Dlaczego kobiety (szczególnie w Polsce) boją się porodu naturalnego?

Uwaga, zmiana nomenklatury na blogu. Od tej pory mała P. będzie się nazywała starszą P. a mniejsza P. będzie młodszą P. A ponieważ ja jestem oryginalną Pimposhką, to u mnie bez zmian ;).
To nie jest tekst o jakiejś tam wyższości matek, które rodziły naturalnie nad tymi, które urodziły poprzez cesarskie cięcie. Nie chcę się tu wdawać w dyskusję, czy ta co rodziła przez cesarkę to ‘prawdziwa matka’ i takie tam. Osobiście mam ambiwalentny stosunek do cesarskiego cięcia. Są kobiety, które zrobią wszystko aby uniknąć cesarki i nawet jeśli pierwszy poród był przez cesarskie cięcie to za drugim razem próbują urodzić naturalnie. Inne zrobią wszystko aby lekarz wypisał skierowanie na cesarkę. Będąc w pierwszej ciąży uważałam, że jeśli będą wskazania do cesarki to nie będę zgrywać bohaterki. W drugiej bardzo cesarki nie chciałam, bo jak już rodziłam naturalnie to po co mi jeszcze blizna po cesarce? Gdyby pierwsza ciąża skończyła się cesarką to w drugiej ciąży myślę, że zdecydowałabym się na cesarkę elektywną.
Uważam, że każda kobieta powinna rodzić tak jak chce. Pomijając wskazania medyczne, jeśli kobieta się boi albo nie czuje się na siłach aby rodzić naturalnie itd. to powinna mieć wybór i rodzić poprzez cesarskie cięcie. Ale…
Umówmy się. Poród naturalny jest NATURALNY. Chcemy dla swoich dzieci jak najlepiej. Często przekłada się to na to, że karmimy ekologicznymi warzywami, ‘szczęśliwym’ kurczakiem zagrodowym, jajkami od kur z wolnego wybiegu i ‘radosną’ krową od pana z ryneczku. Dodatkowo używamy tylko naturalnych i ekologicznych kosmetyków, sprawdzamy składy, pilnujemy ilości cukru w soczkach itd. A pomimo to, z własnej nieprzymuszonej woli (oczywiście gdy nie ma wskazań medycznych) błagamy lekarza o cesarkę. Dlaczego?
Oczywiście każdy sposób w jaki dziecko przyszło na świat ma swoje wady i zalety. Mam jednak wrażenie, że potocznie bardzo demonizuje się poród naturalny a ‘wybiela’ poród przez cesarskie cięcie. Wiele kobiet więc uważa, po co się męczyć nie wiadomo ile, po co się ‘psuć’ jak można elegancko zakończyć ciążę w dogodnym terminie. Nie oceniam pobudek kobiet, które decydują się na cesarkę na życzenie bo tak jak napisałam, każda kobieta powinna mieć prawo decyzji jak chce rodzić. Ale, jeśli kobieta decyduje się na cesarkę tylko i wyłącznie dlatego, że boi się porodu naturalnego, a boi się dlatego, że nasłuchała się ‘okropnych historii z porodówki’ to jednak jest coś nie tak.
A dlaczego kobiety (szczególnie w Polsce) się boją?
Być może obiło Wam się o uszy, że fundacja ‘Rodzić po ludzku’ opublikowała ostatnio raport z monitoringu oddziałów położniczych w Polsce. Cały raport możecie przejrzeć tutaj (klik). A co on pokazuje?
A to, że ponad 99% dzieci w Polsce rodzi się w szpitalu. Odsetek cesarskich cięć jest bardzo wysoki i wynosi 43%. Poród w Polsce jest wysoce zmedykalizowany, a rodzące bardzo często poddawane są procedurom, które nie mają uzasadnienia medycznego np. podawanie kroplówki z oksytocyną, rutynowe nacinanie krocza, ciągłe KTG, częste badania ginekologiczne podczas pierwszej fazy porodu itd. Oczka mi się też troszkę ze zdziwienia otworzyły, gdy dowiedziałam się, że nie zawsze rodząca ma do dyspozycji własny pokój (!). I to prawie w 50% porodów.
W wielu krajach rozwiniętych odchodzi się od wysoce zmedykalizowanego szpitalnego porodu na rzecz jak najbardziej naturalnych porodów w domach porodowych ‘obsługiwanych’ wyłącznie przez położne czy w domu. Dla porównania w Anglii odsetek porodów domowych wynosi 2.3% a odsetek cesarskich cięć wynosi ok. 25% (10% to cięcia elektywne). Niestety nie znalazłam Angielskich statystyk, które rozgraniczają porody szpitalne i te w domach porodowych. Niemniej jednak w samym Oxfordshire znajduje się pięć domów porodowych podczas gdy w Zachodniopomorskiem – zero! To o czymś świadczy.
Badania (niestety nie mam dla Was źródła) wykazują jednoznacznie, że poród w szpitalu dużo częściej kończy się jakąś interwencją typu kleszcze czy próżnociąg a nawet cesarką ratującą zdrowie czy życie. Kobiety, które rodzą w szpitalu generalnie częściej wymagają też znieczulenia a ich doświadczenia porodowe są gorsze niż kobiet, które rodziły w domu czy domu porodowym. Można też powiedzieć, że ryzyko porodu instrumentalnego wzrasta z chwilą przekroczenia progu szpitala.
Raport fundacji ‘Rodzić po ludzku’ naprawdę nie jest przyjemną lekturą dla kobiety, która właśnie jest w ciąży. Dodajmy do tego okropne historie w prasie i telewizji o dzieciach, które urodziły się martwe albo ciężko upośledzone w wyniku błędów lekarskich. A to wszystko jeszcze okraszone historiami ‘straszliwych porodów’ którymi inne kobiety, nie wiedzieć czemu aż nadto chętnie się dzielą.
