Romans z szyciem trwa w najlepsze i czuję, że muszę trochę zwolnić bo zaraz zapomnę, że mam męża i dzieci i inne szyciowe, tfu, życiowe obowiązki ;).
Dzisiaj chciałam Wam pokazać dwa uszytki. Po pierwsze to zapowiedziane poduszki na krzesełka dla małych Pimposhek. Jak może pamiętacie mamy krzesełka TrippTrapp, które są dość twarde i generalnie wymagają poduszek. Kupiłam kiedyś oryginalne poduszki, które jak wszystko tej marki były bardzo drogie i trochę się już sponiewierały, więc postanowiłam sama uszyć nowe.
Jak już pisałam, kupiłam taki sam materiał w mewy, jaki użyłam do okładki na mój planer, i który ma taki sam zwór jak nasza obecna cerata na stole. W John Lewis można kupić różne rodzaje tkanin, które mają taki sam wzór a ja jestem fanką ich cerat. Te mewy można też kupić w formie gotowych zasłon, to bardzo popularny wzór. W moim słynnym już zamówieniu z 18 kwietnia, którego jeszcze ani widu ani słychu jest watolina. I jak tak na nią czekałam, to uświadomiłam sobie, że nasze pudełka z jedzeniem od MindfulChef przychodzą razem z kawałkiem watoliny, która robi za izolację dla świeżego mięsa (razem z blokami lodu). Okazało się, że taki kawałek watoliny z jednej paczki wystarczy idealnie na dwie poduszki. No i watolina jest z odzysku, ekologiczna. Jak już wpadłam na ten pomysł zero waste to zabrałam się za szycie. Miałam wszystko oprócz żółtych nici do stębnowania ale akurat z tym nie było problemu bo mam już swój sklep, który nici szybko dostarcza.
Sama poduszka nie jest skomplikowana, składa się z dwóch kawałków materiału plus dwóch zakładek. Poza tym miałam kupną poduszkę, więc wiedziałam mniej więcej jak to jest skonstruowane. Ale i tak musiałam sobie zrobić wykrój i wykombinować co gdzie i jak przyszyć, w jakiej kolejności i jak ułożyć te zakładki aby wszystko się zgadzało. Poduszka musiała być bardzo konkretnego rozmiaru, ani za ciasna ani za luźna żeby dobrze się trzymała za pomocą tych zakładek. Przy krojeniu musiałam więc sama wybrać z jakim zapasem uszyć aby zmieściła się watolina i aby było ciasno w sam raz. No i się udało, i to za pierwszym razem!!!
Tutaj zdjęcia z procesu produkcyjnego:
Brzegi zakładek wykończyłam taśmą ze skosu, która została mi po robieniu okładki, akurat tyle ile było potrzeba! Największy problem miałam ze zszyciem ostatniego szwu, nie wyszło zbyt ładnie ale ten szew i tak jest ukryty pod zakładką także nie jest to duży problem.
A oto gotowe poduszki:
Starsza P. była zachwycona nową poduszką ale młodsza kategorycznie kazała ściągnąć i dopiero po kilku dniach siedzenia na twardym łaskawie zgodziła się sobie podłożyć pod pupcię. I tak już zostało.
No ale na tym nie koniec. Kupiłam sobie dwie książki o szyciu. O takie:
Książka Tilly ma taką formułę, że uczymy się szyć poprzez projekty. Zaczynamy od prostego szalika, potem są spodnie do piżamy, potem spódnica itd. To jest fajne ale ja chciałam mieć też taką książkę, która opisuje różne techniki w jednym miejscu. I taka jest właśnie książka Lauren. Obie książki posiadają wykroje projektów opisanych w książce. Obie autorki mają za sobą udział w programie ‘The Great British Sewing Bee’ (czy ja pisałam, że właśnie trwa nowa seria co z pewnością wzmaga popyt na maszyny do szycia).





