Ile dzieci rodzi się w Bieszczadach? – prasówka

Do napisania dzisiejszego wpisu zainspirowały mnie dwa artykuły, które mniej więcej w tym samym czasie wpadły mi w oko. Jeden na temat powrotu izb porodowych w regionach Polski, gdzie brakuje ‘pełnowymiarowej’ porodówki (klik), a drugi na temat nadmiernego promowania porodów naturalnych w programach nauczania położnych w Wielkiej Brytanii (klik).

Kiedy byłam w ciąży ze starszą P. to bardzo żałowałam, że moja ciąża nie była prowadzona w Polsce. Tam robi się tyle badań, są regularne wizyty u ginekologa i generalnie opieka prenatalna wydawała mi się dużo lepsza. Oczywiście poza porodem, bo historie z polskich porodówek dalej mroziły krew w żyłach. Cieszyłam się, że rodzić będę jednak w Anglii. Potem była druga ciąża i wtedy mocno się już cieszyłam, że nie prowadzę ciąży w Polsce, że nie muszę na przykład robić krzywej cukrzycowej ‘z urzędu’ i nikt nie kłuje mnie igłami bez potrzeby.

Im bardziej zgłębiałam temat, tym bardziej marzył mi się naturalny poród, najlepiej na izbie porodowej i jak najdalej od szpitala. Statystyki były nieubłagane, poród szpitalny wiązał się z większym prawdopodobieństwem różnych nieciekawych interwencji medycznych. Oba porody wspominam bardzo dobrze. Oba odbyły w tym samym miejscu, ale jeden był na porodówce, a drugi na izbie porodowej.

W grudniu 2014, kiedy rodziła się starsza P. w naszym województwie były dwa odziały położnicze plus kilka izb porodowych. Ta najbardziej pożądana była (i dalej jest) w Chipping Norton. W samym sercu regionu Costwolds, w cichym szpitalu tzw. ambulatoryjnym. Nowy budynek, dwie sale porodowe z wanną, prywatną łazienką itd. plus osobne pokoje jednoosobowe ‘po porodzie’. Wszystko w ramach NHS. Tam zaczęłam, ale skończyłam na porodówce w moim mieście.

Na oddziale było tłoczno. Na parterze znajdowało się pięć sal porodowych, ja byłam w piątej. Sala była oczywiście pojedyncza, ale nie miałam swojej łazienki. Na oddziale była jedna wypasiona sala (numer 1) gdzie była wanna do rodzenia oraz prywatna łazienka, ale ta sala była już zajęta. Zresztą kiedy rodziła się starsza P. wszystkie sale były zajęte. Po porodzie przeniesiono mnie do sali na górze, w której spałam (jeśli to można nazwać spaniem) z czterema innymi świeżo upieczonymi mamami. Takich sal było kilka, były tam też mamy, które musiały zostać na oddziale nieco dłużej. Była tam nawet mała stołówka. Generalnie nie było źle, ale cieszę się, że puścili mnie do domu na następny dzień. Starsza P. urodziła się nad ranem, zostałam w szpitalu cały dzień, kolejną noc i następnego dnia nas wypisali.

Młodsza P. rodziła się w lutym 2017. W międzyczasie oddział położniczy w naszym mieście ‘zdegradowano’ do statusu izby porodowej. Oficjalnym powodem był brak personelu. Oczywiście były ogromne protesty, bo nagle na całe województwo ostała się jedna porodówka w szpitalu akademickim w Oxfordzie. W naszym przypadku to 40 minut autem i zazwyczaj dość mocno zakorkowaną trasą. Czy się bałam? Absolutnie nie (albo przynajmniej tego nie pamiętam ;). Celowałam, że urodzę w tym samym miejscu. I tak się stało.

Za drugim razem miałam zupełnie inne doświadczenie. Młodsza P. urodziła się w wodzie, w wannie w sali numer 1. Miałam swoją łazienkę. Po porodzie dostałam salę numer 2, która tym razem służyła jako pokój ‘po porodzie’. Spałam w nim sama z małą. Było cicho i spokojnie. Młodsza P. urodziła się zaraz po północy, następnego dnia około 11 rano wróciłyśmy do domu.

