Pierwszy post o metodzie Bullet Journal napisałam na początku Marca (klik). Od tego czasu wiele się u mnie zmieniło na lepsze i na więcej. W Maju oprócz służbowego Bujo zaczęłam prowadzić również domowy notes, w którym głównie planowałam posiłki i zadania domowe. Używałam do niego notatnika firmy Clairefontaine (klik), który ma fantastyczny papier! Odkryłam jednak, że dwa notatniki to dość sporo zachodu, poza tym brakowało mi domowego notatnika w pracy, gdy podczas przerwy na lancz miałam trochę czasu aby coś tam sobie zaplanować.
W Sierpniu skończył mi się służbowy notes, o którym pisałam w Marcowym poście. Postanowiłam, że mój nowy Bullet Journal będzie zawierał sprawy służbowe oraz domowe tak abym miała tylko jeden notatnik. Notatnik Bullet Journal firmy Leuchtturm1917 jest dość ciężki a Clairefontaine ma miękką okładkę więc bałam się, że szybko się zniszczy. Kupiłam więc inny notatnik firmy Leuchtturm1917 (klik). Jest bardzo podobny to tego z logiem Bullet Journal ale jest nieco lżejszy co niestety przekłada się na jakość papieru. Nie zrozumcie mnie źle, papier jest w dalszym ciągu doskonałej jakości ale…. miałam już lepsze.
Kiedy ten notatnik mi się skończy to mam zamiar kupić coś innego, prawdopodobnie Rhodię bo te notatniki również używają papieru Clairefontaine. Mam też oko na notatniki Nuuna, które różnią się tym, że mają biały papier a nie kremowy. Tylko Nuuna nie ma gumki :(, W ramach inspiracji kupiłam też książkę ‘How to bullet plan’ (klik).
Wiem, że w sieci jest aż za dużo inspiracji jak rysować Bujo ale ta książka jest naprawdę fajna, prosty styl (taki jak lubię) i mnóstwo pomysłów zebranych i opisanych w jednym miejscu. Jedno z ciekawszych rozwiązań to lista ‘Kiedy ostatnio….’ Czyli wpisujemy daty czynności, które rzadko wykonujemy a chcemy pamiętać np. kiedy ostatnio zmieniałam pościel, kiedy ostatnio prałam firanki, kiedy ostatnio wymieniłam filtr do wody w czajniku, kiedy ostatnio czyściłam za lodówką (pewnie nigdy!) itd. Na zdjęciu powyżej widzicie też mój najnowszy nabytek, zeszyt ćwiczeń do kaligrafii. Jeszcze nie miałam czasu się nim pobawić ale mam ochotę trochę popracować nad moim charakterem pisma.
I tak właśnie od Września mam nowe Bujo, służbowo-prywatne. Oto kilka wykreślanek, które część z Was zna bo pokazuję je w każdy poniedziałek na Instagramie. Układ jest następujący. Najpierw rozkład miesiąca (to wykreślam tylko raz):
Następnie strona to ‘kratka’ miesięczna z zaznaczonym kolejnym tygodniem:
Potem ‘domowa’ tygodniowa rozkładówka.
I tydzień służbowy. Za rozkładówką służbową zaczynają się notatki ze służbowych spotkań z danego tygodnia.
I tak cały miesiąc:
Moje ‘nowe’ Bujo ozdabiam naklejkami, które kupuję w sklepach z rzeczami do scrapbookingu.
Powiększyła się również moja kolekcja taśm washi i mazaków Tombow ABT bo bardzo lubię ich stonowane kolory. Od Września mam również nowy kolor tuszu w piórze, z pruskiego błękitu przerzuciłam się na szary. To sprawia, że moje Bujo wygląda trochę bardziej minimalistycznie.
Wykreślanki na nowy tydzień robię teraz zazwyczaj w Niedzielę wieczorem a wypełniam w Poniedziałek rano. Po miesiącu użytkowania jestem bardzo zadowolona z decyzji, aby mieć tylko jeden notatnik. Natomiast w Październiku wprowadziłam do rozkładów kilka zmian. Za to właśnie lubię tą metodę, jest bardzo elastyczna!
Zauważyłam, że rzadko wracałam do strony z poglądem na miesiąc w pracy. Zamiast tego nakreśliłam tylko miesiąc prywatny (tutaj zaglądałam często) plus mały planer na kolejne dwa miesiące.
Tygodniowa ‘kratka’ oraz rozkładówka prywatna się nie zmieniły bo ten układ na razie sprawdza mi się bardzo dobrze:
Natomiast tygodniowa służbowa rozkładówka również nieco się zmieniła. W pracy mam urwanie głowy. Nie udało mi się nikogo zrekrutować na stanowisko mojego zastępcy. Dziewczyna, której zaproponowaliśmy pracę odrzuciła naszą ofertę na rzecz ‘tego drugiego uniwersytetu’. W chwili obecnej rekrutujemy ponownie a ja gorączkowo szukam jakiegoś pracownika czasowego wśród tegorocznych absolwentów. Na razie bez skutku. Okazuje się, że naprawdę trudno jest znaleźć kogoś, kto wie co to jest regresja. W każdym razie mam mnóstwo na głowie, nie tylko pracę kreatywną (obecnie pracuję nad ewaluacją naszego programu stypendiów) ale również mnóstwo ‘administracji’. Dlatego wprowadziłam do mojego terminarza ‘godzinę administracyjną’. Godzina albo dwie w ciągu dnia kiedy sprawdzam i odpowiadam na maile albo robię nudne administracyjne rzeczy. W tym miesiącu będę więc testować taki układ:
Muszę przyznać, że wykreślenie tych czterech stron zajęło mi w weekend sporo czasu, więcej niż zazwyczaj ale to dlatego, że aż dwie rozkładówki były nowe, więc musiałam się trochę nagimnastykować. Zazwyczaj wykreślenie ‘kratki’ i dwóch tygodniowych rozkładówek zajmuje mi około 40 minut i jest to dla mnie fajne, kreatywne spędzenie wolnego czasu.