Mam takie spodnie 3/4, które kiedyś kupiłam w Uniqlo. To spodnie podomowe, zrobione z cieniutkiej wiskozy, z kieszeniami, bardzo wygodne i idealne na upał (tak, w UK był najcieplejszy maj w historii, ostatni tydzień to codziennie 24 stopnie). Pomyślałam sobie, że skoro siedzę w domu to może uszyłabym sobie podobne. Obie książki opisane powyżej mają wykroje i instrukcje na spodnie piżamowe. Głównie korzystałam z wykroju na Margot Pyjamas ale z kilkoma rozwiązaniami z książki Lauren.
Materiał wygrałam na eBayu na aukcji internetowej za 11 funtów. To były trzy metry wiskozy, bardzo dobrej gatunkowo. Materiał przyszedł dokładnie taki jak chciałam: cienki, lejący, przewiewny (ale nie ‘żorżetowy’) także byłam super zadowolona. Przez chwilę nawet rozważałam zostawienie go na jakąś lepszą okazję, jakąś ładną sukienkę jak już się przyuczę itd. Ale potem doszłam do wniosku, że jednak tnę na spodnie podomowe.

Muszę przyznać, że nie był to najłatwiejszy materiał do pracy, ani w krojeniu ani w szyciu i bałam się, że go zmarnuję i nic z tego nie będzie. Przez cały proces szycia miałam wielkiego pietra, póki nie zszyłam kroku i wszystko jakoś się dopasowało! Normalnie czułam ulgę, że piżama nie ma jednej nogawki i że nogawki są równej długości. Wszystko jest super! Spodnie miały być luźne i są, miały trochę wisieć w kroku i wiszą. Długość jest idealna, jak człowiek siedzi to kolana są przykryte, w pasie wszystko pasuje no i mój model ma kieszenie. Jedyny błąd jaki popełniłam to zaprasowałam zewnętrzne szwy do tyłu, tak jak było w opisie ale zapomniałam, że dodałam kieszenie od siebie więc one się teraz układają do tyłu. Ale to chyba naprawię za pomocą żelazka. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz prezentowałam ubranie na ludziu. Także proszę bardzo, Pimposhka w całej okazałości i moje pierwsze własnoręcznie uszyte spodnie podomowe.





Spodnie są czarne więc zdjęć szczegółów nie ma. Powiedzmy, że jest kilka małych wpadek ale niedoróbek nie ma, wszystkie szwy ładnie obrzucone itd. Po co mam sobie wyrabiać złe nawyki, jak mogę dobre? Także spodnie są porządnie wykończone, otwarcie kieszeni też wygląda bardzo przyzwoicie. Kieszenie zrobiłam z tłustej ćwiartki Tana Lawn w kolorze czarnym, którą zamówiłam na maseczkę ale okazała się za cienka. Materiału mam jeszcze sporo, mogę zrobić szorty albo jakiś top czy narzutkę.
Co dalej? Na razie robię sobie przerwę. Zamówiłam trochę próbek i mam więcej próbek w planach. Czekam, aż otworzą się pasmanterie (od 15 czerwca). Szukam w Internecie fajnych sklepów z materiałami. Generalnie chciałabym coś uszyć dziewczynkom, bo jakby co to mniej materiału zmarnuję a uczyć się można tak samo jak na dorosłym egzemplarzu. No i chciałabym spróbować uszyć coś ze streczu. A co! Kupiłam drugą książkę Tilly właśnie o szyciu z tkanin streczowych. Do biura raczej nie wrócę aż do jesieni (a to i tak najwcześniej) także trzeba się wprawiać w szyciu dresów po domu a nie eleganckich sukienek. Poza tym muszę znaleźć miejsce w domu na maszynę i jakiś praktyczny schowek na te wszystkie nici i przydasie, które zaczynają zajmować coraz więcej miejsca. Takie romanse trudno ukryć :).