Wtedy był to jeszcze okres ‘przejściowy’ jeśli chodzi o tą zmianę na oddziale i pod budynkiem stała karetka, specjalnie tylko dla izby porodowej. To na wypadek, gdyby coś poszło nie tak i trzeba było jechać na sygnale do Oxfordu. To musiał być chyba najbardziej znudzony ratownik medyczny w historii. Z tego co pamiętam ta karetka była tam tymczasowo. Kiedy wróciłam na konsultację z doradczynią laktacyjną, spotkałyśmy się w sali numer 5, gdzie dwa lata wcześniej urodziłam starszą P.

Starsza P. zaraz będzie obchodzić jedenaste urodziny! W tym czasie opieka położnicza i okołoporodowa w Wielkiej Brytanii, jeśli wierzyć mediom, zeszła na psy. Co chwila są jakieś skandale, szpitale, które po kontroli są uznawane są za wysoce nieadekwatne, niedopatrzenia i zaniedbania medyczne, które doprowadziły do kalectwa, niepełnosprawności bądź śmierci matki albo dziecka. Wygląda na to, że i tutaj przydałaby się fundacja Rodzić po ludzku.

Moje doświadczenia są tylko pozytywne ale drugi poród odbył się w zdecydowanie lepszych warunkach socjalnych i uważam, że izby porodowe to bardzo fajny wynalazek. Ale… do takiego porodu i porodu domowego (również w ofercie NHS) trzeba się zakwalifikować. Ciąża musi przebiegać bez żadnych komplikacji, a matka musi być okazem zdrowia.

Podobno promowanie naturalnego porodu zaszło w UK trochę za daleko. I nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi tutaj o to, że z cesarką czeka się do ostatniej chwili. Chodzi o to, że programy nauczania na uniwersytetach zaczęły zbytnio ‘skręcać’ w kierunku aromaterapii, technik oddychania i relaksującego masażu. W efekcie położne, które kończą studia nie są wystarczająco przygotowane do zawodu co skutkuje błędami przy pracy.

Oczywiście, że poród fizjologiczny jest najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Ale umówmy się, kobiety, które dzisiaj rodzą dzieci są generalnie starsze, grubsze i w gorszej kondycji zdrowotnej niż kobiety 20 lat temu. Poza tym działa też prawo selekcji naturalnej. Kiedyś kobieta, która ‘nie nadawała się do rodzenia’ umierała przy porodzie, dziś nie umiera, a ‘problematyczne’ geny podaje dalej. Naturalny poród brzmi świetnie, ale staje się opcją tylko dla wybranych, a nie standardem. Tutaj możecie zobaczyć filmik ‘reklamowy’ (bo inaczej tego nie da się nazwać) izb porodowych w Oxfordshire (klik). Przy okazji możecie zobaczyć jak są wyposażone angielskie izby porodowe.

Wracając do Bieszczad. Pomimo całej mojej sympatii do instytucji położnej i izby porodowej, nie rozumiem, jak można zastąpić jedyną porodówkę w regionie izbą porodową. Szczególnie w takim regionie jak Bieszczady. To nie jest coś za coś. Zarówno porodówka jak i izba porodowa mają swoje miejsce w opiece położniczej i nie powinny być stosowane wymiennie. Podobnie, przy całej mojej sympatii do filozofii naturalnego porodu, nie podoba mi się nadmierne reklamowanie tej opcji kobietom w ciąży. Jeśli coś pójdzie nie tak, w najlepszym przypadku będą się czuły nieadekwatne, że nie potrafiły dokonać tej ‘najbardziej naturalnej rzeczy dla kobiety’, w najgorszym przypadku zapłacą największą cenę. Idealnym rozwiązaniem wydaje się być to w szpitalu akademickim w Oxfordzie. Na jednym piętrze znajduje się izba porodowa, a piętro niżej w pełni wyposażony oddział położniczy.

Oczywiście, paradoksalnie, największym problemem jeśli chodzi o porodówki, jest fakt, że dzieci rodzi się coraz mniej, a takie oddziały kosztują kupę kasy. I tutaj polecam Wam artykuł z ostatniego wydania ‘Polityki’ (klik). Autorka nie pisze o tym, co zrobić aby Polki chciały mieć dzieci, ale aby ułatwić posiadanie dzieci tym, którzy chcą ale z jakiś powodów nie mogą albo się boją. To oznacza łatwiejszy dostęp do badań prenatalnych, in-vitro, czy rozwiązania systemowe dla tęczowych rodzin, zmiany w prawie rodzinnym itd.

Życzę Wam miłego tygodnia.

