Jak ogłupić mądry telefon

Dziecko i pierwszy telefon to ostatnio temat mocno kontrowersyjny. Różni badacze, socjologowie czy psycholodzy biją na alarm, że epidemia słabego zdrowia psychicznego wśród młodych to efekt telefonu, mediów społecznościowych itd. Przypomina mi to trochę historię z papierosami. W latach pięćdziesiątych paliło się wszędzie, a potem powoli do świadomości ludzi dochodził fakt, że palenie zabija. Dzisiaj praktycznie nigdzie nie można palić, reklama papierosów jest zakazana, podobnie jak ekspozycja papierosów w sklepach, które sprzedaje się ‘spod lady’. Zajęło nam to 50 lat z górką.

Z telefonami jest gorzej, bo mądre telefony czyli smartfony stały się integralną częścią naszego życia. Nie za bardzo da się z nich zrezygnować, nie ryzykując wykluczenia społecznego. Nie chcę tutaj o tym pisać, bo to temat rzeka. Chcę się skupić na tym, jak to się stało, że starsza P. ma telefon.

Ostatnio kolega z pracy na pracowym kanale w Teams dla rodziców zapodał pytanie. Otóż z żoną myślą o tym, aby dać dziecku telefon i zastanawiają się, jak to jest u innych. Pod jego wpisem było mnóstwo komentarzy, co sugeruje, że temat jest gorący. Mam kuzynów, którzy mieli dzieci przede mną. Małe Pimposhki mają aż pięć kuzynek, które są starsze od nich. Z moich obserwacji wynika, że kuzyni dali dzieciom telefon na pierwszą komunię (czyli w wieku 9 lat) i niespecjalnie przejmują się tym, co dzieci robią na telefonie. Na przykład wszystkie dzieciaki mają dostęp do WhatsApp czy Messengera i Fejsbuka. Być może jest tak, że w Polsce pierwszy telefon dostaje się na komunię. Nie wiem jak wyglądają statystyki. Wiem, że jako matka chrzestna trójki dzieci, kupiłam dwa telefony w prezencie komunijnym, zgodnie z życzeniem dzieci i ich rodziców. Mój najstarszy chrześniak ma 26 lat i głównie wychował się jeszcze bez telefonu.

W UK telefon dostają zazwyczaj jedenastolatki, kiedy idą do szkoły średniej. Tak mi się przynajmniej wydawało. Na początku szóstej klasy starsza P. przyszła do domu z wiadomością, że ‘wszyscy’ w jej klasie po wakacjach wrócili z telefonem, oprócz niej, ma się rozumieć. Potem okazało się, że nie ‘wszyscy’ ale jednak większość no i ta większość wraca po szkole sama do domu i ona też bardzo chce.

Trzymaliśmy się mocno decyzji, że telefon i samodzielne powroty do domu to może dopiero na wiosnę. Pod koniec września zdarzyła się jednak niemiła sytuacja. Nauczycielka przez pomyłkę wypuściła straszą P. do domu, zamiast do świetlicy. My tego dnia byliśmy oboje w biurze, a tu dziecko na ulicy, bez klucza, bez telefonu, bez pieniędzy. Nie będę tutaj opisywać całej historii, bo jeszcze mnie trzęsie ale wszystko skończyło się dobrze tylko i wyłącznie dlatego, że wyjątkowo wróciłam wcześniej do domu. Starsza P. nie ma z tego powodu traumy, czego nie mogę powiedzieć o sobie.

Ten epizod sprawił, że podjęliśmy decyzję o kupnie telefonu. Najpierw mieliśmy w planach ‘głupi telefon’ czyli Nokię. Mnie i mężowi bardzo się te nowe, tradycyjne Nokie podobają. ‘Głupie telefony’ mają jedną wadę, nie mają funkcji GPS, więc nie możemy śledzić dzieciaka. Poza tym starsza P. kategorycznie odmówiła posiadania telefonu z przyciskami. W UK jest kilka firm, sprzedających telefony specjalnie skrojone pod dzieci. To ‘normalne’ telefony ale mają wgrane specjalne systemy operacyjne i wymagają dodatkowego abonamentu. Są dość drogie i moim zdaniem niepotrzebnie żerują na zamartwiających się rodzicach.