Twoje wpisy są jak gotowe instruktarze dla chcących posiąść od początku poprawnie nowe umiejętności. A Twój każdy kolejny uszytek wykonany bezbłędnie. Obiecałyśmy sobie z córką, że w te wakacje nie wyjeżdżamy, ale siadamy do maszyny i uczymy się.
Magdalenka
Szycie do fajna terapia, i wychodzi szybciej niż robienie na drutach choć przy szyciu spodni to zdziwiłam się, ile czasu zajmuje wszystko inne w porównaniu do samego szycia. Następny uszytek to będą piżamki dla dziewczynek ale czekam jeszcze na materiały (eh).
No właśnie prawda? Teraz tyle czasu spędzamy w domu to po co mam chodzić tylko w dresach. W tych spodniach podomowych czuję się bardzo luksusowo 🙂
Wow! No proszę! Niesamowite jak moje wpisy zaowocowały historiami o szyciu, wspominkami o maszynach itd. Faktycznie nie da się ukryć, że złapałam robaka, nie mogę o niczym innym myśleć. Wczoraj z braku materiałów jeszcze bawiłam się maszyną, zrobiłam moją pierwszą dziurkę na guzik, wypróbowałam też kilka stopek z nowego zestawu i wypróbowałam ściegi elastyczne. Nie mogę się doczekać jak znów będę miała coś do uszycia.
Nie wiem czy takie wypełnienie za szybko się nie 'wysiedzi' ale wygląda spoko i wymiar był idealny. ja też nie wiem jak długo wytrzymam z takim rozkładaniem się ale pracuję non stop z domu, dzieci wróciły do placówke, poza tym są coraz starsze więc nawet można szyć w ich towarzystwie także może jakoś dam radę.
Ale fajna historia. Moja mama sporo szyła jak byłam mała, nasza sąsiadka dużo ją nauczyła, inne koleżanki też szyły. W sumie chyba mam więcej wspomnień z dzieciństwa związanych z szyciem niż drutami. Teraz patrząc wstecz widzę, że w zasadzie wszystkie kobiety w mojej rodzinie robiły coś rękami. Zazdroszczę Ci domu zawalonego tkaninami 🙂
p.s. Mario, parę dni temu oglądałam filmik na youtube typu 10 wskazówek do idealnego stembnowania i… pokazywano tam właśnie trik z papierem. 🙂
Dzięki! No właśnie w następnej kolejności mam piżamki dla małych (z lekkiego streczu) a potem lniana sukienka dla mnie i sukienki dla dziewczynek, nie ma to jak mieć plany 🙂
Ja sobie książki chwalę, na drutach nauczyłam się robić właśnie z książki no i potem filmików na youtube. W szyciu filmiki też się przydają. A dobry t-shirt uszyć wcale nie jest tak łatwo.
Źle mi się kliknęło, komentarz pod spodem jest do Ciebie 🙂
Ha ha ha książka Alison Smith (The sewing book) ma dzisiaj przyjść Amazonem, na tą drugą też popatrzę. Nie wiedziałam, że też szyjesz. No proszę jakie my wszystkie jesteśmy super utalentowane. Nic tylko się cieszyć 🙂
Uwielbiam kreatywne książki. Te dwie wydają się całkiem ciekawe. Sama planuję sobie na urodziny sprezentować dwie książki Alison Smith – The Sewing Book oraz Dressmaking. Czytałam o nich świetne opinie i jestem ich bardzo ciekawa, bo po dwóch kursach szycia mam nadal niedosyt wiedzy technicznej, albo choćby takich trików jak opisuje Maria. Wiedziałam tylko, że w sytuacjach gdzie zaczynamy szycie blisko krawędzi należy sobie wyciągnąć nitki i pomóc maszynie rozpocząć delikatnie ciągnąc za nie.
