Kolejny tydzień i kolejny uszytek. Nie wiem jak to się dzieje, że obecnie piszę niemal wyłącznie o uszytkach. To się już niedługo zmieni. Dzisiaj pokazuję Wam bojówki, które są chyba najtrudniejszym projektem jaki uszyłam do tej pory. Dlaczego? Bo wpadłam na ‘genialny’ pomysł aby uszyć spodnie z materiału, który absolutnie się na to nie nadaje. I zrobiłam to z premedytacją. Szyję od kilku lat, więc na materiałkach trochę się znam. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale chciałam mieć lekkie, przewiewne spodnie i takie do wyjścia, a nie po domu. Wykrój pochodzi od StyleArc, model Kerry (klik). Jeśli dobrze pamiętacie to zrobiłam próbne odszycie.

W ramach modyfikacji, skróciłam nieco przedni szew kroku (o około 2cm). Nowy trik w dopasowywaniu spodni, którego nauczyłam się z tego filmiku (klik). Taka poprawka sprawia, że z przodu nic nam nie wisi. Bardzo fajny trik i mam zamiar jeszcze go użyć. Dodałam też listwę w talii. W oryginale po prostu zawija się górę spodni aby zrobić tunel na gumę. Tak jak w próbym odszyciu, zrobiłam mankiet, zamiast patki do podwinięcia nogawki.
No dobra, a teraz materiał. Bojówki szyje się zazwyczaj z dość grubego i wytrzymałego materiału. Ja swoją parę uszyłam ze zwiewnego, cienkiego rayonu, który nadaje się na sukienkę bądź bluzkę, ale nie na spodnie. W konsekwencji ogromnie się przy tych bojówkach namęczyłam. Wszystko mi pływało, elementy takie jak kieszenie i patki szyło się okropnie (nie podkleiłam ich, bo nie chciałam aby były sztywne). Klejonki użyłam tylko na szwie w kroku, bo nie chciałam aby mi się rozszedł przy pierwszy użyciu. Po raz pierwszy miałam ochotę podczas szycia rzucić wszystko w cholerę, a to naprawdę mi się nie zdarza. Szyłam je dwa razy dłużej niż ustawa przewiduje na takie spodnie. No ale są!


Kilka zdjęć w terenie:



I detale:




Spodnie były warte tego potu i łez. Są super wygodne w noszeniu i bardzo je lubię. Obstawiam jednak, że za długo nie pożyją. Materiał jest naprawdę delikatny, a w dodatku kulkuje się od samego patrzenia. Na szczęście tego mechacenia nie widać, tylko czuć pod palcami. Mogę z tym żyć. Wykrój jest teraz dobrze do mnie dopasowany i mam ochotę uszyć kolejne, tym razem z cienkiej dresówki. Tym samym wykonałam szyciowe plany z tego wpisu (klik). Pora robić nowe.
Wrzesień – Tydzień 2
Za nami drugi tydzień września. We wtorek pojechałam do Cheltenham i zostałam na noc. Nowy plecak sprawdził się znakomicie.

Okazuje się, że w biurze są owocowe wtorki i dzięki temu odkryłam, że bardzo lubię świeże figi:

Specjalnie wynajęłam hotel z basenem, ale na miejscu okazało się, że basen zamknięty w celu konserwacji :(. Zamiast popływać, wybrałam się więc na spacer po polu golfowym. Zawsze kiedy jestem w delegacji mam wielkie plany, że pójdę do jakiejś fajnej knajpy na kolację, pochodzę po sklepach. A potem kończy się to kolacją w hotelowej restauracji:


Nie lubię jadać w hotelowych restauracjach, bo menu jest zawsze mało odkrywcze, ceny są wysokie, a przy stolikach ludzie siedzą sami, gapiąc się na telefon. Zawsze mam ochotę się do kogoś przysiąść i zawsze brakuje mi odwagi. W tamtem wtorek, niedaleko mnie siedziała Pani, która zamówiła steka i duży kieliszek Malbeca. Myślę sobie, też będzie patrzeć w telefon jak ja. A ona…. wyciągnęła druty!!!! Żałuję, że się do niej nie przysiadłam.
W środę rozpoczął się wreszcie remont łazienki. Miał się zacząć podczas naszego pobytu w Polsce, ale nasz fachowiec miał parę tygodni opóźnienia. Trudno, na dobrego fachowca się czeka.

Czwartkowy poranek za to mocno mnie zestresował. Najpierw nie było ciepłej wody. Rurka, która została po kaloryferze w łazience trochę ciekła (był podstawiony pojemnik, więc niczego nie zalało), obniżyło to jednak ciśnienie w systemie i piec zastrajkował. Poranek więc zaczęłam od napełniania systemu i ułaskawiania pieca. Potem przyszła młodsza P. aby jej coś napisać w zeszycie. I kiedy z tym walczyłam, to starsza dzwoni przez Alexę z góry, że ona się źle czuje i nie wstaje. I to wszystko jeszcze przed poranną kawą. Poszłam się odstresować na basen. Wieczorem, jeszcze w duchu powrotu do szkoły, zamówiłam sobie nowe Hobo (klik) na 2027 rok. Wyszło mi, że jednak taniej (o całe dziewięć funtów) jest zamówić to co chcę bezpośrednio z Japonii (przesyłka 24 funty), niż kupić w angielskim sklepie, który to sprowadził. Oczywiście trzeba na to dłużej poczekać, ale to mi akurat nie przeszkadza, w końcu jest dopiero wrzesień.
W piątek pojechałam do Oxfordu, do fryzjera. Było okropnie dużo turystów. John Radcliffe Camera dalej robi na mnie ogromnie wrażenie (już od piętnastu lat).

W weekend mieliśmy jechać na łyżwy, ale nam nie wyszło, bo odwołali pociągi.
Przede mną kolejny fascynujący tydzień.

Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

A może bojówki z jakiejś mieszanki lnu – przewiewne będą, a to łatwiej się szyje. Teraz robią takie, które są delikatne i przewiewne i się bardzo nie mną. Mam sukienkę z takiej mieszanki i super się nosi. Sukienkę niestety kupiłam, a nie uszyłam, ale jest z polskiej firmy, więc chociaż mam tę satysfakcję, że wsparłam polską produkcję.
Masz rację, mieszanka lnu też byłaby super. Następną parę mam w planach uszyć z cienkiej dresowi.
Czyżby te kilometry taśmy z poprzedniego wpisu posłużyły do wykończenia szwów kraciastego płaszcza, który widać na jednym ze zdjęć
Być może… 🙂
Pimoposhko, na takie wiotkie tkaniny mam trick z krochmalem. Po prostu jak piorę tkaniny przed szyciem, to je przy okazji krochmalę. A już po uszyciu wrzucam gotowe dzieło do prania, krochmal się wypłukuje.
Bardzo dobry pomysł! Dziękuję)
Oh faktycznie, już chyba nawet o tym pisałaś. Zapomniałam. Następnym razem spróbuję. Dzięki za przypomnienie.