Stanęło na tym, że kupiliśmy jej używanego ajfona model SE. Ponieważ my (i dziadkowie) też mamy ajfony, cała rodzina jest w tym samym technologicznym ekosystemie. Kiedy telefon przyszedł, spędziłam cały weekend na ogłupianiu go. Myślę, że z sukcesem udało mi się zamienić smartfona na głupiego fona. W ogłupianiu pomógł mi ten filmik na YouTube (klik) oraz ten artykuł (klik). Zaletą ajfona jest to, że wszystkie ogłupiające funkcje są wybudowane, więc nie ma potrzeby instalowania żadnych dodatkowych (często płatnych) aplikacji.

Na dzień dzisiejszy, starsza P.

  • Nie może samodzielnie instalować żadnych aplikacji
  • Nie może samodzielnie dodawać kontaktów ani komunikować się z nieznanymi numerami
  • Ma mocno ograniczoną przeglądarkę internetową
  • Ma zainstalowane tylko dwie aplikacje, obie służące do nauki
  • Nie ma adresu email
  • Nie ma kont na żadnych kanałach społecznych ani dostępu do stron typu TikTok czy YouTube
  • W kontaktach ma tylko rodzinę plus trzy koleżanki ze szkoły
  • Telefon ma (podobno) podnieść alarm jeśli wykryje jakieś nagie zdjęcia na telefonie (zarówno przychodzące jak i wychodzące). Tego z oczywistych przyczyn nie testowaliśmy

Dzięki ajfonowi możemy ją śledzić, jeśli po szkole idzie na plac zabaw. Mamy też w domu zasadę, że mamy pełny wgląd w telefon i telefon zawsze zostaje na dole, czyli mamy ją na oku w trakcie jego użytkowania. Nie ma więc możliwości smsowania z koleżankami wieczorami w łóżku ani produkcji podejrzanych filmików. Na razie nie ma żadnych ograniczeń czasowych, ale to dlatego, że jeszcze nie ma takiej potrzeby.

Telefon jest z nami dopiero od tygodnia. Przez pierwsze kilka dni młoda zaciekle smsowała z koleżankami ale widzę, że emocje już trochę opadły. Odkryliśmy też, że jedna z koleżanek ma nielimitowany dostęp do telefonu, a druga ma dostęp do WhatsAppa. Obie koleżanki mają starsze rodzeństwo, co pewnie nie jest bez znaczenia.

Cały czas biję się z myślami, czy to była dobra decyzja. Wychodzę z założenia, że młoda wcześniej czy później musiałaby mieć już telefon i może to nie jest takie głupie, dać jej telefon wcześniej i od małego edukować. Może jej pokolenie będzie mądrzejsze jeśli chodzi o telefony? Może to marzenie ściętej głowy. Kto wie.

p.s. W jej szkole wszystkie telefony są zabierane na wejściu i zamykane w pudełku. Dzieci odbierają telefony na wyjściu. W szkołach średnich, w których byliśmy panuje zasada, że dzieciaki mają przy sobie telefon ale ma być schowany. Jeśli ktoś przyłapie ucznia z telefonem to zostaje on skonfiskowany i może go odebrać tylko rodzic. W jednej ze szkół dzieciaki miały specjalne futerały (dostarczone przez szkołę), w których telefon był zamykany na cały dzień.


Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Subscribe
Powiadom o
21 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Alicja (ta z Walii)
3 miesięcy temu

Witaj w klubie. Też spotkałam się z zasadą ze telefon daje się na początku szkoły średniej. Mój syn miał tableta od jakiegoś czasu i używał do grania w Minecraft z kolegą z wioski. Edukowalismy od początku także gdy chce zainstalować coś to przychodzi i pyta a my przeglądamy apke czy grę.

