Nawet nie wiecie jak długo noszę się z zamiarem napisania recenzji mojej obecnej maszyny do szycia. Maszynę mam prawie trzy lata! Czytelniczka Ewa wreszcie mnie zmotywowała. Kiedy szukam opinii o maszynach w sieci, to zazwyczaj są to wpisy od amerykańskich szyjących blogerów, którzy dostali konkretny model do testów a ich ‘recenzja’ to zazwyczaj opis głównych cech maszyny na podstawie informacji dostarczonych przez producenta. Dowiaduję się więc, ile maszyna ma ściegów i jaką szybkość, ale nie mam pojęcia jak tej osobie się na tej maszynie szyje.
Otóż nie szyję od bardzo dawna. Moją pierwszą maszynę do szycia kupiłam w kwietniu 2020 czyli szyję od sześciu lat. Od tego czasu i tej pierwszej maszyny przez moje ręce przewinęło się sześć (tak sześć) maszyn do szycia (plus overlock). Moje perypetie z wymienianiem maszyn na nowe modele to temat na osoby wpis, który zresztą napisałam jakiś czas temu (klik) i nie będę się tutaj powtarzać. Od czasu tego wpisu mój park maszynowy zasiliła jeszcze prosta mechaniczna maszyna (klik) ale ona jest teraz w kolejce do wymiany. Jak widać nawet po pięciu maszynach, można popełniać błędy. Osobom, które chcą kupić swoją pierwszą maszynę do szycia przypominam ten wpis (klik).
Dla przypomnienia mój park maszynowy obejmuje obecnie trzy maszyny. Bernette B79, która ma funkcję hafciarki. Overlock Bernette B48 z funkcją covera i prosta maszyna do zadań specjalnych Bernette 05 Crafter. Jak uzbieram trochę luźnej kasy, to tą ostatnią zamienię na Janome 5060QDC, na którą ślinię się od kilku ładnych lat. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do Craftera ale to jest bardzo prosta maszyna mechaniczna i jak na niej szyję to się męczę z powodu braku nawet najprostszych bajerów.
No ale dzisiaj chcę napisać o BernetteB79. Mój model to specjalna edycja Yaya Han, która nie jest już w oficjalnej sprzedaży, za to obecnie można kupić specjalną edycję Harry Potter.



B79 to flagowy, najbardziej wypasiony model w ofercie Bernette. Nie chcę się rozpisywać na temat funkcji jakie posiada bo jest ich mnóstwo. Dokładny opis można przeczytać na stronie producenta (klik). Z tej strony można też sobie ściągnąć instrukcję obsługi, co gorąco polecam. Od jakiegoś czasu, zanim kupię jakiekolwiek urządzenie to czytam najpierw instrukcję obsługi. Można tam znaleźć dużo przydatnych informacji, których zazwyczaj nie ma w samym opisie produktu. (Uwaga, widzę, że Bernette wypuściła nowy model B59, nie jest tak zaawansowany jak B79 ale ma kilka fajnych funkcji jak szybkie zmienianie płytki ściegowej, co jest mega przydatne przy przestawianiu maszyny z funkcji szycia na hafciarkę.)

Każda firma produkująca maszyny do szycia ma swoje smaczki. Brother ma świetne nawlekacze, nawet w mniej zaawansowanych modelach i trochę tęsknię za nawlekaczem, który miałam w A16. Wiecznie psujący się Viking, miał fajną funkcję nawijania bębenka bezpośrednio z nawleczonej igły. Niemniej B79 bije na głowę moje poprzednie maszyny jeśli chodzi o liczbę bajerów.
Do moich ulubionych należą:
Pokrętła (a nie przyciski) do regulacji długości i szerokości ściegu oraz OSOBNA funkcja ustawienia igły. Ta ostatnia to chyba funkcja zapożyczona od Berniny i nie wiem, czy inne maszyny to mają. O co chodzi. Otóż elektroniczne maszyny mają zazwyczaj dwa ustawienia czyli długość i szerokość ściegu. Ustawienie pozycji igły to jedna z najbardziej przydatnych funkcji elektronicznej maszyny. Problem zaczyna się wtedy, kiedy chcemy szyć zygzakiem albo szyć dzianiny ‘piorunem’. Otóż w większości maszyn zmiana pozycji igły jest powiązana z szerokością ściegu, więc jeśli szyjemy zygzakiem, to nie mamy już możliwości ustawienia tego zygzaka w konkretnej pozycji. Nie w Bernette. Możesz sobie ustawić dowolny zygzak ORAZ gdzie chcesz tym zygzakiem szyć. Dzięki temu nie ma problemu aby szyć dzianinę ‘piorunem’ z zapasem szwów 8mm albo 10mm albo 12mm.