Wiem, że do tej pory pokazywałam głównie nakreślone strony zanim zaczęłam je wypełniać. Nagrałam więc dla Was filmik, w którym pokazuję Wam jak wygląda mój Bujo na koniec miesiąca. Mam nadzieję, że filmik można odtworzyć a Grześ nie obrazi się, że wykorzystałam fragment jego utworu (totalnie nielegalnie). Doradzam oglądanie na pełnym ekranie.
Naprawdę zachęcam Wam do zapoznania się z metodą. A jak zacząć?
Tak naprawdę zacząć Bujo jest… bardzo trudno. Ja przez długie miesiące podglądałam Insta, podobało mi się to ale chyba ta dowolność właśnie była na początku dość onieśmielająca. No i ja przecież tak ładnie nie umiem pisać/rysować. A co jak zrobię błąd? Trudno jest zacząć bo mamy nowy, pewnie nietani notes i jak tu go nie ‘zmasakrować’.
Ja się zmobilizowałam, kiedy zobaczyłam ‘prawdziwe a nie Instagramowe’ Bujo u koleżanki w pracy. Nic nadzwyczajnego, w zasadzie wyglądał jak zwykły notes na notatki, taki, który wszyscy przynoszą ze sobą na spotkanie. Ale potem przyjrzałam się, notes był w kropki i miał małe okienka/kwadraciki do zaznaczania wykonanych zadań. I uświadomiłam sobie, że to co widzę na Insta jest na pokaz i pewnie nie ma wiele spólnego z rzeczywistością. I wtedy jakoś poszło 🙂
Moje Bujo nie wygląda tak pięknie jak te z Insta. Ale mnie się podoba, sprawdza się u mnie i pomaga mi na co dzień organizować moje życie zawodowe i rodzinne. Poza tym zupełnie przeszła mi ochota na kupno wszelkich innych planerów. Jak widzę jakiś nowy ‘model’ to od razu patrzę co ewentualnie mogą zaadoptować u siebie. Jednym słowem, po co mi jakiś nowy planer, kiedy wszystko co chcę mogę sobie narysować?
Jeśli chcecie zacząć swoją przygodę z Bujo to ostatnio w Tigerze widziałam całkiem przyzwoite kropkowane notesy, szablony i naklejki. Zaraz obok płóciennych woreczków na robótkę dziewiarską :).
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do przyjrzenia się tej metodzie. Myśle, że to jest super sprawa szczególnie dla osób kreatywnych.
P.S. Włączyłam anonimowe komentarze aby było łatwiej zostawić po sobie ślad.
mam w pracy notes do notatek ze spotkań czy telefonów, ale to coś innego. kalendarz w pracy, papierowy, totalnie się nie sprawdza. bo ja i tak nie pamiętam, że tam coś mam zapisane. muszę mieć przed oczami – dlatego mam wszystko obklejone post-itami, a do kalendarza są przypominacze, wyskakujące mi na ekranie. taki typ, widać 😉
O rany! Nie wiem czy bym się połapała jakbym nie miała tego w jednym miejscu. Zgadzam się z Tobą, że pojawiła się moda na kaligrafię. Na razie nie mam czasu, ale zeszyt jest jak znajdę chwilę to będę robić 'szlaczki' jak w przedszkolu 🙂
ja z racji chadzania na spotkania, gdzie robię notatki wszędzie muszę chodzić z papierowym notesem, więc od tego już krótka droga do bujo. A na kalendarz rodzinny na ścianie też mamy.
matko, ja ciągle o czymś zapominam dlatego muszę mieć wszystko na widoku, ostatnie dwa lata pokazały mi że zadne kalendarze się nie sprawdzają, kupiłam dużą tablice korkową, powiesiłam w kuchni nad stołem i wieszam na niej mnóstwo karteluszków, nie mam obaw ze o czymś zapomnę 😉 🙂 A Ty jesteś Małgosiu bardzo zorganizowaną osóbką bardzo ciekawy pomysł
Moja elastyczność to po prostu dostosowanie do nagłych zmian, bo jedna chora, a druga do koleżanki, a w między czasie coś dzieje się i trzeba wszystko rzucić i lecieć 🙂 Albo korzystanie z nadarzającej się właśnie okazji. To taka elastyczność – codzienna. Pewnie robisz dokładnie to samo 🙂
Bieżące zapiski typu co kupić, co załatwić, do kogo zadzwonić itp. robię na kartkach, karteluszkach, paragonach i wkładam do kieszeni, torebki, kosmetyczki itp. Nawet służbowe, serio Natomiast odczuwam potrzebę trzymania w jednym miejscu w zeszycie wszelkich informacji typu : hasła, dostępy, piny, adresy sklepów internetowych, listy co zabrać na wyjazd kilku dniowy zimą a co latem, a co na dłuższe wakacje, przyjmowane leki, jak się uruchamia ogrzewanie, telefon do hydraulika, jak się spuszcza wodę na zimę na działce itp. Chodzi o to żeby te informacje nie były w rozmaitych miejscach np. w komputerach (mogą tam być ale zdublowane w kajecie) aby w razie czego wszystko to było w jednym miejscu, dostępne dla najbliższych. Mam taki zeszyt, gruby bardzo, nie noszę go ze sobą z wiadomych względów. Niestety nie mam na niego sposobu i zamiast jakoś podzielić go na rozdziały to wpisuję wszystko jak leci albo nie wpisuję tylko wtykam świstki z informacjami między kartki. Dzięki Tobie chyba zrobię generalny porządek w tym moim kajecie i będę szukała sposobu usystematyzowania. Dzięki za inspirację, Maria Ps. Chyba nastała moda (bardzo fajna) na ćwiczenia w rysowaniu, malowaniu, kaligrafii itp. Na kilku blogach pojawił się ten wątek.
