Wybierz sobie kraj i tam siedź

Pod postem o syndromie sztokholmskim (klik), gdzie opisałam jak rządy w UK i Polsce odmiennie traktują obywateli w obliczu pandemii pewien anonim (jakżeby inaczej) nazwał mnie hipokrytką, bo w komentarzach napisałam, że być może na starość wrócę do Świnoujścia, albo zamieszkam w Ahlbecku (czyli zaraz za niemiecką granicą) bo podobają mi się Niemcy. Jak to tak, opuszczę tą cudowną Anglię? 
Tak się składa, że to nie pierwszy taki komentarz, który pojawia się u mnie na blogu pod postem, w którym dokonuję moich analiz porównawczych (a wiecie, że lubię te moje analizy). Nie wiem dlaczego, ale niektórzy (ale może to jest jedna i ta sama osoba) uważają, że kraj można mieć tylko jeden, należy się określić, koniec i kropka. Postanowiłam więc napisać jak to wygląda z mojej perspektywy, aby w przyszłości móc takiego delikwenta po prostu odesłać tutaj. 
Polska jest krajem emigrantów. Emigrowaliśmy od zawsze albo z powodów ekonomicznych albo politycznych. Polscy emigranci zazwyczaj zaczynali od zera, nasze kwalifikacje się nie liczyły, trzeba było je nostryfikować, język na początku był problemem. W przeszłości wizyta w kraju nie zawsze była możliwa, tak samo powrót. Odkąd Polska weszła do Unii Europejskiej ta emigracja się zmieniła. Staliśmy się po prostu obywatelami Europy. Polacy masowo skorzystali z nowych możliwości przemieszczania się i życia w innych krajach unii jak pełnoprawni obywatele. Bez potrzeby pozwolenia na pracę, z kwalifikacjami zdobytymi w Polsce (albo poza nią), z dobrą znajomością języka. Polska emigracja ma teraz więcej kształtów i kolorów. Mamy tanie linie lotnicze. Emigrujemy, żeby studiować, żeby przeżyć przygodę, żeby podszkolić język, żeby móc legalnie żyć w związku homoseksualnym, żeby mieć lepszą opiekę nad naszym niepełnosprawnym dzieckiem. Nie emigrujemy z Polski, bo w Polsce jest tak źle, ale emigrujemy bo gdzieś indziej jest po prostu lepiej. Lepiej dla nas, w naszej konkretnej sytuacji życiowej. Zmiana kraju zamieszkania wymaga trochę odwagi i determinacji i z pewnością nie jest to opcja dla każdego.  
Każdy Polak na emigracji w Wielkiej Brytanii to inny model, inne nastawienie. Historii jest tyle ile emigrantów. Są tacy, co przyjechali na wakacje przeżyć przygodę i im ‘się zostało’. Są tacy, którzy przyjechali tutaj bo nie mieli za co nakarmić dzieci (no dobra, może dzieci mogli nakarmić ale nic poza tym). Są półgłówki z wygoloną czaszką, którzy znają 20 słów po angielsku, pracują w fabryce, oglądają wyłącznie cyfrę plus, jedzenie kupują wyłącznie w polskim sklepie, o angolach wyrażają się wyłącznie pogardliwie i interesuje ich wyłącznie kurs wymiany funta na złotówkę. I jest 345ty rektor uniwersytetu w Cambridge, emigrant w drugim pokoleniu, syn polskich wojennych uchodźców. 
Nie wszyscy, którzy emigrują, emigrują na stałe czy zakładają tutaj rodziny. Są tacy, którzy uprawiają ruch wahadłowy, tacy którzy przyjeżdżają aby zarobić na coś – na mieszkanie, na wesele, na spłacenie długów itd. Socjolodzy badający emigrację mają dla nich nazwy: bociany, chomiki, łososie. Ja jestem łososiem. W związku z Brexitem część nas emigrantów uregulowała swoją sytuację prawną i dostała obywatelstwo. Podsumowując, ludzie z mojego pokolenia i młodsi nie są już Polakami ani Brytyjczykami czy Niemcami, są po prostu Europejczykami. Mam wrażenie, że niektórzy przedstawiciele starszego pokolenia nie są w stanie tego zrozumieć. Dla ich równolatków emigracja była raczej drogą bez odwrotu.
Tak lubię analizować i porównywać Polskę z Wielką Brytanią. Uważam, że mam bardzo dobry ‘punkt obserwacyjny’. Mało jest ludzi, którzy maja okazję żyć w dwóch tak różnych krajach, mieć słowiańską duszę ale i czuć angielską flegmę. Poznajesz zupełnie nowy świat, widzisz, że w innym kraju i społeczeństwie pewne fundamentalne rzeczy wyglądają zupełnie inaczej. Odkrywanie tych różnic i ich zrozumienie to fascynująca i nigdy nie kończąca się podróż. Szczególnie dla mnie, socjologa. Nasze narodowe przywary i zalety również stały się bardziej fascynujące odkąd mieszkam tak daleko. 

