To nie podwójne macierzyństwo sprawiło, że zamilkłam na blogu. Marzec był dla mnie bardzo trudnym miesiącem. Nie, nie działo się nic złego i w domu wszyscy zdrowi. Po prostu….
…nadszedł czas na moją doroczną marcową chałturę. A z chałturą wiadomo jako to jest, jak człowiek odmówi to znajdą kogoś innego i w przyszłym roku już nie wrócą. I tak oto, jeszcze w połogu pisałam raport. Wczoraj go oddałam. Raport ponad 100 stron, 32,000 słów, ponad 80 tabel i wykresów, 200 stron komentarzy od studentów przeczytanych i zsyntetyzowanych. To chyba w zasadzie licencjat co?
95% czasu przy komputerze poświęcone było więc analizom i pisaniu. Pozostałe 5% to robienie zakupów online aby mi rodzina z głodu nie umarła. Oprócz tego w tym czasie oczywiście opiekowałam się przede wszystkim noworodkiem. Tylko zamiast spacerów dziecko musiałam ‘wietrzyć’:
Gotowałam kolacje (dzięki mamie za Thermomix), opierałam, prasowałam itd. Mniejsza P. i ja mamy trochę pod górkę z karmieniem więc dorzuciłam do tego jeszcze dwa zapalenia piersi i dwa kursy antybiotykowe (a ja NIGDY nie biorę antybiotyków), niezliczone spotkania z doradczyniami laktacyjnymi aby dopiero w 6 tygodniu zdiagnozować krótkie wędzidełko. Zabieg przecięcia wędzidełka i nauka używania nowego języka. A mała P. miała za to bostonkę.
Fajnie co? Sama nie wiem jak to wszystko przetrwałam i w dodatku nie przypłaciłam tego jakimś załamaniem nerwowym. Czuję się doprawdy jak supermenka więc w nagrodę kupiłam sobie nowy gadżet z jabłuszkiem. A co. Jestem tego warta, ha ha ha.
No ale teraz wracam już do żywych a przede wszystkim wychodzę z domu. Dzisiaj przylatuje moja mama i mamy przed sobą cały tydzień przyjemności. Będzie wyprawa do IKEI i wycieczka do Oxfordu. Już nie mogę się doczekać. No i mama pomoże mi doprowadzić chatę do porządku ;). A potem wreszcie zacznę urlop macierzyński 🙂 Mniejszej P. jeszcze do pracy nie zabrałam aby ją przedstawić a ma już prawie dwa miesiące (!).
A dla Was mam tyle pisania, że hoho. Zacznę od moich nowych superowych zatyczek do uszu:






Bardzo ciekawy i już nie mogę się doczekać, aż napiszę o nim posta. Ja w końcu bardzo wózkowa jestem.
Dzięki!
Gackowa, wszystko dokładnie opiszę. Tylko prawa okazała się trochę źle dopasowana i właśnie dziś wróciła do mnie po poprawkach. Jak ją przetestuję to od razu będzie post. Słowo harcerza.
Melduję, że się postaram 🙂
No nazbierało, ale może teraz będzie już spokojniej.
Mój mąż potwornie chrapie więc od prawie 10 lat śpię conocnie w zatyczkach do uszu.
Supermamie wszystko sie należy. Ciekawy wózek.
Duża Mała P.jest przeurocza.
Proszę szybko o tych zatyczkach. Czy są super i odcinają zupełnie?
Brawa za przetrwanie raportu, zapaleń i krótkich wędzidełek! Z jabłkiem Ci się należało jak najbardziej. 😀
Mniejsza P. wygląda na super zrelaksowaną wietrzeniem, natomiast postuluję uprzejmie o większą ilość zdjęć większej P.
Pozdrawiam! 😀
Nazbieralo Ci sie… 🙁
Ale wychodzi na to, ze wychodzisz na prosta, a mama, jak to mama, nie ma to jak z mama i u mamy :))
Z tymi zatyczkami do uszu nie kojarze… masz szczególny powód do bariery dzwiekowej?