Notatnik podoba mi sie jako kolorowy gadzet 🙂 Sama zapisuje terminy na sciennym kalendarzu i wystarcza mi to! Planowanie skonczylo sie jak zostalam emerytka, piekne uczucie, kiedy nic nie musisz 🙂 Ale "papierowanie" podoba mi sie jako hobby, choc sama sie w tym temacie nie udzielam. Pozdrawiam 🙂
Ja też tak kiedyś miałam. Ale po dwóch ciążach mam wrażenie, że mój mózg nie pracuje już tak jak kiedyś. Częściej zapominam, rozpraszam się. Więc teraz muszę mieć mózgową protezę w postaci Bujo.
Ja też kiedyś nie ogarniałam, a teraz jakoś nie mam wyboru. Mam tyle na głowie, że takie notatki pomagają mi ogarnąć chaos. A w jadalni też mamy kalendarz rodzinny na ścianie.
Masz rację. Te wielkie litery to taki mój ukryty anglicyzm i piszę tak trochę z premedytacją, że niby mam taki 'styl' ale z drugiej strony doskonale rozumiem, że innych może to drażnić, jak piszesz 'ukłucie szpilką' bo jak ja coś czytam i widzę błąd to też tak się czuję. Postanowiłam więc się poprawić i zacząć pisać poprawnie, z małej litery. Już od następnego posta.
My mamy rodzinny kalendarz na ścianie w jadalni (w starej kuchni mieliśmy lodówkę pod blatem, więc nie nadawała się na wieszanie kalendarzy) ja przy pracy na cały etat i dwójce w domu nie bardzo mogę sobie pozwolić na elastyczność :(.
Tak, wszystko rysuję sama tylko ozdabiam naklejkami bo na takie prawdziwe rysowanie to nie mam czasu ani specjalnie talentu. Ja kiedyś też nie umiałam prowadzić kalendarza ale po prostu z nadmiarem obowiązków przestało mi się to po prostu mieścić w głowie i teraz taki planer to moja pamięć zewnętrzna. Inaczej moją rodzinę czekałaby pewnie apokalipsa!
Ha ha, ja po prostu muszę pisać notatki z moich spotkań a reszta sama się 'dołączyła'. Mam też mnóstwo notesów z czasu kiedy robiłam na drutach bo lubiłam sobie zawsze projekt rozpisać i odhaczać każdy kolejny rząd.
Dzięki! My mamy w jadalni na ścianie kalendarz rodzinny, co uprzedza pytania mojego męża 'a kiedy przylatuje Twoja mama?' albo 'jakie mamy plany na weekend?'. Powodzenia w szukaniu pracy, mam nadzieję, że pójdzie lepiej niż się spodziewasz.
Pewnie, że czas wrócić do kropek. A Insta, hmmm no chyba wiesz lepiej, żeby się dawać Instagramowi wprowadzać w kompleksy. Mój post był właśnie o tym, pokazać jak wygląda 'normalne' bujo kogoś kto nie ma dyplomu ASP :). Powodzenia!
Ah paperBlanks są piękne. Ja bardzo długo też tak miałam, mogłam zacząć jakiś notes i szybko zapomniałam gdzie on jest. Myślę, że sekretem jest to, że zaczęłam od notatnika do pracy. W pracy muszę mieć notatnik na spotkania, potem dodałam do niego plan roboty a teraz sprawy prywatne. Może to jest właśnie droga?
Magdalenko pisałam w ostatnim poście, że druty nieprędko wrócą na bloga niestety. Na pewno nie w moim wykonaniu. Chwilowo 'kręci mnie' coś innego. Bujo właśnie, albumy Project Life (będzie o nich kolejny wpis może w listopadzie) no i robienie tortów dwa razy do roku 🙂
Ja dbam o stronę wizualną dla mojej własnej przyjemności ale też nie 'płaczę' jak mi coś nie wyjdzie. Chociaż jest konkretna 'metoda Bujo' to ja też nie stosuję znaczników itd. Myślę, że termin Bujo można traktować bardzo dowolnie.
Lucy, wydaje mi się, że u mnie jest inaczej bo nie zaczęłam od kalendarza na terminy itd. tylko zeszytu do robienia notatek na spotkaniach. A że nigdy nie wiem ile kartek będę potrzebować w danym tygodniu. A potem zachciało mi się w tym samym notesie na notatki planować sobie robotę. Terminy w pracy w dalszym ciągu mam elektronicznie zapisywane w kalendarzu w Outloook, który synchronizuje się z moim telefonem. Małe Pimposhki mają swoje notesy i mazaki :). Zdecydowanie tańsze 🙂
Ha ha nie mam magicznych mocy. Myślę, im mamy mniej czasu tym lepiej go wykorzystujemy. Np. jakaś pani emerytka może 'stracić' cały dzień aby wybrać, kupić, napisać i wysłać kartkę urodzinową do koleżanki podczas gdy np. mama dwójki małych dzieci potrzebuje na to maks 20 minut ;). Poza tym wiesz, Bujo pomaga mi właśnie czasem zarządzać 😉
No właśnie ja zaczęłam prowadzić 'domowe' bujo kiedy byłam na mojej diecie 'mniej jeść i więcej się ruszać' planowanie posiłków weszło mi w krew. Mam nadzieję, że się zainspirujesz.
A ja kompletnie tego nie rozumiem. Mam bardzo podzielną uwagę, od lat żyję w (prawie) kontrolowanych chaosie, jestem niezwykle efektywna na deadlinie. Notes (czy jak tam go zwał)natychmiast bym zgubiła/zapomniała/wsadziła niewiadomogdzie. Szkoda byłoby mi czasu na taką zabawę, ale podziwiam. Jeśli taki system się sprawdza, to jest OK. Pozdrawiam U
Dokladnie moje mysli… 😉 Musze byc najzwyczajniej leniwa, poniewaz uzywam po prostu kalendarza, w który wpisuje wszelkie terminy, prace, nadgodziny, wycieczki. Przy czym okazalo sie, ze najpraktyczniejszy kalendarz do takich notatek, to ten darmowy z rodzimego banku 😉 ma optymalny dla mnie rozklad i pomimo swojej kieszonkowosci, jest wystarczajaco duzy. Notes posiadam, a jakze! Tam jednak wpisuje notatki, adresy, plany, ale nie w "amerykanskim stylu" listy, chociaz jakas mala lista sie trafi (np do wykonania we tym a tym miesiacu). pimposzko, a jak tam zainteresowanie Malych Pomposzek tymi naklejkami i pisakami? Tak mi przyszlo na mysl 😉
Jestem pod wrażeniem notesu! Wygląda pięknie! Ja nie ogarniam takich rzeczy. U nas szczytem jest kalendarz na lodówce, gdzie wpisujemy wizyty u lekarza i zajęcia Miko. Idę poczytać k tej metodzie, bo mnie zainteresowała.
