Jak tam Majówka? U mnie dużo szycia, bo kończę szyć kieckę dla siebie, chociaż nie jestem jeszcze pewna czy ją ubiorę. Za to małe Pimposhki już są ubrane od stóp do głów. Dzisiaj chcę Wam pokazać elfickie sukienki. Otóż wpadłam na pomysł, że uszyję nam sukienki na nadchodzącą rodzinną imprezę (dla przypomnienia są to złote gody – 50+1 – teściów). Zaczęłam szukać w Internecie wzoru i ta sukienka mnie zauroczyła:
Wiedziałam, że przy tylu metrach muszę znaleźć w miarę tani materiał, więc nie za bardzo mogłam sobie pozwolić na wzory. Mój wybór padł na lekką wiskozę w sklepie 1st for Fabric (klik), cztery funty za metr to naprawdę tanio! Najpierw zamówiłam próbki. Próbki przyszły, ułożyłam na biurku i kazałam dziewczynom wybierać, osobno.
Obie, niezależnie od siebie wybrały ten sam kolor czyli ‘Francuzką różę’. Ponieważ mnie bardzo podobał się też ten kolor malinowy, to wybrałam go na podszewkę. Sukienka ma sporo elementów i stwierdziłam, że będzie mi łatwiej jeśli podszewka będzie w innym kolorze. W sumie zamówiłam 11.5 metra głównego materiału i 6.5 metra podszewki. Zapłaciłam niemało bo 76 funtów, w tej cenie mogłabym już kupić jakieś ‘lepsze’ sukienki w Next. Sam materiał jest bardzo przyzwoity.
Materiałki przyszły i trzeba było zdekatyzować. Wyprać to nie problem, ale jak wysuszyć prawie 12 metrów materiału?
Dało się. Być może użyłam drabiny i być może podskakiwałam na trampolinie aby to rozwiesić ;).
Po wszystkim nawinęłam materiały na bretki domowej roboty, co później znakomicie ułatwiło mi krojenie:
No i teraz tak. Fakt, kroiłam dwie sukienki na raz ale zostało mi i tak mnóstwo materiału!!!!!! Jeśli chodzi o francuzką różę, to udało mi się skroić sukienkę i dla mnie, i to do ziemi, i z wielkimi rękawami…. Za to sporo maliny czeka jeszcze na swoją kolej.
Instrukcje dołączone do wzoru były bardzo szczegółowe i zawierały mnóstwo zdjęć. Autorka prowadzi szyjącego jak po sznurku i dobrze, bo to był raczej wymagający projekt. I chociaż instrukcje czytałam kilkakrotnie zanim zaczęłam szyć, to dopiero szyjąc doczytałam, że autorka sugeruje nieco stabilniejszą bawełnę na podszewkę góry sukienki. Cóż było robić, z samego rana pojechałam do pasmanterii, kupiłam podszewkę, w domu szybko wyprałam, wrzuciłam do suszarki i w południe mogłam szyć dalej.
Najpierw uszyłam sukienkę starszej, a potem były dwie:
Fajne co? Cieszę się, że wybrały taki intensywny kolor bo te blade róże chyba nie pasują za bardzo blondynkom. Na szczęście fuksja pasuje też brunetkom. I trochę detali:
Bawełnę na podszewkę do góry kupiłam w lokalnej pasmanterii, więc wybór był jaki był. Zapłaciłam za nią dość sporo ale to bawełna naprawdę wysokiej jakości, miła dla ciałka.
Dół sukienki nie jest na podszewce, więc wszystkie szwy są wykończone overlockiem.
Nie ma lipy! Narobiłam się przy nich bardzo, ale obyło się bez wielkiego prucia i bez żadnych dramatów bo instrukcje faktycznie były klarowne. Największym wyzwaniem był chyba sam materiał, śliski i pływający, ale Viking poradził sobie świetnie! No i zapasy na szwy 1.5 cm też bardzo się przydały. Bardzo przyjemnie było szyć coś ‘niedresowego’. Jeśli chodzi o sesję z modelkami to na to niestety musicie poczekać, aż cały miesiąc jak będę miała zdjęcia z imprezy.
Jestem z siebie bardzo dumna! Dziewczyny wyglądają w nich po prostu zjawiskowo (na razie musicie mi wierzyć na słowo). A największy komplement powiedziała (nie mnie, a mojej mamie) moja babcia. Wysłałam jej zdjęcie i filmik starszej prawnuczki w sukience, a ona, że taką sukienkę to nie każda krawcowa potrafi uszyć. To pewnie nie prawda, ale i tak zrobiło mi się miło. 🙂




















Thanks Admin for this post, it's really a good post and is looking for more blogs like this. Please stay tuned ..!
wordpress
ufa88kh.blogspot
youtube
កីឡាបាល់ទាត់ អនឡាញ
Dzięki, nie powiem jestem z siebie zadowolona.
Dziękuję bardzo 🙂
Polecam! 🙂
Hi hi domyślam się, że zabawa. Z tym też było dużo zabawy. Ja wiele materiałów suszę po prostu w suszarce bo wiem, że dresowe wyroby będę tak suszyć. Ale tego akurat się nie dało.
Sugerujesz, że są krawcowe 'niemyślące? Choć może po prostu zdarzają się po prostu niemyślący ludzie. Ja kupuje tyle materiału ile jest napisane ale wycinam po swojemu i potem zostaję z dużymi ogryzkami. Ale to to już był rekord jakiś.
Ja też 🙂 Dzięki!
Dziękuję!
Ale piękne! Świetna robota 🙂
Sukienki cudowne i tez nosilabym taka i tez jak Brahdelt napisala, nie tylko na specjalne okazje, ale na zakupy. Generalnie jestes zdolniara, co tu duzo mowic (pisac). Gratuluje. Kolor tez fantastyczny
Piękności ❤️
MAm maszynę i w końcu muszę nauczyć się szyć porządnie
Cudowne!!! Sama bym taką nosiła, i to wcale nie na specjalne okazje, ale na zakupy! *^V^* Czekam na zdjęcia na modelkach i na Twoją kreację.
Z tym suszeniem materiałów to zawsze jest zagwozdka, pamiętam jak suszyłam bawełnę yukatową – one są sprzedawane w rolkach o szerokości 30 cm, ale długości 11 metrów. Nawijałam kolejne kawałki na suszarkę z IKEA – mam taki stary model który jest wysoki na kilka poziomów i szeroki na ok. 50 cm, rozkładany. To była niezła zabawa! >0<
Moja Mama była krawcową. I to taką "myślącą". Z dzieciństwa najbardziej pamiętam, jak kupowała Burdę, brała wykrój. I tu pojawiał się tekst: "To niemożliwe żeby aż tyle materiału było potrzebne….." Wycinała wykrój z papieru. Układała, układała, układała i nagle okazywało się że faktycznie można to było lepiej zaplanować….. A że była Poznanianką z krwi i kości to miała przy tym niesamowitą frajdę. To dzisiaj naprawdę miłe wspomnienia.
Przepiękne te sukienki i nie mogę się doczekać zdjęć modelek.
WOW! to jest rewelacja :)) piękne sukienki i piękne szycie, jestem zachwycona … i jeszcze ten piękny kolor, gratulacje 🙂