Uwaga! Wpis zawiera lokowanie produktów. Oba moje, jeden starszy a drugi młodszy.
No i mamy listopad! Przed nami bardzo intensywny czas. W pracy semestr w pełnym rozkwicie, komitety, raporty, analizy. Uniwersytet zdecydowanie nadrabia dwa lata pandemii. W szkole przedstawienia (do zrobienia kostium lisa), koncerty, zimowe bale itd. Poza szkołą lekcje pływania i zajęcia z tańca. Tak jak w poprzednim roku obie małe Pimposhki biorą udział w tanecznym szoł. Do tego urodziny (ósme) starszej więc tort (chyba z wróżką, ale jeszcze decydujemy). Przynajmniej odpada przyjęcie bo podjęliśmy decyzję, że w tym roku nie robimy przyjęć urodzinowych dla dzieci aby móc jeszcze bardziej zaszaleć w maju na urlopie. Dziewczynki zgodziły się na naszą propozycję bo w zamian mają obiecaną metamorfozę u Kopciuszkowej matki chrzestnej.




Mając taką perspektywę postanowiłam nie poddawać się presji jak to tylko możliwe. W ogóle od niemal dwóch miesięcy postanowiłam być dla siebie po prostu dobra i zamierzam to kontynuować. Jak wiecie jestem fanką osiędbania ale też jakoś zawsze spada ono na sam dół moich priorytetów. Od jakiegoś czasu staram się, ale bez presji, aby to osiędbanie było w tych priorytetach nieco wyżej.
Może to kwestia periodyków, które przeglądam ale nie da się ukryć, że z osiędbania zrobiono wielki biznes jak każdy inny. W ofercie są suplementy, zapachowe świeczki, relaksujące sole, kaszmirowe piżamy, mnóstwo różnych kosmetyków, wszelakie turnusy (bez internetu, medytacja, gimnastyka, zdrowe jedzenie,…), pobyty z spa, gadżety mierzące wszelkie funkcje życiowe i nie wiadomo co jeszcze.
A mi nie chodzi o nowy ciuch czy nową szminkę. Nie rajcują mnie świeczki zapachowe ani długie kąpiele w wannie. Ograniczam winko i czekoladę. Nie lubię dyniowej latte. W ramach osiędbania pilnuję dwóch rzeczy. Po pierwsze, staram się jeść więcej warzyw a mniej śmiecia bo to naprawdę robi różnicę jeśli chodzi o moje pooperacyjne jelita. Po drugie zaczęłam ponownie treningi z aplikacją Fiit w mojej domowej ‘siłowni’.

Pilnuję tego ale też nie mam wobec siebie wygórowanych oczekiwań. Jeśli jestem cały dzień w Oxfordzie to nie gotuję skomplikowanego posiłku, ani nie planuję intensywnego treningu. Ale jeśli jestem danego dnia w domu to w porze lanczu rozwijam matę albo zaczynam pracę wcześniej aby wcześniej skończyć i pyknąć trening zanim małe Pimposhki wrócą ze szkoły. I to działa! Już trzeci miesiąc funkcjonuję bez antydepresantów (dlaczego je biorę pisałam tutaj).
Bez presji! Taki mam właśnie plan na listopad.

A już za tydzień zapraszam Was na wpis kontynuujący naszą dyskusję odnośnie normalizacji. Bo jesień sprzyja też rozkminkom jak mało co.
Dodałam przycisk z lajkiem. Można go nacisnąć i dać mi znać, że ‘jestem’, ‘przeczytałam’, ‘dobra robota’, ‘fajnie, że jesteś’, ‘doceniam to, że piszesz’. Dla mnie jest to znak, że ktoś tam po tej drugiej stronie jest i czyta. Umawiamy się, że naciśnięcie tego przycisku nie oznacza, że koniecznie zgadzacie się z treścią wpisu, ok?