Anonymous
7 lat temu
Fajny wpis, Pimposhko. Może kiedyś też dojrzeję do bujo. Przy okazji, w tym wpisie jest dużo nazw miesięcy. Wiem, że po angielsku pisze się je z wielkiej litery, ale po polsku – tylko z małej. Maj, Kwiecień, Wrzesień z wielkiej litery to… polskie nazwiska. Zawsze tak mi się kojarzy, bo znam osoby o takich nazwiskach, a maj, kwiecień, wrzesień to miesiące. Po polsku oczywiście, a nie po Polsku, bo gdy czasem piszesz "język Polski" lub "język Angielski", czuję się, jakby ktoś z zaskoczenia ukłuł mnie szpilką (za każdym razem). Wiem, że człowiek przesiąka logiką języka, w którym żyje (mnie też się to zdarzało), ale o ile nie jest to problemem przy okazjonalnych wtrętach, a bywa wręcz urocze, to we wpisach tematycznych czytelnik ma ciężko. Jeśli moderujesz komentarze, to ten jest do skasowania, oczywiście. Pozdrawiam serdecznie M.
Podziwiam cię. Chyba nie miałabym zacięcia, żeby tak to prowadzić. Swój chaos ogarniam inaczej. Mamy rodzinne "Bujo" na lodówce w postaci kalendarza, gdzie notowane są ważniejsze wydarzenia. Poza tym ja często zmieniam plany i podchodzę elastycznie do różnych rzeczy. Chyba wolałabym czytać/dziergać/oglądać film/bawić się z dziećmi niż robić taki notatnik. Chociaż to na pewno dużo frajdy. Pozdrawiam 🙂
Podglądałam na instagramie i podziwiam za zdolności, super wyglada Twój notes. Tylko tak jak ktoś pisał wyżej podejrzewam Cię o jakieś nadnaturalne moce 😉
Ja do tej port notowałam w kalendarzu od Rifle paper, jak patrzyłam na piękna okładkę to zawsze mi się humor poprawiał. Ale już pare razy miałam refleksję, ze przydałoby mi się coś bardziej elastycznego, żeby wydajniej planować dwa światy, tzn praca + domo/dzieci. Zawsze mi się wydawało, ze z takim bujo strasznie dużo roboty, ale zaczynam wątpić po Twoim instruktażu… tylko widzę tutaj ryzyko uzależnienia papierniczego 😀
Gosiu, to naprawdę jest czysty notes i wszystko w tej metodzie rysujesz sama? (każde ramki, napisy, punkciki?) Czad! Ja potrafię się tylko przyglądać świetnie zaplanowanym dziennikom czy planerom. Nigdy nie prowadziłam żadnego kalendarza! I nie to, że nie próbowałam 😉 Po prostu nie lubię i już. Kilka dni coś tam regularnie wpisuję (bo pamiętam) a potem nawet nie wiem gdzie on jest. Nie lubię pisać do siebie/dla siebie. Pomijam już fakt, że bazgrolę okropnie – widziałaś mój list do Ciebie! Musiałam bardzo powoli pisać byś mogła w ogóle coś przeczytać 😉 Nie trzymam się linii, każda litera ma inną wielkość, często zamiast "rz" "m" n" "w" robię po prostu identyczną falkę. Sama później zgadując co miałam na myśli!
To nie dla mnie, ale popatrzeć u kogoś lubię. Podoba mi się to, że każdy miesiąc ma swój styl i kolorystykę.
Ja swoje plany mam w głowie, albo na komputerze. Ale głównie w głowie. Tam sobie wszystko układam, rzadko zapisuję. Nie miałabym cierpliwości… ale wyklejanie i malowanie bardzo mi się podoba. Ale chyba bujo z samymi obrazkami byłoby bezsensu 😀
Fajnie to wygląda, ale chyba nie dla mnie. Chyba trochę szkoda byłoby mi czasu na "dopieszczanie" szczegółów, a jak już się za coś brać, to niech to będzie porządnie, prawda? Ale bardzo miło ogląda się na Twoim instagramie 🙂
Zawsze ogromnie zazdrościłam osobom, które mają co zapisywać w notesach. Bo ja nigdy, nigdy nie miałam co. Aż teraz robię koc temperaturowy na drutach i mam zapisane w kalendarzu temperatury. Bo kalendarze mam. Prawie co roku. 🙂
Ha, chyba sobie zajrzę do Tigera po taki próbny notes. Może sprawdzi się u mnie też. Póki co starczała mi tablica i kalendarz w kuchni, ale zaczęłam szukać pracy, więc przydałoby się coś do zorganizowania tego procesu (a pewnie trochę potrwa z dzieciową "dziurą" w życiorysie :D).
Mi się Twoje wykreślanki podobają, większość wersji pokazywanych na Instagramie to zdecydowany przerost formy nad treścią.