Jeśli miałabym porównać Wielką Brytanię do człowieka, to jest to dość wiekowy, dystyngowany arystokrata, w nieco wypłowiałej tweedowej marynarce, który uporczywie pielęgnuje wspomnienie imperium, nad którym nie zachodziło słońce. A Polska? Polska to kobieta czterdziestoletnia, która jest piękna, inteligentna, doskonale wykształcona i pracowita ale nie może osiągnąć swojego pełnego potencjału bo ciągle rozpamiętuje trudne dzieciństwo. Proszę bardzo, już nawet nie jestem socjologiem a psychologiem ;). Ja znam ich oboje i czasami w tej sprawie zabieram głos. 
Są emigranci, którzy dawno pożegnali się z Polską i nie mają zamiaru się wypowiadać. Mają swoje powody i ja to szanuję. Są tacy, co nie biorą udziału w wyborach, nie komentują bieżącej sytuacji. To jest ich wybór. Ale to nie ja. Zawsze biorę udział w wyborach, rozmawiam z rodziną na tematy polityki czy generalnie ‘życia w Polsce’, interesuje mnie to. Staram się czytać na bieżąco informacje, choć jest to coraz trudniejsze, bo mam wrażenie, że każdy skrawek informacji ma przynajmniej dwie różne wersje. W Polsce mam rodziców, babcię, dalszą rodzinę, przyjaciół i znajomych, groby najbliższych, kawałek mieszkania, konta w banku, swoje magiczne miejsca. Jak jestem w Polsce to bacznie obserwuję co się dzieje na ulicach. Porównuję ceny, zwyczaje, obyczaje. Paradoksalnie pewne zmiany zachodzące w polskim społeczeństwie widzę wyraźniej bo z daleka, bo z innej perspektywy geopolitycznej. Często jest miłe zaskoczenie, czasem jest frustracja. 
No i co z tego, że krytykuję Polskę? Wynika to właśnie z tej frustracji, kiedy widzę, że jako społeczeństwo jesteśmy podzieleni, drepczemy w miejscu, a w zasadzie to nawet cofamy się w rozwoju. Czuję się jak rodzić dziecka, które ma potencjał i go marnuje. I to wcale, ale wcale nie jest tak, że Anglia jest piękna a Polska to syf (cytując anonima). Anglia ma swoje problemy, wcale niemałe. Ale Anglia to jest dla mnie kraj na miarę. Podoba mi się tutaj, tutaj jest mój dom, mam tu wygodne życie, która sama sobie zbudowałam. ‘Czuję’ Anglików i nie jestem już obca choć na pewno nigdy nie będę w 100% ‘u siebie’, w Polsce zresztą już też nie. Taka przypadłość emigranta. A to, że podoba mi się w Anglii absolutnie nie oznacza, że przestało mi się podobać w Polsce. 
Anglia to jest mój wybór na następne lata. A jeśli będę chciała wrócić do Polski to wrócę. Z przyjemnością. Bo na emeryturze fajnie będzie mieszkać nad morzem, bo wrócę na ‘stare śmieci’, bo fajnie będzie znów słyszeć język polski na ulicy i jeść pyszne polskie jedzenie. I tak, pewnie będę narzekać na służbę zdrowia. Kto mi zabroni? Nie ma prawa, które mówi, że jak raz wyjechałeś to już tam siedź aż do śmierci i najlepiej siedź cicho bo nikogo nie interesuje, że są kraje gdzie emeryci i dzieci nie muszą płacić za leki. I nie ma to nic wspólnego z hipokryzją. No bo jak wkurzasz się na męża to rozwód? No przecież inaczej jesteś hipokrytką. Narzekasz na dziecko? No to do adopcji, przecież nie chcesz być hipokrytką tak? Narzekasz na swoje małe mieszkanie? No to albo się przeprowadź albo jesteś hipokrytką. Tylko ograniczony rozumek może tak myśleć. I tylko krowa nie zmienia zdania. Póki mam dwa paszporty, w tym przynajmniej jeden unijny mogę wybierać gdzie chcę mieszkać, gdzie chcę żyć. I z tego przywileju korzystam. 