Młodsza Pimposzka bardzo wyrosła i wydoroślała. Nie mogę uwierzyć że starsza kończy osiem lat. Jeśli chodzi o siędbanie, to mam ogromne sukcesy w tej dziedzinie. Po pracy głównie to robię. Grzebanie w kwiatkach czy porządki w szafkach też czasem do tego zaliczam. W pewnym stopniu jest to dla mnie relaks.
No ale poza tym długie spacery albo inne treningi też są na porządku dziennym. No ale muszę dodać, że jestem na innym etapie życia. Moje dziecko jest już dorosłe, może jeszcze nie do końca ,ale na pewno samodzielne.
Jeśli chodzi o żywienie, nie jem wogole śmieciowego jedzenia, cukru i nie pije alkoholu(od dwóch lat). Mam od lat problemy z jelitami, teraz jeszcze pozbyłam się tzw.zgagi, która mnie męczyła od lat. Polecam te super prostą dietę.
Dzięki, dziewczyny rosną jak na drożdżach i są takie fajne! Weszliśmy w taki naprawdę fajny okres z nimi zanim zaczną się problemy nastolectwa. Jeśli chodzi o mnie to zauważyłam, że jednak bąbelki mają zły wpływ na moją dietę. Jak były w Polsce latem a my zaiwanialiśmy z remontem to i tak odżywialiśmy się naprawdę zdrowo i jakoś był czas aby gotować i planować jedzenie. Z dzieciakami, które chętnie jedzą tylko makaron z sosem pomidorowym albo nugetsy z kurczaka jest to o wiele trudniejsze.
I o to chodzi. Trzeba znaleźć swój sposób na osiędbanie. Dla mnie to spacery, książka i dobre jedzenie. Nie piję alkoholu, jem niskowęglowe jedzenie (to mi pomogło w zrzuceniu sporej wagi) i jak ty poprostu staram się żyć bez ciśnienia. Fajnie ze nie łykasz antidepresantów, o to chodzi. Trzymaj się i do przodu ❤️
Dzięki! Z tych antydepresantów cieszę się najbardziej i chcę to utrzymać. Ja niestety mam ograniczone możliwości jeśli chodzi o spacery ale dbam aby dużo chodzić jak jadę do pracy. Chociaż trudno mówić o naturze w centrum Oxfordu to i tak jest uroczo 😉
Wszystko się liczy, kroki w pracy też. Ja jestem na wsi więc jest przestrzeń. No ale Oxford jest piękny więc chodź na zdrowie.
Też jestem w klubie osiędbania, staram się codziennie robić coś, co sprawia mi dziką przyjemność, nawet jeśli to nie wygląda na przyjemność, a na pracę. Lubię teraz granic liście w ogrodzie. Lubiłam w spokoju malowac na dworze, ławki, stoły, krzesła, z Audiobookiem na uszach. Nie umiem wypoczywać pasywnie.
Mitenki mniejszej P. są śliczne, dokładnie ta wielkosc udziergu, która grzeje, ale nie przeszkadza przy różnych czynnościach. Z początku robilam większe, dłuższe na palce, dłuższe za nadgarstek i na przedramię, bo fajnie wyglądają, ale jak je założyć majac ubrana kurtkę metoda potknięć i przemyśleń, I dojścia do praktycznej strony produktu. Teraz mam na drutach Opal i skarpety męskie.
Jedzenie, w sensie zdrowego, I u nas jest tematem, ja niczego się nie zarzekam, bo słodycze czasami lubie, a najbardziej miśki Haribo, ale umiem tez odpuścić i nie jesc, zwracam uwagę na codzienne jabłko wedle nauk angielskiego przysłowia… Tobi jest obciążony ponad 30 latami consultingu i lubi wyszukiwać winę u wszystkich możliwych, najchętniej w calym przemyśle żywności, że produkują niezdrowe rzeczy, a ludzie to jedzą, bo jesc muszą (niby). Nic nie muszą. Kantyna w miejscu pracy nie jest jedynym miejscem, gdzie trzeba czy należy jesc, budka z kebabem tez nie, I oczywiście, przygotowanie konkretnego, zdrowego posiłku to jest pewna logistyka i praca, ale nie zabijajaca reszty wolnego czasu na amen. I sie wie, co sie je. Zdziwil sie, ile np cukru wchodzi do ciasta, i co to znaczy. Dla mnie znaczy, ze z ciastem postepuje sie iszczednie, jesli chodzi o konsumpcje, bo ma okreslony sklad wlasnie, a “na miescie” w stressen, nie pomysli sie, i zhe sie tego wiecej, bo głód, bo stres, bo smakuje, I tak zamyka się pewne błędne koło i nie ma co się dziwić pewnym skutkom takiego stylu życia.
Ale zdaje mi się, że do pewnych wniosków, kazdy musi sam dojsc. U mnie też trochę trwało, ale dotarło. I sporo wagi ubyło.
Notabene nie zapomniałam zdjęć Twoich plecków, jak się ładnie wyrzeźbialy… pamiętasz jeszcze?
Pozdrawiam serdecznie!
Dzięki! Młoda lubi mitenki, muszę jeszcze zrobić starszej. Co do długości to masz rację. Młoda już musi je sobie ‘specjalnie założyć’ nie wiem co by było jakby były dłuższe. Co do jedzenia to zależność jest naprawdę prosta, głęboko wierzę w połączenie jelit i mózgu. Im lepiej jem tym lepiej się czuję. Niestety wraz z wiekiem i po operacji jeśli zjem coś nie bardzo to od razu to czuję. Kiedyś miałam żelazny żołądek a teraz kruchutko 🙁 trochę mnie to denerwuję, niby jestem zdrowa a na jedzenie muszę naprawdę uważać.
Na głowę bardzo mi teraz pomaga gimnastyka i chociaż jakoś nie schudłam to widzę, że moje ciało jest sprawniejsze, silniejsze, bardziej stabilne. Szalenie mi się to podoba. Trzeba o siebie dbać. Moi rodzice cały czas mówią, że zdrowie najważniejsze (teraz, jak są na emeryturze i mają trzy sztuczne biodra między sobą). Mam wujka 75 lat, który ledwo się sam porusza, ma mnóstwo chorób, przeszedł udar itd. Podczas gdy mój 75 letni teść to przy nim młodzieniaszek, codziennie gania z psem na spacery, ma taką młodość w kroku.
Modelka i mitenki cudne!!
Dziękuję! Też tak uważam 🙂