Miałam w planach sesje zdjęciowe urlopowych uszytków w egzotycznych klimatach, ale nic z tego nie wyszło. Urlop był tak aktywny, że mam tylko ‘zwykłe’ zdjęcia wakacyjne, na ’specjalne’ sesje nie było czasu.
Jakoś tak od pandemii mam ogromny problem aby kupić sobie ubrania. Idę do sklepu i nic! A zdarza się, że nawet jak już coś kupię to…. potem oddaję. Ma ktoś też tak? Sytuacja robi się poważna, bo stare rzeczy się zużywają i powoli faktycznie mam problem co na siebie włożyć. ‘Z okazji’ urlopu kupiłam w styczniu nowy kostium kąpielowy (głównie dlatego, że stary został zjedzony przez chlor) i rzutem na taśmę w dniu wyjazdu kupiłam dwie letnie koszulki bez rękawów (po tym jak ogarnęłam wzrokiem co spakowałam i doszłam do wniosku, że muszę).
Na szczęście nie mam problemu z kupowaniem materiałków i szyciem. Problem w tym, że nie mam jeszcze na tyle umiejętności aby uszyć sobie wszystko co bym chciała nosić, ale jestem już całkiem biegła w szyciu z dzianin.
Jak byłam w Polsce w lutym, to zaopatrzyłam się w dzianiny specjalnie na letnią garderobę. Od dawna miałam oko na asortyment szczecińskiego sklepu fabricshop.pl. Jeszcze do niedawna mieli sklep stacjonarny, ale niestety pandemia go zabiła zanim miałam okazję ich odwiedzić. Dżerseje i dresówki z tego sklepu są fantastycznej jakości, dużo z takich dzianin szyję i te są naprawdę z górnej półki (o niebo lepsze niż to co oferuje np. dresówka.pl). Sklep ten współpracuje też z Jankiem Leśniakiem i ich wzory goszczą w jego książkach.
Z psychodelicznej dresówki (klik) powstały trzy pary spodni dresowych ‘do samolotu’. Na serio, takie pasujące zestawy świetnie sprawdzają się w podróży i na lotnisku, nikt się nie zgubi, a jak się zgubi to wiadomo gdzie oddać znalezione.
Wzór to mój absolutnie ukochany Hudson pant (klik). To już trzecia para takich spodni dla małych Pimposhek i sto trzydziesta piąta dla mnie (w kolejce czeka dresówka modalna w kolorze imbirowym na kolejną parę ‘po domu’ po jedna już mi się przetarła). Na razie jednak nowa praca zbytnio mnie pochłania.

W tym samym sklepie kupiłam również gładką dresówkę w kolorze cyklamenowym. Powstała z niej swetro-bluza. Wykrój to Marlo Sweater (klik). Jak wiecie ten uszytek został w domu, bo to jednak nie było to. Może w dłuższej wersji będzie mi bardziej pasował?

Tak jak napisałam już na Instagramie, wakacyjnym hitem okazały się rompersy. Wykrój to Nova jumpsuit i mini Nova jumpsuit (klik). Taki rompers jest super wygodny i idealnie sprawdza się na upały. Wykrój ma kilka wersji i na pewno będę jeszcze takie szyła, szczególnie w wersji z dłuższymi nogawkami. Nosiłyśmy je na urlopie na okrągło, dziewczynki tam samo lubiły je jak i ja. Za każdym razem dostawałyśmy też komplementy od przypadkowych ludzi. Dżersej we flamingi również kupiłam w fabricshop.pl (klik). Rompersy prałam już z pięć razy i materiał jest dalej w fantastycznej formie.



Z resztek cyklamenowej dresówki powstały krótkie spodenki Lucky (klik), z wykroju od ‘Strefy kroju i szycia’. To był mój pierwszy wykrój od nich i generalnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Wykrój był w bardzo przystępnej cenie i bardzo dobrze rozpisany plus zdjęcia. Osobiście wolę wykroje już z dodatkiem na szwy, ale to był mały projekt więc nie było problemu. I co najważniejsze spodenki świetnie leżą bez żadnych modyfikacji.
Do kompletu uszyłam sobie koszulkę z resztek dżerseju we flamingi. Wzór na koszulkę to jedyny wykrój w języku niemieckim w mojej kolekcji. Model nazywa się Fee (klik):


Spodenki są super i gdyby nie to, że na co dzień nie chodzę w szortach, to uszyłabym sobie jeszcze kilka par. Zdecydowanie mam zamiar przyjrzeć się innym wykrojom ze Strefy kroju i szycia. Już od kilku sezonów chcę sobie uszyć ‘za dużą’ bluzę z kapturem, na zamek. Mają tam kilka ciekawych propozycji.
No dobra, a teraz gwóźdź programu czyli ubrania z ‘pieluchy’. Jak już pisałam, nie udało mi się kupić muślinu w złote kropki w lutym w Polsce, ale na szczęście taki sam muślin miała Minerva (klik). W sumie kupiłam go aż w czterech różnych kolorach, z których powstały cztery letnie sukienki.
Małe Pimposhki niestety coraz mniej chętnie noszą takie same ubrania (no chyba, że mama też takie ma). Udało mi się jednak wynegocjować takie same sukienki, ale w nieco innym odcieniu różu. Sukienki powstały z wykroju Treviso dress (klik). Na tej stronie jest mnóstwo ślicznych sukienek dla dziewczynek, można dostać oczopląsu.



