Dzisiaj środa a ja ani nie czytam ani nie dziergam 🙂 (wyjątkowo obecnie nie mam nic na drutach).
Chciałam się z Wami jednak podzielić książką, którą ostatnio przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Książka ta ma tytuł ‘Chcieć mniej’, napisała ją Katarzyna Kędzierska, autorka bloga Simplicite (klik) a traktuje o minimalizmie.
Książka ukazała się jakiś miesiąc temu a ja nabyłam ją drogą elektroniczną. Po raz pierwszy kupiłam Polskiego e-booka i proces ten jest przynajmniej cztery razy bardziej skomplikowany niż kupowanie książek w formacie Kindle z Amazona. Dodatkowo, plik, który dostałam (jak wreszcie udało mi się dokonać płatności i ściągnąć plik) był nieco dziwny, książka nie do końca wyświetlała mi się poprawnie (niektóre słowa były ‘sklejone’, pomiędzy innymi były duże przerwy). Ale to tak naprawdę mało istotny szczegół bo byłam bardzo zdeterminowana aby tę książkę jak najszybciej przeczytać.
Obecnie znajduję się w takim miejscu w moim życiu, że taka książka była mi bardzo potrzebna i spełniła moje oczekiwania w 100% i więcej. Otóż po prostu chcę chcieć mniej. Nie jest dla mnie w tej chwili problemem aby pozbyć się nagromadzonych przez lata rzeczy z domu. Problemem jest, aby go na nowo nie zapełnić. Nie jest dla mnie również problemem zarobić tyle pieniędzy aby kupić sobie to na co mam ochotę. Ale wiąże się to z poświęceniem mojego czasu, który odkąd mam rodzinę stał się dla mnie dużo bardziej cenny. Ale jeszcze nie tak cenny jak pierdoły, które mogę sobie kupić za pieniądze.
I dlatego właśnie sięgnęłam po tę książę. Jest naprawdę świetna. To nie jest książka o minimalizmie w jakimś wschodnim wydaniu, gdzie mamy codziennie rano dziękować naszej szczoteczce do zębów, za to że jest. Nie jest to też książka o tym, że do szczęścia wystarczy nam miska ryżu dziennie i maksymalnie trzy pary skarpetek. Ani o tym, że aby osiągnąć pełnię szczęścia musimy mieszkać w ascetycznym wnętrzu urządzonym w bieli i szarościach.
To jest książka o tym, że minimalizm może być dla każdego. Każdy czytelnik może wynieść z tej książki to, co jest DLA NIEGO ważne, co może JEMU pomóc w uporządkowaniu swojego życia. To nie jest poradnik jak żyć posiadając jedynie 100 przedmiotów ale jak dojść do tego, aby posiadać tylko te przedmioty, które są nam naprawdę potrzebne i jak pozbyć się całej reszty, która nam po prostu zawadza, zabiera czas, energię i pieniądze.
Autorka porusza wiele zagadnień, zaczynając właśnie od tego co się dzieje w naszej głowie. Opisuje te wszystkie sytuacje, kiedy kupujemy sobie coś ‘w nagrodę po długim dniu w pracy’ albo aby ‘poprawić sobie humor’, albo dlatego, że ‘właśnie była promocja’. Jedyne czego mi zabrakło to kupowanie aby się zmotywować. Zaczynamy biegać? Świetnie, zacznijmy od wypasionych butów, zegarka z GPSem i gaci od Sweaty Betty. Chcemy się lepiej odżywiać? Zaczynamy od kupna sokowirówki, dietetycznych książek czy też wychodzimy z pełnym koszykiem z najbliższego eko-sklepu. Znacie to?
Autorka pisze o pieniądzach, daje wskazówki jak przestać kupować i nie czuć się z tym źle. Pisze o tym, jak uporządkować swoje emocje. Ten rozdział był dla mnie szczególnie ważny, bo podobnie jak autorka zauważyłam, że ‘dużo pracuję, więc kupuję’ zamieniło się w ‘kupuję, więc dużo pracuję’.