Czytając blogi i różne artykuły w Internecie mam w ogóle wrażenie, że kobiety w Polsce (generalizując oczywiście) mało wiedzą zarówno o ciąży jak i porodzie. Czytałam blogerkę, która stwierdziła, że nigdy nie chce być w ciąży bo nie chce mieć mdłości i być opuchnięta przez 9 miesięcy. Inna (po dwóch cesarkach) napisała, że nie wyobraża sobie porodu naturalnego bo nie dałaby rady przeć przez 16 godzin (!). Czytałam wywiad z położną (to miała być taka ‘dobra’ położna do której kobiety wracają przy kolejnych porodach ale i matki przyprowadzają do niej swoje córki). I ta położna powiedziała, że ‘stara się’ aby rodząca urodziła w trakcie jej dyżuru. Oczywiście fajnie jest, jeśli podczas całego porodu opiekuje się nam jedna położna ale co to znaczy? Że ta położna podłączy mnie do oksy, aby było szybciej? Albo przegoni po szpitalnych korytarzach? Super!
Czytałam też wywiad z panią doktor o tym jak kobieta powinna się przygotować do porodu. Było sporo o wyborze szpitala, o tym co do szpitala spakować ale jakoś zapomniała wspomnieć aby przygotować się teoretycznie. Dla mnie była to jedna z najważniejszych rzeczy przed porodem. Ale niektóre kobiety (na własne uszy słyszałam) uważają, że przecież od wiedzy na temat porodu to jest lekarz i położna. No fakt, ale oni za nas na pewno nie urodzą. A jeśli kobieta ma świadomość co się z nią dzieje to na pewno jest spokojniejsza podczas porodu (to między innymi dlatego kolejne porody są szybsze i łatwiejsze). I jeszcze wisienka na torcie. Jeszcze na innym portalu przeczytałam, że aby rodzić w wodzie wymagana jest lewatywa a poza tym w basenie można tylko pozostać pół godziny, a następnie trzeba zrobić półgodzinną przerwę (!). Jakby mi ktoś kazał wychodzić z basenu co pół godziny podczas pierwszej fazy porodu to chyba bym ubiła.
A to wszystko są portale medyczne, portale dla rodziców, wywiady z ‘ekspertami’. Tak wiem, że Internet rządzi się swoimi prawami ale to właśnie tam przyszłe mamy przede wszystkim szukają informacji, a to co znajdują jest wg. mnie nieco szokujące. Nic więc dziwnego, że Polki się boją.
W Anglii nie można wybrać sobie rodzaju porodu (wydaje mi się, że w Niemczech na przykład można). Preferuje się porody naturalne, ale też często w ruch idą kleszcze czy próżnociąg. Wskazania medyczne do cesarki to najczęściej ciąża mnoga, ułożenie pośladkowe czy wiek matki (pierworódki po 40stce mogą sobie wybrać). Nie wyobrażam sobie więc sytuacji jaka miała miejsce w Polsce, gdzie lekarz kazał kobiecie rodzić bliźniaki naturalnie i wszyscy wiemy jak to się skończyło.
Ba, oczywiście że boimy się porodu. Boimy się, bo nie wiemy co nas czeka albo… wiemy już co nas czeka. Ja przed każdym porodem się bałam. Pomimo tego, z pełną świadomością wybrałam dom porodowy, gdzie nie było dostępu do znieczulenia ani sali operacyjnej w razie ‘w’. Była za to karetka pod drzwiami gotowa zabrać mnie do szpitala jeśli tylko położna miałaby choć cień wątpliwości w moje szczęśliwe rozwiązanie.
No właśnie. Myślę sobie, że gdyby kobiety w drodze na porodówkę w Polskim szpitalu wiedziały, że będą się nimi dobrze opiekować; że w razie czego mogą prosić o znieczulenie, które dostaną; że cały czas będzie przy nich wspierająca położna to może sytuacja wyglądałaby inaczej. Byłyby skłonne częściej rozważyć poród naturalny.
Nie da się ukryć, że poród boli. Taki czy inny jednak boli. Ale ból NAPRAWDĘ szybko się zapomina. Blizny, też tak nie przeszkadzają. Pomijając tragiczny finał porodu bo i to się zdarza pomimo doskonałej opieki (żadna procedura medyczna nie ma 100% wskaźnika powodzenia a kobiety i dzieci od zawsze umierały przy porodzie i w połogu i tego do końca się nie wyeliminuje) myślę, że to co najtrudniej zapomnieć to poczucie bezsilności. To ten stan, kiedy nas boli, kiedy jesteśmy przestraszone, kiedy jesteśmy w zupełności zależne od innych ludzi. A ci ludzie zamiast nam pomóc i służyć życzliwością mówią nam ‘Niech się tak nie wydziera!’ albo ‘Trzeba było nóg nie rozkładać’. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić co rodząca kobieta czuje w takiej chwili, ale jestem pewna, że takie mentalne blizny pozostają w nich bardzo, bardzo długo.
I żeby nie było, że tylko kobiety w Polsce się boją. Dom porodowy, w którym rodziłam młodszą P. był do niedawna tętniącym życiem oddziałem położniczym (gdzie urodziła się starsza P.). Odkąd zostały w nim tylko położne rodzi się tam jedno/dwoje dzieci na tydzień. Szacuje się, że około 60% kobiet może sobie pozwolić na narodziny w domu porodowym lub w domu (to te z fizjologiczną ciążą, bez obciążonego wywiadu ginekologicznego) ale jest też wiele kobiet, które pomimo tego, że mogą rodzić w domu porodowym wybierają jednak szpital. Bo to jednak ‘bezpieczniej’, jakby co to lekarz jest zaraz obok, podobnie jak sala operacyjna no i mają tam lepsze dragi. A zwiększone ryzyko użycia kleszczy im jednak nie przeszkadza.