Dla mnie powstały dwie letnie sukienki, biała i czarna. Biała to kopia sukienki, którą zobaczyłam online, już ją tutaj pokazywałam:


Sukienka ewidentnie jest uszyta z muślinu i jest prawdopodobnie bardzo prosta, bo w opisie nie znalazłam żadnych detali na temat ewentualnego wbudowanego biustonosza. Jak myślicie, ile ta sukienka kosztuje? 50 funtów? 100 funtów? 150 funtów? Otóż ta sukienka kosztuje….. 185 funtów!!!!! No dobra, kosztowała, kiedy szyłam swoją wersję, bo teraz jest na wyprzedaży za jedyne 120 funtów (klik). Moja wersja kosztowała około 20 funtów i w dodatku ma kieszenie! Konstrukcja tej sukienki jest tak prosta, że spokojnie sama wymierzyłam co i jak i uszyłam bez żadnych instrukcji.

Czarną sukienkę uszyłam rzutem na taśmę przed samym wyjazdem. Wykrój na nią kosztował mnie….. 30 funtów!!!! Nie wiem jak to się stało. Wzór nazywa się Hallon dress (klik). Wystarczy wpisać #hallodress na Instagramie aby się przekonać, że jest to bardzo popularna sukienka. Wykrój w wersji elektronicznej kosztuje 15 funtów, a potem zapłaciłam… 15 funtów za jego wydrukowanie (a i tak musiałam skleić w kilku miejscach). Nawet nie wiem jak to się stało (papierowy wykrój kosztuje 22 funty!). Jakaś pomroczność jasna.
Muślin kosztował drugie tyle, więc w sumie zrobiła się z tego dość droga sukienka. Ale podobna, w jednym z moich ulubionych sklepów i tak kosztuje sporo więcej (klik), i też jest uszyta z ‘pieluchy’.

Sukienka jest świetna, jestem z niej bardzo zadowolona i na pewno powstaną kolejne. Dobrze mi w takim dekolcie, sukienka ma przedłużony tył i zalotnie pokazuje plecy.
Co sądzę o szyciu z muślinu, potocznie nazywanego tetrą? Otóż uważam, że jest to świetny materiał na lato i fantastycznie sprawdza się podczas upałów! Nie tylko ja tak sądzę, bo małe Pimposhki również bardzo chętnie noszą swoje muślinowe sukienki. Dobrej jakości muślin jest naprawdę przyjemny i nie powinien się za bardzo kojarzyć z tetrową pieluchą.
Muszę za to przyznać, że raczej nie kupię już muślinu w złote kropki. Te kropki nie lubią się z żelazkiem i chociaż skończony wyrób można prasować na lewej stronie, to w procesie szycia jest to dość upierdliwe. Są muśliny gładkie, we wzory oraz haftowane (z ‘dziurami’ i bez) więc wybór jest naprawdę spory.






Wbrew pozorom z muślinu szyje się w miarę łatwo. Tkanina nieco się kosi, więc trzeba uważać, ale jak się dobrze rozprasuje to nie ma problemu i nie kosi się bardziej niż na przykład cienka wiskoza. Muślin nie strzępi się jakoś okrutnie i generalnie jest dość wdzięczny w szyciu. Moje wszystkie muślinowe usztyki były już kilkakrotnie prane i nie doznały żadnego uszczerbku na zdrowiu. Muślin zrobiony jest z conajmniej dwóch warstw cienkiej bawełnianej tkaniny przez co może być nieco gruby. To jest dość ważne. Szyjąc z muślinu warto mieć overlock aby brzegi wykańczać mereżką. Wykańczałam tak rękawki w sukienkach małych Pimposhek, dolny brzeg w czarnej sukience oraz dekolt w białej sukience. Dizajnerska, bardzo droga sukienka również jest wykończona mereżką. Także polecam overlocka, bo choć wykonanie mereżki na zwykłej maszynie nie jest niemożliwe, to nie jest zbyt proste.