Moje analizy nie zawsze są trafione, już mnie raz czytelniczki sprowadziły do pionu informując, że nikt już nie gotuje codziennie tradycyjnych obiadów z dwóch dań ;). I za to jestem wdzięczna, biorę to na klatę. A jeśli komuś nie odpowiadają moje analizy publikowane na blogu to przecież nikt nie ma obowiązku czytać. Naprawdę! Dziękuję za uwagę :). 

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
5 lat temu

O! Świetnie. Mnie z niej smakuje w zasadzie wszystko. Curry z oberżyny jest super, pasta z makreli czy pasta w kurczaka z rosołu również. Dieta jest rozpisana na jedną osobę i gotuje się raz, wieczorem (dlatego program zaczyna się dzień wcześniej) także nie jest aż tak bardzo upierdliwa (choć oczywiście każda zmiana sposobu gotowania jest trochę upierdliwa). Jeśli rodzina może sobie zapewnić catering przez 10 dni to bierz się za nią. Cieszę się, że Ci podpasowała bo wiesz, co jednemu pasuje, drugiemu niekoniecznie.

5 lat temu

Ha, moja mama też zauważyła, że mam bardzo fajne czytelniczki :). Nie, no przecież ja nic nie napisałam o tym, że przestanę pisać. Nie ma takiej opcji.

5 lat temu

Jak patrzę sobie wstecz na swój życiorys to nie narzekam 🙂 Było i jest ciekawie. Tak jak napisałam, każda emigracyjna historia jest inna. Być może jak już przyjdzie ta emerytura to będę myślała inaczej. Nasza rzeczywistość szybko się zmienia.

5 lat temu

Spoko, spoko zanim ja tam wrócę to już będzie inaczej. Nawet kaczki tak długo nie żyją ;).

5 lat temu

Hmmm bardzo ciekawe pytanie mi zadałaś. W sumie to muszę przyznać, że łatwiej przychodzi mi wypowiadanie się na tematy polskie wśród Polaków niż angielskie wśród Anglików. Myślę, że wynika to z tego, że wychowałam się w Polsce, a Anglię cały czas jednak poznaję. W pracy częściej raczej chcą wiedzieć 'a jak to jest w Polsce' niż oczekują mojego zdania na temat angielskiej rzeczywistości. Ale przypomniała mi się taka historia. Otóż rozmawiałam z teściową na temat Termisia, że chcę jej dać starego i że Termiś jest bardziej popularny w Polsce, bo w Polsce więcej gotuje się od podstaw a w Anglii je 'z gotowców' (pisałam o tych gotowcach na blogu' i teściowa nieźle się żachnęła, że to nie prawda. A ja się tylko uśmiechnęłam bo ta sama teściowa, podaje pół świątecznego obiadu 'z gotowców' a przez większość życia była kucharką w szkole i karmiła dzieciaki mrożoną pizzą ;). No i raz powiedziałam, że Diana to znowuż wcale taka święta nie była i mąż też się żachną ;).

5 lat temu

Myślę, że jak już raz się wyjechało to łatwiej podjąć decyzję o kolejnej emigracji. Ja już trochę świata widziałam i myślę, że jeśli się znów ruszę to jednak do Świnoujścia. Pan Kapitan powiedział mi raz, że jeśli nie Polska to byłaby to Dania, w sumie ze Świnoujścia to blisko promem.

5 lat temu

Oj tak, ja tego też nie rozumiem i też raz spotkałam takiego emigranta, co w Polsce opowiadał historie jak niewiadomo co a rzeczywistość była inna. Ten 'szpan' to ze wstydu, że się jednak nie udało tak jak miało się udać, a trawa nie zawsze jest bardziej zielona. A co do mojego powrotu to czas pokaże, oczywiście, z pewnością inaczej to będzie wyglądać z perspektywy 70 latki. Ale świat tak gna do przodu, że nie wiadomo co nas czeka i jak świat będzie wyglądać za 30 lat, zobacz jak świat się zmienił przez ostatnie trzy miesiące… dla mnie jest to cały czas jakiś plan, typu 'na emeryturze będę robić to i to…'

5 lat temu

Dziękuję 🙂

5 lat temu

Ha no widzisz. Twoja miłość do Japonii sprawia, że nie jesteś emigrantem a mnie rozumiesz!!!!! I bardzo ładnie to ujęłaś. Otóż można sobie znaleźć ojczyznę 'na miarę'. I ja też bardzo lubię czytać Twoje Fumy dlatego, że nie jest to typowy 'pamiętnik z wakacji' albo słit focie na tle palm ale właśnie bardzo ciekawy przewodnik po kraju i społeczeństwie. No, to sobie pokadziłyśmy 😉

5 lat temu

No właśnie nie musimy 🙂 Ale Polska ma chyba spory odsetek osób, które cały życie mieszkają w jednym mieście, nawet w tym samym mieszkaniu, i chodzą do tej samej pracy i takim chyba czasem trudniej to ogarnąć, że można inaczej.

