Wyprawkowo

Czas zaraz po powrocie z Polski był dla nas niesamowicie intensywny. Starałam się wrzucać sporo zdjęć na Instagrama abyście wiedziały, że nie leżę gdzieś na patologii ciąży ale po prostu szykuję dom na przyjęcie mniejszej P.
Przy pierwszej ciąży przestałam pracować na dwa tygodnie przed terminem (mała P. urodziła się kilka dni po terminie). Ale jak już poszłam na ten macierzyński to cały dom był gotowy na dziecko a ja mogłam do woli odpoczywać. Wtedy też remontowaliśmy dom (urządzaliśmy mały pokoik) ale cały proces był dużo bardziej rozłożony w czasie, którego jako bezdzietna para mieliśmy znacznie więcej.
W drugiej ciąży postanowiłam przestać pracować już sześć tygodni przed terminem (dla przypomnienia termin mam na 31 Stycznia). Głównie dlatego, że uniwersytet jest zamknięty w czasie Świąt (i mieliśmy i tak już zaplanowany dwutygodniowy urlop) a po Świętach musiałabym wrócić na dwa tygodnie do pracy.
Rekonfiguracja MAD zajęła nam całą jesień a cały Grudzień to intensywny czas w pracy. Jak już poszłam na urlop to czasu wystarczyło tylko na to aby nas spakować na wyprawę do Polski. W związku z tym wszelkie czynności stricte wyprawkowe postanowiliśmy zostawić na Styczeń.
Ufff, pierwsze dwa tygodnie Stycznia były naprawdę szalone. Przede wszystkim minęły mi na… praniu! Miałam góry prania i nie tam jakieś Sudety czy Alpy ale normalnie Himalaje. Himalaje prania! Najpierw trzeba było nas oprać po podróży a potem…. ubranka po  Małej P. (dobrze, że w ramach porządków przy rekonfiguracji miałam je już w miarę posegregowane) aby zorientować się czy czegoś nie trzeba dokupić. Potem prześcieradła, muślinki, kocyki, otulacze, maty do zabawy i wszelkie inne tekstylia dla dzidziusia. Uffff! Czemu ja mam zimowe dzieci? Franciszka ma ogromną pojemność i gdybym tylko mogła korzystać z suszarki, którą mamy w ogrodzie to z całym praniem uwinęłabym się w trzy dni! A tak suszenie to była prawdziwe wyzwanie logistyczne. Na szczęście mamy elektryczny osuszacz powietrza, który bardzo przyspieszył suszenie (nie posiadamy automatycznej suszarki do prania) no i zadbał, żeby nam od tej wilgoci nie wyrósł gdzieś grzybek ;).
Okazało się, że musiałam się udać na zakupy i dokupić trochę bodziaków i pajaców w najmniejszym rozmiarze ale nie były to szalone zakupy. Myśl, że każdą nową rzecz muszę wyprać i wysuszyć skutecznie mnie hamowała 😉 (i to pomimo Styczniowych wyprzedaży). No i oczywiście dwa tygodnie przed terminem porodu udało mi się spakować torbę ‘do szpitala’. 

Z szopy trzeba było wyciągnąć większe klamoty po małej P. i sprawdzić ich stan (np. fotelik samochodowy). Musieliśmy też dokupić kilka dużych rzeczy np. wanienkę, koszyk Mojżesza, drugie krzesełko, drugą bazę iso-fix do fotelika oraz ponownie wynająć dostawkę do naszego łóżka na pierwsze miesiące życia mniejszej P. Dodatkowo podczas tych przygotowań gościłam w domu trzech panów, którzy przyszli mierzyć kuchnię aby móc przedstawić nam plany. A ponieważ Jon obchodził też okrągłe urodziny to postanowiłam, że upiekę mu tort. Od podstaw! A że do pieczenia w ogóle nie mam talentu to musiałam upiec aż cztery biszkopty aby nadawał się do jedzenia. Naprawdę, to był bardzo intensywny czas. A oto efekty:

Wreszcie pozbyliśmy się telewizora z naszej sypialni!!! Na jego miejscu na komodzie urządziliśmy tymczasowy przewijak dla mniejszej P. Na początku będzie wymagała częstego przewijania także w nocy i choć w pokoju dziewczynek jest przewijak to tutaj na pewno będzie nam łatwiej. Jakie te pieluszki dla noworodków są malutkie!!!!! Na Amazonie (klik) znalazłam ciekawą alternatywę dla nocnej lampki. Jest bezprzewodowa, ładuje się przez USB, można dowolnie regulować temperaturę i natężenia światła. Mam nadzieję, że sprawi iż nocne przewijanie nie będzie budzić całego domu. 

Oczywiście przewijak musiał być przetestowany przez starszą siostrę (zresztą tak jak wszystko inne). 