Jak tak patrzę na Wasze posty – głównie Twoje i Marzeny to wzbiera we mnie taka zazdrość, która każe mi przełamać opory i zacząć pokazywać moje uszytki 🙂
Knittingbinary, tak jak napisałam powyżej, wiem, że Maria nie miała nic złego na myśli. Mnie też czasem komentarze wychodzą nie do końca tak jak powinny, czasem jest naprawdę trudno przelać myśli na ekran.
Co do spodni to właśnie to jest kwintesencja 'leniwy lokdałn' 🙂 Obiecałam sobie, że kiedyś będę miała jakąś przestrzeń (czy to loft czy szed to się jeszcze okaże) na te swoje wszystkie hobby.
Mario, żadne przeprosiny nie są koniecznie. Knittingbinary ma trochę racji, że to co jest niewinną uwagą przy kawie z koleżanką w Internecie może być nie na miejscu a nawet może być uważane za jakieś tam trolowanie. Ja natomiast doskonale wiedziałam o co Ci chodzi bo o tej fryzurze już raz rozmawiałyśmy. Teraz częściej noszę włosy związane bo rzadziej myję głowę, bo jest ciepło no i dużo ćwiczę to tak mi jest wygodniej. Doskonale rozumiem dlaczego się tak 'podnieciłaś'. W żadnym razie nie uraziłaś moich uczuć. A co tego papieru to tego jeszcze nie wiedziałam, zresztą jeszcze wiele, wiele przede mną także dziękuję Ci za poradę.
Mario, szacunek za twoją odpowiedź. Ha, ha ja zawsze jestem grubiańska ponieważ nie mam tzw filtra (autystyczne tendencje ograbiają cię z pewnych rzeczy). Dlatego czytam 4 razy, zanim wyślę. Pozdrawiam serdecznie.
Kochana Pimposhko, wybacz mi wcześniejszy wpis. Knittingbinary uświadomiła mi, że moja wypowiedź jest mało fajna. Muszę się jakoś hamować i być bardziej uważna w swojej bezpośredniości. Nie chciałam Ciebie urazić, bardzo Ciebie lubię i podziwiam. Przepraszam najmocniej.
Pozdrawiam serdecznie, Maria
Tak, przepraszam, masz rację.
Będę na przyszłość uważniejsza.
Powiem Ci szczerze, że z biegiem lat staję się bardziej grubiańska.
Co jakiś czas ktoś zwraca mi na to uwagę i chwilę się hamuję, po czym znowu staję się bezkompromisowa i pyskata.
Dziękuję za zwrócenie uwagi.
Pozdrawiam, Maria
Wspaniale uszytki!
Ja tez mysle nad ksiazkami na temat, ale póki co spróbuje tutorialu o uszyciu T- Shirtu.
Reszta okaze sie w noszeniu.
najwyzej bede miala wypasiona amszyne do napraw peknietych szwów i obszywania firanek raz na ruski rok 😉
Fajne te portki uszyłaś; ja je mam w wersji oryginalnej czyli piżamowej ale może i się skuszę teraz na wersję 'leniwy lokdałn'. Powoli wracam do równowagi z tą izolacją i znów zaczynam szyć (po skończeniu testu dla Marzeny). Ja mam kilka książek ale jedna którą bardzo cenię to podręcznik krawiectwa, który kupiłam w charity szopie – bardzo przydajny.
Masz rację że nagle twój dom staję się mniejszy, bo teraz to nie tylko druty ale i maszyna, materiały, przydasie……. No a potem to już chcesz garaż zaaranżować na studio (albo szed w ogrodzie):-)
Mario,
Nie wiem czy miałaś ten zamiar ale wyszło grubiańsko. No tak, mamy podręczniki ale sie nie znamy na szyciu. Ja używam papieru kuchennego na sposób opisany przez ciebie ale i tak się czasem napocę. Nie wiem również czy Pimposha – młoda kobieta przecież, potrzebuje wałków i tapiru na codzień a także spania w tych samych, nalakierowanych włosach. Komplement to komplement – nie musi być znegowany w drugim słowie – "Fryzura świetna ale się nie postarałaś". Słowo pisane w necie, musi być rozważne.