5 lat temu

Masz rację, ale chyba tylko emigrant zrozumie emigranta. Moja emigracja jest zupełnie inna niż Twoja, no i dalej jestem w Europie więc dla mnie powrót jest chyba bardziej realny w przyszłości. Ale kto to wie….

5 lat temu

Myślę, że Tobie nikt nie musi mówić jak 'jest w Polsce' bo sama dobrze to widzisz, umiesz oceniać sytuację krytycznie i dokonujesz własnych świadomych wyborów. Nigdy nie chciałam mówić Polakom w Polsce jak to w Polsce jest bo uważam, że jest to nie na miejscu. Wcale Ci się nie dziwię, że Cię to wkurza, mnie też wkurza jak ktoś mi mówi, jak to jest na emigracji bo ma kuzyna co mieszka w Edynburgu albo dowiadując się, że mieszkam w Anglii od razu zakłada, że np. pracuję w fabryce albo na zmywaku. Uważam, że komentarz 'nie wiesz jak to jest, bo nie mieszkałaś za granicą' jest trochę poniżej pasa, to tak samo jak 'matką nie jesteś, życia nie znasz' o czym kiedyś pisałam. Jeśli w taki sposób odebrałaś któreś moje posty to przepraszam, nie chciałam aby tak brzmiały, że ja Ciebie czy innych w jakiś sposób pouczam.
A co do tej emerytury, masz rację to mi się może zmienić i zdaję sobie sprawę, że to nie jest łatwe. Służba zdrowia to na pewno duży problem ale szczerze mówiąc, to choć zewsząd słyszę jaka ona jest zła, to jakoś cała moja rodzina korzysta i jest bez zarzutu. Naprawdę. Moja mała kuzynka studiuje medycynę także jakby co będę miała wtyki ;). Ale wiadomo, życie może te moje plany zweryfikować.

5 lat temu

Ja z zupełnie innej beczki 🙂 Dostałam książkę Amelii Freer i jest świetna. Nie wiem, czy podołam przeprowadzeniu 10-dniowego planu, ale dwa przepisy z niego już wypróbowałam i to są naprawdę pyszne rzeczy. Poza tym część teoretyczna jest tez bardzo pomocna, własnie ją czytam. Czuje, że tę książkę będę często wykorzystywać 🙂

5 lat temu

Pimposhko, absolutnie musisz dalej pisać!!!! Jak przestaniesz tydzień będzie miał tylko 6 dni, bo zniknie poniedziałek… Cudownie opisujesz to jak spostrzegasz świat. Ja mieszkam w Polsce i nie planuję się wyprowadzić, chociaż podobno Pan Bóg śmieje się z tych naszych planów do rozpuku… W Anglii nigdy nie była, a dzięki Twojemu blogowi troszkę ją poznałam i nawet mi się podoba.
A do tego przyciągasz do swojego bloga takie fajne osoby, że czytanie ich komentarzy do dodatkowa przyjemność.
Magdalenka

5 lat temu

Ciekawa masz biografie, i historie emigracyjna. Tak mi sie stwierdza po wielot´letnim urzedowaniu na Twoim blogu 🙂
Ja jestem uziemiona, z wlasnej woli, nie lubie przeprowadzek, zaczynania gdtzies czegos od poczatku, bo gdzies trawa niby zielensza. No taki ze mnie typ czlowieka. Lubie stare smieci, i juz. Lubie cos robic, i obserwowac potem przez lata dalszy rozwój.
Taklich ludzi swiat widocznie tez potrzebuje, skoro ma mnie.
Polska niby tak blisko mnie, przyznam, ze nawet nie wiem, ile mam kilometrów do polskiej granicy, 400, 500? Ale jednak tak daleko. W Polsce nie mam nic materialnego, a rodzine wykruszona, wiec ciagoty wizyt raczej mierne. Ostatnio bylam z propozycji znajomej, bo ona byla ciekawa, jak tam jest, to pojechalysmy. Niby mówie po polsku, ale jednak innym jezykiem, niz ludzie tam.
Teraz nawet by mnie do Polski nie wpuscili, bom obcokrajowiec.

