Nie od dziś wiadomo, że lubię monotonne projekty. Na drutach, im więcej prawych oczek tym lepiej. W szyciu o monotonny projekt nieco trudniej ale taki znalazłam – chorągiewki. Chorągiewki, po ang. bunting to tradycyjny sposób ozdabiania przyjeść np. ulicznych czy popołudniowej herbatki.
Pisałam już, że koleżanka z pracy poprosiła mnie o zrobienie chorągiewek na jej ogrodowe przyjęcie charytatywne. Tak, znowu dobroczynność. Nie sądziłam, że robienie ich sprawi mi taką radochę i będzie tak niesamowicie relaksujące.
W lumpeksie kupiłam zasłony (finalnie tych nie użyłam) i poszewkę na kołdrę, która w domu ku mojej radości okazała się dwustronna! Moja teściowa znalazła w swoich stronach (też w lumpeksie) obrus w róże. Koleżanka dostarczyła różową poszewkę na kołdrę i kawałek materiału w kolorze mięty. W tanim sklepie zamówiłam tanią taśmę ze skosu (z mieszanki bawełny i poliestru):


Ustanowiłam linię produkcyjną, której nie powstydziłby się Pan Henry Ford. Wyliczyłam sobie mniej więcej ile potrzebuję chorągiewek. Każda miała bok 12 cm plus 6 cm odstępu między nimi. W sumie miałam 24 metry taśmy ze skosu, policzyłam 6 chorągiewek na metr więc wyszło mi, że potrzeba około 140.
Najpierw wycinanie. W szybkim wycinaniu pomogła mi akrylowa forma kupiona na Amazonie no i oczywiście nóż rotacyjny. Inaczej chyba bym je jeszcze wycinała.

Potem szycie. Maszyna z bajerami totalnie się sprawdziła. Automatyczne opuszczanie i podnoszenie stopki, stop z igłą na dole (do obracania narożnika), automatyczne ryglowanie ściegu na początku i na końcu i automatyczne obcinanie nitek. I żadnych szpilek. To wszystko sprawiło, że w ciągu 10 minut byłam w stanie uszyć 15 chorągiewek.


A potem robota przeniosła się przed telewizor. Obcinanie zapasu szwu przy narożniku, wywijanie chorągiewki na prawą stronę i obcięcie wystających nitek u góry zrobiłam oglądając Eurowizję (moim faworytem była Estonia).




Potem prasowanie. Mam ‘naparzacz’ więc zajęło mi to dosłownie chwilę. Musiałam też przygotować taśmę ze skosu, przeprasować ją po wyjęciu z opakowania i zaprasować na pół.

Najwięcej czasu chyba zajęło mi chyba upinanie chorągiewek. Najpierw poukładałam je w stosiki, w stosownej kolejności. Wycięłam znacznik o szerokości 6 cm z tekturki, aby szybko odmierzać gdzie mam przypiąć następną chorągiewkę, aby odstępy były równe. Tym razem musiałam użyć szpilek i to okazało się moim ‘wąskim gardłem’. Miałam ich za mało, więc musiałam upinać, przyszywać i znów upinać. Na każdą chorągiewkę potrzebowałam dwóch szpilek.



Finalne szycie zajęło mi trochę czasu, bo trzeba było się co chwila zatrzymywać aby wyciągnąć szpilki. Maszyna ponownie sprawdziła się super. Użyłam stopki do ściegów ozdobnych i nie miałam żadnego problemu z wąskim paskiem materiału (nawet na początku). Szło jak po drucie i wszystkie chorągiewki, co do jednej, były porządnie przyszyte.


Oto gotowe chorągiewki. Przyjęcie jest w połowie czerwca i możecie spodziewać się zdjęć.


Jak ostatnio widać na blogu moje sewjo czyli szyciowe modżo ma się dobrze. Na tapecie mam kolejne dwa projekty: jeden do ubrania dla mnie, drugi do ubrania na ogrodową suszarkę na pranie. W tej chwili trudno mi powiedzieć, który będzie skończony pierwszy. Okaże się pewnie za tydzień.
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Jak się widzi takie chorągiewki już wiszące to człowiek nie zdaje sobie sprawy jak czasochłonne jest ich wykonanie.
Bardzo ładne wyszły i – jak wszystko u Ciebie – bardzo precyzyjnie wykonane. Mam nadzieję, że ozdobią nie tylko tą jedną imprezę.
Miłego tygodnia 🙂
Wiesz co? Wcale nie wydają mi się aż tak pracochłonne. Mam wrażenie, że zrobiłam je dość szybko ale też miałam dobre narzędzia. Myślę, że na pewno będą wielorazowego użytku. Nie mogę się doczekać aż zobaczę je w akcji.
Korci mnie od dawna uszycie takich chorągiewek. Dziękuję za opis kroków. Zastanawiam się, czy klipsy zamiast szpilek dałyby radę, czy jednak za mało precyzyjne. No i myślałam, że te trójkąty trzeba koniecznie stębnować, hmm… W każdym razie BRAWO!
‘Pospolite’ chorągiewki są zazwyczaj wycięte z materiały typu ortalion i nie są niczym obszywane. W sklepach typu ‘z prezentami’ albo dekoracjami można kupić małe ozdobne girlandy albo osobne chorągiewki z literami (i skompletować imię dziecka na przykład. Nawet te w wersji ‘luksusowej’ nie były stębnowane. Myślę, że klipsy też by dały radę.
super i mega
Dzięki!
Dobra robota !
Że też ci się chce …
Dodałam uśmiechniętą buźkę ale nie przeszła i to pytanie o „chcenie” nabrało innego wydźwięku .
A miało być po prostu z przymrużeniem oka 🙂
Spoko 🙂 z tego błędu wyszła mi inspiracja do następnego wpisu. Miłego czytania!
Mistrzostwo, staranność wykonania godna tytułu rzemieślniczego. Już wiem komu mogę zaproponować zlecenie:-). Cieszę się że maszyna zdała egzamin.
Z niecierpliwością czekam na kolejne szyciowe projekty.
P.S. odpiszę na pytanie pod poprzednim postem, lecz będąc na Llŷn peninsula łatwiej o sygnał z Dublina niż localnie.
No właśnie, nie uważasz, że ostatnio mamy trochę za dużo tych wakacji? Ostatni semestr trwał tylko cztery tygodnie!!!! Niby długie weekendy są fajne, ale od początku kwietnia nie przepracowałam pełnego tygodnia i trochę mnie to zaczyna stresować bo dni, w których pracuję są wypełnione po brzegi. Mam jeszcze dwa życiowe projekty do pokazania, a potem muszę chyba napisać o czymś innym bo robi się tutaj nudno haha.
Jesteś chyba jedyna która mówi że jest za dużo wakacji
Super!
Dzięki!