Zainspirowałaś i natchnęłaś. Namówię starszą córkę do tworzenia takiego notatnika. Do tej pory zapisywałam oddzielnie domowe sprawy, oddzielnie terminy w kalendarzyku – o czym często zapomniałam i oddzielnie sprawy zawodowe. Dobry pomysł żeby to połączyć. Obie z córką lubimy rysować i tworzymy razem notatki do zapamiętania, np. przeliczanie jednostek, czy zasady ortograficzne. Dziękujemy!
ja długo długo prowadziłam bujo, ale w tym roku dostałam zwykły kalendarz od mojego bliskiego przyjaciela z piękna dedykacja dla mnie. Porzuciłam zeszyt w kropki i szczerze mówiąc troszkę za nim tęsknię. Ja tez n ie potrafię pięknie pisać czy rysować i te wszystkie bujo na oglądane na insta troszkę mnie wprowadzały w kompleksy. Może czas wrócić do zakropkowanego świata 😉 Pozdrawiam ciepło i serdecznie
kurczę, a mnie się bujo strasznie podobają, i bardzo lubię takie około scrapbookowe prace, ale…totalnie nie umiem w planery, kalendarze itp. nie umiem w nich notować, zapisywać, bo i tak potem zapomnę. niestety u mnie w praktyce sprawdzają się jedynie post-ity i kalendarze elektroniczne z przypominaczami. "co z oczu, to z pamięci", niestety. więc – fajnie by było coś takiego mieć, ale podobnie, jak moje, co roku starannie wybierane kalendarze PaperBlanks, leżałyby puste…
Anonymous
7 lat temu
Rewelacyjnie przygotowany instruktarz. Jak w każdym Twoim wpisie kiedy dzielisz się doświadczeniem. Z wielką przyjemnością czytam każdy, nawet jak mnie nie dotyczy, bo przecież nigdy nie widomo kiedy zacznie dotyczyć. A kiedy wrócisz droga Pimposzko do drutowania, jakoś nie widać adekwatnego wpisu w bujo…. Pozdrawiam cieplutko , wierna tajemnicza czytelniczka Magdalenka P.
Też korzystam z planera zamiast kalendarza. Czy to bujo? Trochę tak, bo też samodzielnie rysowane i elastyczne. Czy to bujo? Trochę nie, bo nie stosuje tego całego systemu znacznikow, ani niespecjalnie dbam o stronę wizualną. Ale jest użyteczne i to najważniejsze. Fajnie, że pokazujrsz wewnętrzne 🙂
Podziwiam twoje wykreślanki ale szczerze mówiąc zastanawia mnie, czy ty masz jakieś magiczne moce, ktorych używasz żeby wykroić czas każdego tygodnia na zrobienie takiego kalendarza, będąc jednocześnie mama dwójki dzieci… jak ty to robisz?! To pewnie źle świadczy o mnie i o moich umiejętnościach zarządzania czasem, ale jestem pewna, że bym tego nie ogarnęła! A dzieci nie posiadam i ponadstandardowych obowiązków też raczej nie…
dzieki za opis. Takie "calosciowe" bujo jest kompletnie nie dla mnie, ale wlasnie od dawna chcialam zrobic sobie jakis zyciowy notatnik do pracy, szukalam wlasnie kropek, ale ceny odstraszaly. Wiec dzieki za podpowiedz i bede napadac tygryska w tym tygodniu!
Dzisiaj trochę z innej beczki. Odkąd pamiętam zawsze lubiłam czytać. Może nigdy nie byłam jakimś tam ekstremalnym molem książkowym, ale w szkole przeczytałam wszystkie obowiązkowe lektury (poza ‘Panem Tadeuszem’) i to z przyjemnością. Niestety doktorat sprawił, że straciłam całą radość czytania i bardzo długo nie czytałam nic poza ‘Polityką’. Potem przyszła era czytania przeróżnych poradników, z...
Ósmego maja, w piątek, Sir David Attenborough obchodził setne urodziny. Świętowanie trwało już dobry tydzień, a kulminacją był specjalny benefis w The Royal Albert Hall (odpowiednik Sali Kongresowej), mistrzowsko poprowadzony przez Kirsty Young (odpowiednik Grażyny Torbickiej) i transmitowany na żywo przez BBC (brak polskiego odpowiednika). Jestem pełna podziwu dla jubilata, który jest jak...
Jak tam minęła Wam majówka? Nam na spokojnie. Wybraliśmy się ponownie do Pałacu Blenheim (klik), tym razem obejrzeć turniej rycerski. Pogoda nam dopisała, wzięliśmy ze sobą piknik i zrobił się z tego fajny dzień. Było tyle atrakcji, że do samego pałacu tym razem nawet nie zajrzeliśmy. W maju pojedziemy tam jeszcze raz, bo pod koniec miesiąca ma się odbyć festyn kulinarny. Mam w planach kupić taki...
W dzisiejszym wpisie każdy znajdzie coś dla siebie. Jest o szyciu, o dzierganiu i nawet o szydełku. Dla każdego coś miłego. Wiecie po czym poznać osoby, które szyją? Po tym, że są ubrane dość kolorowo. Bo co to za przyjemność uszyć coś w czarnym czy szarym kolorze, co można łatwo kupić w sklepie. Szycie daje możliwość posiadania ubrań w różnych wzorach i kolorach, które niekoniecznie są dostępne...
Beautiful image the building You chose well for the theme.
เว็บ แทง บอล
mam w pracy notes do notatek ze spotkań czy telefonów, ale to coś innego. kalendarz w pracy, papierowy, totalnie się nie sprawdza. bo ja i tak nie pamiętam, że tam coś mam zapisane. muszę mieć przed oczami – dlatego mam wszystko obklejone post-itami, a do kalendarza są przypominacze, wyskakujące mi na ekranie. taki typ, widać 😉
O rany! Nie wiem czy bym się połapała jakbym nie miała tego w jednym miejscu. Zgadzam się z Tobą, że pojawiła się moda na kaligrafię. Na razie nie mam czasu, ale zeszyt jest jak znajdę chwilę to będę robić 'szlaczki' jak w przedszkolu 🙂
Już się poprawiłam, opublikowany! Musiałam dziś rano najpierw dokończyć wykreślanie bujo 🙂
ja z racji chadzania na spotkania, gdzie robię notatki wszędzie muszę chodzić z papierowym notesem, więc od tego już krótka droga do bujo. A na kalendarz rodzinny na ścianie też mamy.