5 lat temu

Uplywaly lata, moglam po prostu dostac obywatelstwo "za friko", tak jakby przez zasiedzenie (u boku meza), ale postaralam sie o oficjalna germanizacje, gdy dorastajace corki zaczely zastanawiac sie kim sa. Kosztowalo mnie to pare ojro, egzaminy pominieto, bo szkoly odpowiednie pokonczylam czarno na bialym. Ten ruch byl dla mnie i moich watpiacych dzieci gestem – szacunku dla kraju wybranego, zadowolenia i wdziecznosci, ze tu tak dobrze wyrastaja moje Najwazniejsze. Moja niemieckosc miala pomoc (i pomogla) ustosunkowac sie mlodym do ich polskosci.
I do swiatopogladu, ze nie nikt nie jest lepszy czy gorszy, bo urodzil sie na konkretnej szerokosci i dlugosci geograficznej (pozostane tylko przy tym aspekcie). Dziewczyny poruszaja sie po Polsce sprawnie i z checia, odwiedzajac krewnych oraz wlasnych znajomych bez mojego towarzystwa… lecz teraz patrzymy zszokowane na to, co sie dzieje, na rownych i rowniejszych, na dobre liczby wynikajace z unikania testowania, na policjantow bez nazwisk na mundurach, na wybory, ktore sa, a ich nie ma, na zakazane piosenki… I nie chce mi sie wracac. A nawet nie powinnam, bo szanse na dalsze komentowanie tego i owego daje mi tylko tutejszy system zdowotny;-)

5 lat temu

Zgadzam się z Tobą, każdy w wolnym świecie ma prawo do wyrażania swoich opinii, a już szczególnie na swoim blogu :)Ale ciekawi mnie jak odbierają Twoje krytyczne uwagi Anglicy na temat ich kraju. Czy ta sama krytyczna opinia ma temat np. Królowej wygłoszona przez Twojego męża czy szefa (jeżeli jest Anglikiem:-) ) jest przyjmowana tak jak Twoja?

5 lat temu

Generalnie to zazdroszcze tej pewnosci ,ze chce sie spedzic cale zycie w konkretnym miejscu- "tu" i tylko "tu". Ja nie mam pojecia, gdzie bede mieszkac za 15 lat. Co wcale nie znaczy, ze jest mi zle, albo nie lubie tego miejsca. Mieszkam w Australii, lubie ten kraj i doceniam . Tutaj mam swoj dom i tutaj urodzilam ,i wychowalam dziecko swoje.
Ale procz paszportu australijskiego mam jeszcze nowozelandzki, no i oczywiscie polski rowniez. Zupelnie nie okreslamy z mezem, gdzie spedzimy reszte zycia i to jest wlasnie piekne.

5 lat temu

Różnie ludzie to przeżywają.Starsze pokolenie to bardzo tęskniło , niektórzy musieli wyjechać, inni pojechali za chlebem.Mlodzi inaczej na to patrzą, najgorzej są Ci którzy udają potem kim to oni nie są, jak im dobrze U męża w rodzinie w Angli jest 2 takich kierownikami byli a okazało się że na taśmie pracują, żadna praca nie hańbi tylko po co ten szpan. Czy Ty wrócisz? Myślę że nie.Meza masz Anglika, dzieci zostaną tam .Wiesz,wszędzie są ludzie ludziska i zazdrosnicy też.Lubie Cię czytać.

5 lat temu

Ja też i wszystko o czym piszesz jest dla mnie bardzo oczywiste !!!
Pozdrawiam i czekam na następny post bo wszystko o czym piszesz / już dwa razy przeleciałam całego Twojego bloga / jest bardzo ale to bardzo interesujące …

5 lat temu

Wydaje mi się, że tego typu komentarze zostawiają osoby, które nosa poza własny kraj nie wyściubiły. Bo kiedy zacznie się podróżować, i to bardziej świadomie niż "all-inclusive nad basenem i śniadanie jak u babci Marysi", to zaczyna się zmieniać perspektywa, obserwujemy inne kultury, obyczaje i zaczynamy dostrzegać plusy i minusy naszego własnego podwórka na tle cudzych bardziej wyraźnie. I skłania nas to do podejmowania bardziej świadomych wyborów jak żyć i gdzie żyć. Często pozwala nam to dostrzec, że wcale nie czujemy się "Polką" czy "Francuską", bo bardziej pasujemy do innego miejsca niż to w którym się urodziliśmy, do innego zbioru zachowań, wartości. Ale żeby spojrzeć na siebie i swoje otoczenie krytycznie potrzebny jest właśnie dystans i kontrast. Ja lubię Twoje porównania, bo są edukacyjne! *^v^*
PS.: Moja siostra cioteczna do niedawna gotowała tradycyjne dwudaniowe obiady z deserem dla męża i dzieci! ^^*~~