Mam wrażenie, że poród w Polsce to coś co należy przeżyć, jak najszybciej zapomnieć i modlić się aby dziecko i matka wyszły z tego cało. Przykro mi jest, że kobiety w Polsce mają ograniczone możliwości przeżycia pięknego porodu. Że boją się naturalnego porodu tak bardzo, że proszą o cesarkę, oddając walkowerem doświadczenie, które w znakomitej większości przypadków jest po prostu piękne i uskrzydlające.
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
9 lat temu

Moja koleżanka rodziła 15 lat temu jako ledwo osiemnastolatka. Poród trwał 14 godzin – niby nie jest to jakoś strasznie dużo ale na końcu lekarz wręcz wycisnął z niej dziecko. Bardzo popękała mimo nacięcia, a potem jeszcze zrobiono jej bardzo bolesną rewizję. Przez cały połóg nie mogła dojść do siebie. Gdy dowiedziała się, że jest w drugiej ciąży wręcz się popłakała na wspomnienie pierwszego porodu. Ucieszyła się dopiero gdy okazało się, że córa jest ułożona pośladkowo i trzeba będzie zrobić cesarkę…Taka trauma moim zdaniem spokojnie wystarczy jako argument za cesarką. Uważam jednak, że sam strach przed bólem nieuzasadniony niczym innym jak tylko opowieściami ciotek-klotek i wójków google albo wręcz traktowanie cesarki jako zabiegu kosmetycznego to totalna głupota i lekceważenie swojego ciała oraz samej operacji.

9 lat temu

Piękny opis porodu. Właśnie wielka szkoda, że takie historie nie są nośne. Ale zmienia się i zmienia się na lepsze więc jest w czego się cieszyć. A pod Twoim komentarzem mogę się w całości podpisać (rękami i nogami ;).

9 lat temu

Ola ależ oczywiście, właśnie o to mi chodzi. Oczywiście abstrahując od faktu, że czasem na Polskich porodówkach dzieję się źle to jednak najwięcej jest takiego bzdurnego demonizowania w mediach co właśnie kobiety pcha po skierowania po cesarki.

9 lat temu

Aha no i oczywiście tylko Cię pochwalić, że jako młoda kobieta w ciąży miałaś pojęcie na temat porodu.

9 lat temu

Dokładnie! Super to napisałaś, trzeba słuchać kobiety. Błędy lekarskie będą zawsze no ale alkohol to już inna sprawa. Ale jest też kwestia tego, że kobiety nie znają swoich praw albo sobie nawet nie zdają sprawy z pewnych rzeczy. Żona kuzyna (rodziła 6 lat temu) opowiadała jak jej lekarz wyciskał dziecko z brzucha (a poród krótki, bezstresowy i w ogóle) ze spokojem, jakby nie wiedziała czym takie praktyki grożą. Poza tym nie wyobrażam sobie aby siedzieć po dobrym porodzie naturalnym w szpitalu jeszcze trzy dni bo inaczej NFZ nie zapłaci. Ugh!

9 lat temu

Jej Lucy Twoje historie szpitalne zawsze mrożą mi krew w żyłach. Ja celowo nie chciałam opisywać/porównywać obu porodów bo nie o to mi tutaj chodziło i oczywiście masz rację, że cesarka to nie takie hop siup. Wiesz ile moja mama ma kobiet na stole, bo w późniejszym wieku bliznę po cesarce trzeba czasem rehabilitować? Raz też przeczytałam opis cesarki na blogu młodego lekarza (na długo zanim w ogóle myślałam o dzieciach) i nieźle się zdziwiłam. No ale oczywiście opis porodu naturalnego też mrozi krew w żyłach. Wiem, że wzdłuż granicy zachodniej lekarze czasem sugerują Polskim pacjentkom Niemieckie domy porodowe.

