to, że zegar biologiczny można skutecznie opóźnić.
"Koniec, ‘nie zdążyłam zostać mamą’ bo pojechałam do Tokio." – zastrzeliłaś mnie tym 🙂 Pamiętanm, że ta reklama totalnie mnie wyprowadziła z równowagi, wyć mi się chciało, że ktoś wpadł na taki pomysł….
Byłam ciekawa twojego wpisu na ten temat 🙂 Sama od jakiegoś czasu kminię ostro ten temat i przyznam się, że jestem nieco rozdarta.
Ja zbliżam się do trzydziestki i tak sobie myślę, że ten czas na ciążę to już jest dla mnie to "późno". Od razu zaznaczę, że nie mówię tu tylko o moim indywidualnym odczuciu na temat dobrego DLA MNIE czasu.
Nie rozważam tego "późno" w kontekście możliwości reprodukcyjnych i możliwych komplikacji ale w kontekście życia po odchowaniu dziecka. Nie chciałabym być np. mamą dziesięciolatka w wieku 48 lat. Chciałabym coś mieć z tego życia po odchowaniu dziecka. Móc jeździć w dalekie kraje i w końcu wydawać kasę zarabianą przez całe życie na siebie a nie na dziecko, zanim jeszcze zmoży mnie artretyzm albo rak. Znam siebie i wiem, że nie potrafiłabym być taką matką, która się spełnia samym faktem posiadania dzieci, potrzebuję też innych rozrywek, czasu spędzanego samotnie z mężem, podróży (bez dziecka).
Mam koleżankę, która jest w moim wieku i ma już sześcioletnie dziecko. I strasznie jej tego zazdroszczę, bo dzieciak już jest odchowany i mogłabym takiego mieć 😉 A z drugiej strony nie zazdrościłam jej, kiedy wpadli na studiach a ona straciła kilka lat studio i kariery na wychowywanie dziecka, zupełnie sama, w mieście z daleka od pomocnych dziadków. Więc i tak źle i tak niedobrze.
I tu dochodzimy do sedna sprawy, bo mimo że zaczął już mi się ten "późny" okres, to dla mnie nadal jest dużo, dużo za wcześnie 😉 Za mało zobaczyłam, nie byłam w tym cholernym Tokio ani na Zanzibarze, nie osiągnęłam jeszcze satysfakcjonującego poziomu rozwoju mojej kariery i nie mam tego pieprzonego wielkiego domu z reklamy 😛 I nie wyobrażam sobie teraz poddać się tej presji i urodzić, tylko dlatego że już jest późno.
Więc tak. Ja jestem w tym miejscu gdzie jest późno i za wcześnie jednocześnie 😉 Obym tylko do Tokio zdążyła…
WILA2: A ja tez jestem pozna mama ( syna urodzilam w wieku prawie 34 lat, corke jak mialam 36) i bardzo mi z tym dobrze (przynajmniej na razie), teraz dzieci maja 8 i 6 lat i jestem strasznie z nich dumna – to byl nasz swiadomy wybor – nie staralismy sie wczesniej – czekalismy na nasz moment 🙂
W mojej rodzinie roznica miedzy pokoleniami jest bardzo zatarta wlasnie przez wczesne i pozne maciezynstwo.Moja najmlodsza siostra urodzila sie gdy ja mialam 20 lat a moja mama 40.Ja zostalam mama po raz pierwszy w wieku 24 lat, wiec moj syn jest tyko 4 lata mlodszy od mojej siostry. Trzecie dziecko urodzilam majac podobnie jak moja mama niespelna 40 lat.Patrzac na siebie i meza widze ogromna roznice w tym jak wychowywalismy dzieci kilkanascie lat temu ,a jak teraz.Gdy bylismy mlodzi nie potrafilismy przewidziec wielu rzeczy , teraz zupelnie inaczej i wiele spokojniej podchodzimy do wielu spraw.Chcialabym dodac ,ze siostra mojego meza urodzila pierwsze dziecko w wieku 35 lat ,a drugie 40.Niestety dla dzieci nie wyszlo to na dobre.O ich poczynaniach mozna napisac ksiazke albo prowadzic bloga.Napisze tylko w wielkim skrocie ,ze mlodsze dziecko majac niespelna 4 lata zaczelo czytac po angielsku,ale nie mowi wcale po polsku, chodzi z pielucha i smoczkiem ,nie umie sie ubrac i jego dieta opiera sie na pieczywie i lodach.Ojciec dziecka jest profesorem na tutejszej uczelni a matka ma doktorat.Wszystkie dzieci tu przytoczone urodzily sie zdrowe i o czasie.