5 lat temu

Na mniejszą skalę – jak można wyjechać ze wsi do wielkiego miasta i tam mieszkać?
Większość ludzi w czasie swojego życia zmienia miejsce zamieszkania i czasami jest to zagranica, czasami drugi koniec Polski. No i co z tego? Serio musimy się zawsze określać?

5 lat temu

Wogole nie rozumiem pytania Anonimowej "Jak mozesz?" Emigruja miliony, na przestrzeni historii miliardy, wiec chyba mozna. Komu sie wydaje ze nie potrafi ten mieszka w swym kraju i po problemie.
Naleze do tych dla ktorej nie bylo problemem i tak zrobilam chociaz wtedy, w roku 1984, otrzymalismy paszport w jedna strone. Nigdy nie planowalam zyc jedna noga tam dokad wyjechalam a druga w starym kraju, dla mnie wyjazd byl definitywny a mimo to nie zawahalam sie ani przez sekunde.
Nowa ojczyzne bardzo kocham i jestem jej wdzieczna za danie mi bardzo wygodnych warunkow zycia i bycia – wiec, Anonimowa, nowy kraj mozna pokochac, nie tylko brac z niego korzysci.
Szanuje Twoj poglad ale bledem jest wszystkich oceniac wedlug siebie, nie tolerowac decyzji reszty ludzi.

5 lat temu

Tak się zastanawiam, jak się mieszka w kraju po tak długiej emigracji. Moja babcia mieszkała sporą część swojego życia w Niemczech, jeszcze niedawno była mowa o powrocie do PL na starość, ale w momencie, kiedy musiała zacząć korzystać ze służby zdrowia w większym zakresie, zwyczajnie zmieniła zdanie. Ma znajomych w Polsce i jest świadoma różnic i na tym etapie to jest dla niej priorytetem. My jesteśmy mobilni (przynajmniej bylibyśmy przed pandemią) i odwiedzaliśmy ją bardzo często. Nie wiem, czy po latach budowania życia gdzieś ma się ochotę na takie "powroty". Też będziesz miała córki z rodzinami pewnie w UK, to też może wpływać na decyzje. Tak się po prostu zastanawiam, to nie ma być żadnym konstruktywnym komentarzem :D.

Muszę przyznać, że mnie czasem wkurza, jak mi jakiś emigrant (a jak każdy mam ich trochę w rodzinie), tłumaczy mi z wielką pewnością, bolączki Polski, bo ja durna Polka w kraju tego nie widzę, bo "nie poznałam mieszkałam na zachodzie" albo "jestem w tym to tego nie dostrzegam". Ale też w sumie mam to w pompie tak samo jak mamy wysyłane na groupchatach rodzinnych przez starszyznę :D.

Ale naprawdę zazdroszczę podejścia do przedsiębiorców, zwłaszcza mikro, w UK. Tak sie składa, że jestem poniekąd zmuszona prowadzić działalność. I poziom stresu jaki to generuje i to wstrętne poczucie, że moje błędy (nigdy umyślne, nie mam skłonności samobójczych, żeby próbować grać systemem zbudowanym tak, żeby można było udzielać odpowiedzi korzystnych dla systemu, co mi tłumaczył bardzo uchachany tym profesor od finansów publicznych – w sensie z tego załamania, to dobry człowiek był), że te błędy mogą się dla mnie skończyć baaaaardzo boleśnie. Polacy są niesamowicie przedsiębiorczy, gdyby prowadzenie mikro działalności było mniej obciążone i wspierane, myślę, że sytuacja ekonomiczna wielu ludzi by się mocno poprawiła. Śledziłam sobie jak się rozwijają dziewiarskie biznesy w UK, Kate Davies i Ysolda Teague opisują to dosyć szczegółowo i poziom wsparcia instytucjonalnego jest naprawdę bez porównania.

Nie zmienia to faktu, że bardzo lubię mieszkać w Polsce, nie wyprowadziłabym się dobrowolnie :).

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x