Drugą funkcją, którą szalenie lubię jest funkcja ‘back-kick’ w pedale, czyli nie tylko naciskanie pedału aby maszyna szyła, ale też naciskanie go piętą. Można wybrać kilka funkcji, ale ja mam tam ustawione zakańczanie ściegu. Kiedy kończę szyć, naciskam pedał piętą i maszyna rygluje ścieg, odcina nitki i podnosi stopkę. Cudo!

Wbudowany górny transport to kolejna funkcja, którą bardzo lubię. To ten czarny plastik przy stopce, który można załączyć i odłączyć jednym ruchem ręki. Generalnie jest to funkcja stopki kroczącej i chyba nie muszę żadnemu szyciuszkowi pisać o zaletach takowej.

Bernette używa standardowe bębenki (Viking wymagał specjalnych co podwyższało koszt eksploatacji) i bardzo podoba mi się, że nawija je dość ciasno, dzięki czemu nie trzeba zmieniać ich tak często. Oczywiście maszyna mówi, kiedy nitka w bębenku się kończy.
B79 ma funkcję hafciarki i jestem z niej ogromnie zadowolona. Można zrobić fajne prezenty i personalizować swoje uszytki. Do tej pory zrobiłam kilka toreb z imieniem, kilka woreczków z napisem (np. na pranie), woreczek z grafiką na robótkę i kilka uszytków z inicjałami. Można korzystać z wbudowanych wzorów, albo kupić gotowe, na przykład na Etsy, za parę funtów. Maszyna ma wejście USB i w ten sposób można załadować zewnętrzne wzory.

Maszyna ma też oprogramowanie do tworzenia własnych wzorów ale jest tylko na PC, więc nigdy z niego nie korzystałam. Jestem wielką fanką maszyn kombinowanych (mój overlock ma też funkcję covera). Dla mnie dużą zaletą jest fakt, że nie trzeba kupować ani znajdować miejsca dla osobnych maszyn. Główna wada to oczywiście fakt, że trzeba taką maszynę przestawić na drugą funkcję. Aby przestawić Bernette na funkcję hafciarki trzeba:
- opuścić ‘ząbki’
- ścignąć płytkę ściegową (dwie śrubki)
- wymienić obudowę bębenka na inną
- założyć inną płytkę ściegową
- odkręcić trzymadełko stopki i założyć stopkę hafciarki
- wymienić igłę
- podłączyć moduł hafciarki

Moduł hafciarki jest duży, ciężki i bardzo nieporęczny. W całym DAD i w moim całkiem przyzwoitym rozmiarowo Stasiu nie znalazłam na niego porządnego miejsca. Kiedy nie jest w użyciu to stoi oparty o ścianę, zawinięty w folię aby się nie kurzył. Przez ten moduł pudło od maszyny jest ogromne i nie mieści się w świetle klapy od strychu. Na strychu trzymamy opakowania po produktach na wypadek naprawy gwarancyjnej ale pudło od tej maszyny trzymam w garażu.

Pomimo tych niedogodności cieszę się, że mam opcję hafciarki, ale jeśli ktoś chce robić jakieś szyte i haftowane produkty taśmowo, to nie jest to dobra opcja.
Bardzo lubię moją maszynę i jestem z niej ogromnie zadowolona. Dla mnie to przede wszystkim ogromny komfort szycia. Maszyna jest trochę jak robot, bajery i szereg ustawień (także automatycznych) naprawdę ułatwia pracę i pozawala skupić się na samej przyjemności szycia. Maszyna nic nie zjada, nie plącze, ma dobre oświetlenie. Bardzo często szyję na niej w ogóle bez użycia szpilek, bo nie ma takiej potrzeby. Fantastycznie radzi sobie z cienkimi materiałami, szycie np. z cienkich ‘pływających’ dżersejów, śliskiej podszewki, ortalionu itd. nie jest absolutnie problemem. Jest też świetna w precyzyjnym szyciu. Chcesz mieć dwa szwy w odległości 2mm od siebie? Żaden problem. Szycie na niej to prawdziwa przyjemność i rzadko prowadzi do frustracji.
Czy ma wady? Oczywiście. Według mnie maszyna ma dwie główne wady. Po pierwsze nie radzi sobie zbyt dobrze z ciężkim kalibrem. Co prawda uszyłam sobie na niej jesienny płaszcz, ale trochę marudziła. Zdarza się, że ma problem z wbiciem igły w grube materiały, wielokrotnie złożone. To jest irytujące ale z drugiej strony, nie wiem czy można oczekiwać, że jedna maszyna będzie równie dobrze szyła cieniutkie jedwabie i grubą skórę. Czasem czuć jakby brakowało jej mocy przebicia. Sam fakt, że maszyna woli lekkie tkaniny nie jest dla mnie problemem. Problemem jest dla mnie fakt, że moja maszyna do grubych uszytków ma konstrukcję cepa. Z drugiej strony bez przesady, można na niej spokojnie skrócić dżinsy.
Druga rzecz, która mnie mocno irytuje to konieczność zmiany uchwytu stopki aby użyć jednej z moich ulubionych stopek. Jako, że moja maszyna to specjalna edycja, to miała dołączony zestaw stopek (wersja Harry Potter nie ma dodatkowych stopek).