Piszesz Pimposzko o koniecznosci przebadania sobie aparatu od robienia i rodzenia dzieci, tak juz na poczatek doroslosci- przed planami posiadania dzieci- i tu przyznaje ci racje. To jest wazne, zeby wiedziec, na czym sie síedzi, i byc moze skorygowac plany prokreacyjne. W mojej rodzinie nie wystepuje zaden nowotwór, za to kobiety maja urode do miesniaków macicy i endometriozy. Odziedziczylam i ja, oczywiscie. I dobrze, ze zostalam mlodo mama, bo po trzydziestce bylo by z tego jedno wielkie nico. W wieku 37 lat trzeba mi bylo dac usunac pokój dziecinny, przedtem, pare lat, miesniaki zaczely rosnac, i jak wiadomo, z nimi mozna w ciaze zajsc, ale donosic to juz raczej problem. Warto rozejrzec sie po rodzinie, po bliskich krewniaczkach, i wyciagnac wnioski dla siebie samej.
Nie dajmy się terroryzować, ok. Ale w tym wszystkim pomyślmy o… dziecku. O tym, czy starczy nam sił na jego wychowanie, o tym czy…nas za wcześnie nie zabraknie. Wiem, nie przewidzimy długości naszego życia. Ale mówię o śmierci naturalnej. Mam 36 lat. Mój tata ma 78. Moja mama 75. Nie jestem gotowa, żeby odeszli. Z zazdrością patrzę na rodziców moich bliskich znajomych, którzy opiekują się jeszcze swoimi rodzicami, niewiele starszymi od moich rodziców. Jak dla mnie to różnica zostać sierotą w wieku 36 lat, a zostać sierotą w wieku 60 lat. Pozdrawiam ciepło.
Moja mama zaszła w pierwszą ciążę w wieku 35 lat. A w ostatnią w wieku 44 lat. I tak o to na świecie jest nasza wesoła piątka, wszyscy zdrowi. Dlatego, chociaż instynkt zaczyna mi wyć, nie przejmuję się aż tak bardzo późnym macierzyństwem. Ale też nie chciałabym tego odkładać na jakiś odległy czas…
Witam ! Nasz pierwszy syn przyszedł na świat gdy miałam 26 lat a drugi gdy miałam 43.Dzisiaj pierwszy ma 26 a drugi 9 lat.Różnica wieku nie jest problemem .Problem to nietolerancja i brak zrozumienia.Ja też byłam brana za babcię młodszego syna ,co było dla mnie przykre.Syn urodził się bo zaliczyliśmy nagle po dwudziestu latach "wpadkę".Wspólną niełatwą decyzją przyszedł potem na świat.Dzisiaj jest wesołym ,mądrym chłopcem lubiącym grać w piłkę , mającym mnóstwo zainteresowań ,które dzieli też czasami z bratem .Życie czasami zaskakuje.Bądźmy mądrzy i tolerancyjni.Nie rańmy bezmyślnie.