9 lat temu

ps. I zdaję sobie sprawę, że te bardzo złe przypadki to są napewno bardzo, bardzo rzadkie i dodatkowo bardzo rozdmuchane przez media. No ale kobietom, które mają rodzić nic a nic nie pomagają…

9 lat temu

Cieszę się, że miałaś dobre doświadczenia porodowe na Polskiej porodówce. Nie chodziło mi to, aby pisać jaka Polska porodówka jest zła (zresztą co mi do tego, nie znam się, mam o dwa doświadczenia mniej niż Ty 😉 tylko raczej o to jaka się wydaje. Chodzi mi o te kobiety, które chcą skierowania na cesarkę zanim jeszcze poród się zacznie i spowodowane jest to strachem w głównej mierze generowany przez Internet i media (raczej niż przez rzeczywistą sytuację). Tak jak piszesz kobiety wszędzie boją się porodu co jest oczywiście naturalne. Zawsze boimy się nieznanego. Ja tak jak Ty też nie znam żadnej kobiety, która miała traumatyczny poród (to chyba tylko te na forach mają traumy). Jednak jeżeli kobieta słyszy tyle złych historii i idzie rodzić przygotowana na najgorsze, to nawet jeśli nie było tak różowo, to jakoś nie uważa aby to była trauma bo 'to przecież tak jest'. I tu najwięcej do powiedzenia mają te co rodziły w Polsce a potem za granicą.
Osobiście, i możesz się ze mną nie zgadzać, uważam, że na Polskich porodówkach jest jeszcze dużo dobrego do zrobienia. Zapytaj się swoich koleżanek z Rav czy w Stanach/Kanadzie też są takie fundacje jak 'Rodzić po ludzku'? Dziekawa jestem. Choć oczywiście cieszę się bardzo, że istnieje taka fundacja i walczy o prawa kobiet.

9 lat temu

Dziękuję Ci za miłe słowa. Piszesz, że dobre porody w Polskim szpitalu to wyjątki. Wydaje mi się i mam taką nadzieję, że jednak sytuacja zmienia się na lepsze i to jednak te bardzo złe to są wyjątki i dlatego trąbią o nich w gazetach.

9 lat temu

Dokładnie! Podejście, świadomość, wspieranie kobiety a mam wrażenie, że tego na niektórych Polskich porodówkach nie zakumali (ale może i same kobiety też nie zakumały jeszcze, no oczywiście nie wszystkie). Fajnie, że miałaś takie fajne doświadczenie za drugim razem a znieczulenie jest właśnie od tego aby brać, nikt się nie dziwi jak idziesz wyrywać zęba w znieczuleniu prawda?

9 lat temu

Ha ha no bo oczywiście faza parta trwa najwyżej dwie godziny (a często chyba dużo, dużo krócej) ta pani nie miała pojęcia o czym pisze. Życzę Ci aby tym razem też poszło naturalnie, drugi poród jest naprawdę łatwiejszy! 🙂

9 lat temu

Nie, nie źle mnie zrozumiałaś. Jeśli jedna kobieta tak jak piszesz z fizjologiczną ciążą trafi do domu porodowego a druga też z taką samą ciążą ale do szpitala, to ta co rodzi w szpitalu ma zwiększone ryzyko porodu instrumentalnego itd. W domach porodowych nie ma porodów instrumentalnych. Natomiast 40% pierworódek, które zdecydowały się na dom porodowy w trakcie porodu są transferowane do szpitala. Nie zawsze oczywiście dlatego, że 'dzieje się coś złego', część jedzie po znieczulenie albo jeśli położna ma choć cień wątpliwości.