W zestawie znajduje się jedna z moich ulubionych stopek, czyli tzw. stopka do łączenia, z taką łyżwą po środku. Ma wiele praktycznych zastosować i w poprzednich maszynach często ją używałam. Teraz już nie, bo aby zainstalować ją w mojej maszynie muszę odkręcić i przykręcić inne trzymadełko. Jest to na tyle wkurzające, że moja ulubiona stopka leży i się kurzy.

Co poza tym? Ryglowanie szwów jest dość słabe i potrafią się rozejść na początku/końcu. Przy poważniejszych uszytkach na początku i końcu szycia trzeba jednak przejechać do przodu i wstecz. Ten problem miałam też w innych maszynach. Maszyna nie za bardzo lubi szyć po szpilkach. Ja wiem, że teoretycznie nie powinno się szyć po szpilkach ale chyba nikt nie bierze tego zalecenia na poważnie. Na początku połamałam kilka igieł, teraz już jest lepiej odkąd trochę się wczułam w maszynę.
Bernette B79 jest mocno skomputeryzowana i po złych doświadczeniach z psującym się Vikingiem bałam się, że szybko zacznie się psuć. Po trzech latach użytkowania, mogę napisać, że nie sprawiła mi żadnych problemów technicznych, ale lekki dyskomfort pozostał. Maszyna nie ma nawet dźwigni do opuszczania/podnoszenia stopki. Wszystko jest zautomatyzowane co jest świetne ale też delikatne. Całość jest praktycznie sterowana za pomocą dotykowego ekranu, więc jeśli ten by padł to maszyna jest kaputt. Dla mnie to nie jest wada jako taka. Nowoczesna pralka z bajerami z pewnością może się popsuć łatwiej niż Frania, ale jakoś nikt nie korzysta już z Frani. Maszyna oferuje taki komfort szycia, że jest to dla mnie akceptowalny kompromis.
Trzeba też wziąć pod uwagę, że maszyna jest duża i ciężka. To największa i najcięższa maszyna jaką miałam. Niezbyt nadaje się na objazdowe warsztaty krawieckie i powinna mieć stałe miejsce w domu czyli raczej własne biurko niż stół w jadalni. Wymaga całkiem sporej powierzchni, szczególnie z dołączonym modułem hafciarki.

Podsumowując, polecam.
Uwaga! Ważne ogłoszenie parafialne. Nie wiem, czy pamiętacie ale jakieś trzy miesiące temu napisałam, że być może znalazłam sposób na promocję mojego bloga i na efekty daję sobie trzy miesiące. Otóż dołączyłam do serwisu Substack. Znacie? Używacie? Lubicie?
Spokojnie, nigdzie z blogiem nie znikam. Po prostu poniedziałkowy wpis publikuję też tam (plus czasem stare wpisy z bloga, które już dobrze znacie). Substack to trochę takie media społecznościowe dla blogerów. Zamiast dziubków jak na Instagramie, publikuje się dłuższe teksty. Do tej pory napisałam jeden tekst (o moich wrażeniach z Substacka), który nie ukazał się na blogu. Możecie go przeczytać tutaj (klik). Przez trzy miesiące dorobiłam się tam 17 subskrybentów i 27 obserwatorów. Mówiąc szczerze, nie mam pojęcia co to znaczy ;). Jeśli tęsknicie za dłuższymi treściami to zachęcam Was do odwiedzin. Różnica między tym blogiem, a Substackiem jest taka, że jeśli zapiszecie się na moją subskrypcję na Substacku to bloga dostaniecie w poniedziałek rano mailem. Czasem też wrzucę tam jakąś dodatkową fotkę, w postaci tzw. notatek. Polski Substack jeszcze raczkuje i niestety nie ma tam zbyt wielu źródeł o rękodziele ale wszystko przed nami. Żeby było jasne, nie musicie zakładać konta na Substacku aby dalej czytać bloga. Ale pomyślałam sobie, że dam Wam znać, że tam też jestem (klik).
Migawki
W zeszłym tygodniu za mocno rozpisałam się w migawkach. Czuję się, jakbym teraz tygodniowo pisała dwa posty i raczej długo tak nie pociągnę.
Październik to miesiąc rodzinnej administracji. W tym tygodniu musiałam wysłać wniosek do DVLA o wydanie mi nowego prawa jazdy, bo stare właśnie traci ważność. Musiałam wysłać nowe zdjęcie, dwa nie przeszły. Na jednym za bardzo się uśmiecham, na drugim były za duże cienie. Wysłałam trzecie i czekam na werdykt. Czeka mnie też zmiana operatora komórkowego. Poprosiłam o numer PAC który umożliwia przeniesienie numeru do innej sieci i mój obecny operator dzwoni teraz do mnie codziennie z coraz to lepszą ofertą i koniecznie chce mi wcisnąć nowego ajfona. Ugh!
To był dość ciężki tydzień, mam poczucie, że mało dla siebie zrobiłam. A jak nie mam czasu ‘dla siebie’ to bywam ciężka w obyciu. Poprzedni weekend spędziłam na kończeniu tortu i imprezie urodzinowej, ten tydzień byłam w rozjazdach i teraz mam zaległości domowe. We wtorek byłam w Bristolu.