Moja mama jest jedną noga na emeryturze a wszędzie gania ze swoim planerem, no ale ona jeszcze umawia pacjentów.
Ktoś ty zaspał :p
Puk puk tu poniedziałek 😀
Tinki
matko, ja ciągle o czymś zapominam dlatego muszę mieć wszystko na widoku, ostatnie dwa lata pokazały mi że zadne kalendarze się nie sprawdzają, kupiłam dużą tablice korkową, powiesiłam w kuchni nad stołem i wieszam na niej mnóstwo karteluszków, nie mam obaw ze o czymś zapomnę 😉 🙂 A Ty jesteś Małgosiu bardzo zorganizowaną osóbką bardzo ciekawy pomysł
Moja elastyczność to po prostu dostosowanie do nagłych zmian, bo jedna chora, a druga do koleżanki, a w między czasie coś dzieje się i trzeba wszystko rzucić i lecieć 🙂 Albo korzystanie z nadarzającej się właśnie okazji.
To taka elastyczność – codzienna. Pewnie robisz dokładnie to samo 🙂
Bieżące zapiski typu co kupić, co załatwić, do kogo zadzwonić itp. robię na kartkach, karteluszkach, paragonach i wkładam do kieszeni, torebki, kosmetyczki itp. Nawet służbowe, serio Natomiast odczuwam potrzebę trzymania w jednym miejscu w zeszycie wszelkich informacji typu : hasła, dostępy, piny, adresy sklepów internetowych, listy co zabrać na wyjazd kilku dniowy zimą a co latem, a co na dłuższe wakacje, przyjmowane leki, jak się uruchamia ogrzewanie, telefon do hydraulika, jak się spuszcza wodę na zimę na działce itp. Chodzi o to żeby te informacje nie były w rozmaitych miejscach np. w komputerach (mogą tam być ale zdublowane w kajecie) aby w razie czego wszystko to było w jednym miejscu, dostępne dla najbliższych. Mam taki zeszyt, gruby bardzo, nie noszę go ze sobą z wiadomych względów. Niestety nie mam na niego sposobu i zamiast jakoś podzielić go na rozdziały to wpisuję wszystko jak leci albo nie wpisuję tylko wtykam świstki z informacjami między kartki. Dzięki Tobie chyba zrobię generalny porządek w tym moim kajecie i będę szukała sposobu usystematyzowania. Dzięki za inspirację, Maria
Ps. Chyba nastała moda (bardzo fajna) na ćwiczenia w rysowaniu, malowaniu, kaligrafii itp. Na kilku blogach pojawił się ten wątek.
Notatnik podoba mi sie jako kolorowy gadzet 🙂
Sama zapisuje terminy na sciennym kalendarzu i wystarcza mi to!
Planowanie skonczylo sie jak zostalam emerytka, piekne uczucie, kiedy nic nie musisz 🙂
Ale "papierowanie" podoba mi sie jako hobby, choc sama sie w tym temacie nie udzielam.
Pozdrawiam 🙂
Ja też tak kiedyś miałam. Ale po dwóch ciążach mam wrażenie, że mój mózg nie pracuje już tak jak kiedyś. Częściej zapominam, rozpraszam się. Więc teraz muszę mieć mózgową protezę w postaci Bujo.
Ja też kiedyś nie ogarniałam, a teraz jakoś nie mam wyboru. Mam tyle na głowie, że takie notatki pomagają mi ogarnąć chaos. A w jadalni też mamy kalendarz rodzinny na ścianie.
Masz rację. Te wielkie litery to taki mój ukryty anglicyzm i piszę tak trochę z premedytacją, że niby mam taki 'styl' ale z drugiej strony doskonale rozumiem, że innych może to drażnić, jak piszesz 'ukłucie szpilką' bo jak ja coś czytam i widzę błąd to też tak się czuję. Postanowiłam więc się poprawić i zacząć pisać poprawnie, z małej litery. Już od następnego posta.
My mamy rodzinny kalendarz na ścianie w jadalni (w starej kuchni mieliśmy lodówkę pod blatem, więc nie nadawała się na wieszanie kalendarzy) ja przy pracy na cały etat i dwójce w domu nie bardzo mogę sobie pozwolić na elastyczność :(.
Oj tam oj tam, są dużo gorsze uzależniania niż papiernicze 🙂 Także do roboty!
Tak, wszystko rysuję sama tylko ozdabiam naklejkami bo na takie prawdziwe rysowanie to nie mam czasu ani specjalnie talentu. Ja kiedyś też nie umiałam prowadzić kalendarza ale po prostu z nadmiarem obowiązków przestało mi się to po prostu mieścić w głowie i teraz taki planer to moja pamięć zewnętrzna. Inaczej moją rodzinę czekałaby pewnie apokalipsa!
Ha ha dzięki. Dla mnie ten czas to hobby, po prostu sprawia mi przyjemność więc nie szkoda mi czasu bo to jest mój relaks (a przy okazji pożyteczny).
Ha ha, ja po prostu muszę pisać notatki z moich spotkań a reszta sama się 'dołączyła'. Mam też mnóstwo notesów z czasu kiedy robiłam na drutach bo lubiłam sobie zawsze projekt rozpisać i odhaczać każdy kolejny rząd.
Dzięki! My mamy w jadalni na ścianie kalendarz rodzinny, co uprzedza pytania mojego męża 'a kiedy przylatuje Twoja mama?' albo 'jakie mamy plany na weekend?'. Powodzenia w szukaniu pracy, mam nadzieję, że pójdzie lepiej niż się spodziewasz.
Cieszę się ogromnie! Powodzenia!
Pewnie, że czas wrócić do kropek. A Insta, hmmm no chyba wiesz lepiej, żeby się dawać Instagramowi wprowadzać w kompleksy. Mój post był właśnie o tym, pokazać jak wygląda 'normalne' bujo kogoś kto nie ma dyplomu ASP :). Powodzenia!