W naszej sypialni pojawiło się też łóżeczko Bednest (klik). Takie samo mięliśmy dla małej P. i byliśmy bardzo zadowoleni – łóżeczko można wynająć. Na zdjęciu widzicie też kocyk wydziergany dla starszej siostry przez blogową Ciocię z ‘Nie tylko SZALeństwo’. No i zabawka Ewen the Dream Sheep, taki odpowiednik Polskiego ‘Szumisia’, który sprawdził nam się przy Małej P. (dostał tylko nowe baterie). Jak wrócimy z mniejszą P. do domu to łóżeczko zostanie doczepione do naszego łóżka. 
W pokoju dziewczynek nie ma na razie wielu zmian. Po prostu komodę i szafę zapełniłam ubrankami:

W jadalni pojawiło się drugie krzesełko Tripp Trapp z gniazdkiem dla noworodka po starszej siostrze. O tym krzesełku pisałam już wiele razy i z pewnością jest dla mnie na samym szczycie listy wyprawkowej! 
Zauważyłam, że od czasu Małej P. Stokke wypuściło nowszą wersję, która ma nieco inne szelki i jest trochę tańsza. 
Jak to przy drugim dziecku starałam się nie wariować z wyprawką ani zakupami. Jedyne na co sobie pozwoliłam to ‘dizajnerski’ koszyk Mojżesza. Mała P. miała cudny koszyk, który przyjechał z Torquay po Haniowych bliźniakach ale niestety jak mała z niego wyrosła to musieliśmy się go pozbyć. Zajmował za dużo miejsca a wtedy nie mieliśmy jeszcze szopy, w której miejsce znalazło potem wiele innych rzeczy małej P. 
Zdecydowałam się na ‘koszyk’ wykonany z grubego szarego filcu z żółtymi szelkami więc bardzo fajnie pasuje nam do salonu. Ten koszyk Mojżesza pochodzi od firmy Mokee (klik), która choć w Internecie pozuje na firmę ‘zagraniczną’ to tak naprawdę jest Polską firmą. Podejrzewam, że produkty są również wytwarzane w Polsce. Koszyk fajnie wygląda ale składanie go (zarówno stojak jak i sam koszyk) to była prawdziwa mordęga. Doszło do tego, że stojak mnie ‘pokonał’ i musiał swoje odleżeć zanim miałam ochotę dokończyć jego skręcanie. Mam nadzieję, że użytkowanie go będzie za to przyjemnością. 
Znalazłam też kolejne zastosowanie dla Termomisia: 
Sterylizacja 🙂

Oczywiście mała P. musiała to też przetestować :). 
Jeśli chodzi o wózek to zostajemy przy naszej ukochanej Pszczole (czyli Bugaboo Bee3). Mała P. już bardzo rzadko z niego korzysta więc dokupiliśmy do niego ‘deskorolkę’, która będzie dla niej podczas gdy siostra będzie podróżować w wózku. Jak wiecie lubię bardzo kompaktowe wózki i nie wyobrażam sobie, żeby pomykać z jakimś podwójnym. Poza tym wątpię aby było wiele sytuacji, w których będę sama na spacerze z dwójką dzieci. Być może kupimy podwójny wózek (albo taką rowerową przyczepkę) aby był w Świnoujściu (mam w planach spędzić dwa miesiące urlopu macierzyńskiego nad morzem a tam jest gdzie spacerować). 
I to by było na tyle jeśli chodzi o wyprawkę. Teraz czuję się już dużo spokojniejsza. Wszystko jest przygotowane i mniejsza P. może szykować się na świat w każdej chwili. Mam jednak nadzieję, że przyjdzie w terminie. Podobno pierwsze dzieci lubią pojawiać się później a drugie wcześniej. Moja położna powiedziała, że najlepszym wyznacznikiem jest czas, w którym na świat przyszło pierwsze dziecko. Jeśli tak, to spodziewam się mniejszej P. raczej punktualnie. 
I pochwalę się jeszcze tortem dla męża (dla tych, którzy nie śledzą Instagrama): 

Już przy torcie dla Małej P. na jej drugie urodziny próbowałam swoich sił z masą cukrową. Efekt dość miło mnie zaskoczył (nie jest to wcale aż takie trudne) więc stwierdziłam, że chcę rozwijać się w tym kierunku. Takie torty robione na zamówienie są dość drogie a często tort jest bardzo ważnym elementem całego przyjęcia. Przy dwójce dzieci są to napewno zdolności, które warto posiadać. 
A jeśli nie zacznę rodzić to już we wtorek zapraszam Was na pierwszy post z cyklu ‘Projekt Kuchnia!’. A jak wreszcie uda mi się zrobić zdjęcia, to może i coś dziewiarskiego wrzucę 🙂 
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
9 lat temu

Masa cukrowa jest jak najbardziej zjadliwa (mała P. do perfekcji opanowała najpierw jedzenie lukru a potem całej reszty) natomiast kiedy z masy robi się figurki to dodaje się trochę jadalnego kleju w proszku aby masa była sztywniejsza. Figurki w teorii też są jadalne ale ze względu na dodatek kleju chyba nie są zbyt smaczne.
Jeśli chodzi o pana Sandersona to musisz pogadać z moim mężem. To jego półka 😉