9 lat temu

Wydaje mi sie, ze w konteksie porodu trzeba patrzec na dwie strony, ktore dla mnie sa rownie istotne:
* przygotowanie samej rodzacej, jej wiedza o tym jak to tak naprawde wyglada, zrozumienie etapow i rekacji wlasnego ciala i gotowosc na zaakceptowanie tych reakcji (powiedzmy sobie szczerze, porod nie jest szczegolnie estetycznym wydarzeniem, opis "krew, pot i lzy" jest wciaz dosc delikatny)
* srodowisko, w ktorym ma urodzic- miejsce, atmosfera, ludzie otaczajacy ja.
I mam wrazenie, ze Polki maja troche przechlapane w obu tych kategoriach juz na starcie. Oczywiscie nie zawsze, ale niestety czesto.
Z jednej strony w naszym pruderyjnym wychowaniu bardzo malo czasu poswieca sie na kontakt z wlasnym cialem i jego fizjologiczna strona. Dojrzewanie dziewczynek zbywa sie polslowkami, a menstuacje traktuje tylko jako niedogodnosc. Nawet w jezyku polskim brakuje przyjaznej, zwyczajnej terminologii "okolointymnej". Nie ma zwyczaju obcowania z nagoscia swoja, rowiesnikow, czy innych pokolen (nie mowie tu o jakims epatowaniu, ale ptrzykladowo o swobodnym przebieraniu sie na basenie).
* drugi problem- kobiety idac rodzic w szpitalu, nie maja 100% pewnosci, ze zostana przyjete z cieplem, akceptacja i checia pomocy. Co gorsza informacje internetowe kaza kobietom rowniez powatpiewac w kompetencje merytoryczne pracownikow. Mam szczera nadzieje, ze czesto sa to niesluszne obawy. Ciezko mi oceniac, jak czesto faktycznie cos jest nie tak, ale juz sama obawa bardzo wplywa na porod!
Jak wiadomo, dramatyczne historie sa bardzo nosne. W Holandii porod ma duzo lepsza prasa, niz w PL, a wciaz jestem chyba jedyna osoba jaka znam, ktora na pytanie o swoj porod zaczyna odpowiedz od "byl piekny…". Bo zawsze mozna ponarzekac (na bol, na niewygode, na czas trwania,…) albo postraszyc. Moj porod byl piekny, rodzilam, po wzorowo przebiegajacej ciazy, w domu, w obecnosci mojego partnera, poloznej i pomocnicy poloznej. Polozna przyjechala w pewnym momencie pierwszej fazy, zeby sprawdzic postep i ustalic z nami, czy chcemy, zeby juz zostala, czy ma przyjechac dopiero na sam final. Obie stawily sie na okolo godzine przed tym, jak urodzil sie moj syn. Bo tak chcielismy, bo ja czulam sie komfortowo w domu, z moim facetem, w ukochanej koszuli przywiezionej z wakacji, na kanapie (i z drutami przed znacza czesc pierwszej fazy;). Gdybym nie czula sie komfortowo, moglabym miec polozna przy sobie, albo moglabym pojechac do szpitala. I to wydaje mi sie kluczem- poczucie bycia w centrum tego wydarzenia i poczucie sprawstwa wraz z akceptacja tego, ze moje cialo dokonuje czegos niesamowitego (wiec ciezko sie dziwic, ze np boli czy jest mi niedobrze).
PS- to oczywiscie o porodzie fizjologicznym, po niepowiklanej ciazy i bez obciazen w wywiadzie. W porodach wyzszego ryzyka oczywiscie to "widzimisie" rodzacej musi zejsc na dalszy plan.

Przepraszam za przydluga wypowiedz. Ale wszystkim czytajacym zycze pieknych porodow!

Ola
9 lat temu

Dlaczego często słyszymy/czytamy te mrożące krew w żyłach historie z porodów? Bo są chętniej podawane dalej. Po co podawać dalej i opisywać w prasie jakiś nudny opis porodu, przy którym nic się nie działo. Ta prawda dotyczy przecież każdego aspektu naszego życia.

Ja urodziłam obie córki siłami natury. Bardzo bardzo nie chciałam mieć cesarki. Przerażała mnie wizja operacji (bo to przecież jest operacja – wiele osób sobie tego nie uświadamia). Obie dziewczyny przyszły na świat w państwowym szpitalu, przy asyście przypadkowych położnych i lekarzy. Pierwszy poród miałam wywoływany, leżałam na porodówce cały dzień. Mimo, że nikt z personelu nie siedział ze mną non stop, to nie czułam się olewana. Owszem, nie wszystko było bajką. Przy drugim porodzie usłyszałam "czego się tak wydziera".Mam wrażenie, że obecność osoby nam towarzyszącej wpływa na zachowanie personelu. Warto więc kogoś ze sobą zabrać, jeśli mamy taką możliwość.

Nie demonizujmy szpitali, obok tych strasznych porodów, mnóstwo kobiet rodzi tam zupełnie normalnie, bez traumy. Dzieci rodzą się zdrowe i po 2 dniach wychodzą do domu. Kobietom w ciąży natomiast polecam nie czytać historii porodowych rodem z kryminału, szczególnie tych z internetu. Lektura samego fizjologicznego opisu porodu, zapoznanie się z tym co się dzieje mocno wskazana.