Ah paperBlanks są piękne. Ja bardzo długo też tak miałam, mogłam zacząć jakiś notes i szybko zapomniałam gdzie on jest. Myślę, że sekretem jest to, że zaczęłam od notatnika do pracy. W pracy muszę mieć notatnik na spotkania, potem dodałam do niego plan roboty a teraz sprawy prywatne. Może to jest właśnie droga?
Magdalenko pisałam w ostatnim poście, że druty nieprędko wrócą na bloga niestety. Na pewno nie w moim wykonaniu. Chwilowo 'kręci mnie' coś innego. Bujo właśnie, albumy Project Life (będzie o nich kolejny wpis może w listopadzie) no i robienie tortów dwa razy do roku 🙂
Ja dbam o stronę wizualną dla mojej własnej przyjemności ale też nie 'płaczę' jak mi coś nie wyjdzie. Chociaż jest konkretna 'metoda Bujo' to ja też nie stosuję znaczników itd. Myślę, że termin Bujo można traktować bardzo dowolnie.
Dzięki!
Lucy, wydaje mi się, że u mnie jest inaczej bo nie zaczęłam od kalendarza na terminy itd. tylko zeszytu do robienia notatek na spotkaniach. A że nigdy nie wiem ile kartek będę potrzebować w danym tygodniu. A potem zachciało mi się w tym samym notesie na notatki planować sobie robotę. Terminy w pracy w dalszym ciągu mam elektronicznie zapisywane w kalendarzu w Outloook, który synchronizuje się z moim telefonem.
Małe Pimposhki mają swoje notesy i mazaki :). Zdecydowanie tańsze 🙂
Ha ha nie mam magicznych mocy. Myślę, im mamy mniej czasu tym lepiej go wykorzystujemy. Np. jakaś pani emerytka może 'stracić' cały dzień aby wybrać, kupić, napisać i wysłać kartkę urodzinową do koleżanki podczas gdy np. mama dwójki małych dzieci potrzebuje na to maks 20 minut ;). Poza tym wiesz, Bujo pomaga mi właśnie czasem zarządzać 😉
No właśnie ja zaczęłam prowadzić 'domowe' bujo kiedy byłam na mojej diecie 'mniej jeść i więcej się ruszać' planowanie posiłków weszło mi w krew. Mam nadzieję, że się zainspirujesz.
Ależ proszę Cię bardzo. Mam nadzieję, że udało Ci się dorwać w Tygrysku.
A ja kompletnie tego nie rozumiem. Mam bardzo podzielną uwagę, od lat żyję w (prawie) kontrolowanych chaosie, jestem niezwykle efektywna na deadlinie. Notes (czy jak tam go zwał)natychmiast bym zgubiła/zapomniała/wsadziła niewiadomogdzie. Szkoda byłoby mi czasu na taką zabawę, ale podziwiam. Jeśli taki system się sprawdza, to jest OK. Pozdrawiam U
Dokladnie moje mysli… 😉
Musze byc najzwyczajniej leniwa, poniewaz uzywam po prostu kalendarza, w który wpisuje wszelkie terminy, prace, nadgodziny, wycieczki. Przy czym okazalo sie, ze najpraktyczniejszy kalendarz do takich notatek, to ten darmowy z rodzimego banku 😉 ma optymalny dla mnie rozklad i pomimo swojej kieszonkowosci, jest wystarczajaco duzy.
Notes posiadam, a jakze! Tam jednak wpisuje notatki, adresy, plany, ale nie w "amerykanskim stylu" listy, chociaz jakas mala lista sie trafi (np do wykonania we tym a tym miesiacu).
pimposzko, a jak tam zainteresowanie Malych Pomposzek tymi naklejkami i pisakami? Tak mi przyszlo na mysl 😉
Jestem pod wrażeniem notesu! Wygląda pięknie! Ja nie ogarniam takich rzeczy. U nas szczytem jest kalendarz na lodówce, gdzie wpisujemy wizyty u lekarza i zajęcia Miko. Idę poczytać k tej metodzie, bo mnie zainteresowała.
Fajny wpis, Pimposhko. Może kiedyś też dojrzeję do bujo. Przy okazji, w tym wpisie jest dużo nazw miesięcy. Wiem, że po angielsku pisze się je z wielkiej litery, ale po polsku – tylko z małej. Maj, Kwiecień, Wrzesień z wielkiej litery to… polskie nazwiska. Zawsze tak mi się kojarzy, bo znam osoby o takich nazwiskach, a maj, kwiecień, wrzesień to miesiące. Po polsku oczywiście, a nie po Polsku, bo gdy czasem piszesz "język Polski" lub "język Angielski", czuję się, jakby ktoś z zaskoczenia ukłuł mnie szpilką (za każdym razem). Wiem, że człowiek przesiąka logiką języka, w którym żyje (mnie też się to zdarzało), ale o ile nie jest to problemem przy okazjonalnych wtrętach, a bywa wręcz urocze, to we wpisach tematycznych czytelnik ma ciężko. Jeśli moderujesz komentarze, to ten jest do skasowania, oczywiście. Pozdrawiam serdecznie M.
Podziwiam cię. Chyba nie miałabym zacięcia, żeby tak to prowadzić. Swój chaos ogarniam inaczej. Mamy rodzinne "Bujo" na lodówce w postaci kalendarza, gdzie notowane są ważniejsze wydarzenia. Poza tym ja często zmieniam plany i podchodzę elastycznie do różnych rzeczy. Chyba wolałabym czytać/dziergać/oglądać film/bawić się z dziećmi niż robić taki notatnik. Chociaż to na pewno dużo frajdy.
Pozdrawiam 🙂
Podglądałam na instagramie i podziwiam za zdolności, super wyglada Twój notes. Tylko tak jak ktoś pisał wyżej podejrzewam Cię o jakieś nadnaturalne moce 😉
Ja do tej port notowałam w kalendarzu od Rifle paper, jak patrzyłam na piękna okładkę to zawsze mi się humor poprawiał. Ale już pare razy miałam refleksję, ze przydałoby mi się coś bardziej elastycznego, żeby wydajniej planować dwa światy, tzn praca + domo/dzieci. Zawsze mi się wydawało, ze z takim bujo strasznie dużo roboty, ale zaczynam wątpić po Twoim instruktażu… tylko widzę tutaj ryzyko uzależnienia papierniczego 😀
Gosiu, to naprawdę jest czysty notes i wszystko w tej metodzie rysujesz sama? (każde ramki, napisy, punkciki?) Czad!