Witam ! Nasz pierwszy syn przyszedł na świat gdy miałam 26 lat a drugi gdy miałam 43.Dzisiaj pierwszy ma 26 a drugi 9 lat.Różnica wieku nie jest problemem .Problem to nietolerancja i brak zrozumienia.Ja też byłam brana za babcię młodszego syna ,co było dla mnie przykre.Syn urodził się bo zaliczyliśmy nagle po dwudziestu latach "wpadkę".Wspólną niełatwą decyzją przyszedł potem na świat.Dzisiaj jest wesołym ,mądrym chłopcem lubiącym grać w piłkę , mającym mnóstwo zainteresowań ,które dzieli też czasami z bratem .Życie czasami zaskakuje.Bądźmy mądrzy i tolerancyjni.Nie rańmy bezmyślnie.
Myślę, że sprawa zajścia w ciążę oraz decydowanie się ma macierzyństwo jest indywidualną sprawą każdej kobiety, pary 🙂 Zawsze jest jakieś ryzyko genetyczne czy przy przed 30 czy przy po 30. Gratuluję wszystkim mamom, którym się udało :), bo to niesamowity dar mieć dziecko.
Nie chce się wymądrzać, ale trochę inaczej odbieram rodzicielstwo ok 40. Moja mama urodziła mnie w wieku 40 lat. Kiedy byłam dzieckiem, to często mylono moją mamę np. w sklepie, że to moja babcia. Czasami trudnej jest się dogadać. 40 lat to jest spora różnica. Warto czasami ze zdrowym rozsądkiem rozważyć, jeśli tylko są taki możliwości 🙂
Ja jestem mloda przed 30 i bez problemu zaszlam w ciaze, ale tu jest mowa o pozniejszym wieku. W rodzinie mam przypadek ze kobieta nie zachodzila w ciaze przez 20 lat, zaszla po 40 a problemy kobiece jakies tam miala. Roznie w zyciu bywa. Nie poddawac sie. Przydatny post dla kobiet.
No to ja przyznam się, że miałam dosłownie tak jak A. Bo. Też zaczęłam się starać w wieku 26 lat, z tym że w wieku 32 lat mam 5 miesięczną córkę i już myślę o następnym dziecku. Liczę w tym przypadku na siłę rozpędu. A czemu czekałam? Musiałam psychicznie dorosnąć do bycia matką, a z drugiej strony po dwóch porażkach zwyczajnie się bałam kolejnej. Ciąża przebiegała tym razem bezproblemowo, a poród był szybki i sprawny. Tak więc nie ma reguły co do wieku i problematyczności z nim związanej. Pozdrawiam serdecznie i gratuluję Pimposhko 😉
wlasnie trzy dni temu przytulalam 3-tygodniowego maluszka mojej przyjaciolki, ktora ma 38 lat. Pierwsze dziecko, chciane, planowane, z pierwszego podejscia, bezproblemowej ciazy i porodu.
Tu duzo kobiet decyduje sie na dzieci wlasnie miedzy 30, a 40, dziecko przed 30 jest wlasciwie rzadkoscia.
O pierwszego potoka zaczelam sie starac majac 26 lat, starania trwaly dwa lata, dwie ciaze stracilam. Po 30-tce urodzilam 2 coreczki- obie z " wpadki" ale jak najbardziej chciane, ciaze (prawie) bezproblemowe, porody ekspresowe. Wiec nie ma sie co spinac i na sile starac zajsc przed 30 .
Pozdrawiam serdecznie!
Córkę urodziłam mając 37 lat. Syna w 42 lata. Wcześniej nie było odpowiedniego materiału na ojca 😉
Zdecydowanie masz rację, bardzo dobrze ujęte.
Już nie wspominając o fakcie, że zawsze się zastanawiam jak dziwnie musi się pracować nad poczęciem w sposób naturalny, kiedy ma się tę dziecio-obsesję i potworny strach z tyłu głowy. Zdecydowanie współczuję i nie sądzę, żeby to pomagało. Myślę, że dokładanie kobietom kolejnego stresora ("MUSISZ się wyluzować") nie pomoże, ale gdyby lekarze uspokajali i podkreślali, jak duże są szanse po 30. i podkreślali, że badania są dobre… Myślę, że to mogłoby kobiety nastawić lepiej i pomóc osiągnąć ten spokój.