9 lat temu

Krotko opowiem swoją historię sprzed 25 lat.Bardzo chciałam rodzić naturalnie ,mając 23 lata miałam świadomość czym jest poród i jak przebiega wierzyłam ,że będzie dobrze ,że lekarze zrobią wszystko aby było dobrze.Niestety rzeczywistość była inna.Odeszły mi wody pojechałam do szpitala,zdjęli mi szewek,ubrali w kusą koszulę położyli na łóżku z ktoreg
o przy 150 cm wzrostu musiałam skakać ,leżałam całą noc co jakiś czas salowa niemiłym głosem informowała mnie ,że na pewno mnie nie boli i mogę jeszcze spać.Rano moja pani dr.mnie olała ,nawet się mną nie zainteresowała(nie umiałam wsunąć w kieszeń być może to był powód),potem jeden lekarz drugi ,kolejny ,ale przecież nie byłam ich pacjentką,więć tak naprawdę nikt się mną nie interesował.Tak minął dzień ,umęczona bez snu ledwo żywa dotrwałam do kolejnej wieczornej zmiany,a ponieważ to był dyżur dwóch panów ,którzy jak się potem okazało umilali sobie nocny dyżur procentami,to pamiętam jedynie jak bez mała dwumetrowy potęzny facet kładzie mi rękę nad brzuchem i próbuje wycisnąć córkę.A potem to już z opowiadań koleżanki mojej znajomej wiem,że mo stan zaniepokoił panią doktor pediatrę z noworodków ,ponoć "ściągnęła ich za łby"z gabinetu napranych ,leżałam już wtedy pod narkozą 15 min.Zrobili mi cesarkę,musiałam dostać krew,córka miała 2pkt.niedotlenienie i zamartwicę.To ,że chodzi,mówi ,widzi i słysz to Cud Boski.Wyszłyśmy dopiero po dwóch tygodniach Pani doktor ,która przyszła z pierwszą wizytą po naszym powrocie do domu ,kiedy zobaczyła informacje w książeczce złapała się za głowę.Oczywiście czasy były takie (1992),że mąż nie mógł do mnie wejść itd.Mogłam zdecydować się na cesarkę ,lekarz okulista wypisał by mi skierowanie,ale ponieważ wolałam poród naturalny nie nalegałam.Te przykre doświadczenia sprawiły,ze przy drugim porodzie sama nalegałam na cesarkę ,chodziłam do bardzo fajnego lekarza,który sprawdził się w 100%
,był to rok 1997,znieczulenie juz w kręgosłup.Doszłam do siebie bardzo szybko.Po 5 dniach byłyśmy w domu.Podczas zabiegu przeprowadził lekką kosmetykę blizny,która po pierwszej cesarce wyglądała jak zszyty na okrętkę kawal skóry.Teraz nawet palcami nie wyczuwam zgrubienia.
Mimo złych doświadczeń z pierwszego porodu jestem za porodami naturalnymi,ale jestem wkurzona kiedy kobieta rodzi 14 godz.i dziecko umiera ,bo ktoś "lepiej" od kobiety wiedział jak ją boli.Nikomu nie życzę tego co przeszłam,a z tego jak mogło wyglądać życie mojej starszej córki uświadomiłam sobie jakieś 15 lat temu ,gdy w kobiecym piśmie przeczytałam zwierzenia kobiety ,identyczne do moich 26 godz.od odejścia wód ,lekceważenie wołania o pomoc,cesarka,w konsekwencji dziecko roślinka:nie chodzące ,nie widzące ,nie słyszące,nawet nie potrafiło kontrolować fizjologii.Przecież tak nie powinno być.
Zdjęcie obu Pimposhek cudowne.Mama dwóch wspaniałych córek.

9 lat temu

Syna urodzilam w Niemczech, i oczywiscie, poród nie jest wydarzeniem komfortowym, jesto to wydarzenie bolesne i bardzo intymne. Bóle, z moich wspomnien, to najgorzej mam w pamieci te z pierwszej fazy rozwierania, odczuwalam je jako takie nudzaco- przerzynajace cialo kolki, takie "nieproduktywne" w pewien sposób. Cos podobnego do bólo miesaczkowych, tylko nieporównalnie mocniejsze. Same skurcze porodowe mam w dobrej pamieci, to byly wlasnie bardziej skurcze niz bóle, i "produktywne". Oczywiscie juz wtedy byla mozliwosc dzialania przeciw bezsensownemu meczeniu sie bólami, czy to gaz rozweselajacy, czy PDA. Ja wybralam opcje pierwsza, bo PDA to dla mnie tez nie tak sobie w kij dmuchal, wezme sobie PDA. Faze lozyskowa przegapilam, ale musiala byc 😉 Oczywiscie sala dla mnie, polozna bardzo mila i empatyczna, w sumie mozna bylo rodzic i kilka dzieci pod rzad, jesli o to chodzi 😉
Takiego porodu jak mój, zyczylabym wszystkim przyszlym matkom.
Faktycznie jest w Niemczech mozliwosc wybrania sobie porodu, przy naturalnym takze sposobu- czy na pilce, czy w wannie, jakie srodki przeciwbólowe, itd.
Polozna mozna przyprowadzic ze soba do kliniki, bo w sumie malo szpitali ma polozne na etacie. Sa tez domy porodowe. Janina, wnuczka mojej sasiadki Sigrid urodzila 2 miesiace temu w domu, ale ona troche fyrtnieta jest 😉 pierwsze jej dziecko urodzilo sie w eleganckim szpitalu w Hanowerze, nawet pediatra tam non stop dyzuruje, jakby z noworodkami cos sie dzialo; niestety dziecko o imieniu Naima chwycilo jakies zakazenie, po którym wkrótce nie bylo sladu, ale Janinie zostal uraz, i drugie dziecko zdecydowala urodzic sie w domu, przy pomocy poloznej, i faktycznie tak zrobily. Mala Jara jest zdrowa i chyba nawet jej nie szczepia 😉