W książce znajdziemy też rozdział o przedmiotach, które budzą nasz sentyment i jak sobie z nimi radzić. Jak radzić sobie z nadmiarem rzeczy i jak zdecydować czego powinniśmy się pozbyć a co powinno z nami zostać. Podoba mi się, że jest tam dużo teorii i psychologii ale także praktyczne wskazówki. I choć autorka przedstawia wiele konkretnych narzędzi, które mają nam pomóc uporządkować naszej rzeczywistości to nie oczekuje, że ze wszystkich będziemy korzystać. Najbardziej chyba podoba mi się właśnie to, że autorka zachęca do naszej własnej drogi i do naszej prywatnej formy minimalizmu.
Podoba mi się, że w książce są cytaty i donośniki do innych książek. Mój ulubiony to chyba:
„Mniej” nie oznacza „wcale”. „Mniej” nie oznacza również „za mało”.
Podsumowując, książka ogromnie mi się podoba. Powoli wprowadzam do mojego życia (i mojego życia rodzinnego) zmiany, do których mnie zainspirowała. Oczywiście nie wszystko na raz i na 100%. To jest proces i cieszę się, że dzięki książce Kasi udało mi się go zacząć.
Z całego serca polecam te książkę wszystkim, którzy chcą mieć w życiu mniej 🙂. Co jakiś czas będę się w Wami dzielić jakie zmiany zaszły w naszym domu i moim podejściu do pieniędzy i stanu posiadania.
Grafika książki pochodzi z bloga autorki.
Gratuluję 15 kilogramów mniej, i setek kilogramów mniej z domu. To faktycznie robi różnicę 🙂
Cieszę się, powodzenia!!
Myślę, że tu właśnie tkwi sekret! Minimalizm to jednak nie wiosenne porządki ale coś w rodzaju stanu umysłu i właśnie jestem gotowa się przestawić 🙂
U mnie to chyba z wiekiem przyszło. Najpierw w postaci odkrycia, że chociaż kocham modę vintage, to do mojej pracy zupełnie nie przystają fikuśne spódnice i sukienki, i nylony, bo są niepraktyczne. A ja w pracy spędzam bardzo dużo czasu. I jestem praktyczna z natury. Potem odkryłam pojęcie "capsule wardrobe"… i tak po nitce do kłębka odkrył się minimalizm… wymieniłam stopniowo garderobę, sprawiając radość pasjonatkom vintage moimi zdobyczami. Pozbyłam się gratów, gracików, ograniczyłam zakupy… i tak to już trwa. Powiem Wam, że to w sumie łatwiejsze, gdy już człowiek sam ze sobą dojdzie do porozumienia i nabierze wewnętrznego przekonania o słuszności postępowania.
Owszem, zachowałam najcenniejsze nylony. Zachowałam futrzaną etolę, bo bardzo jej pragnęłam, a teraz biję się z myślami, które podszeptują wypuszczenie jej dalej w świat 🙂 ot, tak to działa…
Remont w domu był świetną okazją do generalnych porządków w całym domu. Pozbyłam się wielu niepotrzebnych, a gromadzonych przez lata "przydasiów", ubrań, butów itp. Mój bardzo bogaty księgozbiór oddałam do biblioteki. Pozbyłam się dywanów, firan, zasłon, serwetek, bibelotów. Teraz w moim domu oddycham pełną piersią, energia swobodniej krąży a ja oddycham pełną piersią. A jak szybko się sprząta teraz dom! Całe to moje sprzątanie zaczęłam od porządków mentalnych. Czułam, że muszę coś zmienić w swoim życiu. Najpierw wzięłam się za siebie (15kg mniej), później wzięłam się za dom. Naprawdę warto. Czuję się lepiej. Pozdrawiam
Dziękuję za tą książkę. Wczoraj zakupiłam a od jakiegoś czasu przymierzam się do pozbycia się nadmiaru dóbr, które zgromadziłam. Zmiany są fajne… Pozdrawiam
Brawo! Podziwiam męża. Właśnie o to chodzi. żeby mieć tyle ile potrzeba bo wtedy możemy się z tego należycie cieszyć, nie stoimy na przykład przed pełną szafą ale nie mamy co na siebie włożyć. Można powiedzieć, że jestem minimalistką no na okrągło chodzę w tych samych ciuchach tylko, że reszta wisi w szafie niepotrzebna ha ha ha.