Życzę Wam miłego tygodnia. Za tydzień będzie więcej o mojej nowej pracy i o tym, jak sobie urządziłam pracę z domu.
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Zawsze po Twoich ubraniowych wpisów mam chęć na szycie, chociaż ja nie lubię szyć.
Z kupowaniem ubrań nie mam kłopotu, zwłaszcza że mam Rok bez Zakupów i zamykam go chyba trzema pozycjami wyższej konieczności. Ale może jak zaczęłaś szyć, to podwyższyły Ci się standardy? Dla mnie na przykład odpadła lwia część asortymentu odkąd dowiedziałam się, że akryl i poliester to zło.
Poza tym wszystko śliczne, czarna sukienka wystrzałowa, warto było przepłacić!
A do poprzedniego wpisu, to masz rację, dzieci się męczą jak jest nudno i zwykły spacer nie dla nich. Wnuczce muszę wtedy wymyślać jakieś atrakcyjne kroki albo inne zabawiacze. Ale wnuczka młodsza od Pimposhek, łatwiej jest. ❤️
Jest taki sklep z ubraniami i jak przysyłają mi nowy katalog to za każdym razem jakoś tak myślę o Tobie. Te ubrania wydają mi się takie ‘Twoje’ nie wspominając, że byłabyś super modelką dla tego sklepu https://www.gudrunsjoden.com/en-gb Ciekawa jestem jakie to ubrania okazały się być wyższej kolejności?
Jeśli chodzi o standardy to one baaaaaardzo mi się podwyższyły kiedy zaczęłam robić na drutach. Szycie już w tym temacie niewiele zmieniło. A jeśli chodzi o wykrój za 30 funtów to pocieszam się, że sukienka pasuje więc będzie wielorazowego użytku.
Och tak! Piękny sklep! Uwielbiam właśnie jak jest luźno i powiewa :))
I te kolory, muszę go sobie zapisać, ciekawe czy wysyłają do EU
Nic specjalnego, musiałam kupić spodnie letnie (zmiana rozmiaru po licznych lockdownach, żeby nie powiedzieć wprost – pączkach) i dwie bluzki letnie nieopinające.
O tak, druty też – masz rację, od tego się zaczęło.
Przepiękne yes twoje kreacje. Zgadzam się z Czajką, że może od kiedy szyjesz to standardy masz wyższe. Nawet w droższych sklepach dużo jest bylejakości. Rozumiem twoja frustrację z ochotą na szycie wszystkiego gdy brakuje Ci niektórych umiejętności. Też tak mam
Standardy podwyższyły mi się jak zaczęłam robić na drutach, to wtedy zaczęłam zwracać uwagę na to z czego są robione ubrania. Na te frustracje najlepsza jest praktyka ale jak się ma mało czasu i lubi się dobre gatunkowo materiałki to jest to dość trudne.
Fajnie, że piszesz o dresówce z Fabricshop. Ja prawie wszystkie sukienki mam uszyte z ich tkanin, natomiast obawiałam się szyć z dresówek. A to wszystko dlatego, że moje dzianiny pochodziły właśnie głównie z dresówka.pl i szczerze mówiąc szybko się zużywały, spierały i mechaciły. Zawsze myślałam, że skoro to taki dobry sklep, to w innych dresówka będzie jeszcze gorsza. To mnie właśnie zraziło do szycia dzianin. Że tak szybko płowiały i robiły się brzydkie. A co do samego Fabricshop, to nie tyle wykończyła ich pandemia, co niekończący się remont w budynku, gdzie mieli lokal. Ale niedaleko od poprzedniego lokum mają magazyn, można się dogadać i popatrzeć na materiały, codziennie tam ktoś jest, bo mają możliwość odbioru osobistego.
Rany, jak Ty wszystko wiesz!!!!?? Tak masz rację, tam był remont. Mam nadzieję, że teraz kupisz od nich dresówki. Moim ulubionym rodzajem jest dresówka modalna (u nich nie ma) albo dżersej bambusowy ale modal jest dość delikatny. A te adresówki ze Szczecina są takie przyjemnie mięciutkie, prawie jak modal właśnie.
A, wszystko powiedział mi właściciel :). Poza tym byłam tam przed remontem i w trakcie. Bardzo chcę spróbować coś uszyć z modalu. I chyba skuszę się w Fabricshopie na dresówkę na narzutkę 🙂
Dziewczyno jesteś Wielka.. śledzę Cię od dawna, szyjesz, szydełkujesz, drutujesz, malujesz , remontujesz, rodzina, dom, praca….jestem pod wrażeniem, zazdroszczę, ale tak pozytywnie i już kiedyś pisałam, że nie wyobrażam sobie porannej, poniedziałkowej kawy bez Twojego wpisu.,..dziewczynki urocze… pozdrawiam serdecznie Małgośka…
Dziękuję i Cieszę się, że lubisz mnie czytać do porannej, poniedziałkowej kawy!