9 lat temu

Bardzo ciekawy post, Pimposzko.
Abstrahujac od tego, ze ja juz z wieku porodowego wyszlam, syn akuraz 28 urodziny swietowal 😉
Porody w Polsce moge ocenic jedynie z punktu widzenia bardzo mlodej praktykantki, jaka wtedy bylam, a bylo to w polowie lat 80- tych. To byla tragedia, urodzic dziecko w szpitalu. Oczywiscie sala wieloosobowa, nawet parawanów nie bylo miedzy- w tym przypadku- trzema lózkami. Polozne zero empatii, teksty dotyczace faktu porodu zacytowalas. Lekarz, ciecie, szycie, kolejne teksty, nastepna trauma do konca zycia.
I cala reszta. Dziecko jedynie do karmienia, zawiniete w rulonik, dupka najczesciej odparzona, odwiedziny matki i dziecka wykluczone. Matka miala zabronione (?? ale naprawde tak bylo!) noszenie majtek po porodzie, z powodów mniemanie higienicznych. Chodzily sobie te kobiety krokiem posuwistym, bo trzeba bylo jakos te lignine miedzy nogami utrzymac. A idac do ubikacji/ lazienki, mozna bylo i martwego noworodka zawinietego w recznik spotkac, bo tam lezal, zanim go do kostnicy/ do spalenia w centalce zabrano. Kuzynka mojej mamy, po przedwczesnym porodzie w piatym miesiacu, zerwala sie z lózka, pognala do lazienki, spakowala matrtwego noworodka w torbe i nawiala ze szpitala, pojechaly do domu autobusem. Dla niej to byl nie odpad medyczny, lecz wyczekiwana córeczka, która chciala godnie pochowac, a nie dac do spalenia w szpitalnym piecu. Ze ksiadz nieochrzczone juz wtedy pochowac nie chcial, to insza inszosc, kuzynka sama pochowala pod murem na wiejskim cmentarzu. Ot taka dygresja, ale wtedy tak bylo.
Powracajac do tematu. Cesarka jest powazna operacja, to nie zabieg kosmetyczny. Pozostaje blizna. Blizny maja to do siebie, ze to, co sie widzi na zewnatrz czlowieka, to jest najmniejszy kawalek tej blizny. Przeciete sa powloki, miesnie, sciegna, zawieszenia, które czlek ma w sobie. Sama macica to niezwykle rozciagliwy miesien, a miesien skaleczony, to miesien mniej prezny. Moze sprawiac klopoty przy nastepnej ciazy. Blizny sa bowiem nierozciagliwe, co oznacza, ze w miejscu blizny, macica jest wyhamowana. Niepotymalnie jest tez, gdy na bliznie usadowi sie lozysko.
Przy porodzie naturalnym dziecko w naturalny sposób chwyta od matki wszelkie potrzebne mu do fizjologicznego funkcjonowania bakterie z jelit, miedzy innymi te potrzebne przy produkcji witaminy K, aby sie nie wykrwawic. Poprzez waskosc kanalu rodnego, dziecko usuwa z siebie wody plodowe. Dziecko sterylnie wyciagniete z brzucha nie zazylo ani bakterii, ani nie zostalo "wycisniete". Dlatego dzieci po cesarce maja czesciej problemy z plucami, ogólnie odpornoscia, i sa podatniejsze na cukrzyce.
Narkoza matki tez jest narkoza ze wszystkimi ryzykami, które lekarz anestezjolog przedstwaia do podpisania, a malo ich nie jest. Potem ryzyko zakrzepu, zle gojacej sie rany, zakazen, zrostów, itd. Wiele kobiet to niedocenia, ale najczesciej nie maja pojecia o takich sprawach medycznych, bo czasami i skad.
Dlatego uwazam, ze cesarka powinna byc opcja jedynie w przypadku zagrozenia zycia i zdrowia matki i dziecka, i dobrze, ze jest mozliwosc szybkiego reagowania, i w pare minut dziecko mozna wydobyc.

9 lat temu

Kobiety wszędzie boją się porodu. I myślę, że strach przed niechcianymi zabiegami jest dosyć daleko za obawami przed fizjologicznym bólem i nieznanym.
Na tematy dzieciowo-ciążowe rozmawiam głównie na ravelry z koleżankami z grup "Due in…" i nie jest nic inaczej w Stanach, czy Kanadzie. Rodziłam dwa razy w Pl, raz w małym szpitalu – świetny, szybki poród, miła, rzeczowa opieka w trakcie i po, drugi raz w "najlepszym szpitalu w województwie", bo syn wcześniak, tu już kultura osobista personelu przy porodzie to dno i metr mułu, ale sam poród spoko, ważne, że neontalogowie rewelacyjni, tak jak położne na oddziale poporodowym.
Oba porody baaardzo cywilne, bez opłaconej położnej, bez osoby towarzyszącej i nie jestem lekarzem ;). Co więcej. Nie znam ani jednej kobiety straumatyzowanej porodem, a jak to mama znam sporo innych mam.
Trochę mnie bodzie ton Twojego posta. Czytasz raport fundacji, której celem jest likwidowanie patologii przy porodzie, więc w oczywisty sposób na tym się skupią. Znam kilka mam, które przed pierwszym porodem, bez wizyt w szpitalu założyły, że bez znajomości, czy wynajętej położnej, to się rodzi w toalecie szpitalnej, o ile Cię wpuszczą. I oczywiście przytaczają przy tym absolutnie wszystkie straszne historie, które wyczytały w internecie. No nie, tak nie jest. Oczywiście każda jedna patologiczna sytuacja związana z opieką okołoporodową to skandal i o 100% za dużo, ale nie jest tak, że regułą jest patologiczne traktowanie rodzących.