Pozdrawiam ze słonecznej Walii.
Jaka zdolna jesteś.Szacun.Uszytki cudowne.Czekam na ciuszki dla małych.
Po pierwsze, trudne tkaniny i dzianiny szyje się kładąc na przygotowany do szycia materiał (już jak leży na maszynie niejako pod igłą), pokrojoną w cienkie paski (mniej niż jeden centymetr) gazetę. Igła uderza najpierw w papier. Materiał, nawet najcieńszy szyfon, nie wciąga się, nie ucieka i sprawuje doskonale. Po przeszyciu łatwo się odrywa paski z obu stron szwu. Czy tego nie uczą w tych Waszych podręcznikach? Bo ja nigdy żadnego nie czytałam więc nie wiem, za to często słyszę, że ktoś miał trudny do szycia materiał i się męczył.
Po drugie, yes, yes, yes!!! To jest fryzura dla Ciebie!!! Może jest w wersji lajtowej, może się nie przyłożyłaś ale TO JEST TO!!!! W wersji bardziej wyjściowej możesz po umyciu i wysuszeniu włosów nawinąć je na pół godziny na grubsze wałki, nie po to aby uzyskać loki ale po to aby włosy odkleiły się od głowy. Po zdjęciu wałków możesz włosy lekko przetapirować, nie po to żeby się wystylizować na lata sześćdziesiąte a po to aby utrzymać włosy choć centymetr ponad czaszką. Zresztą będą wyglądały "obficiej". Potem zaczesujesz je tak jak na zdjęciu, z tyłu podpinasz coś niby "kok", z przodu przyczesane na bok tak jak masz na fotkach (wypróbuj zaczesanie na bok pod różnymi kątami tzn aż do linii "grzywy" przecinającej ukośnie czoło). Jeśli to wszystko spryskasz odrobiną lakieru, taką fryzurę będziesz miała nawet całe dwa dni bez poprawiania. Sorry, że tak się podniecam Twoją fryzurą ale uważam, że tak wyglądasz 100 razy lepiej!
Jeśli Cię uraziłam, jeśli przekroczyłam dopuszczalną granicę to przepraszam ale i tak nie żałuję bo chciałam to napisać:)
Pozdrawiam, Maria
Piekne te spodnie, bardzo mi sie podobaja. Podusie sliczne Ci wyszly. Ten Twoj post przypomnial mi moja przygode z szyciem.Zaczelam szyc gdzies w okolicach lat 15-stu. Mama krawcowa, nie znosila szyc i ciezko bylo sie doprosic o jakas czesc garderoby. A nawet jak juz mi cos uszyla, to nie tak jak chcialam, wiec konczylo sie zawsze lekka awnatura. Dobralam sie wiec do maszyny dosc wczesnie. Dom byl zawalony materialami, wiec bylo z czego wybierac. Szylam proste rzeczy, zreszta taka byla wowczas moda. Jak spodnica- to koniecznie czarna, marszczona i do ziemi. Jak sukienka to z dwoch prostokatow z gumka w pasie. Nigdy nie korzystalam z wykrojow. Mama mnie nauczyla szyc dopasowane spodniczki (tez takie szylam, ledwo przykrywajace pupe), jak nalezy sie pomierzyc, jak to potem rozrysowac na materiale itp. Maszyna towarzyszyla mi przez cale zycie. Potem jak bylam juz dorosla i z kasa bywalo krucho, to kupowalam to co mozna bylo dopasc ale na tzw. wyprzedazach za grosze i dopasowywalam to do swojej sylwetki. Teraz nie chce mi sie szyc, bo potrzeba na to sporo czasu, miejsca zeby rozlozyc sie z calym majdanem. Malo mam czasu, duzo pracuje, a mam tez inne hobby. Niemniej jednak nie wykluczone, ze pewnego dnia rozloze sie z cala maszyneria i rozpoczne jakas mala produkcje. Materialy jakies nawet mam ze starych zapasow.