Na telefonie ma WhatsApp, decyzja any zainstalować była prosta, mieszkam na wsi i nie ma tutaj sygnału GSM. wiem, szokujące. Mamy dostęp do telefonu i przeglądamy, syn wie i akceptuje. Ma address email ale go nie używa. Ma grupę z przyjaciółmi; ma naturę trzymania się z tą samą grupą przyjaciół. Znamy rodziców bo przyjaciele często nocują albo on nocuje u nich. Z tego co widzę nikt nie wysyła niczego kontrowersyjnego. Używa WhatsApp gdy gra w grę na tablecie i gada z nimi jaką strategię adoptować do gry. Jeśli chodzi o dostęp to nie mieliśmy problemu z textami późno w nocy, syn ma rutynę wieczorem i tego się trzymamy w ciągu tygodnia, w weekend jest luźniej. Syn jest godny zaufania i wie że to ważne dla nas i w życiu. Ma 12 lat więc zobaczymy co dalej. Ma dostęp do youtube ale ustawiłam parental control. Od ogląda sporo filmów z tematyki geografii i historii. To 2 przedmioty które bardzo lubi. Nie muszę dodawać że sprawdzam jego historię bo mam dostęp do konta youtube.
Jeśli chodzi o stres, syn ma klucz do drzwi. Gdy idzie na autobus przy bramie jest mała skrzynka z szyfrem i tam zamyka klucz bo łatwiej niż żeby zgubił. On wraca wcześniej niż my. Myślę że dzieci szybciej się adaptują do niezaleznosci, niż dorośli. Ja byłam dzieckiem z kluczem na szyji, tak się u nas mówiło na dzieci rodziców pracujących. Ja i siostra, starsza o rok, gotowałyśmy kolacje dla rodziców w wieku lat 8. Tata nauczył nas jak obchodzic się z kuchenka bezpiecznie. Nigdy nie miałyśmy wypadku. Mamy 2 kominki i od małego syn był uczony ze to gorące. Mój partner zblizal rękę syna aby poczuł gorąco, syn nie zbliżał się do ognia. Wtedy mieliśmy psy i jak tylko był za blisko, psy odciągały go delikatnie na bezpieczny dystans.
Myślę że może zabierze wam trochę czasu any nauczyć córkę jak używać telefon rozważnie ale zobaczysz że z waszą nauką, i z czasem będzie łatwiej. Poza tym dzieci lubią gdy daje się im niezależnosc (kotrolowaną ).
Miłego poniedziałku.

3 miesięcy temu

Jeśli powodem jest tylko kontrola dziecka i kontakt z nim, gdy pozwalamy już samodzielnie wychodzić z domu, to całkiem nieźle sprawdza się zegarek.

Theli
3 miesięcy temu
Odpowiedz  Pimposhka

Zapomniałam dodać jeszcze jednej zalety zegarka: trudniej go zniszczyć, zgubić lub dać się okraść. Nie ma dylematu, co z nim zrobić, gdy dziecko idzie np. pograć w piłkę z kolegami (nie oczekujemy raczej od 7latka, że na boisku będzie siedział i pilnował torby), bo nie ogranicza aktywności
U nas służył chyba ze 2 lata.

Halina
3 miesięcy temu

Dobrze, że masz rozwiązanie co do telefonu. A co do samodzielnego wyjścia do domu, to nie rozumiem, czym się zdenerwowałaś, to już duża dziewczyna jest. Myślę, że to temat na inny post…

Magdalena
3 miesięcy temu

Mam syna w tym samym wieku i zauważyłam, że choć lubi używać smartfona, nie ma tendencji do obsesyjnego korzystania. Myślę, że młode pokolenie naturalnie dąży do ruchu na świeżym powietrzu i spotkań na żywo ze znajomymi. Jeśli mają jakieś zainteresowania (mój syn gra na instrumentach, uprawia sporty i robi różne prace plastyczne), to wcale ten telefon nie jest dla nich aż tak atrakcyjny, jak dla nas, dorosłych, zwłaszcza gdy padamy ze zmęczenia. Jest też z nimi (gen Alfa) fajny kontakt, można ustalić zasady bez tematów tabu i bez uciekania się do cyfrowych podstępów. Natomiast telefon lub zegarek jako wirtualna smycz, gdy sami chodzą po okolicy, to naprawdę fajna sprawa. Szkoda, że za moich młodocianych czasów ich nie było.