9 lat temu

Mądry post. I wyczerpuje całość tematu. Ja wiem, że są, i może odezwą się lekarze/położne/pacjentki, które przeżyły piękny poród. Niestety moim zdaniem to wyjątki.
Rodziłam dwa razy, dwukrotnie przez cesarkę. Pierwszy dziecko ułożone pośladkowo, za drugim razem chciałam cesarki i ją sobie załatwiłam bez problemu, tym łatwiej, że rodziłam mając 42 lata. Za każdym razem przed porodem leżałam na sali, gdzie było nas 5-6, kolejne szły rodzić, co było słychać, inne leżały pod KTG, co też było słychać. Jedna mama rozpaczała, bo dziecku złamano obojczyk. To też było słychać… Na sali panowała atmosfera napięcia a wręcz strachu. Pamiętam, że kiedy rodziłam drugi raz ordynatorem był lekarz budzący powszechną odrazę. Był obcesowy, gburowaty i wredny. Kiedy wchodził robiło się lodowato a po jego wyjściu jeszcze długo wszystkie byłyśmy cicho.
Jeśli takich miejsc i sytuacji w skali kraju pojawia się więcej, a na pewno tak jest, to jak kobieta ma nie bać się porodu, bólu?
Moje porody – zabiegi na tym tle jawiły się jako luksus. Z anestezjologiem opowiadaliśmy sobie pieprzne dowcipy a za drugim razem operator szył mnie tak dokładnie i długo, że nawet sobie pospałam. Byłam spokojna, zaopiekowana, dzieci całe i zdrowe. Dolegliwości poporodowych nie miałam. Nawet jakoś specjalnie nie bolało.
Wszystko działo się tak dlatego, bo zajmuję pewne poważne stanowisko a do tego mój lekarz prowadzący – cudowny człowiek, był i jest na oddziale szanowany i wszyscy liczą się z jego zdaniem, nawet ten gburowaty ordynator. W sumie tylko dzięki takiemu splotowi zdarzeń i znajomości nie dotknął mnie ze strony personelu rodzaj empatii właściwy nodze od taboretu.
Jestem pełna szczerego szacunku dla mam, które świadomie chcą przeżyć poród naturalny. I niezmiennie jestem zachwycona spostrzegawczością Pimposhki, jej taktem i umiejętnością analizy.

9 lat temu

U mnie pomiędzy pierwszą a drugą ciążą jest różnica 10 lat. Po okołoporodowych przeżyciach, braku wiedzy i świadomości jak to wygląda, w drugiej ciąży stwierdziłam, że jedyną opcją jest CC. Życie i sytuacja jednak zdecydowała inaczej . Ponieważ miałam cukrzycę ciążową mój lekarz zalecił poród naturalny. I powiem Ci , że tak mistycznego przeżycia porodu życzę każdej rodzącej. Fakt,że korzystałam z zopu bardzo mi pomógł. Jednak uważam, że odpowiednie podejście i świadomość potrafi zdziałać cuda 🙂

9 lat temu

Pierwsze dziecko urodziłam siłami natury…wtedy wiedziałam, że nie dam się pociąć i do dzisiaj się z tego cieszę (z własnej woli dać sobie rozciąć macicę, mięśnie i skórę brrrrr….) Mam nadzieje, że w październiku również urodzę naturalnie choć jeśli pojawią się komplikacje to wiadomo nie będę się upierać. Przeć przez 16 godzin…to ciekawe ile trwa wtedy pierwsza faza porodu – pewnie tydzień. Na szkole rodzenia obiecali maksimum 2 godziny drugiej fazy (a nie 16!!!), a ja dałam radę na trzecim skurczu czyli w jakiś kwadrans. Jestem zdecydowaną zwolenniczką porodów naturalnych.

9 lat temu

W domach porodowych moga rodzic tylko kobiety z prawidlowa ciaza, bez powiklan- wiec sila rzeczy bedzie tam mniej porodow " zmedykalizowanych", te statystyki to jak porownywanie jablka z gruszka….
Urodzilam trojke dzeici silami natury i ciesze sie, ze tak sie udalo. Gdyby jednak byly wskazania do cesarki, to podobnie jak ty, nie zgrywalabym bohaterki i dalabym sie ciac,
choc obserwujac znajome po porodzie sn i po cesarce, widzialam, ze te pierwsze zdecydowanie szybciej wracaly do normalnego funkcjonowania, i nie mialy pozniejszych powiklan takich jak zakazenia rany po cesarce, czy wszczepiona w blizne endometrioza nie mowiac o bliznie na brzuchu.
Powiklania porodu, w skutek ktorych umiera matka czy dziecko zadazaja sie zarowno przy pn i cesarce.
W niemczech kobiety maja ta komfortowa sytuacje , ze moga same wybrac typ porodu. Mozna tez swiadomie zrezygnowac z " przyspieszaczy", kleszczy itp. Ogolnie swiadomosc i dostep do informacji odnosnie porodu jest chyba wieksza. Procent cesarek lezy mmiedzy 20-25, co tez jest uznawane tu za wysoki wskaznik.
Co do komfortu porodu to w ogole nie bede porownywac niemieckich warunkow do polskich, bo niestety po prostu nie ma czego porownywac….
Cesarka wybierana jest czesto z powodow praktycznych- mozna to zaplanowac, wybrac pasujacy pracujacemu mezowi termin, zorganizowac opieke do dzieci itp. Do mnie to nie przemawia, wole w takich tematach zdac sie na nature.

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x