Ale ekstra i spoko, że wykorzystałaś coś, co już miałaś na wypełnienie! Aż zatęskniłam za moją maszyną, portki domowe bym sobie też uszyła, gdzieś mam nawet numer burdy dla początkujących z wykrojem. Mnie pokonał właśnie brak miejsca, miałam parę miesięcy dosyć solidnego romansu, ale brak sensownej możliwości rozłożenia się z pracą mnie pokonał. Także trzymam kciuki, żebyś coś sobie wymyśliła :).
Noo, nastepna zlapala robaka szycia 🙂 Odwazna bylas z wiskoza. mozna kupic psikadelko – stabilizatora tkanin, btw. I do samego szycia wiskozy lepsze sa klipsy niz szpilki.
Ze sklepow polecam textileexpress, fabricgodmother i, tu mam az miekkie kolanka, merchantandmills (mam tu ich len w kratke na sukienke, wykroj tez ich, i chodze jak pies wedle jeza, w uk mam ich chyba 4 czy 4 materialy I TEZ boje sie ciac, zeby nie pochrzanic, a materialy nie sa z tych tanich. wedlug mnie). Jest jeszcze sporo sklepow godnych polecenia, wiekszosc |(o ile nie wszystkie) ma sklepy na ebayu.
Jeszcze tylko dodam, ze polski dom zostal obszyty na Singerze 99k, na korbe. I niech mi nikt nie mowi, ze ojojoj, to przeciez niemozliwe szyc z korba. Odpowiem tylko – hahahahaha. Mamy posciel, zaslony, jakies scierki, poszewki na jaski na kanape, worki na zakupy, mam kupe ciuchow zwezonych/poszerzonych, skroconych, obrzuconych na cudnej maszynie NA KORBE. szyje i nie ma zadnych cudow fikimiki. ale JAK szyje – przez 8 cienkich dosc warstw – jak przez maslo.
Bywam tu, ale na goscinnych wystepach 🙂 pewnie mnie pare sztuk czytelniczek rozpozna.
Oba uszytki bardzo piękne. Oczy mi się zaświeciły do tych spodni piżamowych 🙂 Bardzo dobrze, ze wykorzystałaś te wiskozę na spodnie, które pewnie będziesz nosić często. Kto powiedział, że na domowych ciuchach trzeba oszczędzać z dobrym materiałem?
Tkanina w mewy nieodmiennie mnie zachwyca 🙂
Chciałam jeszcze dodać, że w zasadzie nie spodziewałam się po Tobie niczego innego. Mamy trochę wspólnych cech w tym temacie i wiedziałam, że jak się zajmiesz szyciem to już konkretnie 🙂 Bardzo się cieszę, z każdej nowej blogerki-koleżanki, która zaczyna szyć – będę mieć więcej miejsc do rozmowy o tym moim ciągle nowym hobby, a i inspiracji będzie więcej! No i Ty masz nowe, wygodne portki (i jakieś kilkanaście przed sobą), więc każdy na tym skorzysta 😛
Brawo Gosiu! Takie podejście to ja rozumiem – chcę szyć? Siadam i robię! Spodnie wyszły naprawdę świetnie, zresztą poduszki też (trochę się uśmiałam, z dramatów młodej;)).
I potwierdzam, że podczas szycia można pozapominać o całym świecie… nawet nie wiem kiedy mi mija pół dnia nad maszyną.
Zobacz jeszcze ten sklep, jeśli już przypadkiem nie znasz: https://guthrie-ghani.co.uk/
Wracając do poprzedniego posta i Twojej odpowiedzi – kupował w polskim sklepie razem z całą masą innych gadżetów, pewnie dlatego nawet nie sprawdził gdzie indziej. Mi póki co nic nie odpadło 😀