Miłego urlopu :).
Chociaż sama jestem w gronie Mam "stosunkowo" młodych (kiedy urodziłam syna 5 lat temu, sama miałam niespełna 23 lata), w pełni się z Tobą zgadzam.
Kiedyś kobiety w wieku 40 lat zostawały już babciami (kiedy ja się urodziłam moja babcia miała 38), obecnie w tym wieku niektóre dopiero rodzą swoje pierwsze dzieci. I dobrze. Ważne, że dzieci w ogóle się rodzą ;-).
Jednak coś w tym teoretycznie późnym macierzyństwie jest. Mam trzy kuzynki i każda z nich rodziła pierwsze dziecko po 30, każda wykształcona. I ja jako czwarta, najmłodsza, bez skonczonych studiów. I zauważyłam pewną zależność, zresztą nie tylko ja.
Mianowicie chodzi mi o podejście do dziecka. Ja działałam instynktownie. Nie sprawdzałam, nie analizowałam. Mówili żeby nie dawać dziecku pić jeśli jest na piersi, ja dałam. Mój syn miał trzy miesiące jak pierwszy raz dostał sok wyciśnięty z jabłka… Teraz ma 5 lat, wygląda na 7-8 i jest okazem zdrowia. Dzieci moich kuzynek są dużo bardziej "wychuchane": dzieta w czasie karmienia piersią, bez dopijania, rozszerzanie diety zgodne ze schematami… I teraz mają problemy skórne, alergie, słabszą odporność… Wiadomo, częściowo jest to sprawa genów, ale chodzi mi o to, że gdzieś zapodziały ten instynkt, spontaniczność… Wyluzowały dopiero w momencie gdy urodziły drugie dzieci.
Poza tym widzę jeszcze jeden plus wcześniejszego macierzyństwa. Niektórzy mówią, że druga młodość zaczyna się po 40. Moje dzieci będą już odchowane i samodzielne, a świat będzie stał przede mną otworem 😀 😉
Uf, pół godziny pisania i pierwszy komentarz jest 😉
Gratuluję kolejnego maleństwa 🙂
Pozdrawiam
Gosia, podsumowałaś to co co mi chodzi po głowie 🙂 To, kiedy ma się dziecko to sprawa indywidualna. Moim zdaniem pytanie "czemu nie masz dzieci?", "kiedy dzieci?" jest bardzo nie na miejscu. Oczywiście nie każde pytanie od razu jest negatywnie zabarwione, bo ktoś może być po prostu ciekawy, a nie upierdliwy. Ale mimo wszystko. Jakbym chciała i mogła to bym miała co nie? 🙂 Jak nie mam to albo nie chcę, i argument, że mi tyka zegar kompletnie mnie nie przekona. Albo nie mogę, a to już temat delikatniejszy i tym bardziej nie ma co pytać bo można tylko pogorszyć sprawę. Dzieci się ma jak się chce (albo nie :P) i to jest moim zdaniem bardzo osobista sprawa, no i poważna oczywiście. I powinna interesować tylko samych zainteresowanych 🙂
Pozdrawiam! 🙂
Urodziłam pierwsze dziecko w wieku 30 a drugie 34. Młodszy, syn bedzie miał za rok 30 lat. Tak myślę, że to szczęście iż nie było internetu, bo chyba bym zwariowała. A tak o żadnych genetycznych niebezpieczeństwach nie wiedziałam prawie nic. Badań prenatalnych nie było. USG przy 1 ciąży mi zrobiono, bo akurat dostali aparat a lekarz skończył kurs. Oboje dzieci sa zdrowe, madre i bardzo je kocham. Z wzajemnością. Chcieliśmy jeszcze trzecie ok. 40 ale nie wyszło. Pozdrawiam, udanego urlopu.