No właśnie o to mi chodzi. Ja mam teraz dużą motywację bo musimy nieco dom przeorganizować zanim pojawi się druga potomka więc to jest dobry czas na takie zmiany. Na pewno będę o tym więcej pisać.
Na pewno będę rozwijać ten wątek na blogu. Ja właśnie tak powolutku się pozbywam i też jest mi lepiej. Za włóczki jeszcze się nie wzięłam ale jak się wezmę to pewnie trochę czytelniczki obdzielę więc chyba żadna ze mnie grupa wsparcia będzie haha.
Trzymam za Ciebie kciuki. Właśnie o to chodzi, o zaoszczędzenie energii (a przy okazji kasy) którą wysysają z nas przedmioty.
A widzisz, a ja właśnie używam Kindle aplikacji (na iPadzie, Kindla kiedyś miałam ale sprzedałam) i dla mnie jest to dużo łatwiejszy proces. A w przypadku kupna tego e-booka swoje utrudniło PayU, które nie lubi moich zagranicznych kart ale mi o tym nie mówi.
Podobno w tym 'być' też można się zatracić. Tak pisze autorka choć tego do końca nie rozumiem. Chociaż mam koleżankę, która nie kupuje rzeczy za to wszystko wydaje na podróże, tak obsesyjnie, że to chyba bardzo podobny proces do otaczania się rzeczami.
Małgosiu, życzę Ci dużo, dużo zdrowia! I wielu, wielu szczęśliwych dni w gronie rodziny.
Z pewnoscia ciekawa ksiazka i chetnie bym poczytala, chociaz "na czuja" juz dluzszy czas to praktykuje, ze tak powiem samochwalnie 😀
Zycze ci powodzenia w dalszym wdrazaniu minimalizmu w zycie, bo to naprawde oplacalna sprawa. Nie finansowo, lecz uczuciowo. A praktycznie tez, bo ma sie niewiele rzeczy, o które trzeba sie troszczyc, pielegnowac, sprzatac. Czysty zysk czasu.
O, mój temat! Też ostatnio w nim siedzę. Może nam się od włóczek tak porobiło? Też jestem zmęczona rzeczami i szukaniem dla nich miejsca.
I popieram propozycję Wioli o grupie wsparcia (chociaż czasem mnie wsparcie potrzebne jak oglądam na jej blogi te śliczne włóczki).
Sama zaczęłam powoli ale konsekwentnie od niedawna. I lepiej mi jest.
Pozdrawiam!