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Alicja (ta z Walii)
2 miesięcy temu

Czytając Wydaje mi się że punkt widzenia położnej moze zależeć of regionu. Wytłumaczę o co my chodzi. W pierwszej ciąży byłam mieszkając w Sussex. Miałam 35 lat i zapytałam czy mogę mieć poròd domowy. Lekarz i położne podskoczyły z radości na tą wiadomość. Niestety ta ciąża nie przetrwała. Drugim razem mieszkałam w Surrey, miałam 37 lat. Tym razem zaliczono mnie do matek geriatrycznych, powiedziano mi że poród domowy odpada bo…… tutaj wstaw każda przyczynę na komplikacje. Podano mi ich setki. Położna która mnie prowadziła była miła, ale również zalecala szczepionki podczas ciąży (!!!) na krztusiec. No I słynna krzywa glukozowa. Odmówiłam szczepienia jak i zarządałam dodatkowych badań jeśli o chodzi o przeciwskazania rodzenia w domu. Dodam że oprócz wieku, byłam szczupła, bez leków, bez innych dolegliwości etc. Nie opowiem o procesie bo za długo by mówić. Miałam poród w domu. Bez wanien i innych tam, poprostu w domu. Przed domkiem stała karetka jakby co, miałam 2 wspaniałe i doświadczone położne, poród był szybki, zaczęłam przed południem i skończyłam przed teleexpresem. Mogłam spokojnie się umyć we własnej łazience, położne sprawdziły syna i po herbacie pojechały.
To moje doświadczenie i każda kobieta będzie miała inne. Dodam że chyba bardziej wkurzyła mnie pani która przychodzi później, środowiskowa (?). Nie podobało mi się że pytała o rozne detale, bez wytłumaczenia po co te informacje, jak będą zabezpieczone etc. Więc odmówiłam podawania informacji. Pani przestrzegała nas przed spaniem z dzieckiem w tym samym łóżku, na wypadek gdym ja albo mój partner był pijany i zadusił dziecko(!!!). Wizyta była krótka.
Myślę że trend na porody domowe i nie pełne nauczanie przyszłych położnych jest w pewnych regionach, nie jest to ogólno narodowe podejście, z różnicami w Anglii, Walii i Szkocji.
Tak samo jak dostęp do lekarza pierwszego kontaktu. Słyszę rozne historie lokalnie ale nie mogę powiedzieć nic złego na naszą przychodnie. Gdy coś mnie martwi, zobaczą mnie tego samego dnia, lekki są wydawane w przychodni a gdy nie ma czego potrzebujesz, wyślą ci SMS gdy już jest; w Walii wszystkie leki są darmowe.
Myślę że nie tylko kobiety mogą być starsze i grubsze, myślę że poprostu jest za dużo”hałasu” na temat związany z ciąża i porodem i możesz czuć się przytłoczona, dodaj hormony do tego. Czego brakuje to przygotowanie do porodu, nie tylko prowadzenie ciąży i ustalanie gdzie będzie poród. Mówię o takim psychologicznym przygotowaniu i o tym czego oczekiwać.
Następny topik to chyba już menopauza, ha ha.
Miłego poniedziałku.

Lena
2 miesięcy temu

Położna miała rację co do spania z dzieckiem. Niestety zdarzają się przypadki przygniecenia dziecka przez mamę podczas snu, co może się skończyć urazem dziecka, a nawet śmiercią. Osobiście spotkałam się z takim przypadkiem i była to straszna tragedia dla tej mamy.

Alicja (ta z Walii)
2 miesięcy temu
Odpowiedz  Lena

Rozumiem, I wiem. Moja uwaga to fakt że pielęgniarka mówiła o możliwości że ja(??!!), karmiącą matka, albo mój partner będziemy pijani. To nie była generalna dyskusja.

Magdalenka
2 miesięcy temu

To brak wyczucia i taktu. U mnie na wizycie położna zaznaczyla tylko, że łóżeczko jest.

Magdalenka
2 miesięcy temu
Odpowiedz  Lena

Tak się może zdążyć. Ja jednak spałam z każdym z mojej trojeczki, bo doszłam do wniosku, na pół przytomna matka też może zrobić dziecku krzywdę podnosząc je i przekładając.

Alicja (ta z Walii)
2 miesięcy temu
Odpowiedz  Magdalenka

Zgadam się z tobą w 100%.

By Pimposhka
8
0
Would love your thoughts, please comment.x