Ja potrafię się tylko przyglądać świetnie zaplanowanym dziennikom czy planerom. Nigdy nie prowadziłam żadnego kalendarza! I nie to, że nie próbowałam 😉 Po prostu nie lubię i już. Kilka dni coś tam regularnie wpisuję (bo pamiętam) a potem nawet nie wiem gdzie on jest. Nie lubię pisać do siebie/dla siebie. Pomijam już fakt, że bazgrolę okropnie – widziałaś mój list do Ciebie! Musiałam bardzo powoli pisać byś mogła w ogóle coś przeczytać 😉 Nie trzymam się linii, każda litera ma inną wielkość, często zamiast "rz" "m" n" "w" robię po prostu identyczną falkę. Sama później zgadując co miałam na myśli!
To nie dla mnie, ale popatrzeć u kogoś lubię. Podoba mi się to, że każdy miesiąc ma swój styl i kolorystykę.
Ja swoje plany mam w głowie, albo na komputerze. Ale głównie w głowie. Tam sobie wszystko układam, rzadko zapisuję. Nie miałabym cierpliwości… ale wyklejanie i malowanie bardzo mi się podoba. Ale chyba bujo z samymi obrazkami byłoby bezsensu 😀
Fajnie to wygląda, ale chyba nie dla mnie. Chyba trochę szkoda byłoby mi czasu na "dopieszczanie" szczegółów, a jak już się za coś brać, to niech to będzie porządnie, prawda? Ale bardzo miło ogląda się na Twoim instagramie 🙂
Zawsze ogromnie zazdrościłam osobom, które mają co zapisywać w notesach. Bo ja nigdy, nigdy nie miałam co. Aż teraz robię koc temperaturowy na drutach i mam zapisane w kalendarzu temperatury. Bo kalendarze mam. Prawie co roku. 🙂
Ha, chyba sobie zajrzę do Tigera po taki próbny notes. Może sprawdzi się u mnie też. Póki co starczała mi tablica i kalendarz w kuchni, ale zaczęłam szukać pracy, więc przydałoby się coś do zorganizowania tego procesu (a pewnie trochę potrwa z dzieciową "dziurą" w życiorysie :D).
Mi się Twoje wykreślanki podobają, większość wersji pokazywanych na Instagramie to zdecydowany przerost formy nad treścią.
Zainspirowałaś i natchnęłaś. Namówię starszą córkę do tworzenia takiego notatnika. Do tej pory zapisywałam oddzielnie domowe sprawy, oddzielnie terminy w kalendarzyku – o czym często zapomniałam i oddzielnie sprawy zawodowe. Dobry pomysł żeby to połączyć. Obie z córką lubimy rysować i tworzymy razem notatki do zapamiętania, np. przeliczanie jednostek, czy zasady ortograficzne. Dziękujemy!
ja długo długo prowadziłam bujo, ale w tym roku dostałam zwykły kalendarz od mojego bliskiego przyjaciela z piękna dedykacja dla mnie. Porzuciłam zeszyt w kropki i szczerze mówiąc troszkę za nim tęsknię. Ja tez n ie potrafię pięknie pisać czy rysować i te wszystkie bujo na oglądane na insta troszkę mnie wprowadzały w kompleksy. Może czas wrócić do zakropkowanego świata 😉
Pozdrawiam ciepło i serdecznie
kurczę, a mnie się bujo strasznie podobają, i bardzo lubię takie około scrapbookowe prace, ale…totalnie nie umiem w planery, kalendarze itp. nie umiem w nich notować, zapisywać, bo i tak potem zapomnę. niestety u mnie w praktyce sprawdzają się jedynie post-ity i kalendarze elektroniczne z przypominaczami. "co z oczu, to z pamięci", niestety.
więc – fajnie by było coś takiego mieć, ale podobnie, jak moje, co roku starannie wybierane kalendarze PaperBlanks, leżałyby puste…
Rewelacyjnie przygotowany instruktarz. Jak w każdym Twoim wpisie kiedy dzielisz się doświadczeniem. Z wielką przyjemnością czytam każdy, nawet jak mnie nie dotyczy, bo przecież nigdy nie widomo kiedy zacznie dotyczyć. A kiedy wrócisz droga Pimposzko do drutowania, jakoś nie widać adekwatnego wpisu w bujo…. Pozdrawiam cieplutko , wierna tajemnicza czytelniczka Magdalenka P.
Też korzystam z planera zamiast kalendarza. Czy to bujo? Trochę tak, bo też samodzielnie rysowane i elastyczne. Czy to bujo? Trochę nie, bo nie stosuje tego całego systemu znacznikow, ani niespecjalnie dbam o stronę wizualną.
Ale jest użyteczne i to najważniejsze. Fajnie, że pokazujrsz wewnętrzne 🙂
Fajny wpis.
Podziwiam twoje wykreślanki ale szczerze mówiąc zastanawia mnie, czy ty masz jakieś magiczne moce, ktorych używasz żeby wykroić czas każdego tygodnia na zrobienie takiego kalendarza, będąc jednocześnie mama dwójki dzieci… jak ty to robisz?! To pewnie źle świadczy o mnie i o moich umiejętnościach zarządzania czasem, ale jestem pewna, że bym tego nie ogarnęła! A dzieci nie posiadam i ponadstandardowych obowiązków też raczej nie…
dzieki za opis. Takie "calosciowe" bujo jest kompletnie nie dla mnie, ale wlasnie od dawna chcialam zrobic sobie jakis zyciowy notatnik do pracy, szukalam wlasnie kropek, ale ceny odstraszaly. Wiec dzieki za podpowiedz i bede napadac tygryska w tym tygodniu!