Anonimowo
3 miesięcy temu
Odpowiedz  Pimposhka

Rzeczywiście niepokojąca obserwacja, ale jednak wycinkowa. W naszej miejscowej szkole dzieciaki w wieku mojego syna owszem, chętnie grają w gry komputerowe, ale też bardzo lubią wszelkie sporty i lubią być na zewnątrz. Dlatego z mojego punktu obserwacyjnego sytuacja jeszcze nie wygląda alarmująco. Trzeba przyglądać się dalej, “lecz zaklinam, niech żywi nie tracą nadziei” 😉
Magdalena

Last edited 3 miesięcy temu by
Andziulindzia
3 miesięcy temu

Powiedzcie mi czemu komunikatory typu Whatsapp są niewskazane dla dzieci? Czy to chodzi o brak kontroli nad treściami przesyłanymi przez dzieci? Moje dzieci są sporo starsze, pierwsze telefony dostawały przed erą smartfonów. Nie przerobiłam tych dylematów… Osobiście postrzegam komunikatory jako wygodny sposób dogadywania się czy przesyłania ciekawostek. Lubię je, ułatwiają życie. Ale jestem starszą panią i pewnie nie widzę wszystkiego. Mamy grupy rodzinne, łatwo dogadać się wspólnie gdy jesteśmy z dala od siebie

Alicja (ta z Walii)
3 miesięcy temu
Odpowiedz  Andziulindzia

Ja akurat nie mam nic przeciwko. Klucz to nauczyć dziecko co jest a co nie w komunikacji elektronicznej. No i z czym się nie identyfikować, nie komunikować z osobami których się nie zna i ten cały jazz.

Theli
3 miesięcy temu

Czasami problemem mogą być osoby, które znasz, a w przypadku dziecka np jego koledzy z klasy. Na ich grupach można przeczytać dużo naprawdę niefajnych rzeczy, dzieci są bardzo bezpośrednie i często nawet nie zdają sobie sprawy, że mogą w ten sposób zrobić komuś krzywdę

Smaugowa
3 miesięcy temu

Pimpooshko, choćbyś nie wiem co robiła nie unikniesz zachłyśnięcia się internetem, a później i wolnością przez córkę (córki). I nie wytłumaczysz im, dlaczego pewnych rzeczy nie można robić czy wysyłać, bo one tego w tym wieku nie zrozumieją (możesz gadać, że kręgosłup będzie bolał, wzrok siadał, że będą się garbić, że nadgarstek nadwyrężą, ale to na nic, wiek młody ma to do siebie, że nie przyjmuje tłumaczenia “starych” ;-)) A niektóre treści będą mogły pozyskać czy zobaczyć przy pomocy równieśników. Tego chyba nawet nie będziesz mieć pod kontrolą.
Jeśli chcesz (chcecie z mężem), żeby czegoś nie wysyłały, nie klikały, nie czatowały do późna, nie oceniały, nie kupowały (no bo jak to nie, przecież “wszyscy” inni tak robią :P), to musi to wynikać z tego, co pokażecie czy ustalicie u siebie w rodzinie. Powodzenia w tym! Fajnym sposobem jest spisanie takiego domowego “regulaminu”, przedyskutowanego przez was z dziećmi i podpisanego przez wszystkich, również dzieci. Przy Twojej kreatywności mogłabyś coś fajnego zaprojektować i powiesić. Ale to trochę na przyszłość.
Pozdrawiam

Jagoda
3 miesięcy temu

Bardzo mi się podobają Twoje ograniczenia, ale będziesz je z czasem zmieniać.
Jeśli chodzi o zagrożenia, to ja dodam do nich marnowanie czasu i uwagi przez młodych. Moja wnuczka czasem nie odbiera ode mnie wiadomości, bo ginie wśrod dziesiątek innych, od koleżanek. Na pytanie, o czym tak intensywnie piszą do siebie nastolatki od samego ranka, powiedziała, że o niczym, przesyłają sobie hejka, siemka, serduszka i buziaczki. Niby sympatyczne i nieszkodliwe, ale telefon cały czas musi być w ręce.

Anonimowo
3 miesięcy temu

Takie pytanko: sobie też poblokowałaś i pokazałaś córce?Pozdrawiam Krystyna

By Pimposhka
21
0
Would love your thoughts, please comment.x