W środę natomiast w Cheltenham. Muszę przyznać, że moja droga do pracy o tej porze roku jest fantastyczna. Jak wyjeżdżam to jeszcze jest ciemno, ale gdzieś w połowie trasy budzi się do życia cudny jesienny poranek nad uroczym regionem Cotswolds i trzeba tylko uważać na bażanty.

Październik oznacza tradycyjna wizytę wesołego miasteczka w mieście:

W piątek młodsza P. miała wolne od szkoły. Ja jak byłam mała to lubiłam buszować w szkatułce z biżuterią mojej babci. Młodsza lubi buszować w Stasiu, może będą z niej ludzie?

Sobota to nadrabianie zaległości w domu plus wizyta u okulisty ze starszą P. To wizyta rutynowa ale coś czuję, że przy następnej młoda dostanie okulary, bo chyba odziedziczyła moją krótkowzroczność.

Kupiłam sobie nowy mały kubeczek. Może będzie dla mamy jak jej się spodoba.

Po południu walczyliśmy w ogrodzie:

Sąsiadka niedawno wycięła duże drzewo i nagle okazało się, że ten wiecheć na styku trzech działek należy jednak do nas.

Z jedzeniem w tym tygodniu było różnie, raz tak:

A raz tak:

Wiem jak to wygląda, ale my naprawdę jemy rybę z frytkami mocno okazjonalnie.
W tzw. międzyczasie starałam się coś tam robić rękodzielniczo, ale trochę zawiązałam się na supeł. Rozgrzebałam kilka projektów i dopadła mnie niemoc twórcza. Każdy projekt wymaga uwagi, kilku maszyn itd. W końcu się wkurzyłam i zaczęłam eliminować przeszkody. Zaczęłam od uruchomienia hafciarki i wyhaftowałam to co było do zrobienia (od razu do dwóch projektów), potem dokończyłam krojenie torby na basen, nabiłam metalowe dziurki na jeszcze inny projekt, trochę posprzątałam w buduarze i od razu mam nową energię.

No dobra, kończę, zanim znowu się rozpiszę. Najważniejsze, że w przyszłym tygodniu nie muszę nigdzie jechać. Za to znów będę lepić z lukru.
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Dziękuję, że piszesz Pimposhko. Dla mnie to wytchnienie. Radość. Czasami zazdrość, że jesteś taka ogarnięta i poukładana, a zarazem tak bardzo normalna.
Witam serdecznie, ja podobnie jak ty, lubię zmienić maszyny do szycia.
Obecnie mam Janome Heavy 1800(nie lubię jej) dwa lata temu kupiłam Juki DX3 ( jest fajna, ale nie w 100% dla mnie)i dlatego kupiłam Bernette b79 , ale nie czarna Harry Potter.
Chetnie przeczytałam Twoją opinię.
Juki ma sporo podobnych funkcji ( nożyczki, ustawienia igły, początek szycia punktowe, pedal z z różnymi funkcjami,
kolanowe szycie, ha )
ale mi zależało tym razem na haftowaniu, i nowej maszynie do szycia.
Co brakuje mi w Bernecie, ręczne podnoszenie stopki, na dyspleju znaczka- czynności cofania . X – to nie wszystko.
A tak ogólnie jestem ZACHWYCONA!!!
Myślę, że Bernette zostanie ze mną na dłużej.
Chetnie czytam Twoje tygodniówki.
Pozdrawiam serdecznie