Temat niesamowicie interesujacy, szczegolnie ze zyje od 25 lat z minimalista. Tak wlasnie, moj maz jest minimalista w pelnym tego slowa znaczeniu. Nie wynika z to braku srodkow, ale z wyboru. Jego wszelkie "graciorstwa" ograniczaja i dusza. Idealny wizerunek wolnosci to -pakujesz sie w plecak i idziesz w swiat ,bez ciagnieca calego dobytku. Jesli kupuje nowe buty, to stare oddaje(jesli sa w dobrym stanie), albo wyrzuca. Jesli kupimy nowe filizanki do domu, to pierwsze pytanie- ktore w zamian oddajemy. Ten minimalizm nie wynika tez z oszczednosci, bo facet nie ma problemu w wydawaniu tysiecy na wakacje. Ale po co mu dwie kurtki,skoro przeciez nigdy obu nie ubierze jednoczesnie?! A dlaczego mialby ubierac jedna w poniedzialek,a druga we wtorek?! Jesli potrzebuje piec koszul na kazdy dzien do pracy, to ma w szafie sztuk piec. Najlepiej w podobnym kolorze, zeby pasowaly do spodni i krawata (jedna sztuka do pracy). Nie licza sie dla niego dobra materialne, ale przezycia- czyli czas jest dla niego najdrozszy i najcenniejszy. Ma oczywiscie specjalistyczne sprzety do wedrowek gorskich, czy do biegania, albo do jazdy na rowerze (rower tez ma super), ale w minimalistycznych ilosciach. Jesli kupi nowe buty gorskie, to stare od razu ida do Salvation Army. Ja nie jestem minimalistka, chociaz w pewnym sprawach jestesmy podobni. Sprzety w kuchni mam tylko takie, ktore uzywam czesto. Nad nowym zakupem dlugo sie zastanawiam, nie dlatego ,ze mnie nie stac, ale dlatego, ze nie chce sie otaczac "graciorstwem", w dodatku moze niepotrzebnym. Jedyna moja slaboscia sa fatalaszki i buciki i bizuteria i moze jeszcze wloczki itp… Na szczescie nie ma w domu problemow, zyjemy w zgodzie, pelna akceptacja. Kiedys probowalam kupowac i namawiac, ale po jakims czasie te kupione dla niego rzeczy i tak lezaly w szafie i nigdy nie byly noszone, a w koncu zostaly oddane. PO wielu latach doceniam, to co mam i nie probuje go zmieniac.
Chadzamy podobnymi ścieżkami, zawalona różnymi rzeczami, poirytowana przewalaniem jednej kupki na drugą, szukania wciąż czegoś, o wszechogarniającym chaosie wśród tylu rzeczy nie wspomnę, bardzo źle się z tym czuję, wciąż walczę z pokusami i z chęcią posiadania kolejnej książki, włóczki, płyty. Od jakiegoś czasu przeglądam i czytam książki oraz blogi poświęcone minimalizmie oraz zmniejszeniu konsumpcji(właśnie czytam "Mniej") i ja będę trzymała kciuki za Ciebie a Ty za mnie:))) Może jakaś większa grupa wsparcia, akcja wśród dziewiarek?:)))) W grupie będzie raźniej:))) Pozdrawiam:)))
Ja jestem na razie w fazie "chcialabym, boje sie", ale moze szczegolnie dlatego watro przeczytac. Zwlaszcza, ze piszesz, ze nie chodzi o redukcje do przyslowiowej "setki", bo to zupelnie nie moj kierunek. Pociagajacy poniekad, nie powiem, ale zupelnie nie dla mnie.
Za to rozbawilo mnie, ze wolisz kupowac ebooki na amazonie, mnie to strasznie drazni. Nie uzywam kindle aplikacji, wiec cenie sobie sciagniecie mobi na czytnik, ale epuba na komorke (czesto czytam ksiazke rownolegle na obu, bo kindle nie jezdzi ze mna na stale). Wczoraj wlasnie probowalam z kindla sciagnac ksiazke kupiona bezposrednio z uzadzenia i zformatowac ja do czegos kooperujacego z komorka- ile ja sie przy tym nairytowalam. Ech, sila przyzwyczajen;) Az na pocieszenie po tym wysilku kupilam wloczke;)
to jest to co chętnie bym przeczytała, choć już dawno sama do tego doszłam 😉
bo nie chodzi o to żeby mieć tylko żeby "być"
książkę zapisuje na listę 🙂 pozdrawiam serdecznie Małgosiu
Witam, u mnie zmiany nastąpiły dwa lata temu, kiedy to dowiedziałam się, że w moim oczodole "zamieszkał" nowotwór. Od tamtego czasu liczy się tylko czas spędzony z rodziną, z mężem, liczy się każdy spędzony miło dzień a inne sprawy przyziemne są mniej ważne… nagle okazało się, że można nie przejmować się pieniędzmi (choć przy chorowaniu w Polsce bardzo są przydatne), przedmiotami i tym co mam a czego mi brakuje. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przeczytać polecaną przez Ciebie książkę. Pozdrawiam 🙂