Anonymous
9 lat temu

Rewelacyjny tort! Moc była z Tobą podczas lepienia mistrza Yody! 😀 Strasznie mnie kusi spróbowanie kiedyś ulepienie takiego tortu (ok, o wiele prostszego na poczatek 😉 ), zastanawiam się tylko, czy ta masa cukrowa jest zjadliwa? 🙂 Czy raczej odsuwa się cały ten kolorowy cukier i wyjada ciasto pod spodem? 😉

Btw. pierwsze co rzuciło mi się w oczy na Waszych półkach to książki Sandersona! 😀 Właśnie skończyłam słuchać szóstą część Mistborn z Audible i jestem w ksiązkowej depresji, bo muszę czekać aż napisze się ostatnia, a tu mi z internetów wyskakują poprzednie książki i "dobijają", ty okrutny człowieku! 😉 😉

9 lat temu

O rany! Kto wie, może nawet urodzą się w ten sam dzień. Gratulacje! No i fajnie, że też macie Tripp Trappa, na bank będziesz z niego zadowolona! Powodzenia!!! 🙂

9 lat temu

Hej, dzięki za maila. Meduzka jest spakowana 🙂 Co do tortów to następny pewnie za rok, jak Ella będzie kończyć trzy latka 🙂

9 lat temu

Dzięki! Robiłam go z filmiku instruktażowego o tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=Dt_OkLswb2g myślę, że najtrudniej to jest wymyślić jak przenieść daną maskotkę na lukier.

9 lat temu

Dzięki! Wbrew pozorom nie jest to takie trudne. Yoda powstał z filmiku instruktażowego na YouTube. Pokrycie toru lukrem było dla mnie dość stresujące i nie wyszło do końca idealnie ale następnym razem będzie lepiej 🙂

9 lat temu

No wiesz, wyrobić to się trzeba było szczególnie z tą torbą szpitalną. A jakie są te nowoczesne Prymy bo chyba coś mi umknęło?

9 lat temu

TEN YODA. :O.
Szacunek!

9 lat temu

Tort mnie urzekl! Masz talent, proszę więcej wpisów na ten temat.
Wyprawka widzę ogarnieta wzorowo 🙂
Mam nadzieję, że wszystko się sprawdzi 🙂 mam nadzieję, że meduzka spodoba się Pimposhce II 🙂
U mnie oboje się zdecydowali na wyjście równo tydzień po, więc obstawiam podobny termin u Ciebie jak przy pierwszym. Powodzenia!
e

9 lat temu

Pimposhko z ogromna przyjemnoscia zagladalam na Twojego bloga lata temu, a zawiodly mnie tu linki dziewiarskie. Zachwycona tym co 'schodzio' z Twoich drutow i ja stawialam pierwsze kroki w dziewiarstwie, wypelnilam szafki wloczkami i drutami (mysle ze kazdy kto lubi doskonale wie jak to hobby wciaga). Niestety nie udalo mi sie udoskonalic warsztatu na tyle zeby dorownac Twoim cudenkom, ale sie nie poddaje.

Mialam spora przerwe w miedzyczasie z roznych powodow (glownie praca i tempo zycia), po czym okazalo sie ze Twoj poprzedni blog zniknal! Szukalam, szukalam i znalazlam Pimposhka2! Uff! 🙂

Malo tego, ja rowniez spodziewam sie maluszka (tyle tylko ze to moje pierwsze dziecko), wiec chlone kazda rade i podpowiedz jak gabka! Przegladnelam juz wszystkie archiwalne wpisy i naprawde sa mega-pomocne (krzeselko trip-trapp juz stoi i czeka 🙂 Termin mam na 3 lutego wiec nasze maluszki beda w podobnym wieku. Co prawda mieszkamy w Irlandii a nie w UK, ale moj maz jest Brytyjczykiem wiec czesto 'latamy' do UK odwiedzic tesciow, znajomych etc.

Zycze powodzenia i duzo sily (Tobie i sobie). Bede zagladac na pewno (jesli maluszek pozwoli). Buziaki i wielkie dzieki za informacje, naprawde bardzo pomocne i zdecydowanie dodaja otuchy!

Kasia

9 lat temu

Ale jesteście gotowi! Przy drugim dziecku jest fajniej, bo we wszystkim pomaga pierwsze :). Ja akurat kupowałam więcej przy drugim, bo rodzina się wyszalała przy pierwszym i dała się mi nacieszyć.
Tort super, podziwiam umiejętności.

9 lat temu

Fajnie ze zdazylas wyrobić się w czasie. Przypomina mi to moja druga ciąże gdy na dwa tygodnie przed porodem wybraliśmy się jeszcze w podróż, zdecydowanie krótsza niż wasza, ale tez byłam bardzo aktywna do samego końca ciąży.
Tort widziałam na insta, wyszedł kapitalnie, a te twoje narzędzia do modelowania masy cukrowej wprowadziły mnie w błąd, bo myślałam ze kupiłaś sobie te nowoczesne, ergonomiczne druty firmy Prim 🙂
Pomyślnego rozwiązania!

By Pimposhka
0
Would love your thoughts, please comment.x